7/52

Parapet, całuję w pierścień tego, kto go wymyślił. Zaczęło się od szerokiego parapetu w domu mym rodzinnym. Był drewniany i siedząc na nim obserwowałam wszystko, co działo się na najpiękniejszej ulicy w Olsztynie. Tym razem posłużył on Inie. Jako tron, siedzisko, fotel.

https://www.tekstualna.pl/2014/02/752.html

Inulko. Jesteś piorun jaśnisty. Inula Psotnica Lipińska. W niedzielę poszliśmy do kawiarni i znaleźliśmy, przypadkiem, na ciebie sposób. Pierwszy to parapet i ludzie przechodzący chodnikiem. Bardzo miło obserwować, jak pozytywne reakcje wzbudzasz, zwracasz uwagę każdego przechodnia. Przypadek? Nie sądzę! 🙂
Drugi to koktajl owocowy. Kradziony ciotce, łyżka po łyżce. Z obustronną przyjemnością, jak sądze. 
Ina, widzisz ile osób Cię kocha? 

20 komentarzy

  1. Wiem z autopsji, że parapet okienny jest miejscem fascynującym. Wie to także moje dziecko. Ale wyleję trochę zimnej wody z kubła na głowę: Gdy dziecko nauczy się przesuwać taborety i krzesła, to koniec z otwartymi oknami. 🙂

  2. Parapety w wieku 4-5 lat służą też dzieciom jako kinderparkour – niestety ciężko jest wtedy o spokojne wypicie kawy 🙂

    PS. Skąd takie nazwy postów? 🙂

  3. nie myśleliście o wejściu we współpracę? 20% od zamówienia każdego, kto wszedł do kawiarni pod wpływem uroku Iny. a przecież wszyscy po Was weszli z jej powodu! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *