Polska dla Ciebie i dla mnie. Choć tak trudno uwierzyć…

Nie zawsze jest tak, jak chcemy, by było. To jak z końcem miłości. To jak z niezdanym egzaminem na prawko. To jak z biznesem, który splajtował. Nie udało się. Staraliśmy się, wierzyliśmy, byliśmy nawet dobrze przygotowani. Ale się nie udało, po prostu nie.

Wtedy mówimy sobie – innym razem. Innym razem się uda. Następnym razem będziemy w życiowej formie. Następnym razem nie popełnimy błędów.

Gdy wybory wygrywa nie ta osoba, na którą głosowaliśmy (ani nawet ta, na którą głosowaliśmy, bo nie mieliśmy lepszego wyboru), czujemy rozczarowanie, żal, niezadowolenie. A także strach, obawy, lęk, myślimy bardziej o przyszłości.

Zadaję sobie pytanie, jak to o nas świadczy, że po wynikach wyborów czujemy lęk.

Polska nie dla Polek

Zastanawiam się czasem, jak to będzie. Czy teraz będzie gorzej, czy tak, jak jest teraz. Jeśli tak jak teraz – czy to znaczy, że Polska będzie tylko dla Polaków?
A jak dla Polaków, to czy dla osób homoseksualnych też?
A czy jak dla Polaków, to też dla niepełnosprawnych i ich rodziców?
A czy jak dla Polaków, to także dla Polek?

A jeśli będzie gorzej, to jak bardzo? I co nas czeka, jeśli już teraz skaczemy sobie do gardeł?

Zastanawiam się… czy zaraz nie skończy się zapas czarnych parasoli w Polsce? A może ustawa krajobrazowa, która tak pięknie oczyściła miasta, jest po to, by było więcej miejsca na plakaty antyaborcyjne?

Czy znowu smutni panowie z wąsami będą decydować za Polki?
Czy znowu będziemy szczypać się w dłonie, łudząc się, że to tylko jakiś stand-up.
Czy będzie nam wstyd?
Czy znowu miliony złotych z podatków pójdzie na TVP, zamiast na onkologię?
Czy znowu będziemy śmiać się z relacji ze spotkań polityków z Polakami, gdy będzie nam się wciskać kit tak jawnie, że aż uszy bolą. Czy może zadowolimy się tańszymi tamponami i musztardą. Bo przecież Polce tak mało do życia potrzebne…

W związku z Polską

Trzeba to zaznaczyć. Połowa Polaków głosowała na aktualnego prezydenta. Ta połowa nie chce kryzysu w kraju. Ta połowa wcale nie chce, by było gorzej. Ta połowa też dba o swoje.

Ale to jest nie nasze ,,swoje”. To jest ich ,,swoje”. I choć trudno to czasem zrozumieć – każdy ma prawo chcieć po swojemu, o ile nie robi krzywdy innym. Tak bardzo jesteśmy za tym, by każdy miał prawo głosu, a gdy nie idzie po naszej myśli, jesteśmy rozczarowani.

A przecież wśród nas są kobiety, które lubią chodzić trzy kroki za mężczyzną.
Są kobiety, które w urodzeniu ciężko chorego dziecka widzą misję do spełnienia.
Są kobiety, które lubią, gdy mężczyzna ustala zasady.
Są kobiety, które kochają inne kobiety, ale są tak przestraszone własną seksualnością, że nienawidzą zarówno siebie, jak i innych kobiet kochających kobiety.
Są kobiety, które dobrze czują się, gdy są ,,jak wszyscy” i ,,jak norma nakazuje”.
Są też takie, które uważają, że Polska jest dla Polaków i koniec.

I na zdrowie! Nie zmuszam do przyjmowania mojego punktu widzenia. Tylko proszę o to samo dla siebie! Proszę nie zmuszać mnie do przyjmowania innych zasad.

Nie wnikam, dlaczego tak jest. I co na to wpływa. Ale tak jest i koniec. Nie zmieni tego kampania banerowa na Facebooku. Nie zmieni tego też ulotka w skrzynce pocztowej. Ani nawet cudnie przeprowadzona kampania Szymona Hołowni. Ani nawet uroda kandydata na prezydenta RP.

To jak ze związkami. Żeby nam ta miłość po raz któryś wyszła, musimy wiele razy dostać kosza. Musimy się pokłócić, odseparować, rozwieść. Musimy oglądać wszystkie łzawe filmy dla kobiet i żreć lody litrami.  Musimy chodzić na psychoterapię i brać witaminy. Musimy uczyć się siebie nawzajem, musimy znaleźć nową definicję miłości. Musimy odnaleźć się na nowo w relacjach z innymi.

A tego nie da się zrobić w jeden dzień. Tego nie da się zrobić od razu. To wymaga czasu, często lat.

Zaznaczyłabym w opcjach na Facebooku, że moja relacja z Polską jest skomplikowana. Ale to nie znaczy, że wyjadę do UK, to nie znaczy, że potnę dowód osobisty, to nie znaczy też, że machnę ręką i będę negowała wszystko, co się dzieje w kraju. Ani że nie pójdę więcej na żadne wybory.

To znaczy, że postaram się być bardziej świadoma.  A przede wszystkim będę tłumaczyła Polskę mojej córce. Żeby i ona mogła być bardziej świadomą młodą Polką. I podejmowała dobre wybory, takie ,,po swojemu”.

Nie takiej Polski chcę dla mojej Córki

Nie chcę, by moja Córka żyła w kraju, gdzie są równi i równiejsi.
Nie chcę, by rozważała wyprowadzkę do innego kraju.
Nie chcę, by zarabiała mniej niż jej kolega ze studiów.
Nie chcę, by musiała być na łasce mężczyzny.
Nie chcę, by musiała walczyć o to, by się realizować po swojemu.

Moja córka, gdy jest sobą, jest najcudowniejsza na świecie. Jest idealna. Co zrobimy, gdy ktoś stwierdzi, że wcale tak nie jest? Że nie pasuje, że jest hołotą, że w dupie jej się poprzewracało, że jest zboczona, że  ma siedzieć cicho?

Słowa mają znaczenie

Kinga Duda zaskoczyła wszystkich słowami: ,,Chciałabym zaapelować, by nikt w naszym kraju nie bał się wyjść z domu. Niezależnie od tego, jaki mamy kolor skóry, kogo popieramy i kogo kochamy. Wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy jesteśmy równi, nikt nie zasługuje na to, by być obiektem nienawiści.”

Tym razem chyba nie da się tego tak załatwić. To już poszło zdecydowanie za daleko. To nie sytuacja, gdy spotykają się dwie pokłócone przyjaciółki, padają sobie w ramiona, mówią ,,a, zapomnijmy o tym, co było, liczy się to, co teraz”. Teraz jesteśmy równi? Teraz nie ma znaczenia, kogo kochamy? Teraz nikt nie zasługuje, by być obiektem nienawiści? A przez ostatnie tygodnie to był żart, tak? Aaaaa, to było niezrozumienie. Nadinterpretacja.

Przykro mi tylko, gdy sobie uświadomię, że połowa Polaków – idąc tropem komunikatów wysyłanych przez obecnych i niedoszłych prezydentów, nie ma nic przeciwko przemocy, podziałom, agresji. Że nie przeszkadza im głowa państwa, która zamiast łączyć – dzieli.

Droga pani Kingo – myślę, że te słowa, jak i słowa pani ojca, będą przez nas skrupulatnie rozliczane. Tym razem będziemy bardziej czujni. Tym razem na pewno będziemy bardziej zdecydowani. Tym razem nie będziemy mieć innych planów, gdy trzeba będzie zjednoczyć się podczas wspólnego marszu.

Co mogę dziś zrobić?

Dziś wszyscy są jacyś osowiali, zmęczeni. Emocje, tak podsycane przez ostatnie tygodnie, opadają. Już nie mamy o co walczyć. Już po ptakach. Musztarda – nomen omen – po obiedzie.

Nadzieja nam spadła do kostek. Zbieramy poczucie sprawiedliwości z podłogi.

Jedyne, co dziś możemy zrobić, to robić swoje. Zająć się swoim prywatnym poletkiem. Dać z siebie wszystko. Zrobić dla kogoś coś dobrego. Pocieszyć kogoś. Podać komuś rękę. Okazać komuś wsparcie.

Dać komuś przykład. Dobry przykład.

A już na pewno nie reagować tym, czym tak bardzo gardzimy, czyli agresją, nienawiścią, brakiem akceptacji, wyzwiskami.

Nie bądźmy tą tęczową czy tam żółta hołotą. Nie bądźmy tymi, którzy dzielą.

7 komentarzy

  1. Niestety po dzisiejszym przeczytaniu posta, w zakresie polityki i różnicy jak się okazuje naszych poglądów straciłam trochę chęci do czytania dalej bloga, ponieważ myślałam, że mogę się zrelaksować.

    1. czy jak wchodzisz do czyjegoś domu z własnej nieprzymuszonej woli, to rzucasz do gospodarza – niewygodna ta kanapa, myślałam, ze mogę się zrelaksować, straciłam chęć bycia tu?
      nie musisz mi się tłumaczyć, po prostu zmień blog, który czytasz. ja nie muszę tego wiedzieć, nawet nie chcę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *