Jak być bardziej docenioną?

Zawsze można powiedzieć:
– Tak? To zobaczysz, zostawię cię z dziećmi samego na trzy dni!

Opieka nad dzieckiem to Wasz zasrany obowiązek, wiedziałyście o tym?  🙂

Czy 20 lat temu komuś przyszło do głowy, by porównywać wychowywanie dziecka z pracą na pełen etat? Nie, tak po prostu było, koniec kropka. Nikt nikomu nie wchodził w paradę, pracował facet, z obiadem czekała babeczka – i tyle. Wielka mi filozofia. 

Dlaczego zaczęło to nam przeszkadzać? Ja widzę 3 ,,problemy”:

1.
Kobiety są ambitne. Niektóre cholernie, aż za bardzo. Nie po to studiowały i robiły kawę na darmowych stażach, by teraz zostać zepchnięte na margines, postawione niemal obok tych, którzy zgłaszają się po zasiłek dla bezrobotnych. Tylko dlatego, że nikt nikomu nie płaci w pln za wychowywanie własnego dziecka.

Kobiety się ocenia przez pryzmat niedzieciatych koleżanek. Chore! A przecież jeśli kobieta realizuje się na 100% jako pełnoetatowa, super mama, to nie powinno się jej pracy zestawiać z pracą kobiety na etacie. Sama spotkałam się ze stwierdzeniem, że kobieta, która decyduje się na dziecko przed 30-stką, nie dość że marzy o tłustych włosach i różowym pluszowym dresie, to jeszcze idzie na łatwiznę i chce wisieć na swoim facecie finansowo. Nie dziwie się, że mamy tak walczą o to, by świat docenił ich starania bycia nie tylko mamami, ale po prostu kobietami, sobą.

A co by było, gdyby odwrócić sytuację i pracę każdej super-biznes-woman oceniać w kontekście matek? To by było bardzo dziwnie i niesprawiedliwe, nie uważacie?

2.
Jak facet zajmie się dzieckiem, to klękajcie narody. Cud na Wisłą, objawienie, promocja w Lidlu. Oczywiście przesadzam, ale z drugiej strony nie jest tak? Jaki ten Kaśki stary jest dobry, jak się dzieckiem potrafi zając, mój to nawet pieluchy małej nie zmienił. A mój? Wstał do małego w nocy. Sam! nie musiałam go wołami ściągać z wyra! A facet Gośki taki zaradny, sam wózek zniesie z 2 piętra i dziecko na spacer weźmie 🙂

Tak jest, drogie panie. Ja sama tego świadkiem jestem, pieje się z zachwytu nad facetami, jak tylko kiwną palcem przy dziecku. Dlaczego? Bo to WASZ zasrany obowiązek zająć się dzieckiem, nie JEGO. Jego to jest dziecko, owszem. I możecie mi mówić, że to nieprawda, ale ja swoje wiem i swoje słyszałam, szczególnie od pokolenia naszych rodziców i wyżej – praca, którą wykona mężczyzna przy dziecku, identyczna jaką wykonujesz ty, jest bardziej ceniona.

3.
Pieniądze, my precious. Każdy chce jakieś mieć, najlepiej swoje własne. Za wychowywanie dziecka państwo nie płaci. A co to za praca bez kasy – żadna. Czyli wychowywanie dzieci to nie praca, a jak nie praca to co.. wakacje! Urlop od obowiązków! Laba!

I jeszcze prosić męża o pieniądze? I jeszcze nowe pociążowe portki trzeba kupić, ale za co? Męża trzeba poprosić… Nie dziwie się, że niejedna czuje się jak darmozjad, gdy musi robić podchody do męża, jak 20 lat temu do rodziców po kieszonkowe. BEZ SENSU! Co nieco o takiej sytuacji pisałam TU.

Wpadł mi w oko artykuł [LINK], historia pewnej mamy, która urzędniczce, patrzącej na nią z góry, wyjaśniła, że:

Zarządzam programem badań długoterminowych (która matka tego nie robi) w laboratorium i podczas badań terenowych (na zewnątrz i wewnątrz). Pracując na moim stanowisku (jako profesjonalny menedżer rodziny) otrzymałam już cztery cenne nagrody (moje córki). Wszystko to jest oczywiście jest bardzo ciężkim zajęciem i zwykle zajmuje mi około 14 godzin dziennie – czasem nawet więcej ( w rzeczywistości to 24 godziny czuwam). Praca ta jest ogromnym wyzwaniem, ale wynagrodzenie jest o wiele lepsze i bardziej satysfakcjonujące niż wszystkie pieniądze świata. 

Tak jest! Nie inaczej.

Ale jak czuć się bardziej docenionym? Wydaje mi się, że trzeba samemu czuć sens swojego wyboru, czuć, że to, co robimy, jest wartościowe i potrzebne. Bo jeśli my nie będziemy pękać z dumy myśląc o tym, co udało nam się ,,zrobić” z tym mały człowiekiem, to kto to doceni? A raz na jakiś czas można faceta zostawić z dzieckiem na 48h. Albo postraszyć chociaż 🙂

Na poprawę humoru fajny klip. Tak też jest. Boże, dokładnie tak jest 🙂

19 komentarzy

  1. Prawdę napisała. Inny przykład: chcesz iść do pracy? To musisz zarobić na opiekunkę! No właśnie, a czemu oboje nie muszą, tylko ona,bo chce iść do pracy? Jest seksizm, jest patriarchat, w naszych głowach, w otoczeniu i nikt inny go nie zmieni, jeśli my sami – mężczyźni, kobiety. Bo patriarchat jest mało ok też dla samych mężczyzn – spoczywa na nich presja za dobrobyt całej rodziny i często chłopaki przedwcześnie siwieją, nie śpią po nocach, a emocji nie zdradzają, bo znów – facet ma być opoką.

    1. Moj jeszcze potrafi powiedziec "Ile dalas do zycia?" Jakby to,ze place za nianie splacam.kredyt z wlasnej pensji,oplacam rachunki za telefony to bylo nic. Jakbym swoja pensje przeznaczala na swoje zachcianki

    2. Dobrze jeszcze, gdy ten mężczyzna jest u naszego boku bo co wtedy, gdy w ogóle same zostajemy z dzieckiem…bo przecież jako kury domowe matki tracą na atrakcyjności…ehhhWtedy radź sobie babo sama zawodowo i z dzieckiem….

  2. Przede wszystkim powinnyśmy doceniać same siebie i być pewne swoich życiowych wyborów. Zawsze może się zdarzyć jakiś głupi komentarz, ale co on tak naprawdę może nam zrobić? Nikt za nas życia nie przeżyje 🙂 A męża na szczęście nie muszę straszyć, lecę mu podziękować, że jest jaki jest 😉

    1. W mojej rodzinie wśród starszego pokolenia ciotki wyśpiewują hymny pochwalne na cześć mojego męża. A jak próbowałam tłumaczyć, że mnie nikt nie docenia wymieniając CO JA ROBIĘ usłyszałam komentarze w stylu" pierzesz? chyba pralka" No tak, ja siedzę na internetach, a skarpetki same maszerują do pralki, potem na suszarkę….mam też samoprasowalne ciuchy. Doszłam do wniosku, że szkoda sił na dyskusje I wysnułam wnioski. SAMA DOCENIAJ SWOJĄ PRACĘ. I choć obecnie z wielu rzeczy rezygnuję żeby więcej czasu spędzać z dzieckiem to pozostawiam sobie furtkę tylko dla siebie. Dziecku potrzebny jest czas mamy, ale nie czarujmy się, nigdy nie powie: "dziękuję, że wszystko dla mnie rzuciłaś i "poświęciłąś" się tylko mi".

    2. Oooj z pewnością nie podziękuje jeśli poświęcisz wszystko. Ale widzę, że jeśli pokazujesz dziecku (mówię o moim przykładzie) że pracuje się nad balansem. I wcale nie muszę robić wszysykiego dla mojego dziecka, to z czasem docenia, to co ma. I mam nadzieję, że uda mi się wychować syna tak by czuł że opieka nad dziećmi to jego zasrany obowiązek.

  3. Nigdy nie piałam z zachwytu nad mężem zajmującym się synkiem. Zwyczajnie zostawiałam męża z małym z instrukcją i wychodziłam. Nie miałam oporów. Tylko nadal mnie wkurza, że pieniędzy swoich nie mam.

  4. tekst nafaszerowany stereotypami, aż zęby bolą.
    W moim środowisku normą jest,że facet zajmuje się dzieckiem-od zmiany pieluchy,przez urlopy tacierzyńskie,aż po weekendy "sam na sam" z dzieckiem,żeby matka w tym czasie mogła poszaleć. Nawet w kryzysowych sytuacjach dzwoni się po dziadka,bo na emeryturze jest, a jak przyjedzie to i obiad ugotuje i na spacer zabierze i bajkę poczyta. I naprawdę nikt im z tej okazji kwiatów nie kupuje,psalmów nie śpiewa.
    Sama nie zawsze doceniam swoją pracę domową,ale w chwilach zwątpienia nie kto inny a mąż wylicza mi ile robię dla nas,dla syna. Partnerstwo w domu/związku to ciężka praca,ale też i naturalne poczucie odpowiedzialności za Małego człowieka i predyspozycje,których niektórym brak. Może warto to sprawdzić zanim przystąpimy do rozmnażania? Bo o ile rodziny się nie wybiera to już męża/partnera tak,więc o co ten raban?
    Zamiast wylewać żale w sieci "mój to, a mój tamto" wyłączcie serial i pogadajcie z facetem jak równy z równym,a nie z pozycji umęczonej matki polki.
    A swoją drogą mam nadzieję,że autorka,mimo trudnych osobistych przeżyć (Gdańsk to jednak grajdół jest) nie pójdzie w stronę "facet to świnia"- szkoda byłoby zaniżać poziom.

    1. masz racje, w moim środowisku to też norma, ale, jak napisałam, pokolenie naszych rodziców i dziadków nadal nie przywykło do tego i hołubi mężczyzn za każdy objaw opieki nad dzieckiem, który kobiecie wydaje się bardzo naturalny. Ja przynajmniej sie z tym spotkałam.
      Poza tym tekst jest trochę przesmiewczy i przerysowany 🙂

      A co do facetów, to są bardzo fajni 🙂

  5. "Nawet w kryzysowych sytuacjach dzwoni się po dziadka,bo na emeryturze jest, a jak przyjedzie to i obiad ugotuje i na spacer zabierze i bajkę poczyta." Hahaha, to mi dopiero stereotypy. Współcześni dziadkowie? wyemancypowani, stawiający na siebie, tak naprawdę to nie ma już chętnych do opieki nad dziećmi, chyba że ta ochota wypływa z serca. W przeciwnym razie są żłobki, nianie. Monikę podziwiam. Za to, że w każdej sytuacji potrafi wybrać szczęście, za to, że jest silna, z pewnością jeśli będzie z kimś, to bez zaniżania poziomu, a o facetach niech pisze jak uważa, kocham jej styl, jej uśmiechy, jej talent i autentyczności. Jak komuś nie odpowiada treść, to ma inne blogi do wyboru.

    1. Najpierw przeczytałam odpowiedź autorki i myślę "Ok, równa dziweucha, w sumie może nie załapałam tego przerysowania" a potem Twój komentarz i zastanawiam się nad sensem komentowania w ogóle. Uderzyłam w czuły punkt czy to dlatego, że nie potakuję jak pozostali? Nie rozumiem.
      Myślę, że to dobrze jeśli pojawia się w dyskusji inny głos. Kiedy ktoś pokazuje, że u niego jest inaczej. To daje pretekst do jakichś tam rozważań, zastanowienia się, dlaczego u mnie jest tak a u innych może być inaczej. Przykładowy już dziadek (akurat mój Ojciec) dla Ciebie jest stereotypem. To tylko pokazuje jak bardzo zmienia się instytucja babć/dziadków.
      Co do ostatniego zdania – no jasne, blogów jest na pęczki. Tylko wydawało mi się (przynajmniej dotychczas), że bloga tworzy się również po to, by dzielić się z ludźmi przemyśleniami, wywoływać dyskusję, wymianę poglądów. A nie po to, by stworzyć kółko wzajemnej adoracji i lizać się nawzajem po uszach. A jak ci się nie podoba, to się z nami nie bawisz.
      Ok, zabieram zabawki i spadam.

      A tak zupełnie na zakończenie – nie wiem czy autorce bloga zależy na tym, by odtąd postrzegać ją wyłącznie przez pryzmat owej Sytuacji. Ona sama nie porusza tego tematu (za co ogromny szacunek i klasa), tylko zagorzałe czytelniczki wiecznie wracają do sprawy… słabo.

  6. Ty się możesz nie zgodzić z autorką, ja z Tobą nie mam prawa, cóż za dziwne poczucie sprawiedliwości. To nie chodzi o to, by się nie dyskutować, chodzi o to, by nie narzucać autorowi jedynie słusznego/ niesłusznego sposobu bycia – wyrażania siebie. Jakby Tekstualna zaczęła przynudzać, to na przykład ja bym nie miała ochoty Jej czytać, albo jakby pod wpływem anonima, który innym zarzuca, że wracają do czegoś (gdy sam wraca) uważała, żeby przypadkiem nie skrytykować mężczyzn. Blogowanie polega na autentyczności, więc zamiast nadać Monice kierunek pisania, zaakceptuj jej styl, a jak nie potrafisz, czytaj co innego, tam gdzie się pisze o wszystkim w samych superlatywach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *