dziecko jest naprawdę

Z Markiem i Sewerynem rozmawialiśmy wczoraj o tym, że dziecko to NAPRAWDĘ zaangażowanie. Taki mały człowiek potrzebuje nas, a my nie możemy dać ciała, pomimo zmęczenia, stresu, złego humoru. Pomyślałyście kiedyś, gdy dziecko płakało non stop – ,,cholera, znowu ryczy”? Ja nie, choć byłam blisko – ze zmęczenia, stresu, zdenerwowania, własnej bezsilności. Płacz takiego małego dziecka, jak Ina, wyglada, jakby działo się największe zło. I tak też staram się reagowac, jakby dla niej złe samopoczucie było czymś najokropniejszym. A ja, niczym miss world, walczę ze złem na świecie… Uderza we mnie poczucie misji, że jestem po to, by ulżyć Ince, jestem jej polisą na życie, pocieszycielką, kaloryferem. Jestem na zawołanie.


20 komentarzy

  1. Też tak uważam choć nieraz cisnęły mi się na usta różne epitety. Jak urodziło się pierwsze dziecko moje życie zmieniło się zupełnie . Był teoretycznie tylko On.
    Teraz już jest nieco inaczej bo jest On i Ona, ale Rozalka została już "rozgryziona" prawie całkowicie. Także wiem kiedy jeść , kiedy spać , kiedy bawić i kiedy gadać ( to ostatnie chyba najwięcej czasu jej zabiera). To taka mała istotka zupełnie zależna od nas , ale nawet jeśli ma gorszą noc a ja śpię 2h to jej uśmiech na mój widok rekompensuje wszystko.I tak dorasta dorasta dorasta aż wkracza w magiczny wiek 3-4 lat i zaczyna pokazywać humorki i swój temperament czyli pierwsze pyskowanie..ehh… Ale i tak jest najukochańsze pod słońcem:) Słonecznego dnia 🙂

  2. Mam tak samo – tez jestem na zawolanie. I dobrze mi z tym;) kiedys myslalam ze nie odnajde sie w takim ukladzie a wszystko przyszlo "samo" bez zaproszenia i szczegolnych zapowiedzi 😉 Ina ma niesamowite wlochacze i poliki. Do schrupania!

  3. Na początku byłam na każde zawołanie:) Teraz też jestem, ale uczę się odróżniać: "potrzebuję przytulenia/utulenia/Twojej bliskości/jest mi źle" od "ma być po mojemu – będę robiła to czego mi nie wolno" 😉
    A co do płaczu, najgorzej się czułam jak Mała jeszcze leżała, a dostała kataru i musiałam jej oczyszczać nos – jak Ona płakała :'(

  4. też poczułam, że dziecko to pierwszy nieodwołalny aspekt w moim życiu. studia można zmienić, umowę rozwiązać, męża rozwieść, mieszkanie sprzedać, pracę porzucić itd.. A dziecko jest właśnie naprawdę, ono organizuje, decyduje i wyznacza priorytety.

  5. A ja szczerze przyznam, że nie raz pomyślałam, że mam dosyć tego płaczu. "Cholera, znowu ryczy" zdarzały się, oj, zdarzały. Czasem człowiek robił wszystko, a nic nie działało, ręce tylko opadały…Szczególnie na początku: kolki, refluks, nietolerancja laktozy – zanim do tego doszłyśmy, to trochę przebeczanych nocy minęło (moich też). Ale mimo tego Amelinda jest moim priorytetem i sensem życia – wszystko dla niej!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *