Jak skoczyć na główkę i się nie zabić? Rozmowa o lęku.

Ryzyko jest zawsze. Skok na główkę, szczególnie w sytuację, która jest dla nas nowa, to stres, to motyle w brzuchu, to mrowienie palców, drętwienie mięśni, suchość w gardle, niepewność i mnożące się znaki zapytania. To złość na samą siebie i pytanie w myślach – dlaczego znów robię to sama sobie?

Na początku lipca byłam w parku linowym na wieczorze panieńskim mojej kuzynki, Marysi. Ponieważ byłam z Iną, zrezygnowałam z atrakcji, czego żałuję. Ale dzięki temu mogłam obserwować dziewczyny, które – mniej lub bardziej – pokonywały swoje bariery. Bo jednak to praca umysłu – pokonać obawę czy lęk, podjęcie działania mimo tego lęku. A na koniec – skok na linie.

Dziewczyny mogły albo skoczyć, albo zejść po drabinie. Ze zmarnowaną adrenaliną, ze zmarnowanymi emocjami. Wszystkie skoczyły. Dlaczego? Pewnie dlatego, że to była dobra okazja, żeby pokonać strach. Tu i teraz, nie za miesiąc. Tej chwili nie dałoby się powtórzyć.

To przykre tak całe życie czekać na to, aż się będzie gotowym. Czekać na właściwy moment, na odpowiednie ułożenie gwiazd. A tak naprawdę nigdy nie będziemy gotowi na to, co nas czeka, ani na to, co chcemy, żeby nas spotkało. Bo nie wiemy, co nas czeka, a życie lubi dawać nam niespodzianki.

Nikt nigdy nie jest gotowy na skok na główkę

Więc co za różnica, czy nie będziesz gotowa dziś, czy a rok. Za rok będziesz miała 12 miesięcy w plecy. Ale nie przygotujesz się bardziej, bo nie wiesz, na co.

Życie jest tu i teraz. Życie to dziś. Życie to niewyspanie, trzy drzemki po budziku, zimne śniadanie, deszcz i brak parasola. To miłość, pytanie, co na obiad, to rachunki do zapłacenia i czekolada do zjedzenia.

Życie jest dziś. Nie wiesz, co będzie jutro.

Więc bój się i działaj TERAZ.

Czasem trzeba po prostu przeskoczyć swój strach. Wyjdzie albo nie wyjdzie. Tak wygląda życie każdego z nas.

Co przeszkadza nam się nie bać?

Za dużo myślimy. Analizujemy. Szacujemy ryzyko. Wyobrażamy sobie wszystko ze szczegółami. Martwimy się, co z nich, z tych wyobrażeń wyjdzie.  Mamy pewne oczekiwania, do których się przyzwyczajamy. A potem czujemy same wątpliwości. A potem znowu ekscytacja. A potem znowu trzy kroki do tyłu.

Za dużo myślimy. Za dużo sobie wyobrażamy. Za mało w tym akcji, inicjatywy, działania.

Ale nie tylko to…

Nasz plan jest niby nasz. Ale to strach przed oceną, strach przed krytyką nas zatrzymuje. Zatrzymujemy się sami porównując się do innych. Próbując powtarzać czyjś życiorys, choć wiemy, że to jest bez sensu. Ale skoro innym się udało, może nam też?

Widzę, że nie doceniamy siebie samych. Niedawno dostałam komentarz, który brzmiał – ,,2 tys co miesiąc przez 25 lat za mieszkanie do remontu, to żadna rewelacja i sukces życiowy.”

A dla mnie to był sukces. Ten kredyt to była wygrana walka. Po miesiącach stresu, papierologii, telefonów, mejli i skanów – mogłam kupić swoje mieszkanie. Takie, z którego nikt mnie nie wyrzuci. Takie, z którego nikt nie każe mi się wyprowadzać. Gdzie nikt nie zabroni mi robić sylwestra, ani nie będzie grzebał mi w śmieciach. Takie, gdzie to ja zadecyduję, komu dać klucze.

Dla mnie to był wyczyn. I to był mój skok na główkę. Mieszanka wiary w siebie, że jakoś sobie poradzę i beztroski. Trochę spontaniczności, trochę ,,jakoś to będzie” a trochę twardych faktów – jestem samodzielna finansowo już tak długo. Czego mam się bać?

Skoczyłam.

A dziś z radością wkurzam się na syfiastą łazienkę, na której remont wciąż brakuje pieniędzy, bo jest tyle rzeczy do zrobienia. Dziś wypuszczam kota do naszego ogródka i piję kawę na własnym balkonie. We własnym kubku.

A to tylko dlatego, że gdy padło hasło SKACZ!, zrobiłam to. Choć w rzeczywistości skok na główkę to coś, czego nie umiem.

Bo czasem jedyne czego potrzebujemy w życiu to chwili głupoty. Tej chwili, gdy nam się wydaje, że wszystko nam się uda. Gdy wierzymy w siebie jak nigdy wcześniej. Gdy odwaga wychodzi z każdym naszym słowem. Tej jednej chwili nam brakuje, by robić rzeczy wielkie. Wielkie dla nas.

Lęk zawsze się pojawia. Skok na główkę to tylko przykład…

Trzeba zdać sobie sprawę, że ZAWSZE, gdy przed nami stoi wyzwanie, pojawia się lęk. Zawsze! Choćby to był setny skok ze spadochronem, pojawiają się motylki w brzuchu. Choćby to był setny skok na główkę, dreszcz podekscytowania jest.

Nie unikaj lęku!

Lęk to życiowy hamulec.

Oczywiście to uczucie jest swego rodzaju ostrzeżeniem. Dobrze, że się boimy, bo dzięki temu możemy uniknąć wielu niebezpiecznych sytuacji. Gorzej, gdy w życiu nie jesteśmy w stanie podjąć żadnego wyzwania, bo tak bardzo boimy się bać.

Gdy tylko pojawia się znajome uciskanie w dołku, wycofujemy się. I na zawołanie, z pamięci, potrafimy wyrecytować 10 uzasadnień, dlaczego nie powinniśmy czegoś robić.

A przecież zawsze ten lęk się pojawi. Przecież jest tyle sytuacji w życiu, na które nie mamy wpływu. A musimy im stawić czoła! A przecież nie od dziś mówią, że najlepszym sposobem na pozbycie się strachu, jest pokonanie własnych barier. Masz lęk wysokości? Skacz! Boisz się samotności? Jedź na samotne wakacje!

Oswojenie strachu pomaga!

Lepszy jest skok na główkę w życiowe zawirowania i nowe wyzwania, niż życie w poczuciu bezsilności i niedosycie.

Bezradność jest trudna. Na szczęście nie jest zaraźliwa i można ją szybko wyleczyć.

Jak?

Mam tu jeden specyfik. Bez recepty, od ręki. Starcza na długo i jest produkowany w Polsce.

Plakat BÓJ SIĘ I DZIAŁAJ

Działa już po jednej dawce.

 

6 komentarzy

  1. Bardzo smutne jest mierzenie “sukcesu zyciowego” parametrami mieszkania i rat kredytu. Czytam Cie Monika od dawna, jak dla mnie jestes zywym przykladem sukcesu, sukcesu poprzez znajdywanie szczescia w nowym poczatku i robienie wiecej i wiecej fajnych rzeczy. Ja wiem, ze Ty sie tym komentarzem zupelnie nie przejmujesz, ale ja sie przejmuje, ze ktos mogl w ogole tak Cie podsumowac. Uh!

    1. dla każdego sukcesem jest coś innego. Doskonale rozumiem, że ktoś może uważać, że 2000zł miesięcznie kredytu to szaleństwo, ale dla mnie moj spokój jest tyle wart.

  2. Dokładnie o tym samym pomyślałam 🙂 No i poza tym nie rozumiem demonizowania “kredytu na mieszkanie”. Są ludzie dla których to sukces, może tak zwróciłam uwagę na to, bo sama byłam w podobnej sytuacji tzn. po kilku latach pracy kiedy w koncu moglismy soie pozwolic na kredyt, miec zdolnosc.. szef mi powiedział o zamknieciu firmy, zwolnieniach… Udalo sie jednak. A kredyt 600 zł. msc na 30 lat to nic w porownaniu z tym ze wynajem mieszkania w naszej miejscowosci to około 1200 zł. Kredyt nas nie obciaza. Mieszkanie co prawda małe (46m2) ale nasze 🙂 Czasem mysle ze kurcze, moglismy cos wiekszego. byla zdolnosc.. ale nie – w sytuacji kiedy ciezko oi prace w naszym rejonie to 600 złotych splaty kredytu przy takich zarobkach dwoch osob (dwoje dzieci na pokladzie) ok 5000 zł to zaden koszt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *