Nie jestem minimalistką

Nie jestem minimalistką. Choć nie wiem, jak by chciała być powściągliwa i opanowana, jak zaczynam mówić, co czuję, to wychodzą całe tomy, a pointy nie widać. Oczywiście zaczynam z sukcesem, mówię tylko ,,tak” lub ,,nie”, by zaraz dodać ,,ale…” i tu zaczynają się schody. Bo emocjonalną minimalistką nie jestem. Taką życiową też jakby nie. 

…a tak chciałabym być! Może byłoby łatwiej. Wiecie, minimalizm i koniec. Gotowy schemat. 
Nie powiem, że lubię tylko to i koniec. Nie i koniec! Lubię i to, i to, i to też. Nie jestem minimalistką w swym niezdecydowaniu.
Minimalizm to porządek. Jezu, jaki ja mam bałagan w swoim planach, odkurzam jedno, gubię drugie. Robię milion rzeczy jednocześnie, rano wierząc, że ze wszystkim sobie poradzę, a wieczorem pokornie przyznaję, że jednak zostaję przy moim stałym repertuarze. Wstaję o 5:50, bo jednak przypominam sobie, jak kiedyś wymyśliłam plan, by to wszystko pogodzić… a komputer włączam o 6:20. Bo przez pół godziny patrzę na śpiącą Inulę. 
Wiecie, dlaczego moja osłonka na telefon, która kiedyś była w dziwnie pastelowym zielonym kolorze, teraz jest jakby różowa? Bo uwielbiam mieć aż za bardzo różowe policzki. Nieminimalistycznie i prawie tak, jakby przejechała po twarzy świeżym burakiem. No tak jest. Lubię. 
Słucham muzyki całym ciałem. 
Nie umiem odcinać ludzi. W skrajnych przypadkach ich po prostu gdzieś gubię. Nie potrafię powiedzieć – nie spełniasz moich oczekiwań w znajomości na fejsie, w przyjaźni, w miłości, w związku, w relacji, w piżamie, więc, jakby tu ci delikatnie powiedzieć, spieprzaj. Poznaję cały czas nowych ludzi i na wstępie daję spory zapas mego zaufania. Nie każę nikomu pracować na moją przyjaźń. Pewnie, czasem od życia dostanę pasem po tyłku za to, ale potem… nie umiem odcinać 🙂 
Mój nieminimalizm odzywa się w wielkim szalu niedbale zawiązanym wokół całej głowy. Zawsze znajdę drobniaki na kawę na mieście. Nie panuję nad zawartością swojej szafy, ani torebki. We włosach wiatr i roztrzepanie. Śpiewam w samochodzie. Jadę godzinami busem, by być z kimś dosłownie chwilę. Moim hobby jest wymyślanie – dobrze, że staram się realizować choć fragment tego, co w głowie ma już cały biznesplan. Uwielbiam te wszystkie fejsy, whatsappy, skajpy, vibery – na każdym z kimś rozmawiam. Nie, nie jestem z tych, którzy gardzą czatem, bo ,,wolę twarzą w twarz”. Gówno prawda, gdybym tak myślała, z połową drogich mi osób nie utrzymywałabym kontaktu.
Nie umiem powiedzieć, jakiej muzyki słucham. Ostatnio na 12.piętrze odkryliśmy ”Przed śniadaniem”, ja sama uwielbiam ”Wrapped up”, ale teraz, rano, włączyłam ”Lakes & Flames” The Car Is On Fire. Kocham disco polo miłością pierwotną, ale gdy słyszę ”King and Cross” to mnie nie ma. Z Hanią mogę mieć włączony ,,tryb Beyonce” przez całą noc, a potem pół dnia z ”Tribute to Komeda” Sadowskiej. Nieminimalistycznie biere wszystko!
Na dobry koniec posta, a dobry początek dnia dodam, że minimalistycznie zaczynam patrzeć na swe emocje i uczucia. Ja zdałam sobie sprawę z TEGO i TEGO, a potem się okazało, że to uczucie trwa, poczułam się dobrze ze sobą. 
Niech ten piątek będzie totalnie nieminimalistyczny w swej wiosennej pogodzie, w dobrym śniadaniu, w sukcesach w pracy, w miłych rozmowach w windzie, w szybkich spojrzeniach gdy nikt nie widzi, w kawie, w zdrowiu i w planach na majówkę. 
Dzień dobry! 

12 komentarzy

  1. Zajebiaszczy tekst, czytasz i jest dobrze, za kwadrans nie pamiętasz go przesadnie, ale pozytywne nastawienie zostaje! fajnie

  2. podobnie sie ubraly, podobnie sie uczesaly, ludzie na spacerze pewnie nie rzadko sie ogladaja czy nie widza ppodwojnie, ale widac zescie inne Emilka bardziej do mamy waszej podobna.fajnie ze ktos tez nie jest nieminimalny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *