Miłość na zakładkę, czyli przestań szukać miłości na siłę

Mam wrażenie, że ten post nie będzie przez wielu zrozumiany. Miłość na zakładkę to nie dla wszystkich temat wygodny, ale też nie dla każdego traumatyczny. Jednak – emocje rządzą się swoimi prawami, a to, co tutaj napiszę, nie jest jeszcze zrozumiałe dla kogoś, kto nie ma za sobą mocno złamanego serca, kto nigdy nie został porzucony, skrzywdzony. Kto nie został sam i nie wiedział, co z tą nagłą  samotnością zrobić.

Samotność ma to do siebie, że jest jak zepsuty ząb. Nie da o sobie zapomnieć. Pulsuje, pobolewa, boli – raz mocniej, raz słabiej, ale stale.

Bardzo możliwe, że tak własnie jest. Że w chwili, gdy czujemy się ja gówno, chcemy za wszelką cenę poczuć się jak królowe osiedla, jak miss ziemi podkarpackiej. Jakkolwiek, byleby lepiej. Potrzebujemy potwierdzenia, że nie jesteśmy ludźmi gorszego sortu, że nie trafiamy do koszyka  z napisem ,,second hand girl” i że są w nas rzeczy, za które ktoś jest w stanie stać w kolejce po gorące pączki dłużej 15 minut.

I wtedy pojawia się on. Mówi, że tamten to głupi był, że takie cudo zostawił. Że musiał być skończonym debilem, że nie docenił tego cudu kobiecej natury. A my na to – naprawdę, ale serio, nie żartuj. Resztki kokieterii lśnią w słońcu i zaczyna nam być całkiem przyjemnie. Złamane serce jest zalepione lukrem kapiącym z tych wszystkich ,,kotków”,,,misiów” i ,,maleństw”. Miłość na zakładkę kwitnie.

Na kawę zabiera, sms-y pisze rano i wieczorem. Nie zauważa naszych wad, bo w sumie jakie można mieć wady w letniej kiecce na spacerze czy na imprezie, gdy muzyka gra tak głośno, że można bąka puścić i tak nikt nie usłyszy. Jakie można mieć wady na trasie dom-park czy dom-kawiarnia. Czy nawet drzwi-łóżko. No żadnych. On nie ma wad, o ile ma na sobie tę koszulę, w której tak ładnie wygląda, i odprowadza do domu po imprezie. My nie mamy wad, póki mamy ogolone nogi i robimy jajecznicę na boczku.

I tak rośniemy w siłę w tej krainie bez wad i z przyjemnością. Pizza, łóżko, przyjaciele. Kradzione wieczory, poranne sms-y. Nie, ty się wyłącz, nie – ty, no dobra to idę, to idź, no mówiłam, żebyś szedł. Sweet.

Jesteśmy bohaterkami programu ,,Królowe życia”.

Po kilku tygodniach okazuje się, że ta zostawiona dziewczyna ma nowego chłopa. Kiedy to się stało? Zaczyna robić kanapki do pracy i z prania wyciągać męskie bokserki. Zaczyna gotować tylko to, co on lubi. Zaczyna czesać się tak, jak lubi. Wyrzuca swoje ulubione cygańskie kiecki, bo on to ,,garsonka team”. Po kilku miesiącach mamy ,,deżawi”, bo nowy facet zachowuje się jak ten stary. A raczej my się czujemy tak samo źle jak z tamtym. Znowu jest – ty zawsze, a ty nigdy.

Jak to możliwe?

Dlaczego miałyśmy być już kochane, a znowu nie jesteśmy?

Dlaczego nie jest tak, jak być powinno?

Ja mam na to swoją teorię. Nic się nie zmienia, bo my nic nie zmieniamy.

Tak, o nas chodzi. I to jest nasza wina. Nikogo innego, tylko nasza.

To my nie jesteśmy pewne swojej wartości. To my nie wiemy, gdzie postawić granice. To jego przyjemność życiowa jest ważniejsza od naszej. To my chcemy za bardzo. To nam się wydaje, że jak będziemy na każde skinienie, to będziemy bardziej warte miłości. Tak bardzo chcemy zasłużyć na miły, ciepły gest, że zachowujemy się jak psy, które się łaszą, by tylko zostać pogłaskane.

Z moich obserwacji wynika, że tak bywa właśnie, gdy w grę wchodzi miłość na zakładkę. Gdy z jednego łóżka wskakujemy do następnego z nadzieją, że teraz to będzie prawdziwe dobre życie.

I dlatego nam się często nie udaje. Bo głupie jesteśmy.

A jak być powinno?

Pół na pół. Ty gotujesz, on zmywa. Ty zakładasz, on zdejmuje. Ty załatwiasz, on naprawia.  Ty robisz kawę, on Ci herbatę. Ty robisz pranie, on podwozi Cię do pracy. Ty przewijasz dziecko, on je karmi.

A przede wszystkim – Ty mówisz, on cię słucha. Ty słuchasz, gdy on mówi. Ty nie krzyczysz, on nie podnosi głosu. Ty wyciągasz rękę na zgodę, on Cię przeprasza.

Ale tego trzeba się nauczyć i to w praktyce. Teoria nic tu nie da.

Miłość na zakładkę, czyli kochasz go z miłości czy z samotności?

Gdy poczucie samotności dobija, jedyna myśl w głowie brzmi – żeby to się w końcu skończyło.

Wtedy najczęściej wybieramy byle jak i trafiamy na byle kogo. Kogoś, kto jest wyrobem czekoladowym w pięknym pazłotku. Niby ładnie wygląda, a jednak podróba naszych marzeń.

Zadaj sobie czasem, kobieto, pytanie. Czy Ty go kochasz bo jest fajny, czy tylko dlatego, że jesteś samotna. Dlatego, że nie ma komu lodówki naprawić, gdy się zepsuje. Dlatego, że dzieci powinny mieć ojca. Dlatego, że wszyscy chodzą na randki, a Ty nie. Dlatego, bo już byś chciała razem kredyt na mieszkanie wziąć.

To nie fair być z kimś z samotności, a nie z szalonej miłości. To nie fair pocieszać się kimś i być z kimś, żeby życie mniej bolało. To jest oszustwo. Oszukaństwo wręcz.

Ale też sama siebie, kobieto, oszukujesz.

Trzeba się wysmucić

To jest naturalny odruch – uciec. Schować się. Gdy jest nam źle, chcemy szybko ten stan zmienić, zakamuflować. Choć na chwilę poczuć się lepiej. Niektórzy wpadają w alkoholizm. Inni zaczynają imprezować. Inni zaczynają nowy związek. Tylko po to, by poczuć się lepiej.

A ja jestem zdania, że trzeba się wysmucić. Rok, dwa, czy trzy… Trzeba przeżyć te emocje, które są tak ciężkie, że się oddychać nie da. Trzeba je poznać. Trzeba się dowiedzieć, skąd się biorą. Co je powoduje. Czemu jest tak ciężko. Dlaczego to takie ważne.

Czasem trzeba się wypłakać do końca.

Te emocje, które tak pięknie przykrywamy sztucznym uśmiechem, nie znikają. One nie tracą na ważności, nie wysychają, nie utleniają się. One cierpliwie czekają i potrafią nagle uderzyć ze zdwojoną siłą. Te nieprzepracowane emocje w nas siedzą i utrudniają nam życie. Codziennie dają o sobie znać zmęczeniem, depresją, brakiem pewności siebie, strachem przed ludźmi, kompleksami.

Dobrze, jeśli szukamy pomocy u psychoterapeuty. Ale czasem do końca życia zmagamy się ze smutkiem i ciężkimi myślami, tylko dlatego, że uciekaliśmy przed nimi przez lata, a one w końcu nas dogoniły.

Trzeba zadbać o siebie dla siebie. A dopiero potem wiązać się z kimś nowym.

Nie uzależniaj swojego szczęścia od drugiej osoby.

Ten etap wysmucania jest o tyle dobry, że w międzyczasie uczymy się siebie. Tyle człowiek przeżył, że zaczyna być mocniejszy. Zaczyna zdawać sobie sprawę, kim jest i jest już tak zmęczony kłodami, które znajduje pod nogami, że przestaje przejmować się głupotami. Zaczyna szanować swój czas. Zaczyna szanować swoje emocje. Ma w dupie osoby, które marnują jego uczucia. Ma gdzieś rozrywki, które nie przynoszą radości ani odpoczynku.

Po prostu – poznaje siebie i nabiera poczucia, że siebie lubi. A jak coś nie gra, pracuje nad sobą. A nie włącza tryb miłość na zakładkę, bo inaczej zdechnę.

Pamiętam, jak zaczęłam docierać do tego stanu. Pamiętam, jak poleciałam sama do Londyn, bo przestałam czekać na kogoś, kto poleci tam ze mną. Pamiętam, jak wzięłam 3-letnią córkę na koncert, bo nie miałam pewności, czy następnym razem, gdy Oh Wonder będą w Polsce, będę miała z kim na nich pójść. Dużo rzeczy wtedy robiłam sama i bardzo to lubiłam. Oswajałam samotność cierpliwie i świadomie. I nie uciekałam przed nią.

A teraz? Przeczytaj mój wpis o NOWEJ MIŁOŚCI, TAKIEJ PO ZŁAMANYM SERCU,  a dowiesz się wszystkiego.

Nie stworzysz nigdy szczęśliwego związku, jeśli w tym swoim nieszczęściu będziesz się uwieszać na partnerze oczekując, że on zajmie się Tobą w każdym aspekcie, od szczęścia zaczynając.

Szczęście jest stanem, który – wierzę w to głęboko – dotyczy emocji i uczuć, nie rzeczy. A o emocje już musimy zadbać sami. Wtedy będą dobrze wychowane, dorodne, zaszczepione i odporne na głupotę. I nie damy nikomu na nie wpłynąć.

 

Każdy ma inaczej

Życie to nie schemat. Nie trzeba postępować wedle instrukcji obsługi zamieszczonej na opakowaniu. W życiu powinno się mieć jednak zasadę, by w relacjach stawiać siebie na równi z drugą osobą. By zawsze dostać odpowiednio duży kawałek tortu.

I jeśli komuś wystarczył tydzień pracy nad sobą, tydzień leczenia się z poprzedniego związku i wskazuje w nową miłość i JEST SUPER – no to super. Tak miało być. Cieszę się.

Ale jeśli czujesz, że masz w emocjach burdel. Wstrzymaj konie, idź na spacer, psychoterapię i wódkę.  Miłość na zakładkę to teraz plan na później. Miłość do siebie to plan na teraz.

Czas zakochać się w sobie. 

 

PS Kup sobie mój plakat JESTEM PLANEM A, jeśli potrzebujesz przypominajki, by o siebie dbać!

 

14 komentarzy

  1. Zgadzam się w 100%. Sama to teraz przechodzę i widzę dokładnie to tak jak opisujesz. Nic na siłę. Najważniejsze odnaleźć siebie, spełniać siebie a reszta przyjdzie z czasem. Inaczej zawsze będziemy nieszczęśliwe.

  2. Dziekuje za ten wpis! Jakis czas temu sama przez to przechodzilam. Wczesniej nie bylam w stanie sobie wyobrazic jak bardzo zlamane serce moze pograzyc i odebrac wszelka ochote do zycia. Po jakims czasie chcialam juz sie pozbyc tej samotnosci i na sile szukalam kogos. Zaczelam sie spotykac z kims, potem go zostawilam, bo nie byl taki jak moj byly partner. Potem kolejny i kolejny. Dzis widze, ze to ja nieswiadomie bawilam sie ich uczuciami. W koncu sobie odpuscilam.
    Wreszcie pojawil sie ktos, kto nie byl tak czarujacy jak inni, nie bylo zadnych wielkich fajerwerkow. Ale po prostu byl wszedzie tam, gdzie ja, i mocno zabiegal o moja uwage. Jestesmy juz jakis czas razem i wreszcie czuje, ze jestem z kims cudownym, kto jest zupelnie inny niz moj byly, ale moge na nim calkowicie polegac i nie mam pojecia co mnie wczesniej pociagalo w mojej starej milosci. Mimo, ze moj chlopak nie jest idealny to mimo wszystko czuje sie z nim znacznie lepiej niz z kimkolwiek innym. Wiec jak widac wszystko z czasem uklada sie dobrze (mimo, ze czasem rozstanie wydaje sie koncem swiata) 🙂

    1. Dziękuję za ten tekst. Ja właśnie byłam taką miłością na zakładkę. Rok temu to wszystko się zaczynało. A w marcu dokładnie 24 wszystko się z hukiem zawalił o. W zeszłym roku rozstałam się z moim eks. Nie było co zbierać rutyna grała głośno od kilku lat. Troszkę wcześniej pojawił się On. Kolega ze studiów, starszy ode mnie o 15 lat. Zaczęły się najpierw ostrożne wiadomości, potem coraz czulsze rozmowy. Spotkanie w pensjonacie na kilka godzin. Niesamowite ciśnienie na czułość, namiętność. Zakochałam się. Pamiętam kiedy mu to pierwszy raz napisałam to odpisał że on też “chyba”. Ja cierpliwie wysłuchiwałam jaką ma głupią żonę która nie liczy się z jego zdaniem i jaka jest fatalną matką. W głowie budowałam naszą przyszłość po jego rozwodzie. Spędziliśmy ze sobą dwa weekendy. Jeden bardzo namiętny we wrześniu, drugi ostatni w marcu. Zostawił mnie bez mrugnięcia okiem. Teraz wiem że z jego strony to był czysty egoizm. Dowartościował się przy mnie. Teraz kiedy pozew jest w sądzie w pojawiła się szansa na wolność i nieograniczony seks bez zobowiązań jestem niepotrzebna. Choć on twierdzi że może kiedyś będzie żałował i walil głową w mur. Nawet miesiąc temu chciał się spotkać ale tylko na seks. Odmówiłam bo pomyślałam o sobie że mogę mieć gorsze problemy ze zniesieniem tego wszystkiego. Walczę o siebie. Nie jest łatwo. Wstydzę się tego co było. Na koniec lipca mam wizytę u psychologa. A On był wspaniałym kochankiem, najlepszym którego dotychczas miałam ale mężczyzną beznadziejny i skrajnie nieodpowiedzialnym. Jednak wiek nie jest gwarancją dojrzałości

  3. Dlaczego wszystkie takie mądre teksty rady, złote myśli pełna głębokich refleksji pisane są przez kobiety i do kobiet. A co z mężczyznami zranionymi porzuconymi zdradzonym ? co z takimi którzy wbrew stereotypom nie szukają tylko szybkiego seksu i miłości na siłę ale szukają relacji w związku partnerstwa.? tacy faceci nazywani są mięczakami i nie są szanowani bo wszystkie panie czekają na księcia na białym koniu a potem przyjeżdża Shrek na ośle i wszystko zaczyna się na nowo.

    1. Dziękuje. Nie podęłabym się pisania takich tekstów o mężczyznach i dla mężczyzn, mam jednak nadzieję, że ktoś to za mnie zrobi :))

    2. Hej Po prostu facet 🙂 Spokojnie, są na tym świecie dziewczyny, którzy szukają właśnie takich ‘mięczaków’. Poza tym, nie wszystkie czekamy na księcia na białym koniu, uwierz proszę. Ostatnio usłyszałam, że “facet to musi mieć 2 jajka i umieć przywalić w mordę, a nie się mazgaić!” Hm, ja tam wolę wrażliwego chłopaka, który będzie potrafił pokazać emocje, ale nie pięścią. Nie będzie ukrywał swojej wrażliwości ze strachu, że nazwę go “mięczakiem”.

      Także głowa do góry! Bo według mnie, faceci szukający prawdziwej relacji są teraz na wagę złota! I absolutnie nie są mięczakami!

      Dobrego dnia wszystkim!

  4. Wysmuciłam się, nie robiłam nic na silę, wysamotniłam wręcz przez wiele lat. problem w tym, że w tej samotności zrobiło mi się wygodnie. Jest mi smutno, ale bezpiecznie, lubię siebie i swoje życie. Nie umiem nikogo poznać, nie wiem gdzie, nie wiem jak. I na nic słowa przyjaciół , że miłość sama przyjdzie niespodziewanie. Przez 7 lat nie przyszło nic, co by było nawet bliskie zauroczeniu, o miłości nie wspominając. Może po prostu przegapiłam swój moment, a możne nie każdemu jest dane spotkać kogoś fajnego na swojej drodze.

  5. Witam. Tekst jest zrozumiały. Błąd który popełnia wiele osób, wiele kobiet, który i mnie w życiu nie ominą. Trzeba mieć ogromne szczęście by nowy związek w który wskakujemy zaraz po zakończeniu starego okazał się dobry i pomocny… Psychologowie mówią nawet o roku przerwy między kolejnym związkiem… Myślę że to sprawa indywidualna, ale konieczna i zdrowa. Na kacu nie wypada iść na kolejny bal… Szybkie mdłości gwarantowane. pozdrawiam

  6. Przeczytałam <3 . Zgadzam się z tym stwierdzeniem ,, pokochaj siebie" w 100% . Odbudowałam swoje ,,ja" po ciezkiej relacji.Tylko,że nie poszło to w całkiem dobrą stronę. Na mysl o związku robi mi się słabo.

  7. Dziękuję za te słowa… Znam ten stan, to uczucie pustki i poszukiwania kogoś lub marzenia o kimś na szybko, na już, na teraz, byle tylko nie czuć się samotną, choć przez chwilę. Byłam w związku, w jednym z tych “to jest ten jedyny, na całe życie”, 9 lat, z marzeniami na wspólną przyszłość i planami na resztę życia. Zostałam sama, długotrwały proces oddalania się od siebie, lecz z mojej strony wiecznie z nadzieją, że wszystko się poskleja – nie posklejało się. Zostałam sama bez słowa wyjaśnienia, trochę jak pies, którego pozostawia się nagle gdzieś. Bolało…, boli czasem nadal gdy gdzieś przyfrunie jakieś wspomnienie, zapach perfum, czy pierwsze takty “tej wspólnej ulubionej” melodii. Od 3 lat uczę się siebie od nowa, nowej siebie. Samotność bardzo doskwiera, jest trudna. Doprowadza do ciężkich momentów i emocji na skraju euforii i depresji. Mimo wszystko uczy, sprawia, że wiemy czego chcemy, czego oczekujemy i co chcemy dawać. Póki co samotnie, lecz jeszcze z nadzieją, że znajdzie się ktoś, komu znów będę mogła zaufać, oddać kawałek swej duszy i serce; ktoś kto doceni, będzie szanował i zawsze wysłucha. Bo mimo wszystko wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej. Pozdrawiam!

  8. Też byłam w tamtym miejscu…
    Szukałam “miłości na zakładkę”.
    Długo usiłowałam znaleźć siebie w różnych relacjach, a tak naprawdę nigdy nie czułam się bardziej zagubiona…
    I teraz jestem sama, ale nie samotna. Bo mam… Siebie. Tak, siebie! Pewną i świadomą. Taką, którą ja sama nareszcie lubię.
    I nie, nie zamykam się na miłość. Wiem tylko tyle, że nigdy nie byłabym szczęśliwa z nikim, nie będąc szczęśliwa w związku… Ze sobą.
    Ściskam Was, Drogie Kobiety i chcę Wam tylko powiedzieć, żebyście nigdy nie szukały swojego odbicia w oczach innych ludzi. Budujcie siebie same, od podstaw, a odzyskacie tę równowagę i poczujecie niezwykłą siłę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *