Mama jest najważniejsza

Nie, nigdy nie pomyślałam o sobie, że jestem egoistką, która przekłada swoje potrzeby nad potrzeby swojego dziecka. Nie przepraszam Iny, gdy chcę zrobić siku, albo gdy idę na imprezę. A może powinnam?
Podczas NEW MAMA DAY, ostatniego spotkania Trójmiejskich Mam, usłyszałam i zapamiętałam jedno stwierdzenie. Podczas startu samolotu obsługa przypomina o procedurach na wszelki wypadek. “Jeśli ciśnienie w kabinie gwałtownie spadnie, maski tlenowe wypadną
automatycznie. Należy wówczas chwycić najbliższą maskę, pociągnąć ją
mocno do siebie, zakryć nią usta i nos, oddychać normalnie. Pasażerowie
podróżujący z dziećmi zakładają maskę najpierw sobie, a następnie
dziecku”. Przypadek? Nie sądzę!


Rodzice są gwarantem zdrowia i bezpieczeństwa dziecka. To równanie można poprowadzić dalej. Szczęście rodziców jest gwarantem szczęścia dziecka. Zdrowy rodzic jest w stanie zadbać o zdrowie dziecka. Koło się zamyka – dbamy o siebie, bo nasze dziecko jest dla nas najważniejsze. Ubezpieczamy siebie, bo nasze dziecko jest dla nas najważniejsze. Nie ubezpieczamy dziecka, ale siebie – paradoks.
Piszę to też zainspirowana Waszymi komentarzami pod postem Plac Zbawiciela. Szczesliva napisała: ,,Służby ratunkowe gdy walczą o życie ciężarnej kobiety, najpierw stabilizują stan kobiety. Nie bez przyczyny.” Może to mocny przykład, ale obrazowy.
Oto krótki łańcuszek (a lubimy łańcuszki, prawda?). Kobieta, która nie ma czasu zadbać o siebie, zjeść coś zdrowego, traci siły. Nie ma siły, by skoncentrować na dziecku, bo brakuje jej witamin. Zła kondycja odbija się nan jej samopoczuciu i wygladzie. Zaniedbani przyjaciele odchodzą, a dziecko widzi smutną matkę, pełną żalu. Do tego partner widzi matowe włosy i stary dres, telewizor gra coraz dłużej, rozmowy są coraz krótsze. Dziecko doskonale odczuwa napiętą atmosferę. Mama czuje presję ze strony przyjaciół, męża, szefa i swojej własnej. Bardziej skupia się na tym, jaka jest beznajdziejna, niż na grze z dzieckiem w chińczyka.  
Wracając do NEW MAMA DAY – rozmawiałyśmy o tym, jak być zorganizowaną mamą, ale też taką, która ZAWSZE potrafi i może wygospodarować czas dla siebie. To, co zawsze powtarzam – chcieć, to móc – jest bardzo, ale to bardzo ważne.
Wiecie, co ja robię? Dziecko o 19 już śpi. Nie potrzebuje mnie, poza tym jest Tata, który doskonale zajmuje się Iną. Ostatnio byłam na otwarciu sopockiego klubu ,,Wtedy” – dziecko wyspane, mama wybawiona. Niespodziewana ,,delegacja”? Oczywiście, bardzo proszę. Do tego spotkania tylko dla mam, czyli MAMA DAY, w tym czasie ja z Bogną, a Marek i Ina z Michałem i bliźniakami. Wszyscy zadowoleni, cieszący się zdrowiem psychicznym i fizycznym.
Ja wiem oczywiście, że każdy czuje inaczej. Popieram mamy, które pragną każdą chwilę spędzić ze swoim dzieckiem, rozkwitają i czują się w 200% spełnione. Ale mama, która tęsknie spogląda w przeszłość i marzy, by sie wyrwać z domu choćby po słoik musztardy i parówki, powinna przemyśleć swoje priorytety.
Poszłam myślami trochę na około. Tym postem chciałam zaznaczyć swoją filozofię i to, co sprawia, że czuję życiowy balans. Daję sobie 20% czasu tylko dla siebie. To tak naprawdę niewiele, ale jak dużo daje. Macierzyństwo jest piękne, a ja nie czuję sie obciążona, nie przezywam stanów, którymi mnie ,,straszono” kiedyś. 
Chwila oddechu to też nabranie energii do tego, by być cierpliwą i uwazną mamą. Jestem taką mamą. I jestem bardzo z siebie dumna.

43 komentarze

  1. I tak trzymać!
    Zdrowy egoizm to zaleta, a nie wada!
    Ja od 20.30, kiedy dziecię usnęło manikiiiir i pedikiiir opędzlowałam, dobry artykuł przeczytałam, lepszy jeszcze (chłe..) pisać zaczęłam.

  2. Mnie totalnie straszono, co to nie będzie gdy zostanę matką. Wcześniej prowadziłam bardzo aktywne życie, dużo podróżowałam, cały czas imprezowałam. Faktycznie po urodzeniu dziecka musiałam trochę przystopować, ale bez przesady. Wiadomo, że chcę spędzać dużo czasu z dzieckiem, ale jak się chce to się zawsze da tak zorganizować całe zamieszanie, żeby i na tą imprezę wyjść, i pomalować paznokcie i po musztardę wyskoczyć (przy okazji wstępując do księgarni po jakąś dobrą książkę). Jak mam gorsze dni to od razu widzę po dziecku, że też jest jakieś takie bardziej markotne. Mam wtedy motywację żeby się trochę życiowo ogarnąć, wyjść natychmiast do ludzi, zrobić coś miłego dla siebie. I nagle, tryk, dziecko też już uśmiechnięte.

  3. Najpierw rodzic zakłada maskę, po to żeby móc ratować dziecko. Bez rodzica dziecko raczej sobie nie poradzi. A brak tlenu na pewno nie pomoże rodzicowi w ratowaniu dziecka.
    Fajny post i ważny temat. Ja osobiście coraz częściej wychodzę z domu, aby zrobić coś dla siebie, ale nie ukrywam, że czasem jest to problem. Szczególnie, że nie mam rodziny w okolicy, która mogłaby zostać z małą. Oj marzy mi się wyjście z partnerem na randkę. No cóż, czekam. Myślę, że się doczekamy, kiedyś!

  4. Racja! Ja paradoksalnie mam teraz więcej czasu dla siebie, bo bardzo dbam o to, żeby go mieć i nie przepuszczać przez palce. Moje dziecko mnie nakręca do działania i doceniania – czasu, drobiazgów, spokoju. A randki z mężem dają mi teraz taką frajdę, jak nasze pierwsze 9 lat temu 😉

  5. Cieszę się, że mam rodzinę, która pomaga. Za to mąż daleko, bo pracuje za granicą, więc robię za mamę i tatę w jednym. Mam czas dla siebie, jak mała zaśnie,czyli teraz:-) . Paznokcie, fryzura i makijaż są umnie zawsze nienaganne z racji zawodu, ale także z wewnętrznej chęci podobania się sobie. Trzeba pamiętać o sobie, bo inaczej człowiek wariuje.

  6. Popieram! Ja na początku miałam wyrzuty sumienia, kiedy codziennie teściowa przychodziła i zabierała mi synka na godzinę, dwie.. ja mogłam wtedy spać, bezkarnie oglądać telewizję albo iść na spacer. denerwowałam się, bo to ja jestem matką i ja powinnam zajmować się dzieckiem. potem mi przeszło. a te słodkie godziny kilka razy w tygodniu to czasami ogromne zbawienie ;D

  7. Moje koleżanki z oczami jak pięć złotych pytają mnie. Ale co ty radzisz sobie? Bierzecie dziecko na imprezy? Dlatego cieszę się jak widzętakie wpisy jak twój i od dziś będę wyłączać moj grający cały dzien tv! 🙂

  8. popieram w 100% ja mam tak samo . a moja mama opowiadała mi jak to reszta rodziny była zgorszona , jak to ona najpierw jadła a potem dopiero nas karmiła.. i nic z tego do nich nie trafiało jak mówiła ze ona najpierw musi zjesc zeby nie zemdlec z głodu i miec siłe nakarmic dziecko.. a ze u mojej mamy u mnie z głodu spada nam cukier i jest nam słabo , to takie zachowanie ma swoje mocne podstawy.. i przykład z samolotem lub ratowaniem kobiety ciezarnej jest bardzo dobry 🙂

  9. Mądrze napisane. Z tego tekstu wynika jeszcze jedna kwestia – mądry tata = szczęśliwa mama i dziecko. Znam przypadki panów, którzy po powrocie do domów odpoczywają i do dziecka nie dotykają się za bardzo. Wtedy trudno o te 20% czasu dla siebie.

  10. Zgadzam się. Najpierw pomagamy sobie, bo w przeciwnym razie nie znajdziemy sił by pomóc dziecko. Tak w samolocie jak i w zwykłych codziennościach.
    Ja nie mam możliwości wyjść bez dzieci. Mąż wyjechał i zostałam z nimi sama, z dala od rodziny. Ale staram się ich położyć spać o 20 i wtedy mieć czas dla siebie, na książke, film, poskładanie myśli. Mnie wystarczy. A raz na 3 miesiące ruszam do rodziców na tydzień, dwa i wtedy łapię każdą możliwą wolną chwilę.
    W tym roku zapisywałam ilość przeczytanych książek i filmów. Filmów niewiele, więcej seriali, książek 15. A to chyba i tak nie zły wynik jak na te kilka godzin wolnych w tygodniu.

  11. Brawo! Zajęło mi sporo czasu, by dać sobie wieczorem 2,5 godziny na zarabianie poza domem. Zero poczucia winy – dzieci z Tatą, ja w Mac Donaldzie stwarzam prowizoryczne biuro coworkingowe- bo za free, pierwsze 15 minut słucham muzyki, potem pracuję, wracam z jakąś niespodzianką – chrupki, serial, kładziemy się spać, wszyscy w dobrych humorach, mąż patrzy tak jakoś inaczej, bo wyszłam, a zanim wyszłam wsunęłam na tyłek te sexy rurki. Tylko kilka kwadransów, a zdziałało cuda!!! przywróciło balance, jedyne czego żałuję, że wcześniej szłam w zaparte i pracowałam w domu, po powrocie mojej drugiej połowy. Nie – kobieta nie jest potrzebna w domu non stop, to wręcz szkodliwe, dla każdej ze stron 🙂

  12. Moja córka chodzi spać o 22.00 i nigdy nie wiadomo o której się obudzi, gdybym miała jeszcze się wyszykować i wyjść to musiałabym to odsypiać dwa dni, a niestety nie mam kiedy. Mam nadzieje że z czasem będzie coraz lepiej, bo bardzo brakuje mi filmu w kinie i czytania książek, a o imprezach nie wspomnę;)najwyżej odbiję sobie jak pójdzie na studia Pozdrawiam http://mroznytrojwymiar.blogspot.com/

  13. No przyznam, że to bywa czasami niezłym wyzwaniem. Mój M.np.w Nowej Zelandii przez miesiąc, ja studiuję, teściowie i rodzice 300km od nas. Dziecka samego w domu nie zostawię, żeby pójść na imprezę 😉
    + myślę, że z jednym dzieciakiem to jest łatwizna. ja planuję czwórkę. Zastanawiam się kiedy wtedy znajdę czas na impezowanie 😀

  14. Najgorsze zaczyna się gdy dziecko kończy osiem, dziesięć lat i już nas tak bardzo nie potrzebuje, a było dla nas całym i jedynym światem, nagle mamy więcej czasu dla siebie i przechodzimy załamanie nerwowe bo nie wiemy co z tym czasem zrobić, nie mamy żadnej pasji ani znajomych bo nie mieliśmy na to czasu…
    Marta Słomińska

    1. Taki kryzys tożsamości może równie dobrze przyjść wcześniej, gdy dzieci kończą trzy latka. Nieważnie kiedy on nadejdzie, ważne by go konstruktywnie wykorzystać – nie miałam tego czasu, a teraz jest cały mój, czas na pasje, czas na kursy, czas na nowe znajomości, spotkania po latach. To fajnie móc być znowu sobą i trzeba się cieszyć 🙂

    1. Inna, po w pierwszej sytuacji matka nie decyzuje o tym, co się dzieje – ktoś decyduje za nią (na przykład wypadek itp.). W drugiej – matka ma wolną wolę.

  15. zgadzam się w zupełności, osobiście uwielbiam spędzać czas z małym, nie szukam wymówek by wyrwać się z domu, i tęsknie gdy nie widzę go już 2 godziny, ale właśnie te 2h dla siebie bajka, jak nowonarodzona

  16. W ogole to brakuje mi na tych blogach Waszych/naszych tematow trudnych a tak potrzebnych, niepelnosprawnosc, choroba, smierc, przeciez to wszytsko nas otacza i dotyka nierzadko. A blogi maja taka moc i tyle dobrego zrobic mozna, a tu sie jakos nikt nie kwapi.

  17. Świetny post! Nistety prawda jest taka, że polska mentalność jest taka, że jak matka to już musi siedziec w domu w brudnym dresie, nieogarnięta. A jak gdzieś wyjdzie to co z niej za matka, ze kto z dzieckiem siedzi (jakby dziecko ojca nie mialo …). Tata dziecka też potrzebuje czasu "sam na sam" z maluszkiem, bo to im sprzyja, a mamie wolny czas pozwala zregenerować siły ! Jestem absolutnie za!

    1. Szczerze, to nie znam w realu takich kobiet, spotykam raczej na spacerach tak umalowane i ubrane, że czuję się zakłopotana, choć sama bez delikatnego codziennego makijażu nie wychodzę i ubieram się elegancko, a dres po domu też mam niczego sobie 😉 Znacie matki, które autentycznie siedzą w domu w brudnym dresie i nieogarnięte? Poza przypadkami depresji czy coś…

      Moniko, super i tak ma być jak piszesz 🙂

    2. Tak sie zastanawiam, i też nie znam chyba takich "zapuszczonych" mamusiek, chociaż mam koleżankę, która z córką praktycznie się nie rozstaje, od czasu urodzenia (czyli ponad rok temu) chyba ani razu nie wyszla spotkać się z koelżakami sami, żeby tata małej został z nią sam. Ale fakt, że zawsze umalowana ogarnięta i nawet po domu w dresie nie chodzi ! Wydaje mi się, że taki obraz mamy-męczennicy mamy zaszczepiony w genach rpzez pokolenia, bo ja sama po sobie widzę, że czasami jak gdzieś wychodzę to z jednej strony się cieszę, z drugiej myślę sobie, że w sumie mogłabym nie wychodzić bo przeciez mam dziecko, a z trzeciej co sobie pomyślą ludzie, że już 3 raz w miesiącu wychodzę wieczorem. Takie lekkie rozdwojenie jaźni hehe 🙂

  18. Zostać matka to wcale nie oznacza rezygnacji ze wszystkich przyjemności. W końcu jest jeszcze tata, który może się zająć dzieckiem tak samo jak mama, żłobki, w których nie robi się krzywdy dzieciom, no i babcie, które kochają ponad wszystko swoje wnuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *