Zadbaj o dziecko podczas rozwodu

Rozwód to temat niczym Lenin. Wiecznie żywy. A połączenie dziecka i rozwodu w jedno jest podwójnie żywe i podwójnie trudne. Bo dziecko podczas rozwodu ma przekichane.

Rozwód. Temat taki trochę jak z Pudelka, a trochę jak z W11. Bardzo na ogół interesujący i dominujący wśród innych. Bo zazwyczaj w jego trakcie wychodzą różne ciekawe historie, zawsze też dobrze sobie ulżyć kilkoma niewybrednymi zdaniami.

Znajomy zapytał mnie ostatnio:
– A czemu ty go z torbami nie puściłaś?
Ja:
– A jak wyobrażasz sobie wzajemne relacje po takiej akcji?

Jak pielęgnować w miarę możliwości dobre, fajne relacje, jeśli w toku rozwodu jedyną przyjemnością życiową jest wbijanie szpili, rzucanie kłód pod nogi? Nie ma dla mnie większej motywacji do ogarnięcia rzeczywistości, niż kondycja mojej Córki. Naszej Córki. I choć rozumiem różne sytuacje, nie rozumiem i nie przyjmuję takiej, gdy dziecko czuje się ze swoimi rodzicami, jak między młotem a kowadłem. Z mojej perspektywy to największa słabość matki, człowieka.

Jak zaopiekować się dzieckiem w czasie rozwodu?

Czytałam o sytuacjach, gdy dziecko bało się powiedzieć mamie, że spędziło super dzień z tatą, bo ta od razu zalewała się łzami, albo była zła, wręcz obrażona. Słyszałam o matkach, które karały ex-mężów nikłym kontaktem z dziećmi. Zapominając, że jednocześnie karę odbywa ich dziecko. Albo hasła – tata jest zły, mama jest zła. Docinki, dwuznaczności, naśmiewanie się. Poniżanie drugiego rodzica w obecności dziecka, pozbawianie go autorytetu.

Nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie!

Jeśli już tak bardzo chcesz zrobić krzywdę dziecku, to kup mu największą czekoladę, najbardziej naszpikowaną chemią, jaką tylko znajdziesz w supermarkecie. Dodaj do tego chipsy i zestaw powiększony w fast foodzie.

Egoizm niektórych rodziców nie zna granic. Przyznam, że to temat, który jak żaden działa na mnie jak płachta na byka, bo nie potrafię wyobrazić sobie mojej Córki w sytuacji, gdy czuje negatywne emocje, choć ich nie rozumie, a jest za mała, by rozumieć. Wkurza mnie też, bo wiem, że się da ogarnąć nową rzeczywistość w ładny sposób. Choć wiem też, że wszyscy muszą chcieć. Mam to szczęście, że mam partnera do rozmowy i idziemy w jednym kierunku. Lucky me!

Czasem trzeba dać przykład. Samemu zacząć, zainicjować spotkania, wykazać się dobrą wolą, zapomnieć, wybaczyć. Zażartować, wprowadzić dobrą atmosferę. Da się, uwierzcie. I choćby całe otoczenie powtarzało mi – pokaż mu! – ja się na to nie zgadzam. I się nie zgodzę.

Dziecko nie jest stroną konfliktu.

Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Tak samo, jak nie jest kartą przetargową.

Dziecko nie jest szpiegiem.

Ja wiem, że ciekawość zżera. Gdy dziecko raz zorientuje się, że wypytywane jest w niezbyt fajnym celu, może się w sobie zamknąć i przestać czuć się swobodnie w naszym towarzystwie. Bo jest związane i z mamą, i z tatą, nie umie wybrać, komu okazać lojalność.

Dziecko to nie kumpel od wina.

Moja Córka nie jest powiernikiem mojego rozwodu. Nie okazuję przy niej złości, żalu, zniechęcenia. Nie zamierzam opowiadać jej ze szczegółami, o co poszło, lub zamykać się na kilka godzin w pokoju, bo nie mam nastroju i jestem tak zmęczona psychicznie, że zaraz… A ty sobie bajkę oglądaj.

 

Zrobię, co w mojej mocy, by moja Córka nie czuła się samotna, smutna, zdezorientowana. I przyznam, że budzi się we mnie lwica, gdy ktoś tego nie respektuje i nie jest w stanie, dla dobra Iny, zachować się przynajmniej przyzwoicie. Skoro ja mogę, a mogłabym nie, to naprawdę wystarczy czasem zwykłe ,,dzień dobry” (ups, taka mała złośliwość).

Co robię?
– pozwalam Inie kochać i być kochaną przez całą rodzinę, wszystkich Dziadków, Wujków, Ciocie…
– nigdy nie zapytałam, kogo kocha bardziej. NIGDY!
– szanuję wszystkich bliskich mojej Córki
– natychmiast reaguję na tęsknotę Iny do taty, rozmawiamy o tacie, dzwonimy. I czuję, że w drugą stronę jest podobnie.
– nie obciążam dziecka swoimi emocjami.
– nigdy nie doprowadziłam do sytuacji, by Ina mogła się poczuć, że rozwód (choć nie zna tego słowa) jest jej winą.
– spędzamy wspólnie czas, we trójkę. I myślę, że wszyscy to lubimy! Szczerze i na spokojnie.
– we trójkę pracujemy nad naszą, bądź co bądź, rodziną.

 

Trudno mi się odnieść do każdej życiowej sytuacji. Wiem natomiast, że można odsunąć uzasadniony żal i niechęć i miło spędzić czas, ale tak naprawdę miło, nie że uśmiech na twarzy, a w powietrzu siekiera wisi. Nie! Przecież dziecko i tak wyczuje realne emocje… Wiem, że się da spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa i skupić się przede wszystkim na życiu tego małego człowieka, który od rodziców czerpie wszystkie wzorce. W jego głowie kodują się zachowania. A ja nie chcę, by nasza Córka czuła, że czegoś jej brakuje, że w jej życiu jest coś nie tak. Mama to mama, tata to tata. Nigdy nie będzie lepszych 🙂

W tym temacie zamierzam się wymądrzać, ile mi starczy sił. Bo wiem, że robię dobrze. Skąd wiem? Od psychologa dziecięcego, intuicja też mi tak mówi. No i Ina jest szczęsliwym, zdrowym, pogodnym dzieckiem.

 

***

Poprosiłam Stellę Gonet, autorkę bloga Pół Człowiek, Pół Matka, by spróbowała odnieść się do mojego posta. A właściwie, żeby dopełniła moje słowa tym, jak ta trudna rozwodowa droga wyglądała w ich rodzinie:

Rozwód, nawet ten najbardziej przyjacielski i kulturalny, jest zawsze tragedią dla dzieci. Uderza w jeden z najważniejszych filarów ich życia: poczucie bezpieczeństwa. W takich sytuacjach niezbędna jest stała opieka psychologa dziecięcego, który podpowie Ci, jak rozmawiać z dzieckiem, jak radzić sobie w trudnych chwilach i odpowiadać na trudne pytania (a takie na pewno będą). Moja psycholog udzieliła mi 3 najważniejszych rad, którymi chętnie dzielę się z kobietami, które przechodzą przez rozwód:

– „Gdy wokół wali się świat, Ty musisz być pancernym schronem. Postaraj się ukryć swoje emocje, swój żal i frustrację. Przy dziecku, nie w ogóle , bo powinnaś wyrzucić to z siebie poza domem. Zablokuj wszystkie negatywne myśli, które miewasz o ojcu dziecka. Mów o nim TYLKO DOBRZE, nie dlatego, że na to zasługuje, ale z szacunku do miłości dziecka do niego i do Waszej wspólnej historii.”

– „Ogranicz zmiany do minimum. To samo mieszkanie, to samo przedszkole, ten sam plan dnia. To wszystko buduje poczucie bezpieczeństwa”

– „Mów dziecku prawdę w sposób dostosowany do jego wieku i dojrzałości emocjonalnej. Niedopowiedzenia mogą wzbudzić w dziecku niepotrzebną nadzieję, że sytuacja jest tymczasowa, albo co gorsza – że to ono jest winne rozpadu rodziny”

I jeszcze jedno: pewnego dnia obudzisz się rano i będziesz wiedziała, że znów jest dobrze. Obiecuję. Burze mijają, a Ty jesteś silniejsza niż myślisz. Nie ma takiej tragedii, z której nie można wyjść cało, gdy trzymasz w ramionach największą i najważniejszą miłość swojego życia.

***

To jest bardzo trudno zapomnieć o swoich uczuciach, gdy w głowie i w sercu tsunami. Gdy ma się ochotę zniknąć, zapaść pod ziemię. Albo przynajmniej iść spać na tydzień. Ale nie wyobrażam sobie innej drogi. Jeśli macie pytania, wiecie, gdzie mnie znaleźć 🙂

 

fot. Michalina Pryśko

42 komentarze

  1. Kopiuje link i podsyłam przyszłemu-byłemu Mężowi. Działamy podobnie, choć nie zawsze jest łatwo. Przesyłam ciepłe pozdrowienia!

  2. Och Monika!
    Nie mam dziecka, nie mam męża, ba! nie jestem w żadnym związku, ale czytając Twój tekst łzy napłynęły mi do oczu.

    Trwaj w swojej sile. Będzie dobrze! Już jest 🙂

    P.S. Może uda mi się gdzieś Cię kiedyś w tym Gdańsku spotkać. Często jak chodzę po Starym Mieście rozglądam się i zastanawiam gdzie mieszkają te dwie Dzielne Dziewczyny 🙂

  3. Jesteś bohaterką, a Ina ogromną szczęściarą. Ma świetną Mamę❤️

  4. Hmm… Ciężko cokolwiek powiedzieć, poza tym, że jeżeli nie mamy doczynienia z patologią, to jest to normalne. Zdrowo myślące osoby tak się właśnie zachowują. Nie ma się czym szcicić. Mama jest mamą, a Tata – tatą. Nikt tego nie zmieni. Jeżeli rodzice kochają swoje dziecko, to tak powinni postępować. Dziwią mnie komemtarze, że jesteś super i tak trzymać. Czytając takie rzeczy, myślę sobie, dlaczego ludzie uważają to za cudowne zachowanie? Szanujące się osoby, robią dobre rzeczy w życiu i nie ma powodu do dumy, powinno to dla nich być normalne. Tym bardziej, że mówimy tu o dziecku. Sama nie mam dzieci i trzeźwo patrzę na takie rzeczy, bez emocji. Tak mi się wydaje… Dobrej nocy.

    • Tekstualna Reply

      A ja czuję, że mam się czym szczycić. Na przykład tym, że mam szczęśliwą Córkę.

      • Czy jest większy powód do radości niż szczęśliwe dziecko?
        Rozwód to zawsze katastrofa. Trzeba mieć siłę i klasę, żeby w tej katastrofie wznieść się ponad własne emocje dla dobra dziecka. Jesteś wielka, Monika.

  5. Gabi. Myślę, że to wcale (mimo iż jest/powinno być normą) nie jest ani oczywiste ani łatwe. Wręcz przeciwnie – musi być cholernie trudne. Gdy ktoś Cię skrzywdził naturalną reakcją jest coś wprost przeciwnego do zachowania, ktore opisuje Monika. Nawet, gdy wina leży jak zawsze po środku. Trzeba nie lada odwagi, siły i dojrzałości, by przynajmniej przyzwoicie zachowywać się w obliczu rozstania. Rozumiem jednak co chciałaś napisac. Fakt – powinno być oczywiste. Moniko – jestes mistrzynią świata! Dajesz świadectwo czego mega dobrego! trzymajcie się ciepło i szczęśliwie 🙂

  6. Gdy ja się zachowywałam wobec swojego prawie byłego męża w ten sposób to nikt dookoła nie rozumiał. Wszyscy mówili mi, że sie poniżam, że dziecko jest tylko wymówką a ja jestem cholerna masochistką… ale gdy widze jej roześmiane oczy gdy idzie pomiędzy nami trzymając nas oboje za reke albo gdy w domu lub na placu zabaw wszyscy razem sie wygłupiamy i głośno śmiejemy to nie jestem wstanie jej tego odebrać. Jesteśmy w trakcie rozwodu, nie mieszkamy razem od sierpnia ale nadal nie potrafiliśmy jej powiedzieć, że tato z nami nie mieszka. W ciągu tego czasu były ze dwie sytuacje gdy puściły mi nerwy przy dziecku, jestem tylko człowiekiem. Wszyscy mówili skoro się tak dobrze dogadujecie to spróbujcie być rodziną tylko dla dziecka… byłam tak bliska uwierzenia im, że warto (nadal kocham męża) ale zrobił coś czego bym mu nie wybaczyła a po co zabijać się za życia nawzajem…. Dla dziecka walcze o siebie na paląc mostów. Fajnie, że widze, że nie tylko ja myśle podobnie;)

      • mimo, że jest ciężko to warto. i to jest właśnie postawa „dla dobra dziecka” chociaż po nocach się nie śpi myśląc jak to będzie dalej. ja dodatkowo jestem pedagogiem resocjalizacyjnym. i doskonale wiem jakie są straszne statystyki zagrożeń dla dzieci z rozbitych rodzin….

  7. Łatwo jest mówić o kulturalnym rozstaniu, gdy nie ma się dziecka. Po prostu idzie się w swoją stronę, nie odwiedza klubu A, czy nie przychodzi do znajomych Y i „problem” znika. Jednak oglądanie kilka razy w tygodniu byłego partnera, który nie raz wyrządził krzywdę i zaciskanie zębów dla dobra dziecka, to jest prawdziwa sztuka. Spora część moich znajomych – dorosłych, wykształconych osób – potrafi po raptem rocznym czy dwuletnim związku unikać jak ognia byłego partnera, czy nie zostawiać na nim suchej nitki przy znajomych. Często nie można mieć do nich pretensji. I jeśli zgodzę się z moją przedmówczynią, że dojrzali ludzie nie powinni obrzucać się błotem, to w praktyce nie da się zawsze zapanować nad emocjami.
    Życzę Ci dużo pogody ducha i wewnętrznego spokoju. Myślę, że jesteś mamą na szóstkę z plusem 🙂

  8. Szacunek. Trzeba być silna kobieta żeby tak racjonalnie podchodzić do tematu. Ja jestem w szoku ze spedzacie czas w 3. Nawet w imię córki byłoby to dla mnie nie do zrobienia. Z kimś kto mnie skrzywdził. także brawo i zycze dalszej wytrwałości.

  9. Zastanawiam się, czy większym mieszaniem w głowie dziecka jest właśnie granie i udawanie, że wszystko jest dobrze, chociaż bardzo nie jest. Czy któregoś dnia, kiedy Ina dorośnie na tyle, by to rozumieć nie poczuje się po prostu oszukana. Przecież mama i tata całkiem fajnie się dogadywali, było super (bo ona tak to widzi), a tu się nagle okazuje że to był pic.
    Piękne jest to, jak potraficie się obecnie dogadać dla dobra córki, ale czy ta gra nie ma też swojego drugiego dna, które może wyjść dopiero za jakiś czas?
    Tak sobie głośno myślę tylko.

    • Tekstualna Reply

      ale ja nie gram. Ja po prostu wybrałam spędzanie miło czasu we trójkę. Nie udaję, że spędzam miło czas, tylko naprawdę miło go spędzam. 🙂

    • Tu nie chodzi o grę, zawsze gdy Twoje dziecko jest szczęśliwe to my mamy staramy się zauważać i skupiać na tym szczęściu w tym jednym danym momencie. Bycie rodzicami a bycie małżeństwem to dwie oddzielne sprawy. Można być świetnymi rodzicami a nie być małżeństwem bo było się kiepskim mężem/ żoną. I tyle. A czy dziecko będzie się czuło oszukane za kilka lat? To tylko kwestia tego jak poprowadzimy z nim miliony rozmów… Moja już teraz pyta „mamo a czemu dziś z nami nie idziesz na spacer” (nie zawsze i nie codziennie spędzamy czas we trójkę) i muszę jej powiedzieć prawdę, tą która ona w tym wieku i na tym poziomie swojego rozumowanie będzie wstanie spokojnie przyswoić. Domi Powiedz mi, lepiej jest gdy kobieta stwierdza, że już nie chce być z danym mężczyzną de facto ojcem swojego dziecka, by zabierała je na drugi koniec miasta albo Polski, utrudniała kontakty, zmieniała szkołę, obarczała dziecko swoimi niepowodzeniami i problemami, jednocześnie odcinając je od ojca? Przecież w ten sposób fundujemy dzieciom traumę! A potem ludzie się dziwią, że społeczeństwo jest pełne aspołecznych młodych ludzi….

      • Dobre stosunki i dbanie o prawidłowe relacje w rodzinie są zawsze mile widziane, tym bardziej w trakcie, czy po rozwodzie. Mnie zastanawia tylko jedno, skoro rozwodzący się rodzice potrafią tak dobrze ze sobą współżyc, czasem nawet lepiej niż dotąd, to co w takim przypadku myśli dziecko… Przecież jest tak pięknie, dlaczego mama i tata nie mieszkają razem? Przecież nawet się nie kłócą jak rodzice Asi i Zosi, którzy ciągle tworzą wspólną rodzinę. Tym bardziej powinno być im łatwiej żyć razem.
        Mówię tylko o spojrzeniu dziecka. Moje, jako osoby dorosłej i matki jest podobne do Moniki i chyba większości tutaj. Mnie samą pewnie jako dziecko takie kwestie by zastanawiały i mogłabym mieć mętlik, dlaczego tak fajnie spędza się czas we trójkę, podczas gdy mama i tato nie są już razem. No i według mnie jednak bez gry się nie obejdzie. Nie da się wszystkiego ukryć, na tym etapie również nie da się dziecku wytłumaczyć. Minie długi czas, zanim zrozumie.
        Nie chodzi o rzucanie w siebie wyzwisk, awantury na oczach dziecka, czy cokolwiek, co umniejszałoby drugiego rodzica. Ale udawanie, a nawet stwarzanie pozorów, że wszystko jest dobrze może na dłuższą metę nie być dobrym rozwiązaniem. Nie wiem, nie jestem w tej sytuacji i trudno mi powiedzieć jak bym się zachowała, ale chyba nie dałabym rady wszystkiego schować do kieszeni, a nawet jakbym dała, to dobre relacje z eksem można tworzyć i nadal wspólnie wychowywać dziecko, ale nie stwarzałabym pozorów, że nic się nie zmieniło i jest pięknie.

        • Jestem w takiej sytuacji. Partner odszedł gdy syn był maleńki – miał miesiąc. Nie rozmwodzimy się, bo małżeństwem nie byliśmy, ale rozstanie było i wciąż jest bardzo trudne. A minęły juz dwa lata. Nie gram przed dzieckiem, a ułatwiam mu maksymalnie jak mogę zrozumieć to wszystko. Nie zawsze było to obustronne. Mamy ze sobą trudne relacje, wciąż jest dużo emocji międzynnami. Ale rozmawiam o tym z synem. Często, szczerze. Mówię mu o dobrych uczuciach i tych złych. Mówię w języku dostosowanym do jego wieku. I od psychologa wiem, że odwalam kawał dobrej roboty. Mimo koszmaru jaki dziecko przeszło w pierwszych miesiącach swojego życia, jest bardzo pogodnym dzieckiem. I choć jeszcze do niedawna relacji z tatą nie miał praktycznie żadnych, tak sobie na to tata ciężko pracował, to powoli udało mi się pokazać dziecku tatę „od nowa”. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, bo to pokaże czas, ale nie mogłam inaczej. I widzę, że nawet tata docenia moje starania w budę jego wizerunku w oczach dziecka, bo wie, że nawalił po całości. Często też jeszcze zapomina o tym i muszę mu przypominać, ale … Czas pokaże.

          • M., jestem dokładnie w tej samej sytuacji, tylko dziecko troszkę młodsze – 15 miesięcy. Tata też odszedł, gdy córka miała miesiąc, odwiedzał rzadko i nieregularnie, nie chciał słyszeć o budowaniu więzi, był całkowicie skupiony na sobie. A córka właściwie go nie znała. Ale udało mi się wywalczyć regularne wizyty i od czterech miesięcy widzę, że coś między nimi zaiskrzyło. Nie jest łatwo, zwłaszcza, że mój były partner od razu (albo jeszcze wcześniej) rozpoczął nowy związek. Nie jest łatwo, bo brak pokory i skruchy. Ale staram się, jak mogę, by emocje rzadko górowały nad rozsądkiem. Tylko tyle mogę zrobić, na resztę nie mam wpływu.

  10. Jestem już w tym miejscu, w którym się budzę i wiem, że jest dobrze. A jest, między innymi, dzięki wspólpracy z byłym mężem. Oboje sprawujemy opiekę nad córką i dla naszej całej trójki jest to rozwiązanie optymalne. Jakiś czas temu spotkałam znajomą, spojrzała na córkę i z autentycznym zdziwieniem powiedziała, że widać, że moje dziecko jest szczęśliwe. No jest.

  11. Mężem i żoną być może nie będziecie zawsze, ale rodziną tak. Nie sposób przy dziecku zacząć z czystą kartą, odciąć się, ta relacja zostanie. Brawo za klasę dla Ciebie, ja nie miałam tego szczęścia jako dziecko. W momencie rozwodu słyszałam okropne rzeczy pod adresem taty, ale i tak dziś jestem z nim bardzo blisko, z mamą prawie nie mam kontaktu.

  12. Jestem po rozwodzie…skończyło sie na jednej rozprawie…Da sie…naprawdę…mimo nerwów żalu złości i kredytów…dla mnie i dla mojego byłego w tej sytuacji najważniejsza była córcia…małżeństwo jak z obrazka… z 4 letnia córka i super psem z fajnymi wakacjami i niedzielnymi obiadami tylko bez miłości…ale to dłuższy temat…wszystko rozpadło sie w niecała godzinę…to boli…to rana na zawsze dla mnie, dla mojego byłego męża i mojej córki…i inaczej niż większość muszę napisać ze to moje decyzje spowodowały rozpad tej rodziny…fikcyjnej ale jednak rodziny…zastanawiam sie tylko czemu u Ciebie tyle to trwa…jesteś gotowa na naprzemienna opiekę? bierzesz…bierzecie to pod uwagę?

      • Ogólnie to było do tekstualnej, ale tak naprawdę jestem ciekawa ile z Was tak wychowuje dziecko, naprzemiennie albo prawie naprzemiennie…???

  13. Ten post powinien być dostępny dla każdego rozwodzacego się małżeństwa. Niektóre z Was pisza, że to powinno być norma, inne, że tak właśnie robią. Ale ja myślę o tych wszystkich, które milcza, które używają dziecka jako karty przetargowej, które pozyskują naciągane, kłamliwe opinie od psychologów, aby udowodnić jakim wcielonym złem jest były mąż, o tych, które codziennie robią dziecku pranie mózgu, które wymyślają niestworzone opowieści o mężu oprawcy, sadyscie i pedofilu! Istnieją już utarte ścieżki, jak pozbyć się niechcianego byłego męża z życia swojego i dziecka. Naprawdę, Panie pisza o tym nawet na forach. I nie chodzi mi o te prawdziwie skrzywdzone kobiety, które nie mogą sobie pozwolić na takie relacje, o których pisze Monika, tylko o te, które po prostu zemstę stawiają za priorytet, często nie mając nawet za co się mścić. Regularnie zagladam w oczy dziecka, po dzieciństwie na polu bitwy, stworzonym przez matke, oczy pełne smutku, lęku i braku poczucia bezpieczeństwa…ile jest takich dzieci??? Kim się staną? To oddzielny temat, ale myślę, że wart uwagi, żeby uzmysłowic tym „walczacym”, że największą cenę za to kiedyś zapłaci ich dziecko.

    • Ja akurat regularnie słyszę, że robię z dziecka kartę przetargową, choć nigdy tak nie było. Nigdy mój syn nie usłyszał ode mnie złego słowa o swoim tacie, choć w drugą stronę było wręcz przeciwnie. Zawsze działałam zgodnie ze swoim sumieniem, poczuciem bezpieczeństwa dziecka i jego komfortem psychicznym, choć obrywam za to dziś. I żebyśmy mogli spokojnie żyć we dwoje musiałam zmienić adres zamieszkania. Przeprowadziliśmy się z synem w miejsce bliżej mojej rodziny, bo tak jest nam łatwiej, za to daleko od taty dziecka. I musiałam wybrać czy kontakt syna z tatą dwa razy w tygodniu, ale nic poza tym, czy ich kontaktu rzadsze, ale nasze życie łatwiejsze, bo wśród ludzi, na których mogę liczyć. Wybrałam to drugie. Nie muszę oddawać całości wynagrodzenia nani, w końcu mamy za co żyć, bo moja mama zostaje z małym jak idę do pracy. Nie ma awantur i problemów.
      Gdy syn reagował płaczem na widok taty słyszałam, że nastawiam go przeciwko. Dziecko miało wówczas trzy miesiące. Trwało to prawie 1,5 roku. Wystarczyło, że tata się odezwał, coś głośniej powiedział i dziecko zamierało z przerażenia. Z mojek winy rzecz jasna. Gdy wychodziłam z dzieckiem z pokoju, by uniknąć awantury i uchronić je przed tym, zasłaniałam się dzieckiem. I czego bym nie zrobiła, zawsze działałam na niekorzyść dziecka, zawsze. Musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu – przeprowadzić się czy zakatowac w pojedynkę z maleńkim dzieckiem, bez rodziny i przyjaciół w pobliżu. Bez wsparcia, którego potrzebowaliśmy chociażby w trakcie choroby. Koszmarna walka w sądzie o odebranie mi opieki nad dzieckiem. Sterty pism do sądu, z kłamstwami na widok których uginały mi się nogi. Godziny w towarzystwie kuratora, który to wszystko musiał sprawdzić, a ja tłumaczyć z tych bzdur. Po pewnym czasie pani kurator sama mi wspolczuła. Już na pierwszej wizycie widziała, że dziecko wszystko ma, że niczego mu nie brakuje, że czuje się tak jak powinno czuć się przy mamie. Ze wbrew temu co mówił ojciec, widywali się z synem. Nienawiść, choć to on od nas odszedł, dosięgła mnie nawet po przeprowadzce. Próbował swoich sił nawet na odległość. A ja przez cały czas z maksymalnym spokojem, na który potrafilam się wtedy zdobyć tłumaczyłam, że to tatuś, że się denerwuje, że bardzo kocha synka. I tak trwa to do dziś. Dopiero po dwóch latach relacja tata – syn przybiera jakąs normalną formę. I co tu dużo mówić, chyba tylko dzięki temu, że to ja „ją” pielęgnuję. Nie wiem czy dobrze robię, mam wątpliwości, bo syn nie ma taty, na którego może liczyć, który okaże mu wsparcie, zrozumienie w trudnej sytuacji. Boję się, że buduję w dzięku obraz taty, który szybko runie. Ale mam taką cichą nadzieję, że może mały będzie mógł za jakiś czas powiedzieć „mam super tatę i zawsze mogę na niego liczyć”.
      Karta przetargowa…

  14. Katarzyna Nowak vel. Katinka Reply

    Och! OGROMNY SZACUN Monika! Zepchnąć na bok negatywne myśli i pamiętać, że to Rodzice rozwodzą się ze sobą, a nie z dzieckiem! Miałam dwa (!!!) przypadki w rodzinie, gdzie, niestety, Rodzice o tym zapomnieli … Dantejskie sceny, policja, obrażanie się, komentowanie przy dziecku drugiego rodzica, kombinowanie, pisanie donosów, uprzykrzanie życia byłej-Teściowej – HORROR, i w tym wszystkim dzieci (małe i dorastające)… Teraz jest lepiej, ale wyrwa w dzieciach na pewno została …
    Więc ‚spokojny’ rozwód to dla jednych normalne zachowanie, dla drugich- nie koniecznie 🙁

  15. Wydrukowałam ten artykuł i dalam dziś moim Rodzicom, których kocham i sznuję, ale niestety zaczęli źle wypowidać się przy moim Czterolatku o jego tacie. Tak jak napisałaś – budzi się we mnie coś w rodzaju lwicy 🙂 Tak nie można i basta. I choć u mnie rozwód dopiero w perspektywie, to bardzo postaram się, żeby było tak jak w Twoim artykule. Pozdrawiam.

  16. Gratuluje odwagi,
    jestem ponad piec lat po rozwodzie, na początku było rożnie, ale z moim Byłym ustaliliśmy jedno nasz Syn ma jednego Ojca i jedna Matkę. W chwili obecnej mam nowa rodzinę, mój były tez, pojawiły się kolejne dzieci i wspólnie dbamy o to by pamiętać o urodzinach rodzeństwa, Taty, Cioci, wspólnie oznacza w czwórkę dorosłych. nie raz zdarza się nam spędzać czas we troje ( mój były, nasz syn i ja) lubimy te chwile. Dlatego trzymać kciuki.
    PS tak jak Ty na rozprawie nie wyciągaliśmy brudów, zostały one w nas i to chyba duzo dało.

  17. Podziwiam z całego serca, musisz być wspaniałą osoba 🙂 Można tylko zazdroscic mądrego podejścia do całej sytuacji, gdyż na prawdę nie wiele osób tak potrafi.. A wtedy wszystko przelewa się na dzieci i bardzo ciężko jest im w dorosłym życiu, bardzo.. Ja niestety jestem dzieckiem które od kiedy pamięta zawsze było pomiedzy, sluchajace z obu stron jak to każda ze stron jest zła..i tak pozostało do dziś.. Jedno wiem, taka jak moim rodzice nie będę nigdy.. Nie chcialabym zatruć życia moim dzieciom, które byłyby wiecznie postresowane wyborem z kim spędzać czas a ostatecznie wybrać czas tylko z jedną strona by doznac choć chwile spokoju ze strony rodziny właśnie tego rodzica…

  18. Witam Drogie Panie,
    Cudowny widok, szczęśliwe dziecko… Wasza trójka po rozwodzie, wciąż trzymająca się za ręce…
    Pięknie piszecie, zastanawiam się natomiast jak w tym wszystkim odnajdują się Wasi nowi partnerzy, jak radzicie sobie z obecnymi partnerkami swoich byłych, czy one akceptują wasze pociechy, opiekują się nimi podczas wizyt u taty?
    A może zrezygnowałyście z osobistego szczęścia na rzecz waszych dzieci, choć… ponoć szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko…

    • Tekstualna Reply

      Nie mam doświadczenia w tym temacie, więc się nie wypowiem 🙂
      Może któras z Was opowie?

  19. Jeszcze nie jestem po rozwodzie. Moze nawet do niego nie dojdzie. Ale jest miedzy nami zle czesto nie mieszkamy ze soba. Dzieci wiedza, ze to problem miedzy nami. Duzo o tym z nimi rozmawialismy, ze bedziemy sie starali poukladac, ale nie wiemy, jak to bedzie, ze mamy nadzieje. Bo mamy. Mimo wszystko. Jednak rodzina wie o problemach i powiem Wam o reakcji na moj wyjazd do tesciowej. Jestem z dziecmi u swoich rodzicow, jeden z dni przeznaczylam na wizyte u tesciowej, zeby zobaczyla wnuki i zeby one z nia spedzily czas. Dla mnie to naprawde normalne i logiczne i wazne – zeby dzieci mialy kontakt z dziadkami. Mimo tego co sie dzieje miedzy nami. Uslyszala wiele komentarzy w stylu – po co tam jezdzisz, skoro on cie tak traktuje, to jego rodzice, niech sam se z nimi jezdzi (maz nie jezdzi w te strony).
    Mam wielka wdziecznosc ze strony meza, ze o to dbam. Naprawde docenia. Teraz siostra powiedziala, ze to super, ze mimo koszmaru do tesciowej jezdze.
    I to dla mnie wazne – ze robie zgodnie z wlasnym sumieniem, a dla dobra dzieci. Widze, ze dla nich to naprawde wazne. Wazne jest tez dla mnie i dla meza. Ale otoczenie nie moze pojac. Nawet uslyszalam raz na to, ze przy dzieciach sie nie klocimy i w ogole mozemy rozmawiac ze soba, ze „To jakies takie nowoczesne rozstanie”

    Problem jest miedzy mna jako zona i mezem jako mezem. Rodzicami pozostaniemy na zawsze. W naszym przypadku mam nadzieje, ze przyjaciolmi tez. Po prostu jako maz i zona nie udalo nam sie.

    Wszystkim czytajacym zycze cierpliwosci. Morza cierpliwosci. Bo warto.

  20. Pamiętam, jak mój brat rozstawał się z mamą swojego/ich dziecka… Zapomniał zupełnie o dziecku i toczył prawdziwą wojnę. Na sprawę w sądzie, na której mieli ustalić opiekę szykował przemówienie atakujące, szukał świadków… Moja mama sprowadziła go trochę na ziemię. Ale i tak oboje zachowywali się, jakby byli sami. Walczyli między sobą długo. Nie było mowy o spotkaniach we trójke. Jedno oskarżało drugiego. I w tym przypadku ‚dla dobra dziecka’ oznaczało rozstanie się i to dosłowne. Niektórzy myślą, że ‚dla dobra dziecka’ to udawanie rodziny i tkwienie razem w koszmarze. Nieważne, że jest przemoc fizyczna i psychiczna, że nie ma wsparcia, odpowiedzialności…tata i mama są ‚razem’ pod jednym dachem. Koszmar!!!
    Mimo wszystko, że tak jak u Ciebie powinno być i u reszty par które mają dziecko, ale rozstają się, podziwiam i to szczerze. Podziwiam za kulturę, opanowanie i całokształt. Dziecko nie jest niczemu winne, że rodzice rozstają się. A przyczyn jest wiele…
    Pozdrawiam słonecznie i powodzenia życzę 🙂

  21. Rownież jestem po rozwodzie. Mimo , ze to najtrudniejszy dzień w moim zyciu i po dziś dzień jest ból i gorycz to wychowujemy swoja corke wraz z byłym mężem tak jak Ty … Po rozstaniu postawiłam sobie za cel życia , by moja corka jak najmniej to odczuła. Czasami trzeba zagryźć wargi , czasami popłakać w poduszkę… A nawet czasami rozgrzebać rany wyciągając stary album ze zdjęciami wspólnych zdjeć, bo dziecko chce obejrzeć. Jednak jestem gotowa pójść na ugodę , pozmieniać czasem swoje plany by była zgoda. Podobnie robi moj były mąż. Dlatego wiem jakie to cholernie trudne. W moim przypadku to moja wina , moja decyzja. Tak wiec tez jakis czas temu zaczęłam od nowa 😉 Początki są trudne maksymalnie ale warto iść do przodu … Dla siebie i dla dziecka. Faktycznie , trudniej jest jak do tego dochodzą partnerzy ( ja oraz były mąż jesteśmy w nowym związku ). Wtedy wchodzą w grę kolejne relacje gdzie trzeba trzymać poziom i dużą dawkę wyrozumiałości. Jednak uważam że trzeba walczyć do ostatniej kropli krwi …. W koncu w grę wchodzi szczescie kogoś , kto jest dla Nas najważniejszy , naszych dzieci ….

  22. Dopiero dziś, dopiero czytając ten tekst zdałam sobie sprawę jak wielką krzywdę zrobili mi rodzice. Ba, robią do dziś, mimo że jestem dorosła i mam już swoją rodzinę. Rodzice bardzo się kłócili a ja na moją komunie czekałam tylko dlatego że po niej tato miał się wyprowadzić. Po rozwodzie moja mama z tydzień nie wychodziła z łóżka, cały czas płakała. Ja miałam tylko 9 lat. Pamiętam jak wujek odbierał mnie z podwórka po całym dniu i brał do siebie. Zdaje mi się że mama miała próbę samobójczą ale nie jestem tego pewna, przecież nikt by tego dziecku nie powiedział. Ale pamiętam jak dziadek z babcią szli do niej w nocy a potem była w szpitalu. Potem mama zabraniała mi się widywac z tatą i jego rodziną. Bardzo dużo płakała, dzwoniła do niego i krzyczała. Po jakimś czasie wszystko się unormowało i nawet potrafili ze sobą rozmawiać. A potem znów odwaliło ale tym razem ojcu i źle mówi o mamie…
    Niedawno brałam ślub. Decyzja o weselu była długo odkładana przez moich rodziców. Bałam się ich spotkania. W końcu posadziłam ich na dwóch różnych końcach sali. Ale i tak tego dnia najbardziej streaowałam się tym czy sie nie pokłócą…

    • Moja koleżanka bała się swojego ślubu bardzo. Rodzice po rozwodzie. Mama nie chciała słyszeć, że na ślubie ma być jej były mąż. Zapowiedziała, że jak on będzie, to jej nie będzie… W końcu Tata sam ustąpił i powiedział, że nie przyjdzie, bo nie chce niszczyć córce takiego dnia. Ale ona i tak miała nadzieję, że mimo wszystko pojawi się. A z drugiej strony bała się, co będzie. Straszne to jest, jak rodzice potrafią zniszczyć życie swoim dzieciom 🙁

  23. Robilam podobniew czasie mojego rozzwodu. U mnie to nie jest swieza sprawa,bo sprzed siedmiu lat. Z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze mnie i bylemu udalo sie zrobic to jak najmniejszym kosztem naszej corki. Dla dziecka to i tak krzywda. Kwestia czy wieksza byloby trwanie naszej rodziny, sadze ze tak, dlatego miedzy innymi sie z reszta rozwiodlam.
    Pojawial sie temat nie raz, ze skoro ja jestem fajna i tata jest fajny, to moze sie znow zejdziemy- taki corka miala pomysl. Te niejasne relacje MIESZAJA dziecku w glowie. Mysle, ze zamiast wszystko lukrowac, warto przypomniec dziecku (o ile pamieta), ze sie rodzice klocili, przyznac sie ze bylam na tate wsciekla prawie codziennie, ze go chcialam bic. Wytlumaczyc, ze ten rozwod ma sens, ze jest mi i tacie potrzebny, ze tak jest lepiej i wyjasnic dlaczego.
    Gratuluje, ze Tobie rowniez sie udalo nie mowic zle o ojcu dziecka nigdy, dla mnie to bylo trudne, zwlaszcza ze musialam wszystkich dookola upominac by tego nie robili 😉

  24. Psychika człowieka jest nieodgadniona ale rozwód ZAWSZE odbije się na dziecku. Psycholog dziecięcy nic tutaj nie pomoże. Dziecko czuje, widzi i rozumie… Pracuje z dziećmi nie jako psycholog i widzę co się dzieje z tymi gdzie rodziny są rozbite.. (z tymi z rodzin pełnowartościowych jest różnie ale inaczej…)

  25. Świetny tekst! Jestem 1.5 roku po rozwodzie, mam 6-letnią szczęśliwą córkę i w 100% działam dokładnie tak jak Ty. Na szczęście mój były mąż dokładnie zrozumiał, że najważniejsze jest dziecko i trzymamy wspólny front. Zresztą po rozwodzie nasze relacje są zdecydowanie lepsze niż przed nim, niemal przyjacielskie. Znów zaczął mnie szanować i doceniać.
    Zdaję sobie sprawę, że rozwód zawsze odbija się na dziecku, ale nie mniej odbija się w głowie dziecka życie w niby-pełnej rodzinie, w której jednak brak jest porozumienia i uczucia między rodzicami. Znam to z autopsji i jako dorosła osoba żałuję, że moja mama nie zrobiła takiego kroku jak ja.
    Moja córka jest wychowywana w miłości i dialogu. Marzę, żeby wyrosła na dobrą, mądrą i silną kobietę. Chcę, aby zawsze czuła swoją wartość i wiedziała, że ma prawo wyboru życia zgodnego ze sobą w każdym jego momencie. Prawo do życia w harmonii ze sobą. I tyle.

  26. A Co gdy ty się starasz tłumaczysz rozmawiasz uświadamiasz prosisz, twój były partner niestety nie podejmuje się takiego wyzwania i dalej Brnie w kłótnie i udowadnianie kto tu jest lepszy ? Macie może takie doświadczenia co z tym zrobić ?

Leave A Reply

Navigate