Sama nie wiem, czy lepiej to przemyśleć, czy iść na żywioł
robiąc wszystko, by się udało. Wolę bramkę numer 2, chyba… A myślę teraz o tym,
że pojawia się dziecko i nie ma wymianki, nie ma podróży w czasie, nie ma
przechowalni, nie można się rozmyślić. Teraz to się dopiero zacznie racjonalne,
dojrzałe myślenie. Teraz trzeba będzie być przewidywalnym i odpowiedzialnym.
Trzeba będzie o szczepionkach, żłobkach myśleć. Trzeba będzie wbić sobie do
mózgu nowe priorytety. Choć liczę na to, że to wszystko naturalnie przyjdzie,
samo z siebie i bezboleśnie, z własnej nieprzymuszonej woli, z przyjemnością.
Bez winy i kary. Boże, czy teraz będę się martwić non stop kolor?

Ale z drugiej strony, to samo wszyscy mówili, gdy
zabieraliśmy Pieczarę ze schroniska haha! Że teraz to obowiązek! Że nie można
pieska oddać, że trzeba dbać, karmić, wody nalać, chrupek nasypać. Że na
wakacje to z trudem. I co? Wszystko da się jakoś zorganizować 😛 oczywiście z
pomocą rodzinną.
Tak mnie naszło w niedzielę przed obiadem. To chyba z głodu.