Guilty pleasure, czyli co robię z zamkniętymi oczami

Guilty pleasure, czyli czemu nie widzisz tych wszystkich wspaniałych rzeczy, które Ci się w życiu przydarzają? 

Pierwszy łyk zimnej coli, prosto ze szklanej butelki, gdy temperatura przekracza dozwoloną normę. Biała koszulka przykleja mi się do pleców, odgarniam kosmyk włosów z czoła, torba ciąży mi jak nigdy. Marzę o chłodnym prysznicu, o zamoczeniu stóp w jeziorze. Zimna cola prosto z lodówki… Zamykam oczy, gdy ostre bąbelki drapią w gardło, a idealnie zimny napój właśnie spełnia moje małe marzenie. I to jest guilty pleasure.

5:00 rano. Tak naprawdę nie wiem, czemu wstaję. Przecież budzik nie zadzwonił. Wolnym krokiem przechodzę z sypialni do kuchni, na chwilę zaglądam do pokoju obok. Patrzę przez chwile na śpiąca Inę z lekkim uśmiechem na ustach. Wycofuję się i… wracam. Kładę się delikatnie obok, wtulam twarz w pachnący kark. Zamykam oczy, guilty pleasure…

Zdarzyło ci się kiedyś włożyć rękę do torebki z mąką? Na Boga, jedna z większych przyjemności w życiu. Nie ma nic lepszego w dotyku, prócz skóry małego dziecka, niż to. Za każdym razem, gdy robię pierogi i muszę posypać stolnicę mąką, przez chwilę mieszam mąkę dłonią. Jest idealnie chłodna i taaakaaa przyjemna. Zamykam oczy, guilty pleasure…

Płaczę ze śmiechu. Uwielbiam. Nawet pól słoika nutelli zjedzony na parapecie w mojej kuchni nie daje mi tylu endorfin, co ten śmiech. Chwila prawdziwego, szczerozłotego szczęścia. Tusz spływa, a ja zanoszę się śmiechem. Zamykam oczy, guilty pleasure.

Wchodzę na 4 piętro. Siatki z zakupami, laptop, torba. Miałam ciężki dzień, mam dość wszystkiego. Powiedziałabym nawet, że jestem wściekła. Tak ogólnie, na wszystko. Nie podchodźcie do mnie, zostawcie mnie w spokoju, nic do mnie nie mówcie. Nic! By jakoś zamanifestować swój nastrój, dość agresywnie wsypuję ziarna kawy do młynka i tak długo mielę, aż ręce mnie bolą od wciskania guzika. Robię sobie kawę niedbale, byle jak, byle szybko. Zdejmuję stanik, rzucam go na oparcie krzesła, to samo robię z jeansami. Niemal rzucam się na kanapę z kubkiem kawy z mlekiem. Nie, nic się nie wylało… Jezu, jaka ulga. Biorę łyk kawy. Zamykam oczy. Nie ma mnie dla nikogo…

Jak się całować, to tylko z zamkniętymi oczami. Marzyć też. Te dwie rzeczy, jakże przyjemne i jakże konieczne w życiu, nie istnieją. Nie ma ich, bo ich przecież nie widzimy. Nie widzimy relacji, które płyną pomiędzy ludźmi sprawiając, że są sobie bliscy.

Tę kawę, którą widzicie na zdjęciach, zrobiła moja siostra Emilka.  Jedno z naszych guilty pleasures, naładowana kaloriami szczęścia kawa. Z wiśniami z kompotu od mamy. Jesz i zamykasz oczy, takie to dobre. Albo zamykasz, bo czujesz smak dzieciństwa i domu.

Zamykajcie oczy na zdrowie. Codziennie. W życiu chodzi o przyjemności, nie zapomnijcie o tym!

guilty pleasure, grzeszne przyjemności, najprzyjemniejsze rzeczy na świecie, tekstualna

 

5 komentarzy

  1. Siła małych przyjemności… 🙂 Miło sobie to przypomnieć dzięki Twojemu wpisowi, bardzo miło. I jak dobrze, że jesteś 🙂 Zamykam oczy i biorę oddech, z łagodnością, której mi wobec siebie potrzeba , ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *