Powszedni Dzień Kobiet

Dzień Kobiety jest jak chleb z masłem. Smakuje super. Ale jak spada, to masłem do dołu. I koniec. 

RANO

Dobrze, jeśli trafię na dzień, gdy wstawanie rano mnie nie boli. Dwie drzemki wystarczą, wlokę się do łazienki. Ale mam poplątane włosy. I szarą cerę. I lakier mi odprysnął. Znowu. W ogóle to Wy wiecie rano, co zjeść na śniadanie? Tak, że robicie te kasze jaglaną, którą macie w głowie, te chia, srija, koktajle, omlety, srety? Bo ja wiem, co bym chciała jeść, ale siły, motywacji i czasu starcza mi na powiedzenie sobie, że zjem w pracy. Ostatnio tak mam. Może dlatego, że odkąd mieszkamy w nowym mieszkaniu, podróżujemy tramwajem? Co z człowiekiem robią 3 przystanki?

Zmienię to. Zmienię to na pewno. Już od jutra.

Poranek. Myślę sobie, że to będzie dobry dzień. Bo ja tak przecież sobie zaplanowałam i w Asanie wpisałam w kalendarzu na dziś, na liście to-do, że mam dobry dzień. Jestem mamą idealnie na dziś zaplanowaną, robię miłą pobudkę, kroję truskawi na śniadanie, przykrywam kocykiem, bo w kuchni okno otwarte, a lato w tym roku w Gdańsku takie ,,wiejące”. Nagle szklanka mleka przewraca się dotknięta pięcioletnim kolankiem, na komputer, na telefon, na dokumenty. Na mój zaplanowany na ten dzień dobry nastrój. Wychodzę do łazienki policzyć do dziesięciu.

Wchodzimy do przedszkola. Dostaję rachunek za lipiec. O, całkiem całkiem. To dlatego, że nie ma już baletu i pianina. Mój wewnętrzny kalkulator zaciera rączki z uciechy. Zerkam na stertę ubrań zebraną przez cały rok w nieznanym mi miejscu – w czasie wakacji czas na przedszkolne porządki! Wiecie – ubranka niczyje, nie wiadomo kogo, jakiś tatuś nie wiedział i ubrał córce nie te rajstopki i potem one się walały po szatni przez miliony tygodni. I takim oto sposobem na oko 10 kilo ubranek czeka na szczęśliwego znalazce. Znalazlam sukienkę Iny, ktorej już nie założy, bo trzy razy z niej już wyrosła. I getry. I skarpetki, I szalik.

Po raz dziesiąty przytulamy się na do widzenia. Już jej broda drży. Chyba spóźniony lęk separacyjny. Nakładam jej na raczkę moją bransoletkę z serduszkiem. I mowię, że jak potrze serduszko, to ja będę czuła, jakby mnie przytulała. Działa. Jestem jedną z tych matek, które z wyrzutami sumienia i ulgą jednocześnie idą do pracy. Udając, że nie słyszą tego ,,mama” mówionego cichym, pełnym żalu głosikiem.

Zakładam słuchawki i idę na tramwaj. Jadę do pracy. 9:00-15:00 nie ma mnie. Kontakt przez tel.

POPOŁUDNIE

Wychodzę z biura. Słuchawki na uszach, idę na tramwaj. Czuję się jakby 10 kilo lżejsza, odrobinę zmęczona, ale tak pozytywnie. Lubię pracować. Teraz tylko po Inulę, zakupy i do domu.

5 minut w tramwaju działa na mnie tak, jak podróż w TLK na trasie Gdańsk-Olsztyn. W Gdańsku Głównym wysiadam już nieco poirytowana i zmęczona tak, jakby to był piątek, a nie wtorek.

Wchodzę do przedszkola, zgarniam z podwórka moje spocone, rozczochrane i brudne, ale szczęśliwe dziecko. Mamo, a Lena dwadzieścia trzy razy zabrała mi dziś kredkę, a Fabian powiedział, że jestem mała, na co ja mu powiedziałam, że go nie lubię. Powiedziała to w dwie sekundy. Początek opowieści o tym, co się działo w przedszkolu. Same sensacje. Lubię jej słuchać.

Czuję się cakiem ok. To jest takie uczucie, że nigdzie nam się nie spieszy, żadnej pracy domowej za bardzo nie mam, w domu w zlewie tylko 3 talerze, a nie trzydzieści trzy jak ostanio, nikt niczego ode mnie nie chce. Ogólnie całkiem luksusuowo. No i idziemy do Biedry, bo tam jest mój ulubiony chleb. Po minucie wśród niezdecydowanych ludzi i niekończącej się kolejki mam ochotę pojechać w Bieszczady, sprzedawać turystom muszelki i ciupagi. I znowu robię podstawowy błąd. Biorę koszyk na kółkach, więc nie czuję powagi sytuacji – dosłownie i w przenośni. Wychodząc ze sklepu czuję się jak na zajęciach z crossfitu. Na dojechanie idę po papier toaletowy. A co tam, biorę największe opakowanie, jakoś dojdę do domu.

Dochodzę do domu.

Rzucam rzeczy i jestem wściekła. I głodna. I zła, i głodna, i dajcie mi spokój. I głodna. I mamo, mamo, mamo bajkę, mamo pić, mamo siku, mamo bajkę. Jeszcze raz usłyszę mamo i wyjdę z siebie!

Wychodzę z siebie na moment. Z głodu. Potem jem w sekundę 4 kanapki ciesząc się jednak z tej wizyty w Biedrze i idę przeprosić córkę za moją głodową irytację. Córka moja nie żywi urazy. Mówi, że nie ma sytuacji, której nie da się rozwiązać. Mamo.

Trzy godziny nie wiem gdzie znikają. Nic w tym czasie nie zrobiłam, ale też nie odpoczywałam.

20:00. Do łazienki, myć się i spać! Magiczne hasło, którym rozpoczynam wieczór. Rozpoczynam-y.

WIECZÓR

Codziennie mówię sobie, że wieczorem to ja popracuję w końcu spokojnie. Wszystko będzie cacy. Wszystko na czas się zrobi. Panie, będzie pan zadowolony. Trzasnę trzy posty, nadrobię wszystko w dwie godziny, ugotuję trzydaniowy obiad i pomaluje paznokcie. Na bank, na sto pro!

Gówno prawda.

Wychodzę z pokoju Iny nieprzytomna. Bo mi się przysnęło, choc tak się starałam nie, ale te ‚Dzieci z Bullerbyn’ słuchane na dobranoc są dla mnie zabójcze.

Idę do kuchni, zerkam na kompa, siadam, zerkam za okno. Mijają te dwie godziny, a ja wciąż zerkam za okno. Rezygnuję z aktywności zawodowej, włączam Netflixa, w końcu lubię, jak coś mi gada przy uchu. Powinnam spać, ale nie idę, bo w końcu wciąż łudzę się, ze jeszcze uda mi się dziś zarobić na chleb. Tak, żeby z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku iść spać.

Idę spać bez poczucia dobrze spełnionego obowiązku, za to z mocnym postanowieniem, że wstanę o 5:00 i nadrobię.

RANO

Ta, jasne.

 

 

20 komentarzy

  1. Uwielbiam czytać Twoje posty. Jakbym czytała o sobie. We współczesnym świecie” idealnych” ludzi miła jest myśl, że jest ktoś podobny do mnie. Dobrego Wieczoru.
    PS Jaki serial oglądasz na Netflixie?

  2. Gdyby nie ten Netflix, pomyślałabym, że to jakby o mnie. Ale Netflix u mnie nie istnieje. Nie istnieje nic, co mogło by do mnie gadać. Cisza. To właśnie ją wieczorem kocham najbardziej. Albo muzykę, ale tylko tę ulubioną <3

    • Tekstualna Reply

      ja lubię jak się do mnie mówi, ostatnio na Netflixie ,,Sensacje XX wieku” haha 😀

  3. jeden z lepszych postów. bez lukru, cukru i poprawiania rzeczywistości.

    duży plus. pozdrawiam.

  4. Dzień dobry!

    No tak, podpisuję się pod tym obiema rękoma xD
    Co wieczór kładę się z tym samym nastawieniem, co Ty. Ale wychodzi kiepsko 😀 No ale… to jest takie i trochę nasze, i trochę wspólne więc w sumie urocze 😉
    Żyj dziś uroczo!

  5. Cała Ja 🙂 Ale moja Córka i tak twierdzi ze „jestem najlepsza mama w Paryżu ” 😉

  6. No cóż, chyba życie każdej matki jest bardzo podobne, chciałoby się zrobić wszystko, ale jesteśmy zmęczona i jednak obowiązków w cholerę dużo. Ale, kto nie da rady jak nie my ??

  7. Proszeee…3 przystanki i praca od 9-15, to jest źle?. A może tak od 7 do 15 albo 8-16 i godzina dojazdu w jedną stronę?… Generalnie samemu jest trudno wszystko ogarnąć, te ciężkie zakupy i te poranki. Albo czas dla siebie, albo dziecko. Taki z tego wniosek. Wytrwałości i pogody ducha życzę:)

    • Tekstualna Reply

      pracuję od 9 do 15 W JEDNEJ ZE SWOICH PRAC z wyboru, to jest JEDNO Z zajęć, które mam, także poza 3/4 etatu mam jeszcze dwa inne bardzo angażujące prace. I nie napisałam, że 3 przystanki do przedszkola to źle. Również życzę pogody ducha! 🙂

  8. Bardzo dobry tekst. Z doświadczenia wiem, że będzie tylko lepiej, czytaj łatwiej. Mam córkę lat 15 i tęsknię za czytaniem bajek wieczorami i spacerami do i z przedszkola. Ciesz się tym, a obiad gotuj na 2 dni, zainwestuj w zmywarkę. Zakupy zamów on line z Tesco. Wspaniałego lata Wam życzę.

  9. O to właśnie” mój dzień” ☺ a już się obawiałam że tylko ja tak mam… czytam niemal każdy i jakoś mi łatwiej przejść przez każdy dzień…

  10. Bosz! Jak dobrze coś takiego przeczytać i dowiedzieć się ze nie jestem jedyna. Też sobie wmawiam co dzień że jutro to już będę taka super-hiper zorganizowana, że poskreślam wszystkie to do z moich wielu list, że na śniadanie będzie koktajl, na kolacje sałatka, a po pracy codziennie trening… i potem przychodzi to jutro,a wraz z nim zderzenie z rzeczywistością. Dziękuję Ci za tą normalność w świecie „nadludzi” 😉

  11. O Bosz mam podobnie! Tylko że ja pracuję od 7 do 19tej lub od 19tej do 7 i wtedy jak córa nie jest w przedszkolu to u dziadków. Miewam dni wolne w które obiecuje sobie że wszystko zrobię i pozwól, że Cię zacytuję ‚Ta, jasne’ nagle mam milion innych rzeczy, tu babcie trzeba zawieźć tu ktoś coś chce i tak dzień kiedy córa w przedszkolu mija jak pstryknięcie palcami…

Leave A Reply

Navigate