jestem najlepsza!

Zapytana o to, co robię źle, mogę zacząć tworzyć niekończącą się listę. Swoje wady znam aż za dobrze, kompleksy recytuję z pamięci. Codziennie trącam się łokciem, by zamiast o tym, czego mi brakuje, myśleć o tym, co mam. Codziennie myślę o tym, co powinnam, a czego nie robię. To chore, wiem, ale nikt nie mówił, że łatwo będzie znaleźć balans. No nikt tego nie obiecywał!

 

Kilka tygodni temu pewna psycholog zapytała mnie, co jest we mnie dobrego, najlepszego, w czym czuję się jak ryba w wodzie i nie mam sobie nic do zarzucenia. Ani przez chwilę się nie wahałam, nie musiałam się zastanawiać.

W tym chaosie  ,,nie mam” i ,,nie umiem” jest jedna rzecz, która pozostaje poza wszelkimi oskarżeniami. Sfera, w której nie mam kompleksów żadnych, z którą czuję się doskonale. W tym moim kawałku pysznego tortu nigdy nie pomyślałam o sobie źle, choć widzę, że mogłabym coś lepiej czy bardziej, czy częściej. Ale gdy wieczorem przytulam moje trzyletnie Ukochanie, wiem, że jestem w czymś doskonała. Jest rzecz, w której jestem mistrzem.

To macierzyństwo.

Nie jest to poprawne, wiem. Powinnam się kajać, biczować, być z siebie niezadowolona i razem z innymi nie do końca dobrymi matkami łączyć się w bólu. Powinnam wstawać rano pełna wyrzutów sumienia, kłaść się spać z bólem dupy. Nie tym razem. Mogę się łączyć w bólu w temacie cycków, nadwagi, prokrastynacji i ogólnie, że innym jest lepiej. Ale jeśli chodzi o to, jaką jestem mamą dla Iny, sorry, ale jestem najlepsza.Żebyście mnie tylko dobrze zrozumieli. Nie jestem idealna. Mam złe dni, czasem odburknę, czasem przyznam, że wolę włączyć bajkę niż czytać książkę, czasem przewrócę oczami (Ina ma to zdecydowanie po mnie!). Bywa.

Nie ściemniam mojej Córce. Mówię wprost, że jestem zmęczona. Pytam, czy nie ma nic przeciwko, gdy zamiast czytania przed snem posłuchamy sobie kołysanek. I gra muzyka. Gdy zdenerwuję się, choć wiem, że powinnam być bardziej cierpliwa, przepraszam. Patrzę mojej Inie w oczy i mówię, że nie powinnam i że bardzo ją przepraszam. Pytam, czy mi wybacza 🙂 Zawsze odpowiada, że jest ok. Ale to, co lubię w sobie bardzo i co zamierzam w sobie pielęgnować niczym mój talent muzyczny [:)] to konsekwencja. Jestem w tym dobra i skuteczna. Wiem, że to buduje poczucie bezpieczeństwa nam obu. I dzięki temu mogę z dumą przyznać, że mam rewelacyjne, mądre i dobre Dziecko. Takie, z którym można po prostu się dogadać. Nie krzyczę, wszystko tłumaczę na spokojnie. To jest takie proste!

Lubię moją Córkę, z wzajemnością.

Tak, jestem najlepszą na świecie mamą.W sytuacjach kryzysowych zachowuję zimną krew. Daję przestrzeń i pomagam Jej przekraczać jej własne granice. Daję Inie wolną rękę. Chwalę, dopinguję, cieszę się, klaszczę. Jaram się moim Dzieckiem. Nie pozwalam na wszystko i pilnuję reguł. Nie łamię raz danego słowa, czy na tak, czy na nie. Nie to nie.

Złapałam balans pomiędzy Moniką-kobietą  a Moniką-mamą. I czuję moc, nikt nie jest w stanie mnie ruszyć z mojego miejsca na podium. Mam złoty medal w byciu mamą Inulki.

 

11 komentarzy

  1. Szukam tego balansu miedzy kobieta, a matka – czuje, ze znajde. Monia, Ty wiesz, ze jestes cudowna! Nie pozwalam Ci watpic 😊 Karola

  2. Piękny wpis. Ostatnio rozmawiałam ze swoją nastoletnią córką. Opowiadała mi, że jej koleżanka nie może dogadać się z mamą. Ja zapytałam nieśmiało, a my się dogaduje? I wtedy moja córa z takim ogromnym uśmiechem powiedziała, że tak. Najważniejsza była ta jasność na jej twarzy. Ale to była dla mnie nagroda za te nasze 15 lat. Pozdrawiam Was dziewczyny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *