warrior not worrier

Tak, jestem wojownikiem. Walczę od samego rana. Może nie stękam przy tym, może nie potrzebuję naostrzonego noża, ale walczę. Czasem nawet bez zbroi.

Jestem Czarodziejką z Księżyca. Jestem Xeną Wojowniczą Księżniczką. Jestem Skeeter Phelan, Erin Brockovich i Amy Mitchell. Spełniam marzenia jak Violet Sanford, patrzę na siebie niczym Elizabeth Gilbert. Nazywam się Kate King i Maria Kozłowska. Tylko spróbuj, a pokażę środkowy palec jak Alabama Whitman. Kamera. Akcja. 

Jeśli nic nie zmienić, to nic się nie zmieni. Trzeba czymś ruszyć – ręką, głową, światem.

Zmiana. Słowo klucz. Albo o niej myślisz, abo ją robisz. Albo chcesz, albo masz. Albo zmieniasz coś, albo nieustannie stoisz w miejscu jedynie żałując lub myśląc, że dobrze by było, gdyby…

Pamiętam jeden letni tydzień kilka lat temu, gdy zastanawiałam się, czy zostać w pracy, czy odejść. Tydzień zastanawiania się, co zrobić. Która decyzja da mi więcej spokoju ducha. Która decyzja da mi więcej. Czy nie popełnię błędu, a raczej, czy nie będę w czarnej dupie… No i odeszłam. Nie żałuję choć wcale nie było różowo. Natomiast to mnie nauczyło, że lepiej jest czasem skakać przez przeszkody, ale posuwać się dalej, niż stać w miejscu i patrzeć, jak inny biegną w stronę mety. Lepiej walczyć i odnieść najmniejszy sukces, niż nie dawać sobie szans nawet na start.

Nie jestem w stanie zliczyć, ile przeszkód musiałam przeskoczyć, ile razy miałam zdarte kolana i łokcie, ile razy byłam ostatnia na mecie, a ile razu nie dobiegłam do niej wcale. Ale to nic. Bo teraz czuję, że jestem bliżej niż kiedykolwiek byłam. Nabrałam tempa.

Tylko dlatego, że do zastanawiania się nad wszystkim dorzuciłam też działanie.

Wstaję rano i walczę ze sobą. Walczę, żeby żyć tak, jak uważam, że żyje się fajnie. Walczę, żeby robić to, co lubię. Walczę, żeby moje dziecko było szczęśliwe. Walczę, by czuć się spełnioną, by mieć pieniądze na koncie, czas dla siebie. Walczę, by można było na mnie liczyć, bym sama na siebie mogła liczyć. Walczę, by mówić prawdę i nie dusić w sobie żalu. Walczę, by w oczach mojej Córki być najlepszą mamą na świecie. Więc nie martwię się, że nią nie jestem, ale walczę, by jednak być. Staram się.

Nie martwię się, że nie jestem topową blogerką. Po prostu piszę bloga i cieszę się jak głupia z każdego mejla, z każdej wiadomości, lajka, komentarza. Nie martwię się (już) że nie lubię biegać, nie lubię słowni i ogólnie nie wychodzi mi bycie git-fit, ale od czasu do czasu szaleję na salsie czy rumbie i cieszę się, po prostu, że jest mi w tym momencie super dobrze. A nie, że w tym czasie mogłabym udawać, że biegam gdzieś po parku.

Jak przestać się martwić i zacząć żyć? Po prostu przestać się zamartwiać i skupić uwagę na czymś innym. Najlepiej na tym, by coś zmienić, małego, drobnego. Od małych rzeczy się wszystko zaczyna.

Nie rycz, szukaj rozwiązań. Rób, nie gadaj.
Aniu, Kasiu, Marysiu, oj widzę, że szukasz pretekstu. Nieładnie. Stop! Bądź jak Joy Mangano. Walcz.

 

16 Comments

  1. Dokładnie… niby takie to proste, a jednak wcale nie takie łatwe i czasem tak ciężko jest wziąć się do roboty i po prostu zacząć.
    Dobrze, że są takie osoby jak Ty, które pokazują, że się da, że można, że się udaje, że przecież jeszcze może być fantastycznie i że wcale nie trzeba być „git-fit” idealną i cudowną, by być naprawdę szczęśliwą 🙂
    Dziękuję! <3

  2. Dziękuję za ten wpis, chyba właśnie takiego „kopa” mi było potrzeba w tym momencie 🙂

  3. Super tekst! Ja też muszę sobie powtarzać każdego dnia, że mam się skupiać ma sobie, i na byciu szczęśliwą a nie uszczęśliwianiu innych. Im a warrior not worrier!

  4. Dziekuje.Dzisiaj sprawdzajac godz.wklepalam na klawiaturze Twojego bloga..A tu taaaakie slonce.:)))Pozytywnego dnia!

  5. Potrzebny mi taki tekst, TEN tekst, bo trochę odpuszczam.
    Czuję jak mi się tak wymyka wszystko trochę, chociaż słońce, chociaż powinnam kipieć energią. A tu motywacja na poziomie -1 i jazda na autopilocie.
    Masz rację Monika, trzeba walczyć o swoje: zdrowie, szacunek do siebie samej, lepsze postrzeganie siebie, pracę marzeń albo zadania marzeń w pracy „mniej marzeń”.
    Zgadzam się i tak – właśnie sobie postanowiłam – nie będę się poddawać, nie będę miękką kluską, zacisnę zęby i będę fighterką, a co!

  6. …i. wierze..i tego zycze,ze dzielac sie taka porcja energetyczna…Tobie takowa sie udziela…,ze odzew potwierdzony postami lub sama pozytywna energia ,ktora tworzysz niekoniecznie zaznaczona wpisami czytelniczek…to nie banka mydlana,nie dmuchawce,latawce,wiatr…lecz puls
    dnia…Naturalna sila.Zycie.

  7. Ale, ze jak to nie jestes topowa blogerka? 🙂 Jestes jednym z nielicznych blogow, jakie czytam, bo sa szczere. Podobnie jak grupa, ktora prowadzisz. Widac, ze jestes cool babka. Tak trzymaj, jestes inspiracja.
    [przepraszam za brak polskich znakow]

    • Dokladnie pomyslalam takim samym zdaniem „Ale jak to, ze nie jestes topowa blogerka?”.
      Wlasnie, ze bardzo jestes 🙂

  8. Super tylko dlaczego Tak się boję? Boję się zmiany pracy,choć żygam już na kilometry nią…. co będzie gdy się zwolnię,braknie pieniędzy,z czego kredyt spłacić…. chce zmian,bardzo Ale ten strach…

    • Ja też rzygam swoją robotą. Nie mam kredytu, za to mam dwoje malutkich dzieci… Równie mocno boję się tego „co dalej?” jeśli zostanę, jak tego co będzie jeśli odejdę. A czasu na podjęcie decyzji coraz mniej…

  9. no bo sami sobie szukamy wymówek żeby czegoś nie robić, żeby potem marudzić że nie miałam czasu, że byłam zajęta, że cośtam… kto nie ryzykuje ten nie jedzie… czasem po prostu trzeba

Leave A Reply

Navigate