oczekiwania

No i jak tu postąpić, by być w zgodzie ze sobą, a jednak nikogo nie urazić… 
Jestem cierpliwa,  a przynajmniej się staram. Byłam cierpliwa w szpitalu, gdy Rodzina z obu stron chciała do Iny, choć najchętniej weszłabym na ścianę, tak krępowało mnie patrzenie niektórych osób np. na próby karmienia Iny piersią, gdy zaczynało być nerwowo. Ja w stresie, Mała się pręży, a widz ma piękny obrazek matczynej miłości i najchętniej obejrzał by całą scenę w 3d i jeszcze zrobił kilka zdjęć.
Szpital oczywiście dość szybko tłumi wstyd. Jak z gołym tyłkiem trzeba się przespacerować na cesarke, to potem wywalenie cyca przed męskimi członkami rodziny uważa się za coś zupełnie normalnego. Tata tatą, a inni?

Nie chcę mówić, że wiedziałam, że tak będzie. Sama też poniekąd dałam na to przyzwolenie, nie wypraszając, uśmiechając się i doceniając tą całą sytuację – w końcu narodziny Iny to święto całej rodziny i jak najbardziej rozumiem sytuację, wzruszenie… Ale czy ludzie nie mają zdrowego rozsądku, taktu, wyobraźni? Zawsze musi być – dasz palec, to całą rękę weźmie?
Czemu najpierw trzeba myśleć o uczuciach innych osób? Czemu odmowa jest źle odbierana?
sytuacja: obiad na 16. Na część i ku chwale Iny. Jest 15:55, a Mała marudna, głodna, a ja walczę z cycem. Ja coraz bardziej w stresie, bo wszyscy poganiają. I kolejne puk puk do pokoju. Czy to, że matka z niemowlakiem nie wychodzi z pokoju nie jest wymownym znakiem? Czy już wszyscy wątpią w moje dobre wychowanie, że na złość nie dam nikomu zobaczyć się z Małą? Czemu to najpierw trzeba spełnić potrzeby innych, bo chcą popatrzeć?
Gdy tłumaczę, że sami chcemy wykąpać Małą (pierwsza kąpiel w domu, z Markiem też musimy sie nauczyć, oswoić itp…), a tu rodzinny zbiorowy foch JAK TO? Przecież jest milion ważniejszych rzeczy, niż motywacja młodych rodziców. Nieważne, że chcemy pobyć z Markiem i Iną sami, bo Marek wraca do Gdańska i znowu nie będzie go przez kilka dni. To co, że chciałam na spokojnie wykapać Małą bez świadków ewentualnej mej porażki i nieporadności.
Najważniejsze okazuje się to, by nie urazić innych i zaspokoić ich potrzebę bliskości z dzieckiem. Nastrój i samopoczucie rodziców jest nieważne. I właśnie przez wzgląd na moje dobre wychowanie – napisałam to na blogu, a nie wykrzyczałam wczoraj publicznie. A ochota była wielka…

54 komentarze

  1. A powinnaś wykrzyczeć publicznie! O!
    A co do pukania jak walczysz z cycem – musisz im powiedzieć co i jak, bo teraz jest czas dla Was – bardzo ważny – musicie się siebie nauczyć, zrozumieć, potrzebujecie spokoju!
    Ściskam :*

  2. Jakbym swoje myśli czytała…
    Dziwnym zrządzeniem losu wszyscy dookoła uważają, że bez ich pomocy, czujnego oka i uwag kompletnie sobie nie poradzimy. Tymczasem sprawa jest jasna – kiedy będziemy potrzebowały pomocy, to nie zawahamy się o nią poprosić. Ot, tylko niektórym ciężko to zrozumieć.
    Dużo cierpliwości i asertywności. I spokoju, spokoju, spokoju.
    Cieszcie się sobą.
    Pozdrawiam.
    Skrzat.

  3. Krzycz! Ja w pierwsze dobie po porodzie nie byłam w stanie i nie chciałam nikogo poza mężem widzieć. Rodzina się sfochowała, ale trudno. na oddziale poporodowym sząłu dostawałam gdy przy łóżku sasiadki koczowało pół familii a ja usiłowałam karmić syna przez sondę. W końcu poprosiłam połozną by im zwróciła uwagę.

  4. ha, ha, skąd ja to znaaam 🙂 niestety, w takich sytuacjach chyba jednak trzeba coś powiedzieć w sposób mocny i wymowny – że teraz WY jesteście rodzicami i to WY podejmujecie decyzję, kiedy robić pokazową kąpiel, kiedy przyjmować gości i na jakich warunkach. Narodziny dziecka to też moment, kiedy w głowach bliższej i dalszej rodziny musi się nieco poprzestawiać – nie martw się, popsioczą, pomarudzą (że oni to tacy i siacy), aż w końcu dojrzeją do tego, by zrozumieć,że staliście się rodzicami i teraz macie prawo organizować życie swoje i Waszego dziecka – na WASZYCH ZASADACH. A tak by the way – nieraz bywało tak, że nadgorliwi goście szybko się zmywali, gdy mój Krzycho zaczynał swoje głośne szlochy i lamenty, no bo który miły gość wytrzyma tyle decybeli? :):)):) pozdrawiam gorąco i czekam na następne wpisy :):):):) Alex

  5. Trzeba wyprosic i tyle.. Ja oś poczatku powiedziałam, ze w szpitalu nie chce nikogo. W Domu tez. Trzeba było zwalić na pediatre, co zreszta w naszym przypadku kłamstwem nie było, ze mała najpierw musi oswoić sie z bakteriami rodziców i kotów a dopiero potem z innymi.. Kochana, nie ma co robic dobrej miny do złej gry.. Nastepnym razem wypros i tyle. A najllepiej wstrzymaj gości około miesiac a najlepiej do pierwszego szczepienia. My tak zrobiliśmy 🙂

  6. Też to znam bardzo dobrze. Moja rada 🙂 Mów publicznie co uważasz bo Ci cała rodzina na głowę wejdzie , a rad będą mieli na pęczki – w szczególności grono kobiece czyt. Mama i Teściowa . Mama i Teściowa miały swój czas na wychowanie dziecka czy inne rzeczy przy nim – było minęło. Teraz jest Twój czas a nie ich. Jak raz powiesz co myślisz na dany temat to przez jakiś czas będziesz miała spokój. Pamiętaj że najważniejsza jesteś Ty i dziecko a nie obiad czy rodzina która chce wykonać nad dzieckiem ohy i achy.

    Na początku mojej przygody macierzyńskiej też miałam opory , ale ja się w końcu przełamałam to już z górki w miarę było. Czasami słyszę tylko "rób tak a nie tak" wrrr…wtedy mówię " że to moje dziecko i będę robiła jak mi się podoba". I to dotyczy każdej rzeczy przy dziecku czy to kąpieli czy zabawy czy innych rzeczy. Bądź twarda …trzymam kciuki 🙂 Jakby co też mogę Cię przygarnąć:) Będzie wesoło – 2 noworodki , jeden 4 latek i pies w typie goldena. A właśnie jak reakcja Pieska na nowego członka domu?

  7. Babeczki pakujcie się z Tatusiem i w te pędy do Gdańska!! W sumie na co Wam ta rozłąka? Czemu nie chcecie pobyc sami, razem w trójkę, tfu czwórke z Pieczrką, czemu ma służyć pobyt u Rodziców??
    My po porodzie pierwszej córki od razu zaznaczyliśmy ze pierwszy tydzień po powrocie ze szpitala chcemy SAMI zostać, odpocząć, odetchnąć, "nauczyć się" małej.. Rodzina lekko zdziwiona ale nikt nie oponował i zaczeli pojawiać się kiedy unormowała się laktacja, dopasowaliśmy sie wszyscy do siebie jak puzzle.
    Pamietaj, że teraz Twoje hormony przeżywają najgorętszy okres w całym swoim istnieniu i niestety nerwy czasem napięte na maksimum mogą puścić w mało odpowiednich momentach, można niechcący kogoś naprawdę obrazić/urazić..
    Życzę Wam cudownego czasu RAZEM, to taki fajny magiczny czas, a tak szybko zlatuje…
    pozdr z Wrcoławia:)

    1. boimy się przy takim zimnie tej 3godzinnej podróży z Małą. Dlatego zdecydowaliśmy się poczekać jeszcze 3 tygodnie i wrócić już, jak może będzie cieplej, a i Pyza bardziej odporna.

    2. Jak jest mróz ok -5 to spokojnie można już wyruszać do Gdańska! Przecież pociągiem nie będziesz się tłukła, a zobaczysz że mała będzie tylko spała całą drogę, samochód to najwspanialsza kołyska! A jedzonko masz w cycu to się tylko zatrzymacie, nakarmisz i siup dalej w trasę. Nie ma sensu się rozstawać z mężem i denerwować na "złote" porady innych, sami do wszystkiego dojdziecie. My po narodzinach syna byliśmy sami z mężem u siebie w mieszkanku…cisza, spokój…A co do karmienia piersią to ja zwyczajnie mówiłam wszystkim że idę nakarmić małego, wychodziłam i karmiłam w innym pomieszczeniu, każdy wtedy wiedział że skoro wychodzę to nie chcę żeby wszyscy patrzyli jak to robię, a że moje dziecko najadało się w max 5 min to już całkiem nie było głupio gości samych zostawiać! Moja przyjaciółka robiła podobnie mówiąc bezpośrednio że nie lubi widowni i idzie karmić córkę, nikt nie ważył się nawet zajrzeć choćby nie zamknęła drzwi. Ależ się rozpisałam. Pozdrawiam. Kentak.

  8. i może lepiej by było jakbyś powiedziała najbliższym co Ci na sercu leży.

    ja powiedziałam mamie ze sami sobie poradzimy z kąpielą i choć nasza pierwsza kąpiel to porażka:) to była nasza i nikt tej porażki nie widział i nie komentował 🙂

  9. Oj, biedni jesteście… Pamiętam pierwsze dni po porodzie, kiedy wszystko było nowe i jednak przerażające. Widownia to ostatnia rzecz, jaka była naszej trójce potrzebna. Stety / niestety mój koktajl hormonalny wziął górę nad dobrym wychowaniem i w którymś momencie wykrzyczałam, jak bardzo przeszkadza mi współuczestniczenie pozostałych członków rodziny w niemal każdej sytuacji. Padło na mojego tatę 🙁 Przez kilka dni było między nami nie za fajnie, ale z drugiej strony zrozumiałam wtedy, że teraz to najważniejsza jest moja córcia i o jej komfort mam dbać przede wszystkim. A że noworodek dostraja się przede wszystkim do nastroju mamy, to moje dodatkowe nerwy i różne spięcia napięcia szkodziły nam wszystkim.
    Najważniejszy jest teraz Wasz spokój! Rodzina jeszcze zdąży się nacieszyć Iną! Życzę dużo sił, bo na początku bywa bardzo ciężko, ale też dużo cudownych chwil przed Wami.

  10. To jest Wasz pierwszy, intymny czas razem. Masz prawo regenerować sie po porodzie, leżeć z brzuchem na wierzchu i wietrzyć ranę, karmić z odsłonietymi piersiami. A rodzina najpierw sie obrazi, ale w końcu zrozumie. Zawsze możesz zwalić winę na baby bluesa.

  11. Odnosząc się do pierwszego zdania: nie da się tak postąpić. A przynajmniej nie w tej sytuacji. Teraz jest Wasz czas. Twój, Marka i Iny. Wy bierzecie odpowiedzialność za samopoczucie Waszej trójki, a nie uczucia pozostałej części rodziny. Na nie nie macie wpływu. Wiadomo, że oni chcą być blisko, każdy by chciał. Ale muszą zauważać Wasze granice. Inaczej będzie Wam trudno. Ja bym nie miała skrupułów powiedzieć "nie", nawet jeżeli komuś byłoby z tego powodu przykro. To czas, który się pamięta całe życie.

  12. chciałoby się napisać "cóż życie"
    wiele w tym prawdy – bo teraz Ty musisz by c kreatorem rzeczywistości – powinnaś, musisz powiedzieć najbliższym, że teraz jest Wasz czas, że musicie się siebie nauczuć, że jak wrócisz z Iną do domu to nie będzie nikogo kto Cię wyręczy – więc teraz musisz być twarda.

    Lepiej teraz powiedzieć niż za przysłowiowych kilka miesięcy, wtedy to będzie zbiorowy FOCH

  13. Kochana, absolutnie i bezwzględnie masz być w tych chwilach egoistką dla siebie i dla Iny. To Wasze chwile i nikt Wam ich nie odda. Skoro brakuje taktu i wyobraźni to musisz być tą złą. MUSISZ !!! Dla Waszego dobra i musisz głośno komunikować swoje potrzeby nawet za cenę tego, że nazwą Ciebie sfiksowaną matką.
    Z całym szacunkiem do babciowych uczuć wstęp do szpitala był wzbroniony i teściowa musiała zrozumieć, choć ciężko Jej to przyszło, później były odwiedziny Dziadków, w sobotę jedni i w niedzielę drudzy i przez resztę cudownych dni tylko nasza trójka. Bezcenne chwile dlatego tak nalegam byś o to zadbała chociażby dla Twojej psychiki a jeśli Ty nie masz silnej woli, niech Marek zadba, bo nim się obejrzysz w Wasze progi zawita rozdrażnienie i nerwowość a tego najmniej Wam teraz trzeba. Ściskam i wierzę, że się uda.

  14. Skąd ja to znam. Przy pierwszym dziecku też tak miałam, a przy 2 powiedziałam basta, nie chce odwiedzin prócz męża w szpitalu a w domu chwila, chwila- najpierw my i nasza starsza córka się oswoimy z nowym członkiem rodziny dopiero dalsza część rodziny.I o ile z moją mamą nie mam absolutnie problemu, sama uważa ze rodzice wiedza wszystko lepiej i najlepiej znają swoje dziecko, o tyle tesciowa nigdy nie pokona tego-" JA wiem lepiej" (mimo, iż to 4 jej wnuk), te teksty jej mnie rozbrajaja " nie bujaj go, na pewno jest głodny,daj ponoszę w momencie apogeum wrzasku kiedy to ja chce małego utulić bo serce by mi pękło jakbym miała go oddać w inne ręce).Zatem staram się ograniczać te wizyty bo nie chce się wkurzac maksymalnie, bo szkodzi to mej laktacji.Ostatnio powiedziałam teściowej wprost"nie dawaj małemu swoich rąk w jego ręce , bo on je weźmie do buzi i obliże" notabene przed chwilą w nie kasłała, albo kroiła kiełabachę i nie umyła. Prosty przekaz nie dociera kiedy mówie że on wszystko liże, ostentacyjne wycieram mu rączki, trza wprost. Ale teraz przy 2 dziecku nie mam oporów i Wy to tez pokonacie, bo zobaczycie że Rodzice niesamowicie walczą o dobro swego dziecka …. Pozdrawiam, samych radosnych chwil zyczę

  15. Skąd ja to znam. Przy pierwszym dziecku też tak miałam, a przy 2 powiedziałam basta, nie chce odwiedzin prócz męża w szpitalu a w domu chwila, chwila- najpierw my i nasza starsza córka się oswoimy z nowym członkiem rodziny dopiero dalsza część rodziny.I o ile z moją mamą nie mam absolutnie problemu, sama uważa ze rodzice wiedza wszystko lepiej i najlepiej znają swoje dziecko, o tyle tesciowa nigdy nie pokona tego-" JA wiem lepiej" (mimo, iż to 4 jej wnuk), te teksty jej mnie rozbrajaja " nie bujaj go, na pewno jest głodny,daj ponoszę w momencie apogeum wrzasku kiedy to ja chce małego utulić bo serce by mi pękło jakbym miała go oddać w inne ręce).Zatem staram się ograniczać te wizyty bo nie chce się wkurzac maksymalnie, bo szkodzi to mej laktacji.Ostatnio powiedziałam teściowej wprost"nie dawaj małemu swoich rąk w jego ręce , bo on je weźmie do buzi i obliże" notabene przed chwilą w nie kasłała, albo kroiła kiełabachę i nie umyła. Prosty przekaz nie dociera kiedy mówie że on wszystko liże, ostentacyjne wycieram mu rączki, trza wprost. Ale teraz przy 2 dziecku nie mam oporów i Wy to tez pokonacie, bo zobaczycie że Rodzice niesamowicie walczą o dobro swego dziecka …. Pozdrawiam, samych radosnych chwil zyczę

  16. nieciekawie.ja wiedząc jak bardzo mogę się denerwować takimi sytuacjami rodziłam daleko od rodziców i teściowej. po powrocie z małym zakomunikowałam, że nikogo sobie nie życzę. był zgrzyt, ale życie potoczyło się dalej i już luz. niestety wszyscy chcą dobrze dla mamy, taty, maleństwa, a nie patrzą na to czego życzą sobie rodzice.

    moim zdaniem najzdrowiej to w składzie 2+1. niestety, nie każdy ma taki luksus.

  17. Ech, jakbym czytała o sobie. Tyle, że na szczęście u nas nie było wizyt w szpitalu na sali, za to rodzina męża przyjeżdżała i prosiła o wyniesienie dziecka. A nie, raz było też tak, że i do mnie przyszli, a ja ledwo doszłam z krwią lejącą się po nogach. A ile potem się rodzina naoglądała mojego cyca… zero taktu. Do porodu udało się pojechać cichaczem (że to niby na ktg, ale już miałam skurcze). Ale brat męża i jego żona byli na tyle pomysłowi i kulturalni w ich mniemaniu, że dzwonili do mnie w trakcie porodu (no tak po 8 z 12h skurczy, zaczynało się robić gorąco i nieprzyjemnie, nie miałam siły odebrać, zresztą poród był dla mnie zbyt intymny). To się nazywa pomysłowość.
    Tak w ogóle patrzę na Twoją córeczkę i nie mogę się napatrzeć.Cudna. Kiedy to moje bobo było tak małe, już nie pamiętam ;)) Fajny pomysł ze zdjęciami ze stojakiem-nie wpadłabym na taki. Ale ja mam w ogóle mało zdjęć z ciąży.
    pozdrawiam
    tincturkaa

  18. Ogólnie jest tak – moi Rodzice są super, nie doradzają, nie wtrącają, za to czekają na znak, jak pomóc. U nich teraz mieszkam. Irytują mnie tylko pojedyncze sytuacje, mamnadzieję, że będzie ich coraz mniej. Za 3tyg wracamy do Gdańska;)

    1. No u mnie też rodzice są super, może dlatego, że są daleko 😉 ale nawet jak jestem i proszę o opiekę nad dzieckiem, to wszystko uzgadniają ze mną. mama zawsze powtarza, że ona nie będzie się wtrącac, bo to moje bobo;) teściowie są bardziej zaborczy, a powinno byc odwrotnie, bo dla nich to kolejne wnuczątko, a dla moich rodziców pierwsze 🙂
      tincturkaa

  19. hm no i nie ukrywam dlatego właśnie ja się zastanawiałam dlaczego jedziecie do rodziców a nie zostajecie w Gdańsku na czas porodu i ten zaraz po… powiem szczerze że od samego początku to było dla mnie zaskoczeniem.
    Ale teraz życzę spokoju, bo to WASZ czas, najważniejszy, jedyny i taki już się więcej nie powtórzy! 🙂

  20. Trzeba było wykrzyczeć. Te pierwsze chwile już się nie powtórzą. A powinny być przeżyciem tylko dla rodziców i dziecka. Odwiedziny rodziny? Proszę bardzo, pod warunkiem, że przynoszą rosół, myją Ci naczynia, zaproponują prasowanie ubranek małej, a w nagrodę będą mogli cyknąć sobie fotkę…

  21. Ja przy pierwszym dziecku miałam identycznie. Przy drugim byłam już mądrzejsza i mając gdzieś kategoryczny pogląd Platona na kłamstwo, bez zbędnych wyrzutów sumienia kazałam poinformować rodzinę, że wizyty w szpitalu są czasowo zakazane z powodu szerzącej się epidemii grypy. I nie żałuję.
    A trzy tygodnie szybko zleci:)

  22. Ja nie chce byc wredna, ale decydując sie na bycie blisko rodziny po porodzie dałaś niestety ciche ( nieświadome) przyzwolenie na wypychanie was z roli rodziców i obrażanie się jeżeli chcecie zrobić cos po swojemu i sami. No niestety. My od poczatku mieszkaliśmy sami i pomoc przyjmowaliśmy gdy o nią poprosiliśmy. Pierwsza kąpiel przeprowadzona była przez moją mamę i T. bo ja nie byłam w stanie ustać tyle czasu przy wanience. Miałam ogromną anemie spowodowana odklejenie się łożyska i samą cc. Jeśli kiedykolwiek liczyłas na wyrozumiałość jakichkolwiek członków rodziny to takie sytuacje właśnie pokazuję że czegos takiego nie ma. Dla ludzi liczą sie oni sami niestety. Co do odarcia ze wstydu, ja po porodzie pokazałabym cycki dosłownie każdemu. Przez trzy dni pobytu tyle osob mietosiło moje piersi w poszukiwaniu mleka, że w 3 dobie prawie wyciagnełabym je na swialo dzienne przed ksiedzem, który wszedł do sali i zapytał czy ktoś chce komunie. Tak wiec wiem co czujesz. A wiesz co? Ja do cc nie szłam, jak sie rozebrałam to połozyli mnie na łózku i tak przewiezli, chyba miałam szczescie, normalnie 4 gwiazgkowy szpital mi sie trafił:-p

    1. A ja nie pisze ze nie są, chodzi mi bardziej o sam fakt Twego zdzwienia, ze ludzie nie potrafią postawić sie w Twojej sytuacji. Ja sama w szpitalu gdy próbowałam karmić zmagałam się z wgapiającą sie w moje cycki tesciową:-p. Dla tego ja osobiscie musze wiedziec że jest miejsce w którym rządzę tylko ja i to inni bedą sie dostosowywać do mnie,a nie że ja muszę walczyć o swoje:-p:)

  23. a ja zawsze byłam maksymalnie prosto z mostu- odwiedziny dopiero w domu, jeśli goście nie reagowali na hasło "jestem trochę zmęczona", to mój mąż ich delikatnie, acz stanowczo, wypraszał,byliśmy cały czas razem. Wiadomo, że nie chcę się wtrącać, ale ciche nerwy nie służą ani Tobie, ani Dzidzi, to Wasz moment, a ewentualne fochy zawsze możesz zgonić na hormony 🙂 Chyba nie ma co za bardzo rozpieszczać dziadków 🙂

    1. też się bałam takich sytuacji jeszcze przed porodem, dlatego wykorzystałam burzę hormonalną i poinstruowałam (dość emocjonalnie) mojego małżona co do wizyt w szpitalu i w domu. na szczęście spisał się na medal.
      3maj się ciepło i walcz o swoje. jak będzie trzeba zwal wszystko na laktację, że musisz mieć spokój itp albo na bakterie krążące w powietrzu 😛
      pozdrawiam

    2. Marek nas zabiera w niedziele już do Gdańska!!!!!! co za ulga!
      a co do karmienia w innym pokoju to nie ma szans haha bo właśnie ja się z naszego nie ruszam…ale już ustaliłam zasady, Marek wsparł i na razie spokojnie.;)

  24. Super, że wracacie do Waszego domku, młoda rodzinka powinna być sama, wiadomo, że trzeba się z nową sytuacją oswoić, karmienie to nie taka prosta sprawa, a już na pewno nie jest tak, że "instynktownie" się wie, jak to robić. Ja opanowałam w końcu technikę po miesiącu, były silikonowe nakładki, były łzy, głodne bobo i dużo frustracji, ale dało radę, potem karmiłam prawie 1,5 roku. Fajnie jest, jak ktoś wpadnie na godzinkę, ale 24 h z rodzinką to moim zdaniem stresująca sytuacja. W tych pierwszych tygodniach liczy się mama, tata i dziecko 🙂 Trzymajcie się dzielnie, masz tu zastępy kobiet, które Cię wspierają 😉 Powodzenia!

  25. Dobrze, że wracacie – grunt, by być razem – tylko to się liczy! Trzymam kciuki, choć czuję już zawczasu, że pod Twoim tekstem mogę podpisać się ręcami, nogami a wkrótce i karmiącymi cyckami. I że sama wkrótce taki smarować będę, bo.. bo taka rzeczywistość się zapowiada. Chyba sobie starszyzna każdego plemienia umyśliła, by zawsze – dla zasady – takie morały prawić. Nie wiem, czy mi nerwów do tego starczy..

  26. Tak to niestety jest już… Ja też dobrze żyłam z wszystkimi do czasu gdy się Pierwszy Robak urodził… A potem kazdy wiedział lepiej, a jak pokazałam pazury to już było nie w sos..

    Mam nadzieję, że u siebie będziecie mogli się sobą nacieszyć jak na świeżą rodzinę przystało 🙂

  27. a rodzina bloga nie czyta? u nas tez tak bylo i z radami z polskim ubieraniem na cebulke. trzeba mowic NIE ( i nie ma, ze boli) Wtedy szybciej sie naucza… a tu kazdy sie teraz uczy czegos…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *