jak być mniej pretensjonalną?

Pretensjonalny. Według słownika języka polskiego, człowiek zachowujący się sztucznie, krygujący się. Pretensjonalny –  zbyt wyszukany, świadczący o złym guście. Matko, to o mnie?


Nie jemy na śniadanie kaszy jaglanej z jagodami goi za 16,99zł za małe opakowanie. Nie dodajemy do ekologicznej kawy syropu z agawy, zamiast cukru. Nie jesteśmy gastro-purystami, lubimy wszystko z sosem i tak naprawdę zdarza nam się jeść kanapki z kiełbasą, nie żadne ąse-madąse fondue. Nie łykamy jak oszalali każdego wernisażu, każdej wystawy, jaka jest. Nie oglądamy tylko Discovery Channel i przeglądamy Party w Empiku. Lubimy wygodne bawełniane majtki, a nie stringi z futra. Nie wtrącamy w zdania słówek, których znaczenia nie rozumiemy, ani nie mówimy z amerykańskim akcentem tylko dlatego, że w podstawówce byliśmy na lotnisku Kennedy’ego.

Niektóre nasze zachowania wychodzą tylko wtedy, gdy chcemy być bardziej lubiani. Chcemy identyfikować się z ludźmi, do których stylu życia aspirujemy. Widzimy coś lub kogoś w gazecie i też tak chcemy. A jak my chcemy, to cała nasza rodzina chce. Dzieci oglądają bajki afrykańskich twórców ze Skandynawii, matka krzywi się pijąc jakieś peruwiańskie ziółka, pierze w rzece w orzechach, a ojciec gardzi kiełbasa swojską, je tylko chorizo.

Jezu, jak to dobrze wygląda, co? Jak z bloga jakiegoś 🙂

Staram się mieć w sobie jak najmniej pretensji, no chyba, że faktycznie ją mam. Ale jak mieć nie muszę, to nie mam 🙂 Czasem jednak konfrontacja z ludźmi sprawia, że czuję się… dziwnie. Moje intencje, jakże szczere, nie muszą być takie dla innych. Zgroza!

Snikersa? Bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć! I pewnie to powiedziano w USC, gdy rejestrowaliśmy pannę Inę. Nie, nie Ninę, nie Idę, ani Igę. Inę. Reakcja niektórych ludzi sprawia, że mam przemożną ochotę się tłumaczyć. A, bo to z książki, a bo jest krótkie i łobuzerskie i tak do niej pasuje, a bo cośtam. Zamiast siedzieć cicho na dupie i nie komentować… to ja czuję się w obowiązku wytłumaczenia ze swojej fanaberii nazwania Córki oryginalnym imieniem.
Ostatnio w pociągu też tak było. Przede mną trzyletnia Zofia. Piękne imię. Jej mama dopiero po pół godzinie odważyła się zapytać, czy rzeczywiście Ina. No tak – Inula, Inulka, Inet. I choć jestem dumna z tego, że moja Ina tak się nazywa, bo uważam, że trafiłam w 10-tkę i nie ma dla niej lepszego imienia, tak czasem czuję się, jakbym szukała dziury w całym. Wykorzystałam swoje dziecko, by pokazać, jak bardzo jestem oryginalna. Żałuję, że nie starczyło mi oryginalności, by nazwać Córkę TAK
Szczytem hipsterstwa był fakt, że przestałam słodzić herbatę. Mówiąc to w domu, czułam się, jakbym poprosiła o pomidorówkę z ziemniakami. 
Taka moda, prosto z Gdańska 🙂
Dobrze, że Rodzice nie wiedzą, że do pracy noszę jedzenie w słoiku. Nie takim po ogórkach, ale takim piknym, błyszczącym, ulubionym, z nakrętką godną. A mogłabym kanapkę z kiełbasą, mogłabym w plastikowym pudełku, mogłabym wcale. Ale ten słoik to moja jedyna motywacja, by jeść dobre i zdrowe rzeczy 🙂 I czuję się z nim po prostu lepszym człowiekiem. 
🙂

No przyznajcie się, jak bardzo pretensjonalni jesteście?

*fot. Michalina Pryśko

28 komentarzy

  1. Jeśli kiedyś urodzę córkę i przekabacę do końca męża, to też będę pretensjonalna i nazwę ją oryginalnie: Nel. Jak bohaterka z W pustyni i w puszczy. A pretensjonalna tak naprawdę, to byłam chyba we wczesnych okresach blogowania 😉 Teraz na myśl o pierwszych wpisach strzelam buraka 😉

  2. Cóż, tylko Ci się zdaje, ze nadalas córce hiper oryginalne imię. całkiem sporo jest In na mieście i nie tylko.

    Co do Temaru posta: kiedyś trochę byłam ale teraz juz nie. cóż za ulga! Wtedy byłam nieco zaslepiona i tak niefortunnie wyszło a teraz na samo wspomnienie mi wstyd, brrrrr.

  3. Ina to bardzo fajne imię i z tego co czytam, czy widzę na twoim blogu, wydaje mi sie, że świetnie pasuje do twojej córki Ona zdaje mi sie być rezolutną małą osóbka i to Inne imię odzwierciedla jej ducha
    Ja lubię raczej.tradycyjne imiona, nie nazwałabym dziecka Alan, Oliwier. Mój syn to Jerzy Piotr Mój teściu to Jerzy, a Piotr wybrałam bo tak na imię ma mój brat i to drugie imię mojego Stasia, ojca mego syna

  4. TEKSTUALNA snilas mi sie dzis serio. TEZ SIE DZIWIE jak widze ta blogach pokazowke. JEsTE M wege od 20 lat, nie dla spatule, moj syn n'ayant sie Milan no i voilà mieszkam w Paryzu. Pozdrowka

  5. eeee syrop z agawy jest już fe, ma bardzo duże stężenie fruktozy czy coś w ten deseń, w każdym razie, raczej się już nim nie słodzi, wiesz jest stewia czy cukier kokosowy 🙂 ano ja do pracy noszę pieczoną owsiankę i domowe sezamki i jaram się tym, że kupiłam sobie shock absorbera do biegania taka jestem pretensjonalna 🙂

  6. My nazwalismy młodszą córkę Adela. Ehh po reakcjach ludzi (mozna by zeszyt zalozyc) juz chciałam zmieniac imię! Po glowie chodzily myśli, ze moze wlasnie przez nadze widzimisie ona będzie miała przerabane 😛 Na szczęście sis wybila mi to z głowy ;P bo nie ma lepszego imienia dla naszej Aduszki.

    I też nie slodzę herbaty 😛

    Ale imię po prostu nam się podobalo a herbata taka mi smakuje, nie ma to nic wspolnegp z hipstetstwem 😛

    Czasem jednak jak stwierdze ze cos bym chciala to maz zapyta "to na ktorym blogu to widzialaaas?"… Hmmm

    Anraszka

  7. Ja słyszałam, że jestem hipsterska, eko, modna, durnie modna. Bo: jeżdżę rowerem, jeżdżę rowerem z dzieckiem, robię przetwory i piekę chleb i pasztet. Że jak mówię, że czas w kuchni przy przetworach to dla mnie relaks, to gwiazdorzę. A ostatnio ktoś mi powiedział, że mądra jestem. I tego się trzymam.
    Kasia

  8. O kurcze…a właśnie chciałam kupić syrop z Agawy 🙂 Super tekst! Dopiero odkryłam Twojego bloga (jak to w ogóle możliwe?!) i pochłaniam. Od wczoraj nadrabiam straty. I u Flowmummy też nigdy nie byłam! Ja nie wiem, co ze mnie w ogóle za blogerka:D Moja starsza córka ma na imię Malwina. Wkurzało mnie, że nie każdemu się podoba. Młodsza miała być Jaśmina. Ale speniałam, że znowu będą kręcić nosem i dałam Zosia, po prababci. I teraz w grupie w żłobku, na 10-cioro dzieci są 3 Zośki. Pfff. I trudno. Grunt to się nie tłumaczyć. Mój wybór – i tyle!

    Pozdrawiam wiosennie.
    Byłoby mi miło gdybyś znalazła kiedyś chwilkę, żeby i do mnie zajrzeć.

    Aga
    http://bauagany.blogspot.com

  9. Synek ma na imię Nataniel. Ileśmy się nasłuchali! Że co to za imię, że zamiast "amerykańskiego", trzeba było wybrać jakieś POLSKIE – Jan, Mateusz, Jakub, Tomasz… 😉
    Gdy wyjaśniłam, co oczywiste, było wielkie zdziwienie, że Nataniel jest tak samo hebrajskie jak cała reszta wymienionych. A gdy dodałam "ciociu, a wiesz, że był taki prorok Nataniel?", wierząca ciocia nagle stwierdziła, że imię zaczęło się jej podobać…
    Z mężem byliśmy jednogłośni co do tego imienia. Ale znam to uczucie, kiedy ktoś zapyta, jakby nie dosłyszał "że jak?!" wtedy zdarzało mi się tłumaczyć lub czuć nieco winna :/ ale czego to nie wiem.
    Ina bardzo pasuje do Twojej Iny:)

    1. Nataniel to piękne imię! Co prawda mój słodziak się będzie nazywał Franciszek, ale na cześć Nataniela dałam taką postać do moich opowiadań (których pewnie nie wydam, ale grunt, że uświęciłam to imię :D) Pozdrawiam, MM 😉

  10. super tekst i dobry, skłaniający do refleksji temat. a mi się wydaje, że obojętnie, jakie mamy imię, czy jak nazwaliśmy nasze dzieci…i bez znaczenia co robisz na co dzień, jak się ubierasz i czy pieczesz pasztet z wątróbek, czy gustujesz w śledziach – najważniejsze, to BYĆ AUTENTYCZNYM W TYM, co się robi. Nie udawać, po prostu robić to, co jest zgodne z TOBĄ. Moje dziwactwa? od lat piekę chleb na zakwasie, noszę wywijane grube skarpety do butów, uwielbiam przypinki, bawełniane torby, segregowałam śmieci od zawsze, mam dwa koty, dałam zwykłe imię mojemu niezwykłemu synowi…po prostu Krzychu. I wszystko w tej mojej układance mi pasuje. Bo czuję się z tym dobrze, to jestem prawdziwa ja. Ostatnio usłyszałam coś takiego pod moim adresem – że to wszystko co robię i jak żyję jest JAKIEŚ. Uznaję to za super komplement.

  11. hmm, a mi się wydaje że 80% blogosfery parentingowej to dość pretensjonalne towarzystwo pod szyldem marki mini rodini. Ostatnio na pewnym blogu przeczytałam relację ze spotkania 3 bloggerek u jednej z nich w domu. Prawdziwa feria pretensjonalności i zadęcia. Serio jest to trochę żenujące.Oczywiście są blogi wartościowe (do których zaliczam Twój) ale co tu ukrywać, na piedestale królują od lat blogi promujące konsumpcjonistyczne rodzicielstwo. Aż do bólu, co właśnei ociera się o pretensjonalność, snobizm a ostatecznie kicz.

  12. No tak, Mason Jary to szczyt hipsterstwa.
    Myślę że większość tej pretensjonalności to pozory. Wiadomo, że wrzucam na fejsa zdjęcie jesli jest udane. tak samo z na przykład fotami żywności – mąż upiekł chleb? zrobiliśmy sushi? mamy wypasioną sałatkę z figami? no jasne że obfocę ze wszystkich stron. A gdy jest żur, rosół, schab lub kiełba, to jakoś aparatu nie wyciągam, bo chyba normalne, każdy chyba kiełbę widział, nie?
    Poza tym kiełba nie jest fotogeniczna. Co by o niej mówić ale fotogeniczna nie jest 🙂
    Pozdrawiam

  13. Ja wiem, że ten tekst jest pół żartem pół serio, ale naprawdę sądzisz, że nie jedzenie syfu, puszczanie dzieciom niszowych bajek, pranie w rzece w orzechach (:P) i jagody goji to aż takie pretensjonalne?
    My tak na co dzień, nie od święta, nie na blogu i nie na pokaz, łykamy wernisaże, nie jemy kiełby, a wydaje mi się, że do lanserskiego hipsterstwa nam strasznie daleko, raczej śmierdzimy przeciętnością i normalnością na 3 kilometry 😛

    1. jeśli robi sie to ,,sezonowo'', bo wszyscy to robią / bo w gazecie napisali / bo blogerka tak robi – to jest to pretensjonalne. Jeśli ktoś to robi z przekonaniem i według siebie – fajna sprawa!

  14. Ina to piękne imię; pierwszy raz usłyszałam je w Niemczech. Ina to też rzeka, dokładnie Mała Ina-przepływa m.in. przez Stargard Szczeciński:)

  15. Strasznie jesteś pretensjonalna 😉
    Nasza Córeczka to Tola – i ku mojemu zdumieniu, też wiele osób nie może się nadziwić, pyta po sto razy, jak? Tola? Czyli Antonina tak? – Nie, nie Antonina, TOLA i już, szybko, prosto, ładnie 🙂
    Kiełbasy nie lubię, ale też zjem czasem 😉
    Pozdrawiam, dobry post

  16. Bardzo lubię Cię czytać 🙂
    mój synek ma na imię Ambroży, a że jest jeszcze malutki to wszystkie "że jak" dopiero przede mną pewnie… Grunt,że sama się z tym oswoiłam 😉

  17. Dla mnie szokiem jest polska mentalnosc – to, ze mozna dziwowac sie imieniu, ze mozna bezczelnie komentowac takowe i ze kogos w ogole obchodzi to, jakie imie komus nadano. Z prespektywy czasu i zmienionego zycia uwazam Polske za kraj dojrzewajacy, czego konsekwencja jest mnogosc pozerow, ludzi zagubionych daleko poza okresem mlodosci i glupkowatosci. Polak przed drugim krajanem jest w stanie zrobic duzo byle by tylko pozory swej wlasnej wspanialosci, oryginalnosci, wszechwiedzy i nieomylnosci zostaly zachowane. Prosze wybacz, ale sam fakt, ze wspominasz ‘oryginalne’ imie swojej corki i przedziwaczne reakcje innych jest w samym sobie nieprzyjemne, takie polskie i zasciankowe.
    Fajnie byloby gdyby ten kraj nad Wisla w koncu spuscil z tonu, odetchnal, a kazdy zajal sie swoim zyciem, sprawami, mial innych gdzies. Byloby tak blogo, byloby tak milo. Czekam, ale umre zanim doczekam – ja mysle, ze jeszcze z okolo 150 lat zanim tego dostapi narod polski. Zycze powodzenia – nazywajcie swoich potomkow jak chcecie (i tak Wam to urzad wyreguluje), dajcie innym robic co chca jesli tylko nie zazynaja Wam rodziny, wszystko gra. Tra la la.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *