Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, czyli pisz bloga i zarabiaj hajs!

W zeszłym roku powstał projekt, dzięki któremu można było zarabiać 1000 zł miesięcznie prowadząc bloga, korzystając przy tym z wiedzy ekspertów. Teraz zaczyna się druga edycja. Gotowi?

Nawet nie wiecie, ile pytań o treści ,,jak zacząć pisać bloga” od Was dostaję. To super! Lubię energię, którą mają ludzie zaczynając coś nowego. Lubię, gdy komuś się chce robić cokolwiek, zawalczyć, podziałać. Ale też z pewną zazdrością patrzę na młodych (no dobra, 15 czy 10 lat młodszych) ludzi, którzy czuję, że mogą wszystko, którzy w siebie wierzą i sięgają po to, co dla nich najlepsze. Głośno mówią, że chcą zarabiać na blogach i wcale się z tym nie kryją. Działają szybko, konkretnie, nie czają się.

Ja bloguję już 5 lat. Szmat czasu… Przeszłam wszystkie etapy chyba, od blogspota do zwątpienia, od pustych postów do tych pełnych treści. Jedno jest pewne, decyzja o założeniu bloga była jedną z najlepszych w moim życiu. Ale to tyle o mnie, teraz czas na Was!

W zeszłym roku ruszył serwis Co z tym hajsem? Dzięki tej platformie możecie zostać blogerami, pisać o swoich finansach, budżecie młodego człowieka, oszczędzaniu, zarabianiu i radzeniu sobie z wydatkami i jeszcze na tym zarabiać – 1000 zł co miesiąc! 🙂  Provident wskazał mnie jako blogera, który będzie umiał wybrać odpowiednią osobę do tego zadania. Razem ze mną w akcji biorą udział Matt Olech oraz Marcin Nowak. Szczegółowe informacje o akcji czekają na Was TUTAJ.

Jakiego blogera szukam? Kogoś, kto niekoniecznie ma doświadczenie w pisaniu, ale potrafi lekko i z humorem przedstawić historię. Lubię też twórców, którzy mnie inspirują i motywują, więc to też jedno z kryteriów.

Właśnie wynająłeś pierwsze w życiu mieszkanie? Zaczynasz nową pracę? Zaczynasz studia? Realizujesz swój projekt i wkładasz w niego 100% czasu i uwagi? Super, to może być dobra baza dla Ciebie-blogera. Wszystko to, z czym musi zmierzyć się młody człowiek zaczynając zarabiać, może być inspiracją dla innych. Ty masz historię do opowiedzenia, a ja pomogę Ci złożyć ją w posty na blogu.

Weź udział w konkursie, i zyskaj:

  • 1000 zł miesięcznie za prowadzenie swojego autorskiego bloga
  • opiekę merytoryczną
  • warsztaty z blogerami, czyli Mattem Olechem, Marcinem Nowakiem i… no i mną. 🙂
  • okazję, by sprawdzić się, zrealizować fajny projekt i zobaczyć, czy jesteś urodzonym blogerem

Jeśli chcesz zostać blogerem w najbliższych tygodniach. Jeśli chcesz zarabiać na tym pieniądze – od razu, omijając etap kilkuletniego blogowania. Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, a przede wszystkim nauczyć czegoś innych – rozwiń w komentarzach pod tym postem to zdanie: Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

Na Wasze historie czekam do 18 czerwca do 22:00. Wyniki zostaną podane 23 czerwca.

 

***

UWAGA, są już długo wyczekiwane wyniki!

Oto odpowiedź, która zachwyciła mnie najbardziej! Autorką jej jest Aneta i to ona będzie prowadziła bloga na platformie Co Z Tym Hajsem!

Wielkie gratulacje i do zobaczenia! <3

Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
I znowu level up! Stało się
.
Wyprowadziłam się od rodziców. Wynajęłam mieszkanie. Mój narzeczony wreszcie jest w Polsce. Mam niezłą pracę — właściwie dwie. A i jeszcze studiuję. Dziennie.
Brzmi super, prawda? Wiem. Kiedy te zdania zmieniają się w akapity, wygląda to zgoła inaczej. Pozwólcie, że rozwinę.

Wyprowadziłam się od rodziców.

Tak. Wreszcie koniec słuchania „jak będziesz u siebie, to rób sobie co ci się podoba, a póki jesteś u nas, musisz się dostosować”. Nie zrozumcie mnie źle — nigdy nie chodziło o duże sprawy, tylko takie małe wkurzające drobnostki, z których składa się codzienność; np. o kolor skarpetek wystających z adidasów, czy dziury w moich spodniach. Niby nic takiego, ale jak przyjemnie jest móc założyć ulubione dziurawe boyfriendy, długie wełniane skarpetki i nie patrząc w lustro czuć się świetnie, a wychodząc z domu, nie słyszeć w drzwiach komentarza „Boże, coś ty ubrała?!”.
W końcu mogę wypełnić lodówkę sałatą i owocami, a kawę pić z mlekiem 0,5% zamiast 3,2%. No i wino. Od 2 tygodni nikt mi nie powiedział, że jestem alkoholiczką, bo przed snem piję kieliszek wina (promo w cerfie było). A propos wina, czy mówiłam już, że moja przeprowadzka została zrealizowana z pomocą firmy „Przeprowadzki Alternatywne — AA”?? No ok. Ta firma jeszcze nie istnieję, ale będzie. Tak samo, jak 3 inne, na które mamy pomysł — ja (Aneta) i moja przyjaciółka Agata. Wracając do mojej przeprowadzki to kosztowała mnie 2 całodobowe bilety (19,50) na komunikacje miejską — i 2 browary (5 zł) dla Agaty. Przewiozłyśmy cały mój dobytek (trochę tego było) na 3 kursy pięcioma tramwajami i jednym autobusem. Za każdym razem z trzema walizkami i 3 wielkimi siatami Ikea. To się nazywa oszczędzanie! Chociaż może następnym razem powinnyśmy spróbować na piechotę…

Wynajęłam mieszkanie.

Tak. W 2 dni, bo nie miałam innego wyjścia. W poniedziałek mój facet dostał wizę do Polski, a najtańsze bilety były na niedzielę tego samego tygodnia, więc… Sami rozumiecie, musiałam zdążyć się jeszcze przeprowadzić.
W poniedziałek wykonałam ok. 20. telefonów – tylko w sprawie ogłoszeń, dodanych tego samego dnia. Z tych 20 połączeń, tylko 8 zostało odebranych, tylko 5 było ciągle aktualnych i tylko z 3 potencjalnymi wynajmującymi udało mi się umówić na oglądanie mieszkania we wtorek. Jeden z nich wieczorem wysłał mi SMS-a, że będzie malował, a farba nie zdąży do wtorku wyschnąć, w związku z czym chciałby przełożyć oglądanie mieszkania na czwartek. To było dość dziwne, bo na zdjęciach w ogłoszeniu mieszkanie wyglądało na zupełnie nowe. Tak zostały mi dwa mieszkania. Jedno: ładne, słoneczne i całkiem spore, w dzielnicy, w której się wychowałam, a drugie nowoczesne, chyba nigdy wcześniej niezamieszkiwane i do tego takie, na które nie było mnie stać.
Właściciele tego pierwszego powiedzieli, że dopiero w piątek, po spotkaniach z innym osobami podejmą decyzję komu je wynająć. No ale trudno, uprzejmie zgodziłam się czekać na ich telefon do piątku, w nadziei, że wygram ten casting. Zrezygnowana, zadzwoniłam do właściciela drugiego mieszkania; dalej nie zdecydował się go nikomu wynająć, więc mogłam pojechać je obejrzeć. Po drodze układałam sobie w głowie wymówki, dlaczego na pewno nie zdecyduję się go wynająć. Coś przecież musiałam powiedzieć. No bo jak wytłumaczyć się z tego, że umówiłam się na oglądanie mieszkania, na które od razu wiedziałam, że nie będzie mnie stać?? Pojechałam. Posłuchałam. Pooglądałam. Nie obyło się bez prezentacji wszystkich sprzętów w mieszkaniu, demonstracji rozkładania stołu, a nawet wykładu o doborze odpowiedniego materaca. Facet był zdecydowany wynająć mi to mieszkanie! Kurczę. Opłacało się ubrać jak na rozmowę o pracę. Nie potrafiłam znaleźć żadnych wad w tym mieszkaniu poza — NIE MAM TYLE PIENIĘDZY — więc wychodząc powiedziałam, że skonsultuję się z narzeczonym i za godzinę zadzwonię z odpowiedzią. Tak naprawdę, zastanawiałam się, czy w godzinę zdąrzę wymyślić coś, co pozwoli mi zachować godność i nie mówić temu Panu, że mnie na jego mieszkanie nie stać. Zadzwoniłam do Yassy (tak ma na imię mój facet) i opisałam mu co i jak, na co on od razu zareagował słowami; „no przecież wiesz, że nas nie stać”. Wiedziałam, ale i tak poczułam się, jak zawstydzone dziecko, które prosi o najdroższą zabawkę w sklepie więdząc, że rodzicom ledwie starczy na tę najtańszą. Mimo wszystko, z ciekawości, Yassa poprosił mnie, żebym wysłała mu zdjęcia tego mieszkania. Wysłałam. Oddzwonił mówiąc „bierz to mieszkanie i oby Bóg był z nami”. No i je wzięłam. TAK SIĘ WKOPAŁAM.
Ps.: W środę zaraz po podpisaniu umowy i wyjściu od notariusza odebrałam telefon — dzwonili właściciele pierwszego mieszkania, mówiąc, że chcieliby je wynająć właśnie mi. Aff, co za ironia.

Mój narzeczony wreszcie jest w Polsce.

Rok oszczędzania, 10 miesięcy biegania po urzędach i to na 2 różnych kontynentach, dziesiątki tłumaczeń, pieczątek, podpisów i oto jest! Wreszcie. To już drugi tydzień, a ciągle w to nie wierzę. Wreszcie mieszkamy razem, nie mając w perspektywie 3-miesięcznego rozstania za tydzień czy dwa. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Yassa nie zna polskiego, a pozwolenie na prace dostanie dopiero za miesiąc. No i nie wiadomo kiedy tę pracę znajdzie, jak już będzie mógł jej szukać. Na razie uczy się polskiego w domu. Wcale nie jestem pewna czy w ostatecznym rozrachunku kurs nie byłby jednak tańszy… Zobaczymy.

Mam niezłą pracę — właściwie dwie.

Wg. umowy jestem dekoratorem, chociaż w innej firmie moje stanowisko nazywałoby się pewnie: sprzedawca — dekorator — grafik. Nie narzekam. Naprawdę lubię to, co robię, bo się nie nudzę. Kiedy już wszystko wiem i potrafię, przeważnie zmieniam pracę. Tu jestem już 10 miesięcy i chyba zostanę na kolejne 10 czy 12. Kiedy przestanę się tam rozwijać, jak zwykle, pójdę dalej. Dla drugiej firmy pracuje na zlecenie, jako grafik i spec od social media.
Pensja z jednej pracy to dokładnie tyle ile muszę zapłacić za to mieszkanie, na które mnie nie stać, a pensja z drugiej, czyli ok. 900 zł to tyle za ile musimy przeżyć przez cały miesiąc. Nie wiem, czy to mało, czy dużo. Wiem, że za dużo palimy (paczka Marlboro dziennie), nasze bilety co miesiąc kosztują 200 zł, a telefony kolejną stówkę. Wychodzi na to, że powinniśmy jeść za 3 zł dziennie, a te rolki, które kupiliśmy w zeszłym tygodniu jak najszybciej zwrócić i zapomnieć o kocie, za którym się rozglądamy. Fajki trzeba rzucić. PALENIE SZKODZI PORTFELOWI I PŁUCOM.

A i jeszcze studiuję. Dziennie. O tym nie ma co pisać. Kiedyś skończę jako mgr. inż. arch. ale na razie chcę spróbować innej drogi. Po co się ograniczać tylko do architektury, sprawdzonych rozwiązań? To nie dla mnie. Jestem stworzona do tworzenia, a tyle jest rzeczy, których design jeszcze nie dosięgnął!! Nie chcę tworzyć pod czyimś nazwiskiem, nadzorem – wdg. schematów i trendów. Chcę sama wdg. siebie.
TYM RAZEM TO MOŻE BYĆ NAJBARDZIEJ HARDCOROWY ROK MOJEGO ŻYCIA. Jak nie umrzeć z głodu i cieszyć się życiem mając na to tylko 600 zł miesięcznie + piękne mieszkanie, na które Cię nie stać? Sprawdźmy! JESZCZE WAM POKAŻĘ, że się da!

183 komentarze

  1. Mam potencjał , tylko czasami brakuje mi motywacji. Kogoś kto powiedziałby mi wow, pisz, robisz to naprawde fajnie. Możesz się rozkręcić. Jestem na takim zakręcie życiowym, ze powoli sama dla siebie staje się motywacją, po prostu zaczynam lubiec siebie i przestaje potrzebować aprobaty innych. Jestem pewna, że jeszcze Wam pokażę! 😉

    • Mam potencjał i jeszcze wam pokaże!
      Jestem jedną z wielu dziewczyn które każde Was mija na mieście. Nie wyróżniam się niczym szczególnym. Ale to tylko pozory. W środku tkwi ogromny potencjał który potrzebuje pomocy by wyjść na światło dzienne. Obecnie mam 20 lat i staram się wziąć życie w swoje ręce . Ciągle słyszę od swojego przyjaciela że gdy czyta fragmenty moich historii ma wrażenie jakby czytał jedną z najlepszych książek . Zawsze kochałam pisać , zawsze kochałam czytać . Kiedy czytam w głowie mam już obraz , przebieg sytuacji, postacie . Pomaga mi przenieść się w całkiem odmienny świat. A kiedy piszę.. cóż pisanie pozwala mi przelać wszystko co we mnie tkwi . Pokazuje jak bardzo czuje się w tym dobrze .

  2. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jestem samodzielną mamą dwuletniego, fantastycznego chłopca, całkiem świeżą rozwódką i raczkującą właścicielką firmy. Całe życie przewróciło mi się do góry nogami w zeszłym roku, a w tym powoli układam wszystkie klocki na swoim miejscu. Jeśli chodzi o finanse, to bardzo łączą się one z rozwojem mojej działalności gospodarczej, ale też od kilku miesięcy bacznie przyglądam się wpływom i wypływom z mojego konta. Czy mam potencjał? Oczywiście! Czytacie właśnie komentarz przyszłej autorki bestsellerów 😉

    • Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!,że utrzymam się całkowicie sama i to ze swojej pasji. Już było lżej i z kieszonkowego z domu plus stażowe i małe dodatkowe źródła dochodu, właśnie z artykułów, żyłam prawie jak królowa. W dzisiejszych czasach można przeżyć za grosze i i jeszcze do tego podróżować. Niestety, Fortuna kołem się toczy i znów jest jak w pewnej piosence:” Hej szli sobie copywriterzy przez zielony las, nie mieli pieniędzy, ale mieli czas…”. Nie poddaję się. Ta oszczędność, o której sobie teraz przypomnę ma swe zalety. Nie ma lepszej motywacji do postnego detoxu i zajęcia się własnym rozwojem, jak minimum pieniędzy i bycie swoją szefową 24/24 bez konkurencji.

  3. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jestem młodą dziewczyną, która od zawsze wierzyła w to, że pisanie to jej przeznaczenie. Fascynował mnie ten świat książek, pisarzy… Poszłam nawet na studia polonistyczne, ale tam okazało się, że to kompletnie nie była moja bajka. Zrezygnowałam i trochę straciłam wiarę w to, że mi się uda kiedykolwiek coś osiągnąć w tej dziedzinie. Prowadzę bloga, który rozwija się bardzo powoli i często mam chwilę zwątpienia, ale gdy pomyślę sobie, że miałabym odpuścić to coś we mnie krzyczy. Przecież warto się starać! Dlatego staram się każdego dnia realizować moją pasję najlepiej jak potrafię. Od października zaczynam nowe studia, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, chociaż obawa jest ogromna. Chciałabym jednocześnie robić coś, co sprawia mi radość i zarabiać przy tym. Byłoby niesamowicie móc studiować dziennie i pracować jednocześnie. Marzę właśnie o takim zajęciu.
    Chcę też udowodnić sobie i światu, że ta pomyłka ze studiami to był tylko wypadek przy pracy. I że stać mnie na wiele 🙂

  4. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Nazywam się Małgorzata i jestem studentką Olsztyńskiej Weterynarii. Jako pozytywnie nastawiona do życia osoba o niekonwencjonalnym spojrzeniu na świat lubię przebywać wśród uśmiechniętych, pełnych życia i pasji ludzi a przy okazji zawsze mieć pieniądze na bieżące wydatki. Zdecydowałam się wziąć udział w tym konkursie ze względu na to iż mam bardzo dużo do przekazania, zarówno młodym jak i nieco starszym czytelnikom. Jeśli chodzi o temat oszczędzania to śmiało mogę stwierdzić, że jestem w nim mistrzem. Od killu lat co miesiąc dysponuje kwotą 1000 zł za którą jestem zdolna się utrzymać, zapewniać sobie rozrywkę, odwiedzać różne zakątki naszego kraju a w dodatku sporo z tego odłożyć na wakacje czy inne niezaplanowane wydatki. Wiem, że jestem osobą zdolną do pokazania całemu światu, że oszczędzanie i pełne radości życie może iść w parze. Nie są do tego potrzebne specjalne ograniczenia- wystarczy mądrze wydawać część tego co mamy a przez odpowiednie sposoby pomnażania zaoszczędzonego kapitału żyć w spokoju bez zapożyczania się i robienia debetu na karcie płatniczej :). Pozdrawiam serdecznie :).

  5. Karolina Jóźwiak Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!!!! Tak bardzo chcę wierzyc, wierzę w to zdanie!
    Właśnie zakończyłam bardzo toksyczny, wieloletni związek. Uwolniłam się od mężą tyrana, pokazałam moim córkom że jestem silna i mam nadzieję, że dzięki mojej decyzji wyrosną z nich silne kobiety. Uwielbiam pisać, mam wiele do powiedzenia i chcę się tym dzielić. Nie ukrywam, że dodatkowy zastrzyk gotówki mi się przyda, tak samo jak wiedza na temat zarządzania pieniedzmi bo skonczyło się szastanie nimi na prawo i lewo. Jestem copywriterem , rozwijam swoją malutką firmę i zostałam sama bez wsparcia finansowego ze strony ojca dzieci, z długami i świadomością że teraz wszystko spoczywa na moich barkach. Ale dam radę! Jeszcze Wam wszystkim pokażę jaka ze mnie silna i przedsiębiorcza babka 🙂

  6. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże! Myślę że mam ogromny potencjał i przedeswszystkim wielka chęć ale brak mi wiary w siebie i swoje możliwości. . Jestem młodą mama z wieloma pomysłami na życie ale narazie z ograniczonymi możliwościami 🙂 jeśli bym otrzymała taka szansa napewno bym ją wykorzystała w 100% !:) jeszcze wszystkim pokaże! 🙂

  7. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę (!), że jestem zdolna do wszystkiego!
    Poprowadzę Was krętymi ścieżkami filmowych nowości i opowiem dlaczego UFC podoba mi się bardziej niż KSW i dlaczego nawet mała babka może iść na siłownię, do tego zrobimy sobie pyszne domowe ciasto i napijemy się wina.
    Odkryję w sobie nieskończone pokłady motywacji i optymizmu i będę Waszą gwiazdeczką wskazującą azymut przeciwny do kanapy zimą. Wypijemy odżywcze smoothie i zastanowimy się dlaczego włosy łapią bad hair day dokładnie na wielkie wyjście. A jak już trochę się ze mną oswoicie i dacie się poznać, to zapodam jaką petardę na miarę komety nad Doliną Muminków.
    Dajcie mi szansę, mój „one moment in time”, bo wiem, że on jeszcze nie nadszedł!
    Poza tym zapuściłam włosy, odchudziłam i podniosłam tyłek i właśnie kończę prostować zęby, więc lepszych zdjęć pewnie już nie będzie 😀

  8. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!!!
    Czym mogę zainspirować? A tym, że potrafię znaleźć wyjście z każdej sytuacji, umiem rozwijać się w najmniej korzystnych warunkach, jak mlecz rosnący na betonie. Po studiach nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. Zaczynałam więc pracę jako konsultant w jednej z sieci komórkowych. Zaszłam w ciążę. Na macierzyńskim okazało się, że nie mam gdzie wracać. Co zrobiłam? Poszłam do szkoły policealnej o kierunku medycznym. Od czapy pomysł – mówili rodzice. Domem się zajmij – przekonywał mąż. A ja zaparłam się na cztery kopyta, bo przecież w życiu trzeba być wszechstronnym no nie? Inwestować w siebie. Nigdy nie wiadomo gdzie Cie życie rzuci. W między czasie otworzyłam stronę na fb, która przypadkowo stała się grupą wsparcia dla masy kobiet. Będę bronić zdania, że w życiu nic nie dzieje się przez przypadek. Co jeszcze zrobiłam? Nocami pisałam książkę.Co za głupota i strata czasu – takie otrzymałam wsparcie. Wczoraj podpisałam umowę wydawniczą.
    Więc mam potencjał i jeszcze Wam pokarzę jak wierzyć w siebie i gospodarować czasem, a do tego zainspiruje inne kobiety. Nie mam wsparcia technicznego w postaci męża informatyka i grafika. Nie mam komu podrzucić dzieci. Jedyne co trzyma mnie na powierzchni to wiara w siebie i swoje marzenia.

  9. Karolina Digger Reply

    Mam potencjał i jeszcze pokażę Wam, światu, sobie i wszystkim, którzy twierdzili, że mi się nie uda! Pogrążona w odwiecznym chaosie, ciągle szukam swojej drogi, choć za każdym razem jakiś „przyjaciel” twierdzi, że mi się nie uda. Pracowałam już jako doradca finansowy, Pani z banku, dj w klubie studenckim, a teraz zmagam się z tekstami jako copywriter. Jestem typowym Millenalsem, któremu wszyscy mówią, że czas na kredyt, mieszkanie i ślub, a ja bronię się przed tym rękami i nogami, bo wolę robić wszystko po swojemu. Mam lekkie pióro, głowę pełną pomysłów i chęć doświadczania ciągle nowych rzeczy! I ogólnie jestem fajnym człowiekiem 🙂 Cokolwiek sie nie zdarzy, wiem, że będzie super! 🙂

  10. Mam potencjał! I jeszcze wam pokaże ! Dawno myślałam , by założyć bloga parentingowo- lifestylowego. Nie brakowało mi motywacji .. tylko kogoś , kto mnie w tym pokieruje 🙂 dlatego cche wziąść udział w projekcie 🙂 w dodatku mam dużo czasu, jestem niepracującą mamą dwóch wspaniałości płci męskiej,
    I tak sobie jeszcze z nimi pobęde bo starszy ma dopiero 2 latka. A blogowanie to jest to, co chciałam bym robić by moje życue było aktywne 🙂

  11. Mam potencjał! Tworzę coś z niczego – wydaję niby nic, a pod koniec miesiąca coś dużo mi brakuje. Nie jestem pamiętliwa – wydaję i zapominam na co. Bywam wizjonerem – mam taką fantazję, że wchodzę do sklepu i kupuję tylko to, co jest mi potrzebne. W rzeczywistości, zupełnie nie kontroluję domowego budżetu. Jestem Karolina, kobieta, pracownik i mama. Chaotyczna zakupoholiczka ze sporym potencjałem na oszczędzanie. Co robię z tym potencjałem? Mówię o nim. Ale pokażę Wam, i sobie, że tym razem na gadaniu się nie skończy.
    🙂

  12. Trzy, dwa, jeden.. mam potencjał i jeszcze Wam pokaże, że wcale nie upadliśmy na głowę. Że kupując ten dom na kredyt, z wkładem własnym, na który złożyły się wszystkie oszczędności byliśmy w pełni świadomi tego w co wdeptujemy. Bosymi stopami ! Jakby nie patrzeć – pełni entuzjazmu, którego nie ugasiły nawet roczne problemy z pozwoleniami – wiedzieliśmy od samego początku, że potencjał jest ogromny, a wysiłek jeszcze większy. A nowe okna. Nowe podłogi. Wyburzone ściany i dach do wymiany nie spłoszą nas wcale, a wcale. My i nasz dom. Dom specjalnej troski z charakterem niesfornego dziecka. Duszą domku na przedmieściach. Amsterdam, dom i my. Nasze marzenia. Nasze plany. Nasze mission impossible na holenderskiej ziemi. 😉

  13. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    „Nie inaczej!” krzyczę w myślach bo na open-space szanowanej matki korporacji to nie wypada…Zaraz. Zaraz…co nie wypada?! Mi nie wypada?!
    Pokażę Wam jak z uśmiechem i podniesioną głową radzić sobie z Byciem….wszędzie i zawsze…i przede wszystkim ze sobą! Albo bardziej – byciem sobą!
    Wszyscy myślą, że to potrafią, wielu próbuje, części się udaje a tylko garstka rzeczywiście z tej umiejętności korzysta. Szczęsliwie, jestem w tej gartsce i to nie przez przypadek. Nie dostałam tego w prezencie i kilka ładnych lat minęło zanim ogarnęłam tę sztukę ale teraz mogę wejść na kszesło i krzyknąć „Ta -daaaam!” ;).
    Ciężko, długo i „mimo wszystko” nad tym pracowałam (bardziej niż nad dwugłowym mięśniem uda, wydolnością na trasie biegu 10km czy bezą Pawlovej przy której w sumie to częściej ja wychodzę …z kuchni :P).
    Wracając do Bycia… czyli stania obiema nogami tu i teraz, nie depcząc przeszłości i nie wybierając przyszłej ścieżki „pod górę” ( bo przecież idę w szpilkach 😉 ) po prostun Jestem. Sięgam do wczoraj po lekcje, które odrabiam dzisiaj…a na jutro nic nie zostawiam 😉 ( Nooo, czasami…górę rzeczy do prasowania 😉 )
    Chętnie się tym slowlife’owym know-how podzielę chociaż nie obiecuję, że będzie łatwo się z tematem mierzyć. Wszystko to doprawię szczyptą pieprzu (cayenne) i odrobiną wanilii i nie gwarantuję, że nie naruszy to równowagi we wszechświecie 😉 Ale cóż…jak kochać to księcia, jak kraść to miliony…i z Waszą pomocą 😉
    SureAsHellSheIs…ready for it – a Ty?! 😉

  14. Mam
    Potencjał biotyczny- zdolność organizmu do przetrwania w walce o byt mimo niesprzyjających warunków środowiska zewnętrznego (słownik PWN)
    I
    Jeszcze wewnętrznego. Umówmy się, każdy z nas ma w sobie złowieszczego Grincha pragnącego utrudnić nam pracę 🙂
    Wam wszystkim taka walka jest na co dzień znana.
    Pokażę jak się z tym uporać łatwiej..już od samego rana* 🙂

    * Przed użyciem zapoznaj się z opisem dołączonym do komentarza bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każda wskazówka niewłaściwie stosowana zagraża Twojemu życiu psychicznemu lub zdrowiu

    Jestem oaza chaosu, organizatorką tornada, dyplomatyczną gaduła i człowiekiem do zadań specjalnych ratująca tonącą firmę programistyczną śrubokrętem. Altruistką zaangażowaną w wolontariat z tykającą bombą w głowie wybuchającą eksplozją inspiracji i pomysłów w formie myślowego confetti. Odpoczywam na zajęciach jogi, towarzystwie aparatu w lesie lub balkonie ze szklanką rumianku z widokiem na panorame miasta. Może herbaty?

  15. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że daję radę !

    Właśnie siedzę na placu zabaw z moim zlotkiem. Jesteśmy tu już chwilę, wiec towarzystwo zmienia się z minuty na minute. Co chwile słyszę docinki starszych pań typu : „taka młoda i juz dziecko, teraz te nastolatki tak wcześnie wpadają.. pewnie ciezko samej z dzieckiem.. slabo chodzi jak na dwa latka.. załóż dziecko synkowi czapeczke, bo mu uszy zawieje.” ( 25 stopni w cieniu, bezwietrznie)
    Myślę żeby sie coś odezwać..ale stwierdzam, że nie ma sensu zaczynać dyskusji. Nie musze się tłumaczyć obcym.
    No ale zaraz! Przecież ja wcale nie jestem małolatą, która zaliczyła wpadkę. Moze i wygladam bardzo młodo, czasem mylą mnie z 15-letnia siostrą.Mam 24 lata i jestem studentką IV roku.. tak dziecko nie przeszkodziło mi wcale, wrecz dało mi kopa i masę siły na studiach i w zyciu codziennym. Pewnie gdyby nie ono, nawet nie marzylabym o wlasnym blogu i wcale nie pisalabym tego postu.
    Kwestia numer dwa, wcale nie mam synka. To, że nie ubieram córeczki od stóp do głów na różowo i nie nosi kolczyków ( jak krówka na pastwisku), wcale nie zniszczy jej dziecinstwa.
    Po trzecie, wcale nie ma dwóch latek, a jak na 14 miesięcy z hakiem jest bardzo zwinna. A na to, że jest dużo wieksza niż rówieśnicy już nie mam wplywu. Wrecz nieraz sie cieszę, że nie bedzie malutka jak ja.
    To fakt..samej wychowywać dziecko jest ciężko, kiedyś uwazalam to za wielki wstyd. Teraz też tak uważam, ale to wstyd dla faceta, ktory do tego doprowadził. Tu powinnam zaznaczyć, ze pokazalam wszystkim, że dam rade uwolnić się od toksycznego zwiazku.. wtedy gdy inni skazywali mnie na straty. Teraz moge być tylko dumna i codziennie pokazywać jak daje radę : jako mama, tata, studentka, kompan zabaw, mistrzyni zaginania czasoprzestrzeni. ( tak doba może mieć wiecej niz 24h ! )

    Czasem po całym dniu mam naprawdę dość, ale nigdy nie żałuję że tak to wszystko się potoczyło, bo dostalam od losu wiecej niz moglam chcieć !

  16. Cześć! Mam potencjał i zrobię z tym ile dam radę, i jeszcze trochę! Mam 22 lata, ukończone studia i mnóstwo niewykorzystanego potencjału. Utrzymuję się sama, z renty rodzinnej, i cały swój wolny czas poświęcam pracy nad tym wymarzonym, idealnym projektem, którym zawojuje świat. A jak nie ten pomysł – to następny. Mam ich wiele, można wybierać. A gdy nie mam czasu na projekt to pewnie gotuję, pracuję lub dorabiam online. Oszczędności chomikuję na kontach licząc na opłacenie domeny, serwerów i wszystkiego czego sama nie dam rady zrobić. Dajcie mi telefon z internetem i ja jeszcze Wam pokażę!

  17. „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, czyli poradnik nieudacznika”

    Półki w księgarniach uginają się od poradników. Jednego dnia możesz stać się Paryżanką, wegańską wersją Magdy Gessler i specjalistką od hodowli chomików dżungarskich. Wiem, bo przeczytałam je wszystkie. Natomiast bardzo irytuje mnie fakt, że nikt nie napisał jeszcze poradnika o tym, jak zmarnować sobie życie. Na szczęście masz mnie, Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko, a ja służę pomocą i doświadczeniem.

    1. Już od wczesnego dzieciństwa, musisz myśleć, że urodziłeś się, by dokonać rzeczy wielkich. Jednocześnie nie robiąc nic i czekając na Wielki Dzień, kiedy przyjdzie Ktoś i pokaże wszystkie Twoje talenty całemu światu, a Ty wreszcie będziesz mógł skromnie powiedzieć „dziękuję” (chociaż i tak wszyscy wiemy, że Ci się należało).
    2. Okres nastoletni musisz traktować jako okazję do buntu, wagarowania i koncertowania. To nie jest najlepszy moment do nauki, o czym przekonasz się później, zdając maturę z matematyki 4 razy (albo 5, w zasadzie to tracisz rachubę i rzucasz w cholerę marzenia o studiach). Przecież nikt nie będzie Ci mówił jak masz żyć, więc zamiast próbować 6 raz idziesz do pracy i zaczyna się baj-lan-do!
    3. Praca to nic innego jak hajs, więc nie myśl sobie, że możesz ją lubić. Zmieniaj pracę co 4 miesiące, bo długa droga, zimą pada śnieg, a koleżanka przy biurku obok śmierdzi czosnkiem. W międzyczasie pielęgnuj w sobie przekonanie, że urodziłeś się, by tworzyć rzeczy wielkie, rozmyślaj o tym oglądając drugi sezon „Przyjaciół” z rzędu.
    4. Miłość. Ah miłość. Zakochaj się w 16 lat starszym od siebie Angliku, na jego prośbę odejdź z pracy, która daje Ci niezależność finansową. Imprezujcie ostro do momentu, gdy zobaczycie na teście dwie czerwone kreski! I to jest jeden z niewielu momentów, kiedy możesz się szczerze ucieszyć. Pocieszone? To jedziemy dalej.
    5. TAK! Ta przeprowadzka do Czarnogóry w zaawansowanej ciąży, to świetny pomysł! Widzisz już oczami wyobraźni jak wszyscy trzymają za Was kciuki? Ciesz się, że ten poród trwał tylko 3 dni, finalnie jednak możesz przybić sobie piątkę – masz fajnego dzieciaka, ale to jest poradnik o tym jak zostać nieudacznikiem, więc źle! Robisz to źle!
    6. Ciesz się urokami Czarnogóry. Bądź dumny, że przez rok mieszkania w tym malowniczym kraju zwiedziłeś aż trzy miasta i potrafisz powiedzieć trzy słowa. Brawo, ludzie, którzy siedzą tam w basenach na all-inclusive kumają więcej.
    7. W międzyczasie czytaj blogi ludzi, którzy osiągnęli więcej niż Ty (czyli wszystkie) i płacz nad swoim losem, lenistwem i brakiem wiary w swoje umiejętności.
    8. Raz na jakiś czas przypominaj sobie o zmarnowanych szansach, takich jak: niedokończone warsztaty teatralne w liceum, zaprzepaszczona szansa na śpiewanie w szkole muzycznej, lekcje tańca, na które nie chciało Ci się jeździć.
    9. Nadchodzi punkt kulminacyjny w Twoim życiu. Próba generalna! Okazuje się, że Ty, Twój Anglik i Wasze dziecko od kilkunastu miesięcy żyjecie z oszczędności, które właśnie się skończyły. Tak, jeśli jeszcze tego nie wiesz, to jest dobry moment na to, by zacząć panikować.

    A na końcu nalej sobie wina, choć polecam picie z gwinta, bo na kieliszku się nie skończy. Zacznij się śmiać, uroń jedną łzę i machnij na to wszystko ręką. Cholera jasna, ile tych szans zmarnowałeś? Limit wyczerpany! Dopij wino, wstań, przewietrz się i udowodnij sobie, że jeszcze nie wszystko stracone! Tym razem już musi się udać! Zacznij poznawać nowych ludzi, poznaj w końcu ten piękny kraj, w którym mieszkasz. Biegnij boso po plaży, weź dziecko za rękę i pokaż mu palmy. Zacznij pisać, przecież to Twoja pasja! Co z tego, że ludzie będą to czytać? Co z tego, jeśli komuś się nie spodoba? Zadbaj o siebie i swoją niezależność, daj swojej córce dobry przykład. Jak nie teraz to kiedy?

    *Oświadczam, że przy tworzeniu tego wpisu nie ucierpiało żadne dziecko, ani żaden Anglik, co najwyżej damskie urażone ego 😉

  18. Mam potencjał i jeszcze wam pokaże…jak jest być mną.Dziewczyną,która poznała smutne i także radosne barwy życia jako dwudziestoparolatka.Teraz ma akcje-reakcje prawdziwej i mocnej miłości i chęć ,wręcz robi cały czas wszystko z listy:co zrobić przed 30tką?!Stanęła na punkcie 3 z10 🙂 Chciecie poznać te zdobyte szczyty i upadki,które towarzyszą mi codziennie przy planowaniu zdobycia kolejnych punktów z listy,zostancie ze mną na rok.Postaram się w tym czasie opowiedzieć o wszystkim co warto zrobić przed 30tką 🙂

  19. Pamiętam. To był wrzesień. Dwa lata temu. Ważny dzień. Ważyła się cała moja przyszłość. Bałam się. Bałam się tego co będzie jeśli…? Co powie G.? Co powiedzą moi rodzice? Czy ich wszystkich zawiodę, rozczaruje? Co właściwie zrobię kiedy mi zwyczajnie nie wyjdzie?
    Po wyjściu z sali wiedziałam już na pewno. Zawiodłam.
    Pamiętam też jego wzrok. Zdezorientowany i nie wiedzący jak mnie pocieszyć, kiedy powiedziałam, że mi nie wyszło, a jednocześnie patrzył na mnie tak, jakby głęboko wierzył, że będzie dobrze.
    Uspokoił mnie. Sprawił, że przestałam o tym myśleć. Przestałam się bać. Czułam się kochana, mimo wszystko… Czułam się dobrze. I uwierzyłam, że jakoś to będzie.

    Drogę do Wrocławia przespałam. Byłam wyczerpana. Do dzisiaj w telefonie G. znajduje się moje najbrzydsze zdjęcie EVER! Wygięta w pół, chrapiąca całą sobą niczym stary chłop dostarczałam mojemu lubemu kompromitujących materiałów, które o czym jeszcze wtedy nie wiedziałam, miały zostać użyte przeciwko mnie wielokrotnie. W najmniej oczekiwanych sytuacjach.

    Dotarliśmy do celu. Mieliśmy chwilę dla siebie w hotelu, a potem mieliśmy dać upust swoim wszystkim emocjom. I daliśmy.
    I pamiętam tą chwilę kiedy czas się zatrzymał, kiedy musiałam całą sobą pokonać strach i sprawdzić wynik. Zdałam!!!! I to nie byle jak, nie na pół-gwizdka. Porządnie. Z całkiem sporym zapasem punktów. Pamiętam swoją radość. Pamietam jego radość. I wtedy już wiedziałam, że to on! Że to ta moja brakująca połówka jabłka, czy pomarańczy. Mój człowiek.
    Tej nocy to jednak ja byłam królową życia! Nie wiem, czy nawet Doda kiedykolwiek czuła się tak bardzo królową, jak ja w tamtym momencie. Mogłam wszystko. Wiedziałam, że zaczyna się życie, o którym zawsze marzyłam, że wszystko idzie zgodnie z planem i nic mnie już nie zatrzyma. To była piękna noc. Później był najcudowniejszy tydzień w moim życiu. Włochy, miłość, pizza i wielka pewność siebie.
    A potem przyszła rzeczywistość. I zrozumiałam, że to ona mnie zatrzyma. Podetnie skrzydła i odbierze chęć do życia.
    Wiesz, na studiach wmawiano nam, że jesteśmy elitą narodu. Mądrzy, wykształceni… Mamy cały świat u swych stóp. A potem 1 200.00 zł na rękę pokazało mi jak bardzo byliśmy w błędzie.
    Przez te niespełna dwa lata aplikacji przeszłam depresje i niejedno załamanie nerwowe. Moja wartość, jako osoby, spadła poniżej zera. Mój związek przeżył poważny kryzys. Całe to moje marzenie okazało się jakimś wielkim koszmarem. Pierwszy raz w życiu nie chciało mi się żyć.
    Podniosłam się z tego. Dziś jestem silniejsza. Od tamtego czasu dwukrotnie zmieniałam pracę. Podniosłam swoje wynagrodzenie prawie dwukrotnie. Nadal twierdzę, iż zarabiam stanowczo za mało, jak na liczbę lat poświęconych na naukę, koszty aplikacji, a także ze względu na poziom wiedzy jaką wnoszę do kancelarii.
    Cóż wszystko to może miałoby jakiś sens, gdyby nie to, że chcę zostać komornikiem. Uuuuu… Powiało grozą, prawda? I tak również ze względu na pieniądze, które byłyby odzwierciedleniem pracy, jaką włożyłam, aby dojść do tego zawodu. I nie nie mam zamiaru kraść i grabić. Chcę wykonywać ten zawód rzetelnie. Chcę godziwie zarabiać. I wierze, że tak będzie.
    Dziś wiem, że marzenia się nie spełniają, do nich dochodzi się odhaczając kolejne cele na swojej liście. Nie zawsze jest różowo. Bywa ciężko. Bywają złe dni. Zdarzają się łzy. Rozczarowanie i niechęć w drodze do celu są na porządku dziennym, dlatego warto otaczać się ludźmi, którzy nam w tej drodze potowarzyszą i wesprą. Pozwolą nam uwierzyć, że jest w nas potencjał i jeszcze im pokażemy! I ja Wam wszystkim pokażę. Watch OUT! Nadchodzę!

  20. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę… No, potencjału to mi nie sposób odmówić. Na przekór wszystkiemu pojawiłam się na tym świecie ja, córka Mamy, która włosy sobie miesiącami z głowy rwała, bo nie potrafiła zajść w ciążę. W końcu pojechała, zrozpaczona, na Jasną Górę i tam na klęczkach wymodliła u Matki Boskiej… mnie.
    I tak, nie zważając zanadto, w co kto wierzy, jakaś wyższa siła – nazwijmy ją Matką Boską – towarzyszy mi przez całe życie.
    Dzieciństwo było pasmem sukcesów szkolnych i towarzyskich. Wtedy to pokochałam czytać, żyć życia, których nie miałam, żyć w czasach, których nie sięgałam. Książki pochłaniałam jednym kęsem, jak to ja. Wszystko albo nic. A kiedy kończy się wszystko, zostaje nic. Skończyły się i książki dla mnie, ale nie – we mnie.
    Zaczęłam pisać. Uwielbiałam, bo teraz mogłam żyć życia, jakie chciałam, w czasach, jakie chciałam, tak, jak chciałam. To było magiczne, i, o zgrozo – wychodziło mi całkiem nienajgorzej. Ubogaciłam się trochę tym pisaniem, nie powiem – ale też wzbogaciłam. Każdy kolejny konkurs dawał nowe szanse, nowe możliwości, nowe życia. Aż ze wszystkiego, zrobiło się nic…
    Wtedy był przełom. Myślałam, że Matka mnie zostawiła. Było coraz gorzej, sypało się w domu, sypało się we mnie. Dławiłam się tymi ruinami życia. Kaszlałam zgliszczami szczęścia, pokruszonymi marzeniami. Nie czytałam. Nie pisałam. Nie kochałam, nie nienawidziłam, w ogóle nie żyłam. Może tylko istniałam, byłam. Na przekór – jak to ja – nie jadłam. Pozbawiłam się tego, co tak lubiłam, żeby nie musieć, nie potrzebować. I wreszcie, nie być na przekór. Być jak wszyscy. I byłam wreszcie – a nie żyłam.
    Ten koszmar trwał dziesięć lat. Dziesięć lat bez Matki. Sama sobie. Sama sobie wrogiem, sama sobie katem, sama sobie nikim. Straciłam wiele. Lat, chwil, smaków, ludzi. Pasji. Nie czytałam, bo nie chciałam żyć wcale, a co dopiero – wiele, często i intensywnie. Dławiłam się nicością. Moje życie stało się pustym istnieniem.
    Straciłam wiele z siebie, fizycznie i psychicznie. Matka mnie nie pilnowała, więc robiłam, co chciałam. A że nie chciałam, to powoli umierałam.
    Tylko, że pisałam. Nie mogłam przestać. Nie umiałam porzucić Nadziei. Tak bardzo chciałam, chciałam nie cierpieć z powodu nadziei. Poddać się. A nie mogłam. Więc pisałam, czasami, nieodważnie i z dystansem. Ale kiedy zaczynałam, znowu wracałam, i żyłam.
    I żyję. I mam się dobrze. Wygrywam, bo nie umiem stracić Nadziei, a moja Matka pilnuje mnie zawsze i wszędzie. Bo inny by nie wytrzymał tego, z czego ja wychodzę bez zadraśnięcia. Ba, bogatsza, silniejsza i lepsza. A jak to się stało, że wyszłam z tego cała i zdrowa? Ot, od prostych słów: „dla ciebie już nie ma nadziei…” – a ja Wam pokażę, że jest…

  21. Mam potencjał i jeszcze wam pokaże.
    Udowodnie że samotna matka z dwójka małych dzieci jest w stanie coś zdziałać. Że życie po życiu z facetem się nie kończy. Że mimo przeciwności losu można wiele osiągnąć. Można rzucić korporacje i otworzyć się na nowe. Że nie zawsze to co pewne i stabilne jest najlepszym wyborem. Bo życie jest za krótkie by tkwić w byłe jakości. Trzeba otworzyć się na nowe i łapać wiatr w żagle i wierzę że wy mi w tym pomożecie😊

  22. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę! Pokażę jak nie warto oceniać książki po okładce! Jak od grubiutkiej i zakompleksionej kelnereczki zostalam menagerem restauracji! Jak gastronomia jest ciężka i jak my ludzie nie wiemy z czym mamy doczynienia! Opowiem jak sie walczy o pracę, zapieprza a zarazem zostaje z niczym, bo ci najbliższi zawiedli, stracili bezgraniczne zaufanie! Jak z humorem stac twardo na nogach! Jak Ci juz zostaje tylko humor! W gastronomi jest on wskazany!
    Chce pisać opowiadac co przeżyłam z czym walczyłam, jak przeżyłam! Ale chce też pisać o brutalnej trudnej gastronomi z wielkim humorem, nawet chamskim humorem, bo śmiesznych sytuacji bylo aż tyle ze nie ma sensu na złym sie skupiać. Nie chce pisać o miłości bo jej nie znam, nie kochałam nigdy.
    Chce pisac o tym co przeżyłam, poznałam, z czym się spotkałam i czym żyje!

  23. Jeszcze pokaże Wam, że MAMY potencjał !!!

    Wiem, że powinnam w tym wpisie trochę „zareklamować” samą siebie, uwydatnic swe dobre strony. Lub też w ironiczny i zdystansowany sposób wymienic moje wady i życiowe błędy ;), ale nie zrobie tego. Zanim zaczęłam tu skrobac swoje wypociny, stwierdzilam, ze pokusze się o przeczytanie innych wpisów ( moze któryś okaże się inspirujący albo będzie wskazówką do napisania czegoś co zmieni bezpowrotnie życie mojego odbiorcy:). Hmm, no cóż stało się jednak coś, czego nie przewidzialam swym analitycznym umysłem, a mianowicie, w trakcie czytania, zdalam sobie sprawę, że każdy z tych wpisów jest inny, ciekawy, a czasem nawet zaskakujący. A przede wszystkim burza one ten stareotyp o jakże pięknych, ale wiecznie zakompleksionych, nie znających swojej wartości, niepewnych siebie Polkach. W samych tych wpisach jest tyle siły, chęci i motywacji do tego by każdego dnia stawać się lepszą wersją samej siebie i zawsze stawiać życiu czoła, nawet, gdy jest ono pasmem niepowodzen.
    Stąd też liczba mnoga w pierwszym zdaniu, MAMY potencjał, MY kobiety!!!
    Ponieważ kto jak nie MY?
    Mówię to jako kobieta do innych kobiet:) (będąc całkiem obiektywną), potrafimy być wspaniałymi partnerkami, matkami, przyjaciółkami, kochankami, szefowymi i pracownicami, połączyć wszystkie te sfery w całość i nie zwariować 😉 co więcej być w nich naprawdę dobre. Dlaczego więc tak ogromny odsetek z nas nadal w to nie wierzy? Czemu tak często szukamy akceptacji i aprobaty w oczach innych zamiast szukać ich w swojej głowie.. bo pomimo tego, że ( teoretycznie) jesteśmy tą słabsza płcią, potrafimy być silne jak skala, jednoczesne nie tracąc swojej delikatnosci. Dlatego BABECZKI wierzcie w siebie! Inspirujcie się wzajemnie!! I chodźcie zawsze z podniesioną głową!!! Bo jak nie my to kto? 😀

    Myślę że gdybym dostała możliwość pisania swojego wlasnego bloga chciałabym pokazac potencjał jaki mają kobiety, jakie czasem przez swoją codzienną zwyczajnosc potrafią być niezwykle.
    Jeśli nie będzie mi to dane, może chociaż moj wpis stanie się czyjas inspiracją do zmiany na lepsze:)

  24. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę.

    Nie opowiem Wam mojej historii życia. Nie opowiem o moich zwlotach i upadkach. Nie opowiem o miłości życia, którą gdzieś po drodze utaciałam.

    Nie opowiem jej, bo to ja jestem TĄ HISTORIĄ.
    Ja która pisząc właśnie chodzi sobie po parku i czeka aż jej pies załatwi co ma załatwić.
    Ja która najbardziej w świecie boi się szarej rzeczywistości i bycie gdzieś „pomiędzy”.
    Ja która wie, że jeśli czegoś chcę muszę po to wyciągnąć ręcę, w sumie tak jak po lizaka w sklepie.

    I właśnie to robię. Walczę o podążenie drogą, która może być kręta i zawiła, czasami bardzo górzysta. Ale nigdy nie będzie ona gdzieś NEUTRALNA i bez smaku.
    Dlatego chcę zostać blogerką. Aby poznawać nowe smaki i nauczyć się gotować tak, aby nakarmić słowami jak najwięcej ludzi.

  25. Mam potencjal i jeszcze wam pokaze… bo o zarzadzaniu budzetem wiem wiele. Czesc umiejetnosci wynioslam z domu, a czesc … hmm z obserwacji.
    Nie zawsze tak bylo. Jako mloda dziewczyna potrafilam cala wakacyjna kase przepuscic w podbliskim sklepie z butami, spieniezyc obiady wykupione przez rodzicow w osrodku nad jeziorem, kupic pare piw gimnazjalistom w zamian za jedno dla siebie oraz wypozyczac rower na godziny za hot doga i cole (obiady przeciez ‚wydalam’ na trampki).
    Teraz stawiam na siebie. Glupie wydawanie i szastanie kasa poszlo w niepamiec i dzieki temu udalo mi sie przed trzydzistka kupic mieszkanie za samodzielnie zarobione (choc za granica) pieniadze.

    Wiem, ze jak sie chce, to sie da.

    Kasa trzyma sie tylka tylko wtedy, kiedy umiejetnie nia zarzadzamy.

  26. Hej Monika! Projekt super, okej, tylko ten patron… wspierasz kobiety na zakręcie, promujesz kobiecą solidarność etc. a od Providenta zaczęła się spirala długów mojej biednej, naiwnej, przeraźliwie samotnej mamy. Provident to lichwiarze żerujący na ludzkich dramatach, mniejszych i większych. Na końcu tych dramatów często jest komornik, upokorzenie.

  27. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę!

    Właśnie wróciłam z castingu na ,,Moje Życie”, takie własne, osobiste, zaprojektowane przez siebie i…wybrali mnie. Nie będzie to rola najłatwiejsza, bo wcielę się w postać marynarza, który samotnie opuszcza przystań (o nazwie ,,Nadopiekuńczy Dom & Nudne Studia Magisterskie & Brak Marzeń i Chęci do Życia” )i wyrusza w samotny rejs, podczas ogromnego sztormu, na Wyspę Marzeń po łupy. Wbrew wszystkim i wszystkiemu. Tak dokładnie takim marynarzem jak z filmów, w żółtej pelerynie i płaszczu, z fajką w zębach, który stoi przy sterze i kręci nim, a na niego leją się tafle wody, ale on dzielnie stoi na dwóch nogach i klnie do stu wiatrów 🙂 albo nie, czekajcie. Ja będę PANIĄ KAPITAN, tak lepiej, w fajnej spódniczce, ale nadal na dwóch nogach i z odważną miną jakby nic się nie działo. Różnie mówi się o morzu na które wyruszę w swoim filmie. Zazdrość, Rozpacz, Smutek, Lenistwo, Zwątpienie, Rozgoryczenie, Nienawiść, to tylko niektóre ze epitetów pod adresem tegoż zbiornika z wodą 🙂 Podróż pewnie będzie długa i być może niektórzy, a raczej na pewno na wstępie postawią na mnie krzyżyk, jednak JA wszystkich zaskoczę i wrócę z Wyspy Marzeń z prawdziwym SKARBEM albo tam osiądę i wyślę tylko jakąś papugę z pocztą co u mnie, a najpewniej założę bloga 🙂 W blogu będzie dużo o pierwszych krokach na morzu i o bałwanach wodnych napotkanych na drodze, jak i o Skarbie oraz mym Ukochanym Wsparciu – Drugim Kapitanie, tylko wiecie ja mam swój statek, a on swój. Raz popłyniemy na moją Wyspę Marzeń raz na jego, ważne, że RAZEM . Nie mam jeszcze pojęcia jak rozwinie się fabuła, bo to tajemnica producenta, ale na pewno będę pod wrażeniem. Byle by zawsze być W Drodze, bo o to w tym wszystkim chodzi.

    Życzcie mi szczęścia, a ja Wam Pokażę !!!!! Ahoj przygodo !!!!

  28. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Może nie redaguje jakiś super,mega ekstra tekstów,ale piszę tak,że potrafię wciągnąć kogoś,by oderwał się od codzienności. Ale generalnie robię zdjęcia! Fajne zdjęcia, mnóstwo zdjęć! Głównie są to trochę nietypowe sesje dziecięce, cieszące się dużą popularnością na portalach społecznościowych. Chciałam założyć bloga, ale zawsze brak motywacji… Po wstawianiu zdjęć na „fejsa” – moje pomysły wykorzystała „koleżanka”, która założyła swojego bloga i wstawia zdjęcia, których pomysły są głównie moje… Miałam totalnego doła… Ale już szukam nowego aparatu i odpowiedniej witryny na założenie bloga… i już niedługo Wam jeszcze pokażę!!!!!

  29. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Ból ma to do siebie, że bywa zmienny- zmienny to znaczy że ewoluuje, zmienia się, żyjąc wciąż w nas. Kiedy wydaje Nam się, że robimy krok w przód, za chwile cofamy się o trzy, nie mogąc znaleźć sobie miejsca w życiu. Podobnie jest teraz, ze mną. Uczuciowy rollercoaster nie przestaje dawać mi o sobie znać- skończyłam studia, zmieniłam pracę, poznałam kogoś…moje życie obróciło się do góry nogami- na początku oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, potem -jedna wielka klęska. Pisząc, przelewam na papier to, co gra niespokojnie na mojej duszy i sercu. Z natury cicha domatorka, otwarta na ludzi, nie cierpiąca stereotypów, i niedomówień. Ceniąca najgorszą prawdę, od pożerających wewnętrznie domysłów. Wydawać by się mogło, że moja poukładana osoba i spokojne życie to marzenie każdej dwudziestopięciolatki. To pozory, tak wielkie jak hasztagi wszystkie w garść wzięte z instagrama. Przecież każdy z nas przeżywał kiedyś swój mały koniec świata. I właśnie dlatego Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Tak! Wszystkim wam, którzy nie wierzycie w siebie, prawdopodobnie tak samo mocno jak ja teraz! Może to trochę taka grupa wsparcia, ale czy pisanie, nie jest najlepszą terapią świata? Nie ważne, czy jesteś wirtuozem pióra (albo klawiatury, jak na XXI w. przystało), ale takiej terapii właśnie potrzebuję ja, i wszyscy Ci, którzy trafią na mojego bloga!

  30. Mam potencjał i jeszcze Wam Pokażę!
    Mh…kiedyś może i tak bym właśnie myślała….”a Ja Wam jeszcze pokażę”, może i kiedyś traktowałam to jako motywację, ale czy powinnam udowadniać to komuś….czy raczej sobie…w końcu samej sobie po raz pierwszy w życiu, mam na to wielką ochotę….dość swego życia zajmowałam się innymi, ich zadowalaniem, udowadnianiem, zasługiwaniem, w końcu zrozumiałam, że Nie chcę, Nie chcę….Wow i to było piękne, że w roku kiedy skończę lat 30, Ja Joanna…dopiero poznaje siebie, co lubię, a czego nie, zaczynam być świadoma. Nieraz zadaję sobie pytanie, „Gdzie byłaś przez te wszystkie lata?”, „Co się z Tobą działo”, śmierć mamy, rozwód w wieku lat 25 i samotne macierzyństwo…i jestem…trafiam na ten Post, czytam go i myślę, napiszę, nie napiszę…ale próbuję:):) ostatnio próbuję robić wszystko na przekór sobie, więc piszę, kompletnie nie mając weny. Zawsze chciałam pisać bloga, czytając różne blogi zazdrościłam, że te dziewczyny-blogerki tak pięknie potrafią pisać, o tym co czują o zmaganiach życia codziennego….a ja mam tyle do powiedzenia….opowiedzenia o sobie swoich doświadczeniach, o zwykłych codziennych życiowych sprawach….I miałam do powiedzenia-wiele, ale tylko sobie:) Dziś się odważyłam, spróbować, bo wiem, że potencjał mam ogromny, tak jak moje Serducho. I nie liczę na to, że zostanę wybrana,ale wierzę, że w końcu moje marzenia się spełnią, że zostałam stworzona do wielkich rzeczy, aniżeli siedzenie 8 godzin za biurkiem… Jestem z siebie dumna, że w końcu się odważyłam <3 I mój tekst mi się bardzo podoba:) Pozdrawiam, serdecznie wszystkich:)

  31. Pingback: Chcesz zostać blogerem? Ruszamy z nowym castingiem! | Co z tym hajsem

  32. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę! Ale co? To już mała tajemnica. Z pewnością będzie to pełna kolorów przygoda – bo właśnie przygód łowcą jestem!
    Raz mam z górki, raz pod górkę – jak każdy. Ale czy to właśnie nie zalążek do szukania sensu, radości i satysfakcji w życiu? Dla mnie jak najbardziej!
    Jedno mogę obiecać – będę zabierała was na wycieczki piesze, rowerowe, w góry i doliny, po mieście i na odludne wsie, w deszczu i skwarze. A co zobaczymy i przeżyjemy niech zostanie owiane tajemnicą 🙂

  33. Dzisiaj slowo ” sukces” to wytrych do lepszej rzeczywistosci.Znak dzisiejszych czasow.Musimy miec sukces,zeby czuc sie lepiej,zeby wytlumaczyc swoje miejsce na ziemi.
    I nawet kiedy zycie jest jak wiersz pisany do szuflady..a my nie nalezymy do elity wyksztalconych,obytych w swiecie,mlodych,walczacych…kobiet..probujemy niesmialo zaznaczyc swoje ” tu i teraz” zapominajac,ze zycie nie da sie tak latwo zdefiniowac i zamknac w sugestywnym hasle…
    Nie da sie wyzwolic do konca z pewnych doswiadczen i mysli.Wydaje
    sie,ze wszyscy powinnismy wpasc sobie w ramiona ze szlochem,ze nie potrafimy tak dluzej zyc.A ” jedyne” co potrafimy to zrecznie klasc farby na plotno i dobierac ksztaltne slowa..
    Echo slow..
    Nie sam sukces bedzie wazny ale wlasnie ta odwaga,autentyczne przekraczanie wlasnych granic,zahamowan i blednych przekonan..
    Powodzenia.

  34. A wspomniana instytucja pozyczkowa skutecznie ociepla swoj wizerunek..
    buduje zaufanie..probuje miec ludzka twarz..
    poprzez takie dzialania..
    Wierze,ze chlonni mlodzi ludzie maja te niezbedna ceche..filtrowania rzeczywistosci.Potrafia wykorzystac swa szanse ale nie uwierza slepo w Dobrodzieja i dobre wrozki..bo w zyciu roznie bedzie..
    Nadpobudliwa slownie
    Mloda jeszcze matka…

  35. Moim zdaniem prowadzenie bloga (czy jakiegokolwiek innego biznesu sieciowego) wymaga przede wszystkim planu, zaparcia, wytrwałości, wytrwałości i jeszcze raz wytrwałości. Najgorsze jest pracowanie jak wół, gdy nie widać żadnych efektów. To po prostu trzeba przetrwać. Gdy pojawiają się pierwsze zyski, wtedy dopiero zapala się światełko i mamy dodatkową wenę, żeby pracować jeszcze ciężej:)

  36. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Bo bardziej wolę pisać lekkie i przyjemne teksty na blogu niż wypisywać kolejne mandaty za ten alkohol co przypadkiem przewrócił się, a jego zawartość wylądowała w przełyku pechowca, ktory akurat na mnie się natknął.
    W pisaniu czuję się świetnie, a na interwencji w kolejnej zapuszczonej melinie już niekoniecznie. Już samo powietrze tam zabija komórki mózgowe.
    Prowadzenie bloga jest dla mnie przyjemnością i moim celem w życiu, bo dzięki temu idę do pracy z myślą, że ona nie jest na zawsze. Zbieranie z ulicy zalanego w trupa pana Janka nie mieści się nawet w pierwszej setce tych celów.
    Nazywam się Ania i jestem policjantką. I to nie taką policjantką zza biurka, a tą która na codzień wysłuchuje długich historii o zdradach, jest świadkiem tych zdrad, rozdziela żonę i kochankę. Słucham jak to kolejny chwiejący się na nogach dżentelmen bełkocze że mnie kocha, a w mieszkaniu pełnym dzieci muszę postawić na nogi matkę i poinformować ją, że z uwagi na jej stan dzieci muszą zostać jej zabrane, bo trzeźwy w jej otoczeniem jest jedynie kot i to nie dałabym sobie ręki uciąć czy rzeczywiście tak jest.

  37. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaze !!
    Trafiłam tutaj dzięki koleżance. w sumie znajomej, która śledzi mojego bloga i wysłała mi ten link z dopiskiem „uwielbiam Twoje posty więc od razu pomyślałam o tobie”. Raz, że człowiekowi robi się ciepło na sercu, że ludzi których znasz gdzieś tam z przeszłości myślą o tobie, dwa że komplementują, i najważniejsze CZYTAJĄ mojego bloga ! Co lepsza… czytam kryteria, że może jestem w momencie życia, w którym zaczynam coś na nowo.. no i idealnie. Bo jestem. Od roku mieszkam w Madrycie, pogoń za marzeniami mnie tu przywiozła. A jutro (pisze w sobotę :)) przeprowadzam się na jedno z wybrzeża Hiszpanii… Tym razem nie marzenia, chcoiaż troche też, bo kto nie chce mieszkać nad morzem w Hiszpanii :)? Tym razem wyjeżdzam, bo dostałam pracę. Nowe wyzwania, doświadczenia, miejsca. Zostawiam wszystko co mam w Madrycie. Moich przyjaciół, ulubione miejsca, kawiarnie, restauracje… I jade. SAMA. Zdenerwowana ale i podekscytowana ! Szalona trochę też. bo wiem, że mam pracę, wiem że firma, w ktorej będę pracować ma dla mnie jakieś mieszkanie .. jakieś coś. nic konkretnego. Czy się boje ? Pewnie ! dla wiem, że jestem silna i ze wszystkim sobie poradzę, chcoiaz musze mowic w innym jezykuy i zaczac wszystko od nowa. Pokaze Wam, ze swietnie sobie poradze z kazda przeciwnoscią losu !

  38. Mam potencjał. I nie zawaham się go użyć!
    Pisałam, piszę i pisać będę. Mimo, że w połowie miesiąca blog, który obecnie tworzyłam umrze. Firma kończy działalność i rozwiązuje umowy z użytkownikami, którym dzierżawiła miejsce na serwerach. Cóż… nie pierwszy to mój blog i nie ostatni.
    Zaczęłam kilka ładnych lat temu. Był konkurs na blog pod patronatem wody Arctic. (Pierwszą edycję wygrałam!). Potem trochę pisywałam ale bez przywiązania do konkretnego miejsca. Od pewnego czasu myślałam, że już zakotwiczę, ale prawa rynku zmuszają mnie do kolejnej przeprowadzki.
    Na pewno gdzieś się zadomowię. Jeszcze tylko nie wiem gdzie? Tułaczy los już mi obrzydł. Teraz blogerka szuka domu. 🙂 Pisząc odnalazła siebie. Skrystalizowała potrzeby. I chyba przyszedł czas na zamianę ról: blog będzie wiódł osiadły tryb życia, a ja zacznę wędrować. 🙂

  39. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Jak wyjść ze swojej strefy komfortu.
    Przez długie lata pracującą w korporacjach rzucić wszystko i wyjechać na Islandię. W tym roku odwiedziłam już Czechy, Niemcy, Kanade. Następny weekend spędzę w NYC. Nie ma granic, trzeba zaufać sobie i swojemu przyjacielowi.Bóg jest większy od wszystkiego co czeka Cię jutro. Bądź wdzięczny za to co masz teraz. Nie skupiam sie nad tym czego mi brak.
    Pozdrawiam,
    Asia

  40. Mam potnecjał i jeszcze wam pokaże…
    To,że przez 7 lat wmawiał mi, że tak nie jest obecnie nic dla mnie nie znaczy. Widzę więcej, czuje mocniej, chce więcej!!!
    Zostawił mnie, po 7 latach prania, sprzątania i troski… Odszedł pewnego wieczoru niespodziewanie, oswiadczajac
    „Albo ty sie wyprowadzisz albo ja to zrobię”

    Hej! I wiecie co? Pierwsza reakcja to
    „Dzięki Bogu,ze to zrobił ja nie miała bym odwagi, tkwiła bym w tym czymś bez perspektywy na lepsze życie”
    Obecnie wynajmuje pokój, mały ale wlasany, uczę sie czego chce o zycia, jak chce żyć i co dla mnie dobre. Czuje sie trochę jakby ktoś wyrwał mi serce i wrzucił w czyjeś ciało.
    Często w głowie krzyczę… „Oddaj mi moje życie.” Po czym zdaje sobie sprawę ze to jest właśnie ono i to jak będzie wyglądać zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mogę chodzić na randki, mogę biegać,moge malowac,mogę wszystko…

    Mam potencjał zawsze go miałam teraz tylko chce go wam pokazać, pokazać siebie…

  41. Jeśli życie to gra, to chyba niczym kot mam w niej dziewięć żyć. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że niejeden poziom musiałam zaczynać od nowa? Zwłaszcza pewien wypadek pokrzyżował mi szyki. Mój pasek życia niebezpiecznie zbliżał się do zera i game over był bliski… Jednak stanęłam do walki z chyba najtrudniejszym do pokonania bossem w moim życiu i wygrałam. EXPa nabiłam sobie pewnie za co najmniej trzech graczy! A to wszystko z gracją baletnicy, bo… na jednej nodze 😉

    „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!” – pomyślałam, gdy po trzech miesiącach od wypadku, w wyniku którego między innymi straciłam nogę, wreszcie wyszłam ze szpitala. Chciałam jak najszybciej wrócić na ukochane studia – lekarze jednak nie do końca wierzyli, że uda mi się to osiągnąć w tak krótkim czasie, jak to sobie założyłam. Mój los był niepewny, czekała mnie długa rehabilitacja. Nie mieli jednak pojęcia, ile we mnie było samozaparcia 😉 Nie poddałam się. Mimo ogromnego bólu i wyczerpania, z dnia na dzień czułam, że jestem coraz bliżej osiągnięcia upragnionego celu.

    „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!” – pomyślałam, gdy po roku rehabilitacji rzeczywiście na nowo podjęłam przerwane studia, a jeszcze rok później zdałam egzamin na prawo jazdy (za pierwszym podejściem!). Mój drugi instruktor nie mógł uwierzyć, że tak dobrze prowadzę samochód z automatyczną skrzynią biegów, używając tylko lewej stopy 🙂

    Stoję teraz u progu dorosłości, kończę studia i wiem, że muszę iść dalej. Zdobywać doświadczenie, odkrywać, próbować, potykać się i szybko wstawać, by uczyć się jak najwięcej. „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!” – powtarzam sobie w myślach – „Bo w końcu jestem najprawdziwszą superbohaterką!” Moją supermocą jest pisanie i nie zawaham się go użyć, by zarażać ludzi minimalistycznym stylem życia. W końcu u mnie przełożył się on na całkiem niezłe oszczędności 😉

  42. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę…

    ..tak, każdy czuje się lepszy, jeden od drugiego, a szczególnie każdy od kogoś już znanego.

    Konkurs się pojawił, sporo osób się napina – taka sama moja historia, na zdjęciach ta sama mina.

    W czym jestem gorszy od autorki, ta sama historia, te same problemy – w sumie nawet jestem mądrzejszy, chyba nawet trochę ładniejszy?

    Ile osób tak ma, że zazdrości, że nóż w kieszeni się otwiera, bo udało się komuś innemu, a nie mi?

    Jak to możiwe, w czym jestem gorszy?

    Powyższe słowa nie tyczą się tylko blogowania i blogerów, a właściwie w ogóle ich nie dotyczą. Życie.

    Bo w większości przypadków tak jest, że widzimy kogoś i jego osiągnięcia jako efekt finalny, a sami konsekwentnie zwiększamy swoją frustację szukając drogi na skróty.

    Oglądamy, czytamy – konsumujemy. nie zastanawiamy się, z czego trzeba było zrezygnować, ile pracy poświęcić.

    Nie szukamy siebie, swojego pomysłu na życie, tylko chcemy kopiować, być jak ktoś, zamiast być sobą i pisać własną historię.

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, bo mam lekkość pisania, przelewania myśli na papier, ale czy chcę być blogerem?

    Szczerze – nigdy nie chciałem, moje życie, mój świat – fajny, tylko mój, właściwiej naszej 3. Przekonałem samego siebie – to nie dla mnie.

    Więc czemu ciągle piszę?

    Bo za każdym razem jak słyszę „nie da rady”, „nie można” to już Wiem, że właśnie Im pokażę

    Świeży kredyt na mieszkanie, jego urządzanie, tanie podróżowanie i mądre konsumowanie – trochę doświadczeń się nazbierało, jak to w związku – wszystko też się pokomentowało.

    Mądrowanie, narzekanie? – nie mój styl, nie moja bajka – ciężka praca, marzenia, zaciskanie zebów i trochę fantazji – to wszystko bez zbędnego nadęcia, z dystansem do życie, które biorę „na klatę”

  43. Ja
    Lubię surowe ciasto i zakalec. Bywam w środowiskach artystów z ulicy. Od trzech lat nieustannie na walizkach, szukam swojego miejsca. Wrażliwa do przesadności. Zdecydowanie niezdecydowana. Tym samym wie czego chce i drży za każdym razem- z niepewności i radości. Nie ogranicza się do jednej drogi, obrała ich wiele i podąża różnymi ścieżkami. Najbardziej lubi pociągi. Bardzo sentymentalna.
    Nie lubię udawania i pozorności. Wtedy uciekam i trudno mnie dogonić. Chowam się.
    Lubię niedopowiedzenia.
    Lubię poezję i lubię patrzeć ludziom w oczy.
    Boję się pająków i wielu innych rzeczy, więc każdego dnia staję do walki. Nierównej walki..
    To będzie opowieść o szukaniu, ale i znajdowaniu. Jadę. Bardzo świadomie biegnę do przodu. Co prawda na nieważnym bilecie i w za ciężkim plecaku. Co prawda głodna i niewyspana, ale to wszystko niuanse. Byle do przodu. Szukam NATCHNIENIA w pustych przedziałach, w zbożowym batoniku, w konduktorze któremu się podobam. Nie łudzę się, że tam je znajdę. Po prostu chcę zobaczyć co się będzie działo dalej. Najmniej szukam w sobie, najtrudniej.
    Szukam swojego miejsca na ziemi.. już coraz bliżej.. Żyję we Francji, którą ochrzciłam wieczną krainą szczęśliwości. Mam 22 lata i jestem studentką, taką z legitymacji, ale i z wyboru. Z dumą podkreślam, że jestem biedną studentką, która po dwóch latach wydawania w euro, wciąż przelicza na złotówki. I jak przystało na polkę katoliczkę , ściskam w dłoni różaniec, choć potencjalnie za to pieniądze nie spadają z nieba, to jednak jak na razie dobrze na tym wychodzę ..z bagietką francuską i butelką wina; cudy i dziwy.
    Potrzeba wyrażenia się w taki ani inny sposób zakłada mi bloga. Strach przed stratą czasu paraliżuje mi palce. Powtarzam sobie, że dla samej siebie. Ażeby uchwycić chwile. W najśmielszych oczekiwaniach uzależniona od ciągle nowych kontaktów z ludźmi z różnych światów. W nieustannej podróży, którą nazwali Życiem.
    p.s. Kocham Życie, serio. I to, śmiem twierdzić, jest moim potencjałem. I jak nie wierzycie, to jeszcze Wam pokażę!
    p.s. 2. Naprawdę lubię czekoladę.
    p.s. 3 na komentarze czekasz do 18 czerwca.. wtedy mam warsztaty dla młodych reżyserów, więc może jeszcze dostanę gotowy scenariusz, to dorzucę, dokleję; wyniki 23 czerwca… przypadek? Mam egzamin nurka, na szczęście nie ma zasięgu na głębokości 20 metrów… wolałabym uniknąć interwencji francuskich ratowników (…choć z drugiej strony..;)

  44. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę! Pokażę jak szukać źródeł dochodu, gdy jesteś mamą dwójki dzieci i żoną bardzo zapracowanego męża, gdy "siedzisz w domu" na urlopie macierzyńskim albo wychowawczym. Gdy tak naprawdę nie masz czasu na pracę, nie kawę, a czasem na samotną wizytę w toalecie, a jednocześnie chcesz się rozwijać, robić coś dla siebie i mieć na przysłowiowe "waciki". I nie chcesz sprzedawać kosmetyków, a cały Internet mówi Ci, że to jest właśnie jedyna opcja dla kobiet takich jak Ty. Nie jest i ja wam to pokażę!

  45. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże, bo tak jak Ty ciągle staram się zaczynać od nowa. Dlatego każdy dzień traktuje jak nowy początek, a każdą podróż jako tą, która pozwala mi odkryć siebie na nowo. Lubiąc bawić się słowami, okrywać ich znaczenie i nadawać im sens chce nimi opowiedzieć, że każdy pomysł na życie jest dobry. Moim na razie jest zwiedzać świat. Projekt na ten rok to Ameryka Południowa. Bilety zarezerwowałam kilka dni temu i WOW – jeszcze pół roku temu nie pomyślałabym, że na żywo zobaczę Ocean Spokojny, spróbuje świnki morskiej (jakkolwiek źle to brzmi) i będę mogła zrobić zdjęcia na pustyni Atacama, a teraz to wszystko jest, na wyciągniecie ręki. Dzieli mnie tylko kilka miesięcy przygotowań i ponad 10 – godzinna podróż samolotem. Co chciałabym pokazać? Że żeby odkrywać, wystarczy się zmotywować, że wcale nie trzeba mieć worka pieniędzy, że nie trzeba rezygnować z pracy, że przekraczanie granic (tych rzeczywistych i tych swoich) jest tym, co każdy powinien zrobić, bo tam po drugiej stronie … zapiera dech w piersiach. A tak przyziemnie to chciałabym pokazać, jak nasz świat różni się od tego, co jest zaraz obok nas i jak przygotować się do tego, żeby go zobaczyć. Chciałbym inspirować i motywować, a przede wszystkim pokazać jak jeszcze może nas zadziwić świat. Bo mnie zadziwia ciągle, jak już mi się wydaje, że nic mnie nie zdziwi, to okazuje się to tylko łudą.

  46. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!! Tak mam, chociaż czasami brak mi wiary w to i odwagi, żeby to pokazać. Mam 31 lat, co osiągnęłam w życiu? Chyba jestem mistrzem w codziennym ogarnianiu mojej zwykłej codzienności. Ile razy zaczynałam od nowa, nawet nie potrafię zliczyć. Żyję dniem codziennym, nie robię planów na jutro ( już) dawniej planowałam, ale i tak z wielkich planów mało co wyszło. Żyję tu i teraz, pracuję żeby żyć, chwytam się różnych prac po pracy aby żyło mi się lepiej. Żyję sama w wynajętym mieszkaniu, z kredytem (kredytami ) na głowie, o i jeszcze jakaś karta kredytowa się znajdzie. Niepotrzebnie je brałam, ale cóż muszę ponieść konsekwencje i spłacać, nikt za mnie tego nie zrobi. Żyję sama z przecudownym psem, który daje mi mnóstwo radości , a czasami złości jak nie wiem. Żyję od wypłaty do wypłaty, codziennie kombinując jak wszystko zapłacić i jeszcze coś sobie ładnego kupić. Jestem przecież kobietą, lubię ładnie wyglądać bo od razu lepiej się wtedy czuję, jestem pewna siebie i wierzę że mogę wszystko. Podobno jestem zaradna i zawsze spadam na cztery łapy, chociaż te upadki są bardzo bolesne, zawsze staram się wyjść z nich bez połamanych łap, bo jeszcze mi się przydadzą. Praca od kilku ładnych lat, dobra ale czuję, że nadchodzi czas, aby coś zmienić. Pasja jedna i niezmienna, wizaż i stylizacja. Żeby jeszcze było mi mało wydatków uczę się w Szkole Wizażu i Stylizacji, aby w końcu zacząć żyć po swojemu i robić to co lubię i co sprawia mi prawdziwą radość. Będę to robić ! Wiem to. Codziennie robię małe kroki w przód, chociaż czasami czuję że się cofam, ale wstaję z łóżka i idę dalej. Czasami nie jest łatwo wstać, bo przecież w portfelu pojawia się pustka a tu do weterynarza trzeba iść , bo psina całą noc wymiotowała. Jakoś idę do przodu , nie poddaję się. Tak jak wtedy, kiedy zakończyłam swój długoletni związek, kiedy wynajęłam mieszkanie w jakimś przedziwnym miejscu, kiedy życie zaskakiwało mnie na każdym kroku. Idę i choćbym miała paść nie poddam się. Mam cudowną rodzinę , przyjaciół, i jedną wadę ( jedną z wielu )problem w proszeniu o pomoc, wydaje mi się, że ze wszystkim sama sobie poradzę, ale ostatnio przekonałam się, że jednak nie. Jestem twardą babką, lubię się uśmiechać , chociaż czasami jest to śmiech przez łzy, sam fakt, że to piszę i ktoś to przeczyta sprawia że czuję się lepiej. Na zewnątrz jestem pięknym obrazem z wielką pustką w środku….. ale jestem i to jest najważniejsze… i znów bardzo mocno wierzę, że mam potencjał i że jeszcze Wam pokażę !!

  47. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę (?)

    Jest taka scena nowym filmie z Emmą Watson, „The Circle.Krąg”. Emma na rozmowie rekrutacyjnej o pracę w korporacji dostaje od rekrutera serię pytań. Zaczyna się od rozgrzewki („Wolisz Johna, czy Paula?”), a wreszcie pada: „Najbardziej boisz się…?”

    Emma po chwili zastanowienia odpowiada, że najbardziej boi się zmarnowanego potencjału. A ja doznaję olśnienia.

    Gdyby ktoś zapytał mnie o to samo, rzuciłabym pewnie coś banalnego, jak to, że boję się ciemności, pająków, albo że nie znajdę sobie męża do czterdziestki. Ale nagle uświadamiam sobie, że przecież ja też boję się zmarnowanego potencjału. Że zmarnuje życie, zmarnuję młodość i w ogóle całą siebie.

    Mam 22 lata i jeszcze nie do końca wymyśliłam, kim mam być, chociaż świat, w którym można wszystko, oferuje mi wiele gotowych scenariuszy. Dopadają mnie takie momenty, kiedy zaczynam się zastanawiać, dlaczego jeszcze nie wydziarałam sobie pod obojczykiem czegoś ładnego i dlaczego nie bawię się na Openerze, ubrana w szorty, z wiankiem we włosach? Czemu jeszcze nie rzuciłam moich humanistyczno-językowych studiów po to, żeby pójść na kurs programowania i założyć jakiś super kreatywny start-up z branży IT? Potem odpalam laptopa, wchodzę do sieci. Głupawa reklama krzyczy „Bogacze jej nienawidzą! Dwudziestolatka zarabia tysiące nie wychodząc z domu!”. I tak sobie myślę: gdzie jest do cholery mój pierwszy milion i czy przypadkiem nie powinnam go ukraść?

    A więc mam te 22 lata, nie do końca jeszcze wymyśliłam samą siebie, boję się zmarnowanego potencjału i mam apetyt na życie.

    Luis Armstrong śpiewał „We have all the time in the world”. Mamy calutki czas świata. Uwielbiam ten zwrot po angielsku, bo brzmi zupełnie tak, jakby czas można było zamknąć jak dżina w lampie i mieć go po prostu przy sobie, i się nie śpieszyć, i nie gonić.

    Pamiętam, że tak kiedyś (całkiem niedawno w moim przypadku) było. Widzę siebie, jest lato, mam 10 lat. Bawię się cały dzień na podwórku, tarzam się w trawie, kupuję lody, po których ma się kolorowy język, a w głośnikach sklepowego radia gra piosenka Arasha, hit 2005.

    Jeżeli miałabym pisać bloga, to chciałabym, żeby było o niespieszeniu się nigdzie. Podążaniu na przód swoim własnym tempem.

  48. A właśnie, że nie! Bo to ja mam potencjał i ja Wam pokażę!!!
    A dlaczego? A dlatego, że chcę 🙂
    Że zawsze jeśli mi na czymś zależy , to będę to robić z całych sił. Dlatego, że życie nauczyło mnie walczyć o marzenia i nauczyło, że się nie spełniają bez mojej ciężkiej pracy. Pisanie to dla mnie coś wspaniałego. Przenoszę się w inny wymiar, jestem bystrym obserwatorem i odnajduję potrzebne słowa. W życiu nie zawsze się tak układa. Znajomi pytają czasem, czemu nie prowadzę jakiegoś bloga…? Czemu? Bo nie chcę „jakiegoś”. Zawsze jestem „najlepszą wersją ” i tego należy się spodziewać po moich wpisach. I w zasadzie nie stoi nic na przeszkodzie abym spróbowała, poza niewiedzą jak to jest „blogować”. Być może gimnazjaliści mają to „we krwi” ale ja musiałabym poznać taką pracę od podstaw , żebym była pewna, że zrobię to dobrze, że uczyłam się od najlepszych. I nie wiem, Tekstualna, jak trafiłam na Twoje wpisy (hehehe…zakręcony, pędzący świat 😉 aż trudno złapać oddech) ale jestem pewna, że jesteś dobra w tym , co robisz i mogłabym się też tak nauczyć. I dlatego pomyślałam sobie, że to do mnie napisałaś 🙂 Po dwóch dniach nawet nabrałam już takiej pewności … a zanim się dowiemy, kto będzie zwycięzcą…ja już będę miała kilka wpisów w zanadrzu 😉
    Życie mnie nie rozpieszcza ale to dzięki temu wiem tyle, ile wiem i ciągle na nowo się uczę. Chętnie się tym podzielę. Wiem, że wybór będzie trudny…czytałam… ale TO JA MAM POTENCJAŁ i TO JA WAM POKAŻĘ !!! 🙂 Tylko potrzebuję wsparcia mentorów 🙂 I będzie SUKCES

    ups…i pozostaje tylko pytanie…”co oznacza „młodych”…? ludziach…czy takie staruszki jak ja łapią się jeszcze w jakieś kanony”?…. 😮

  49. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Mam chęć do restartu. Mam energię. Mam 41 lat.
    Pomożesz?

  50. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! A co! Kojarzy mi się ten tytuł z filmem „Ja Wam pokażę” i dokładnie jak bohaterka Judyta ja też pokaże na co mnie stać. Moja historia jest jak miliony innych młodych ludzi. Praca, kredyt, rodzina… Aktualnie na etapie pierwszego roku kredytowania, mieszkania na swoim bez rodziców, zakładania rodziny. Cały świat stoi przede mną więc dlaczego mi nie ma się udać? Świat nie słucha słowa „nie”… Dlatego też mi się uda w 100%. Jak pogodzić się z tym, że co miesiąc zaraz po wypłacie bank zabiera Ci tyle hajsu, że nie wiesz co zrobić z resztą?! Jak nie zwariować na kredycie? Jak oszczędzać na wydatki niespodziewane oraz jak bawić się nawet z ograniczonym budżetem? Jak nie odkładać marzeń na kolejne „jutro, za tydzień, miesiąc… kiedyś”? To wszystko chciałabym Wam pokazać! Daj mi tylko szansę a ja dam Ci swój potencjał. Wchodzisz w to?

  51. Ja Wam pokażę – wygrażałam palcem na prawo i lewo. Ze zbuntowaną miną, zaciśniętymi pięściami, determinacją stężoną do granic możliwości na każdym kroku próbowałam udowodnić swój nieograniczony potencjał.

    Biegając z wywalonym jęzorem od uczelni do pracy, od pracy do szkoły językowej, drąc włosy z głowy stękałam przez zaciśnięte zęby: „Pokażę im! Jeszcze im wszystkim pokażę co mogę osiągnąć! Pokażę im to po angielsku i po niemiecku, używając skomplikowanych wyrażeń oraz zawiłych metafor, powołując się na filozofię Hegla i poezję Miłosza. Poodcinam kupony, w końcu przecież jakieś wypracuję. Mocno w to wierzę, więc robię staż za stażem, kurs za kursem. Wiem, że predyspozycje nie wystarczą. W dzisiejszych czasach trzeba je poświadczać certyfikatami, opiniami „biegłych-zatrudniających”, ludzi z branży, bogatym portfolio, narcystyczną pewnością siebie, która skrywa strach przed odrzuceniem i brakiem akceptacji.” STOP! Przecież wcale nie chcę brać udziału w tym owczym pędzie. Nie chcę się godzić na bycie zewnątrzsterowną zgorzkniałą zbitką oczekiwań.

    Zastanawiam się komu i co pragniemy udowodnić, gdy mówimy „Ja Wam pokażę!”. Jaki mamy w tym cel? Czy aż tak bardzo uzależniliśmy się od uwielbienia i podziwu, że w czasach nieograniczonych możliwości nie umiemy już osiągać czegoś dla własnej satysfakcji? Czy naprawdę nie umiemy znaleźć W SOBIE zapału do działania, realizowania marzeń, planów i odnoszenia sukcesów? Czy zostaliśmy uzależnieni od tego, co myślą o nas inni: znajomi ze studiów, nauczyciele, pracodawcy, koledzy z biura? A może bardzo, bardzo dawno temu, gdy nie potrafiliśmy jeszcze wiązać sznurówek, zbyt rzadko słyszeliśmy, że jesteśmy dobrzy, a nawet zdolni, że potrafimy, mamy talent i dajemy sobie świetnie radę?

    Chciałabym, byśmy mniej pokazywali, wygrażali palcem, udowadniali, a więcej wierzyli sobie, słuchali własnego głosu, właśnie w nim znajdując motywację. Byśmy zamknęli oczy i uszy na to, czy ktoś uważa, że coś mamy lub nie. Wreszcie, trochę marzę o świecie, w którym nie będziemy bali się być wystarczający. Wystarczająco dobrzy w czymś, co lubimy, wystarczająco mądrzy i wykształceni. Wystarczająco dobrze ubrani, wystarczająco ładni i zadbani. Wystarczająco dobrze wychowujący dzieci. Wystarczająco szczęśliwi. Dla siebie. Po prostu.

    PS Po 26 latach życia cieszę się z bycia wystarczająco dobrą wersją siebie. Wystarczająco oddaną przyjaciółką, żoną, matką kotów z kredytem hipotecznym na wystarczająco duże i czyste mieszkanie, które spłacam z wystarczająco fajnej i angażującej pracy. 🙂

  52. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże!

    Całe życie tak komuś powtarzałam.

    Mamie, Pani w szkole, pierwszemu chłopakowi, ba, całemu światu! Zawsze czułam potrzebę udowadniania komuś czegoś., a może pora udowodnić coś sobie?

    Zawsze marzyło mi się napisanie książki, ale bez żadnego warsztatu, kursu, jakiegokolwiek doświadczenia w pisaniu, wydaje się to nierealne, dlatego chwytam nadarzającą się szansę!

    Fajni byłoby mieć miejsce w sieci, gdzie ktoś Cię wysłucha, wymieni doświadczenia, pocieszy czy nawet skrytykuje! Jestem skarbnicą cudzych żalów, nieszczęść, problemów. Taka ” ciocia dobra rada”. A kto posłucha mnie?

    Także moim hasłem nich będzie: Mam potencjał i udowodnię to sobie! 🙂

  53. Każdy ma potencjał, tylko wystarczy zobaczyć go w sobie.

    Tylko albo AŻ tylko. Jak zobaczyć coś do czego istnienia nie jesteśmy przekonani, a już na pewno nie u siebie… ? Oto jest pytanie… z którym zmaga się niejeden/an z nas. Dlaczego ten potrafi to i tamto; jest doceniany, zauważony i odnosi sukcesy.
    A ja jestem i nic z tego nie wynika.
    Otóż nie mamy wpływu na to, że ktoś „ulokował” nas w tym czy w tamtym miejscu i jak nas obecnie postrzega, gdy my nijak próbujemy wstrzelić się w schemat myśli o sobie samym.
    Otóż nie tędy droga.
    Potencjał należy z siebie wydobyć. Działać i robić rzeczy w tym kierunku, które sprawią radość, a co najważniejsze będą rozwijać i sprawiać, że będziemy zmobilizowani do coraz większych zadań; nawet nie zawsze tych przyjemnych ale tych co czasem po prostu trzeba wykonać.
    Nie daj sobie wymówić, że czegoś nie potrafisz, nie umiesz. Ty i Ja mamy POTENCJAŁ by rozwiązać, każdą sytuacje na swej drodze.

  54. Mam potencjał.
    Myślę i działam NIEpotencjalnie.

    Lubię czekoladę, błyskotki i kilku idiotów dzięki którym nie zwariowałam.
    Wierzę w siebie, moc wyobraźni i to, że kiedyś stanę się posiadaczką kluczy do własnego mieszkania.
    Ciągle szukam, poznaje, probuje.
    Dzień zaczynam od kawy i od uśmiechu.

    Wiem, że jeszcze Wam pokaże!

  55. „Ja Wam jeszcze pokażę!” z pewnych względów stało się już wyświechtanym frazesem, ale czasem aż chce się to wykrzyczeć. Tylko, by nie brzmieć nazbyt patetycznie i dumnie, zagryza się zęby i tylko w głowie się to krzyczy. Ale spokojnie, spokojnie… Ja mam ten potencjał i ja wam jeszcze wszystkim, niedowiarki, pokażę. Mając dosyć losu i etosu nauczyciela w małym miasteczku pizdnę tym wszystkim i ruszę – z małego do wielkiego miasta, z jednego końca kraju na drugi, ze szkoły do…gdziekolwiek mnie przyjmą, byleby było ciekawie. I dało się z tego przeżyć – zobaczycie, dam sobie radę. Jedno z moich opowiadań wydadzą, kolejne kiedyś też – na pewno! Bo tak jak ja, tak i one maja potencjał. I 350 km na rowerze też przejadę, mimo że we mnie nie wierzyliście. Inni teraz wierzą, więc przejadę.
    I sobie pokażę. Że na nowo odkryłam swój potencjał, że wyszłam spod gruzów i jestem silniejsza, że dam sobie radę. Udowodnię to samej sobie, bo przez lata pozwoliłam o tym zapomnieć i teraz muszę odkrywać własne możliwości, niczym odkrywcy dawnych cywilizacji. I ze zdziwieniem stwierdzać, że „Hej! Ja już tu kiedyś byłam!”. Także wychodzę z jaskini, biorę pod pachę wszystkie swoje umiejętności, predyspozycje i atuty – cały ten swój potencjał i idę pokazać sobie i światu, że luz, daję radę, jest ok, a opuszczanie strefy komfortu, to w sumie fajna sprawa.
    I zrobię to w 9 miesięcy od załamania, totalnej masakry, która rozegrała się w mojej głowie. Po tych 9 miesiącach rodzę sama siebie na nowo. Odcinam się od paraliżującego lęku o przyszłość, od złych wspomnień, od totalnej bezbrawności. Jestem młoda, silna, wykształcona i inteligentna. Potrafię mówić i pisać, umiem się zaprezentować, dam sobie radę, zobaczycie!

  56. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże…, że biotechnologia to nie nauka z kosmosu, że spotykamy się z nią każdego dnia nawet tego nie wiedząc. Dzięki tej skomplikowanie brzmiącej nauce nie tylko mamy nowe leki i na wiele nowych cały czas czekamy ( Co już mamy, a na co jest szansa w najbliższych latach? Dlaczego tak długo się czeka na nowe leki? Dlaczego ciągle „nie ma” leku na raka? ), ale również mamy większe zdrowsze plony (czy GMO to zło wcielone? Czy używanie pestycydów jest teraz koniecznością? Jak używać nawozów by nie szkodziły? ), plastry które nie tylko tamują krew ale również leczą stany zapalne, technologie przyjazne ludziom i środowisku. Jeszcze Wam pokażę mój zawód jako fascynującą naukę w sposób zrozumiały dla każdego, którego nie należy się bać 🙂
    Temat inny niż inne i mam nadzieję, że kogoś zainteresuje taka bardziej naukowa forma bloga.
    Pozdrawiam

  57. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę. Mam na imię Agnieszka. Mieszkam we Włocławku. Mam 30 lat. Bloga prowadzę od 7 grudnia 2011 roku.
    Od urodzenia jestem osobą niepełnosprawną, poruszam sie na wózku inwalidzkim. Jednak staram sie żyć normalnie. Kocham śpiewać. Gdy miałam osiem lat wystąpiłam w programie telewizyjnym „Od przedszkola do Opola”z udziałem śp. Pani Violetty Villas. I tak moja przygoda z piosenką trwa do dzis, choć już z nieco mniejszym natężeniem.
    Kocham pomagać innym. Dlatego też skończyłam filologię polską o specjalizacji dziennikarskiej (licencjat) i niebawem ukończę studia magisterskie o kierunku resocjalizacja. Chciałabym w przyszlości pracować w Zakładzie Karnym i pomagać skazanym w ich resocjalizacji, głównie poprzez resocjalizację artystyczną.

  58. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże! Kurcze, czasem o tym zapominam.. 2 lata temu jednego dnia dowiedziałam sie, ze jestem w ciąży, a drugiego podpisałam umowę na kredyt hipoteczny na duzo za duzo lat. I bylam pewna, ze oto staje na skraju bankructwa, ruiny i suchego chleba z woda. Dziecko urodziłam, mieszkanie urządziłam, prace na lepsze zmieniłam, gdy moja córka miała 8 miesięcy. Patrze za siebie i myślę, ze… mam potencjal i juz go pokazałam! Ale czas na więcej.
    W głowie mam duzo nieubranych slow, kilka myśli, które czekają na rozpęd i marzenie, aby pisać.
    Podobno (własnie to sprawdzam;), jeśli masz marzenie – powiedz o nim głośno, a ktoś z Twojego otoczenia, usłyszy o nim i pomoże Ci je spełnić. Zabierałam sie za bloga tysiąc razy. Moze 1001 będzie skuteczniejszy…?

  59. Mam potencjał! i jeszcze Wam pokażę 😉 ! Tak, myślę o założeniu bloga od dawna, bo chcę, bo czuję, że moje życie ciągle jest „na pół gwizdka” (no, może na 3/4 🙂 ) Czuję, że „czegoś” mi brakuje, a przy okazji chcę inspirować siebie i inspirować się moimi czytelnikami. Tak, taka jestem zachłanna 🙂

    A poza tym – tkwię w toksycznym związku, z którego „boję się” wyjść mimo że z szeroko otwartymi oczami obserwuję jak stacza się w dół, szukam mieszkania, by zacząć od nowa, wybieram materiały budowlane (no bo ma być dom, a skoro to ja kupiłam działkę i to ja zostawiam M., to ja przecież pociągnę budowę i kredyt na 30 lat – 🙂 ) uff trzymajcie za mnie kciuki!

    O mnie – 28latka, prawniczka, zapalona rowerzystka, imprezowiczka, ale tęskniąca za stabilnością i wymarzonym dzieckiem. Kocham stare meble, które z zapałem odnawiam. Jestem „mutantem”, który rzucił słodycze i pieczywo i za nimi nie tęskni. Wielbicielka kryminałów i rozgwieżdzonego nieba.

  60. Mam potencjał bo wierze w sobie a jak ja mam wątpliwości to sa zawsze ludzie ktorzy we mnie wierza. Z ich wiara i energią czuje ze stac mnie na duzo a nawet na wiecej. Codziennie wstaje i budze sie szczesliwa bo nauczylam sie dostrzegac piekno we wszystkim co mnie otacza 😉 Wiem ze zycie to moment i nawet jak nie jest wesoło dzisiaj to jutro bedzie wspaniale. Pokaże wszystkim na co mnie stac ale to bedzie nasz wspólny sukces bo moze jestem jednostka ale bez moich ludzi nie byla bym tym kim teraz jestem

  61. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! A szczególnie Tobie, tato. Który zawsze powtarzałeś, że mam słomiany zapał, że nie jestem zdolna do systematyczości i wytrwałości. Jeszcze Ci pokażę!
    I Tobie, mamo, która mówiłaś, że tak niewiele wiem o życiu. Otóż dziś wiem już o nim więcej, niż Ty kiedykolwiek wiedziałaś. Noszę w sobie ciężar, emocje i historie, z których mogę napisać kilka powieści. Ale wiecie, o czym napiszę, gdy tylko będę miała okazję?
    O tym, jak żyć chwilą. Bo chwile to tak naprawdę jedyne, co w życiu mamy na pewno – jedyne, co przyniesie ze sobą właśnie to, na co pozwolimy.
    I pokażę Wam wszystkim, że mogę jeszcze być szczęśliwa, spełniona, pomimo błędów które popełniłam i lekcji od życia, które zignorowałam.
    Wiecie, dlaczego?
    Bo życie nie liczy szans, które nam daje.
    Możemy wyciągnąć rękę i chwycić tę jedną, dziesiątą, tysięczną, uchwycić się jej i zacząć żyć DZIŚ.

  62. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    Przeczytałam komentarze innych Dziewczyn ze sporym zainteresowaniem, ale także z niepewnością czy dam radę je przebić 😉 W konkursie Co z tym hajsem brałam udział już w zeszłym roku i postanowiłam spróbować jeszcze raz. Myślę, że do roli blogera nadaje się idealnie. Zwłaszcza na blogera, który ma pisać o hajsie 🙂 Swojego bloga prowadzę od kilku lat, a jego nazwa i powstanie wzięło się właśnie z tego, że chciałam udowodnić innym, że dam radę. Sieczkarnia powstała zainspirowania książką Stephena Kinga „Historia Lisey”. Właśnie tam znalazłam cytat, który mnie rozłożył na łopatki – „Ludziom często się wydaję, że nie mogą czegoś zrobić, ale jak im jaja wkręci w sieczkarnię, przekonują się na co ich stać”. Co ja mam wspólnego z życiowymi wyzwaniami i zaczynaniem od nowa? Od 7 lat żyję z diagnozą choroby afektywnej dwubiegunowej. To choroba wielkich ludzi – van Gogha, Kurta Cobaina, Catherine Zeta Jones, Hemingwaya i wielu innych. To właśnie naprzemienne okresy manii i depresji wyciągnęły z mojego wnętrza to co najlepsze. Czasem traktuję chorobę jak łaskę i wyzwanie, czasem jak najgorszą klątwę, którą rzucił na mnie ktoś, ale nie wiem zupełnie dlaczego. Właśnie przez lub dzięki chorobie zaczynanie od nowa stało się moim sposobem na życie. Piszesz, że szukasz kogoś kto będzie potrafił pisać z humorem i lekkością. Jeśli znajdziesz czas wpadnij więc na Sieczkarnię i przeczytaj tekst o moim pobycie w szpitalu psychiatrycznym (http://sieczkarnia.blogspot.com/2015/03/haszo-czyli-moja-prywatna-przerwana.html ). Jestem dumna z tego tekstu i uważam, że w całkiem fajny sposób przedstawiłam bardzo trudne dla mnie doświadczenie 🙂 Nie mam też problemów w pisaniu o hajsie i bardzo lubię samo to określenie – hajs, hajsik, hajsiwo. Mimo, że zaczęłam od przedstawienia siebie jako chadowca to staram się nie utożsamiać z chorobą zbyt bardzo, bo w końcu jestem sobą, nie chorobą. Kiedy masz 26 lat i przechodziłeś już depresję przynajmniej kilkanaście razy to dobrze wiesz jak podnosić się z podłogi i zaczynać od nowa. Moim cytatem na życie stały się słowa J.K.Rowling – Rock bottom became the solid foundation on which I rebuilt my life. O zaczynaniu od nowa wiem prawie wszystko. O szukaniu nowej pracy (moje CV jest dość bogate jak na mój wiek), wstawaniu z depresji, naprawianiu błędów po epizodach manii. Mimo wszystko staram się jednak traktować siebie i swoje życie jako coś więcej. Uwielbiam mojego bloga i Czytelników, który zebrała mi się garstka po tych paru latach. Bardzo lubię pisać, w planach mam napisanie poradnika pod roboczym tytułem „Jak z samobójcy zrobić optymistę” 😉 Poza tym w moim życiu jest miejsce na bardzo wiele innych rzeczy. Dobrze wiem jak wygląda rozpoczynanie życia na swoim. Od 8 miesięcy mieszkam sama z narzeczonym w wynajmowanej kawalerce. Łatwo nie jest, ale już wkrótce mamy nadzieję przeprowadzić się do domu z ogródkiem w którym będę mogła mieć pieseła 🙂 Poza tym od poniedziałku zaczynam pracę w call center. Traktuję to jako możliwość ustabilizowania swojego życia. Nie boję się wyzwań, bo byłam już w różnych zawodowych sytuacjach – sprzątałam prywatną szkołę w Irlandii, uczyłam dzieci angielskiego, robiłam pizzę, siedziałam na kasie, opiekowałam się dinozaurami i byłam pokojówką. Mam 26 lat, ale jeszcze nie studiowałam i to jest mój cel na ten rok – rozpocząć studia. Razem z narzeczonym marzymy o własnej firmie, może agencji reklamowej. Trochę doświadczenia w pracy online zdobyłam przez ostatni rok – pisałam teksty na zlecenie, rozkręcałam fora internetowe, byłam wirtualną asystentką. Nowa praca, mieszkanie bez rodziców, studia – to wszystko sprawia, że uważam się za dobrą kandydatkę na blogera Co z tym hajsem. Wiem jak to jest planować zakupy, płacić rachunki, ograniczać wydatki, wydawać bez skrupułów, gdy hajsu jest więcej i oszczędzać, żeby przetrwać do pierwszego. Jestem w stanie przedstawić każdą sytuację w fajny, ciekawy i humorystyczny sposób – w końcu w manii robiłam bardzo wiele głupot, które z czasem stały się zabawnymi anegdotami. Wiem, że każdy kto umieścił tutaj swój komentarz ma szanse na wygraną. Każda z osób przedstawiła swoją historię, która jest dla tej osoby wszystkim. Samotne matki, młode właścicielki firm, studentki, pracujące na etatach i w domach. Każda z tych historii powinna dostać szansę. Ja też marzę o wygranej 🙂 Mogłabym w końcu stać się blogerką, która będzie pomagać innym swoją historią i doświadczeniem. Gdyby udało mi się wygrać wycisnęłabym jak cytrynę doświadczenie Waszej trójki. Za hajsy pewnie postawiłabym w końcu bloga na własnej domenie, zadbała o hosting i wszelkie inne opcje o których pojęcie mam niewielkie. Jestem pewna, że mam potencjał i jeszcze to pokażę – ale czy „Wam” czy sobie – o tym zdecyduję później. I w taki oto sposób, pisząc te komentarz znów próbuję od nowa 🙂

  63. Mam potencjał – owszem. Ale nie muszę niczego pokazywać. Nikomu. Mój rozwój jest organiczny. Nie zarywam nocy, nie zaniedbuję siebie, mojej rodziny. Nie robię niczego na siłę. Wszystko w swoim czasie. Myślałam, że zacznę blogować w 2015, ale nie wyszło, trudno. Godzę się. Równowaga ponad wszystko. Od stycznia 2017 piszę newsletter. Ludzie chcą więcej, chcą tego na blogu. To fajnie, pobudza. Mam flow i już praca wre – 21 czerwca otwieram bloga na mojej stronie. Dziękuję. Pozdrawiam wszystkich przyszłych blogerów.

  64. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    Odzyskawszy wolność po 10 latach związko-narzeczeństwa, rozwinęłam skrzydła, a przede wszystkim.. odkryłam siebie naprawdę. Ex – perfekcyjna pani domu i kura domowa (choć reprezentacyjna, wspomnę nieskromnie :), zbierająca paragony z lajdla, coby stan domowej kasy był pod kontrolą ex-ekonomisty, czująca wolność w przepieprzaniu forsy na wyprzedażach (kiedy wyjąć te ciuchy z bagażnika by ex-ekonomista nie zauważył?), jednocześnie czująca kłucie wyrzutów sumienia, że to to, to saldo, czy jak mu tam, znowu na minusie przeze mnie.. I wtem – odrzuciwszy kierat, muszę radzić sobie sama, ba! chcę sobie poradzić, bez wpadania w kłopoty z walutą wszelaką i pożyczaniem hajsu od Rodzicieli No… da się! Wypłata na konto i tabelki w excelu – czynsz, telefon, rzęsy i… jak odłożyć na wakacje bez zbędnych kombinacji? Trzy tygodnie bałkańskiej przygody przede mną.. No.. da się!!

  65. Cześć ! Nie jestem dziewczyną z miasta, nie miałam pełnej rodziny. Nie mam figury modelki i pewnie nigdy jej mieć nie będę. Nie mam wymarzonej pracy i nie podróżuję tyle ile bym chciała bo mnie na to nie stać. Nie miałam łatwego startu. Spotkało mnie w życiu trochę krzywd ale nie obrażam się na los, wierzę że wszystko jest po „coś”. Nie liczę na dary losu, tylko sama działam. Wszystko co mam, osiągnęłam swoim uporem, ciężką pracą i poświęceniem. Zawsze marzyłam o tym żeby zostać pisarką. Pisanie daje mi autentyczną radość. Chcę się dzielić ze światem tym wszystkim co kiełkuje w mojej głowie. Jedyne co mam to potencjał i jeszcze Wam pokażę! Potrzebuję tylko pomocy w tym żeby zrobić pierwszy krok. Liczę na to, że słowa płynące prosto z serca są w stanie zawojować świat!

  66. Ewa Przybyłek Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że można pracować na etacie, a po godzinach rozkręcać swój wymarzony biznes! Przez 8 godzin grzecznie pracować w biurze, a po 16-tej uczyć tańczyć i wraz z miłością swojego życia przekonywać innych, że aktywność fizyczna jest super, a ta, która łączy ludzi, jak taniec czy wspólny trening – to już w ogóle rewelacja! I choć czasem jest ciężko, budżet się nie domyka, a powieki są ciężkie ze zmęczenia – warto, bo to, co robimy z pasji procentuje stokrotnie! A jeśli jeszcze do tego uda mi się dorzucić moją kolejną pasję – pisanie, to już całkiem oszaleję ze szczęścia 🙂

  67. Mam potencjał i jeszcze wam pokaże. Brzmi całkiem jak moje życie. Jestem młodą mama trójki dzieci i od zawsze stawiam czoła wymogom społeczeństwa. Staram się podążać za sobą dlatego założyłam bloga jednak strach przed krytyką był zbyt wielki, na szczęście to już za mną. Teraz chce pokazać wszystkim, że młoda mama potrafi być dobrą mama a nie tak jak z opowieści które mrożą krew w żyłach. Teraz jest mój czas i nie zamierzam go marnować.

  68. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jeszcze lepiej i jeszcze mocniej niż dotychczas 🙂 Kiedy w kilka tygodni spełniają się wszystkie największe marzenia niespełna 30-letniego dziewczęcia można zachłysnąć się życiem i nabrać przekonania, że teraz to już tylko góry przenosić i żyć w krainie mlekiem i miodem płynącej. A gdy po latach w kolejne kilka tygodni traci się wszystko na co się pracowało i o co się walczyło, upadek staje się jeszcze dotkliwszy. Każda ze strat boli, a skumulowane bywają nie do zniesienia. Pozwalają jednak spojrzeć na wszystko z innej perspektywy – doktorat nie ułatwia życia, a wręcz przeciwnie (sic!), praca na uczelni, choć fascynująca ma mnóstwo ciemnych odcieni, czego z perspektywy studenta nie widać, a miłość życia ma równie dużo wad co ja 😉
    Straty wymuszają też konieczność wiary w to, że skoro raz wypracowałam swoje marzenia, to mam potencjał, żeby zrobić to raz jeszcze. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę 😉

  69. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Codziennie uświadamiam sobie, że już to robię, ale na tym nie koniec. Codziennie doceniam, to co już mam, to co zrobiłam, że się nie poddałam, a z małym dzieckiem zaczęłam działać. Skończyłam jedną szkołę, studia, zdałam na prawko, założyłam działalność, założyłam bloga, nawiązałam ciekawe współprace, szkoliłam się i nadal szkolę, bo uwielbiam się rozwijać, by móc coś dawać innym. Nikt nie wierzył, we mnie, trudno! Sama w siebie uwierzyłam i dalej wierzę, dalej mam plany, dalej chcę iść do przodu z wiarą we własne siły. Chyba to było w tym wszystkim najtrudniejsze, uwierzyć w siebie i działać, pomimo przeciwności.Chcę teraz pomagać innym, pokazać kobietom, że mogą więcej niż im się wydaje i nie ważne czy są same, z dzieckiem, w udanym czy nieudanym związku. Chcę nieść nadzieję, której sama musiałam szukać. Chcę łączyć pasje z pracą i pracę z pasją, czuć, że to co robię ma sens, bo tak będzie. Chcę się szkolić, rozwijać, bo to uwielbiam, uczyć się nowych rzeczy, pisać dla Was!

  70. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Bo zaczynanie od nowa (z sukcesem!) to moja specjalność 🙂

    TAK, właśnie wynajęłam pierwsze swoje samodzielne mieszkanie, na nową drogę życia, jak przystało na 26-letnią rozwódkę 😉

    TAK, zaczęłam nową pracę – wcześniej kończąc 7 letnią karierę ”od pucybuta do milionera” w osławionej branży telemarketingu, aby oszaleć i spróbować coś kompletnie nowego – bankowość.
    Aż w końcu pomachać na dowidzenia etatom i postawić wszystko na jedną kartę – branża networkmarketingu. Taaaak, tutaj mi dobrze i tutaj rozgoszczę się na dłużej 🙂
    To w ten projekt wkładam 100% czasu, uwagi i serducha <3 udowadniając, że możemy nauczyć się generować pieniądze i zarządzać nimi, wykorzystując skuteczne narzędzia.

    TAK, zaczynam studia. Ale zrozumiałam, że nigdy nie chcę ich kończyć. Stale się rozwijam, próbuję nowych rzeczy, zdobywam nowe doświadczenia i nigdy nie przestanę. Wiesz, umarłabym gdybym przestała.

    Kiedy zobaczyłam to ogłoszenie mocniej zabiło mi serce. To jak z przeczuciem, albo przeznaczeniem. Czujesz, że to ten czas, to miejsce i Ci ludzie.
    Z dziką rozkoszą będę dawała z siebie maksa w tym projekcie przez kilka miesięcy.

    Do zobaczenia! 😉

  71. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Świetnie mi wychodzi rozczulanie się nad sobą, chłostanie za każde pojedyńcze niepowodzenie, porównywanie się do innych, którzy potrafią więcej, maja lżęj i umówmy się zasadniczo są wygrani… mimo tych rozstępów na tyłku. Ostatnio jeszcze lepiej wcychodzi mi zaczyanie od nowa z uśmiechem na twarzy. Bo ja mam motywację, ogromną mam. Moja Córka uczy mnie, że wcale nic nie muszę, że nie muszę jak inni, nic nie muszę. Dzięi niej wiem co naprawdę ważne – to ona mi pokazała. Dlatego teraz ja wam pokażę jak można przyjemnie organizować kasę, efektywnie żonglować czasem poświęconym na obowiazki, jak upiec pyszną tartę, jak cieszyć się zapachem skoszonej trawy jak żyć prosto bez sztucznych aspiraci, po prostu być tu i teraz z rogalem na buzi, bo wartp. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Ja i moja Córka 😉

  72. RollerCoasterOpiekunki Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Chciałabym być tak bestsellerowo-poczytna jak Grochola, czy Szwaja. Wysoko mierzę? To z pewnością przez wzrost, ale Napoleon, Hitler, Stalin też do wysokich nie należeli, a w historii ludzkości się zapisali…
    Ponieważ za gwarantowane mniej więcej 1500zł/miesięcznie (bez premii, ponieważ korporacje doskonale wiedzą, jak uniknąć jej płacenia) utrzymać siebie i dziecka mi się nie udało, to wzięłam „sprawy w swoje ręce” i wyjechałam z kraju „pogrążonego w ruinie” i pracuję u niemieckich staruszków. W swoich mail-ach do przyjaciółek dzielę się informacjami o życiu ludzi, którzy przeżyli niemalże stulecie, ich obyczajach, historii, mentalności i… miłości, nienawiści, oraz seksualności. Wiem, ciężko to sobie wyobrazić, ale okazuje się, że wiek jest jedynie w dokumentach, ewentualnie naszych Peselkach… Żaden kraj nie jest mlekiem i miodem płynący, co nam nie mieści się w głowie, że tam, gdzie jest dobrobyt i inne cuda świata może być podobnie, jak u nas. Wszędzie padają pytania typu: „jak żyć panie premierze?”
    Nikt jednak nie zabrania wyciągać wniosków, uczyć się na błędach i… cieszyć z teraźniejszości. Przy okazji pracy z ludźmi spełniam swoją pasję – poznaję ich kraj, przede wszystkim z opowieści, posiłkując się Internetem, by wreszcie go zwiedzać i dokumentować to aparatem. Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie mają zdziwione miny, gdy opowiadam im historię ich wsi, miast, przywódców i swobodnie mogę podyskutować o życiu, polityce, zwyczajach, czy wreszcie news-ach ze świata. To prawda, że często nie widzą, nie słyszą dokładnie, czy nie mogą utrzymać nic w rękach, ale oni również sprawiają, że czuję się totalnie odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku i możemy sobie wzajemnie pomagać.
    Jak na razie dostarczam paru Dziewczynom emocji, wzruszeń, sprawiam, że ktoś się śmieje, czy płacze czytając moje dzienniki. Tak, moja obecna praca daje mi wiele satysfakcji, nierzadko nerwów i… pomysłów na książkę. Jednak zacząć muszę od bloga, więc potrzebuję już tylko pomocy specjalistów. Pomożecie? 🙂

  73. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Trafiłam tutaj przez przypadek i chciałam tylko napisać…. Dziewczyny, nie wiem, czy macie pojęcie jak wasze historie są wspaniałe i motywujące, czytam i myślę wow! Też tak chcę! Chcę stawiać czoła nowym wyzwaniom, własnym słabościom i znaleźć te magiczne „swoje miejsce”, więc co zrobiłam…? W końcu przełamałam się i założyłam własnego bloga. Zawsze o tym marzyłam i jestem dumna, że właśnie tutaj znalazłam tę iskierkę. Kucharką najlepszą nie jestem, ale całkiem dobrze idzie mi pieczenie, mam dwie lewe ręce, jeżeli chodzi o zwykłe sprawy, ale potrafię śpiewać i tego uczyłam się przez ostatni rok, gdy postawiłam wszystko na jedną kartę, a… w kartach szczęścia nie mam :)… nie jestem orłem z przedmiotów ścisłych, ale zaczęłam jeździć na rowerze i od 5 km udało mi się dojść do 60 km, potrafiłam zmotywować siebie, żeby ruszyć tyłek z kanapy i wiem, że zmotywowałam też innych. Czy mam potencjał? Myślę, że mam, każdy ma, piszę to, żeby podzielić się kawałkiem mojej historii i może zmotywować kogoś innego tak jak pozostałe Panie zmotywowały mnie :)) do dzieła!

  74. Czuję, że moje zarobki nie są adekwatne do zdobytych umiejętności i doświadczenia. Poświęcam mnóstwo czasu pracy kreatywnej dla kogoś i później brakuje mi energii, by rozkręcać swojego bloga i kanał na Youtube. Chciałabym udowodnić, że jestem w stanie zawalczyć o swoje miejsce w sieci, które będzie dla mnie źródłem satysfakcji i zarobku.

    W najbliższym czasie przeprowadzam się do Trójmiasta i jako dziewczyna marynarza zakotwiczę na kilka miesięcy sama w całkiem obcym mieście. Przede mną czas, który chcę w stu procentach wykorzystać na poznanie nowego miejsca i nowej siebie – młodej kobiety, która czasy studenckie i pierwsze doświadczenia w pracy zawodowej ma już za sobą. Pora na nowy etap i zbudowanie swojej marki!

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

  75. SELFLOVE- mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    Jeśli poproszę Cię, żebyś opowiedział mi o swojej największej miłości, usłyszę na pewno wiele pięknych i inspirujących historii. Uśmiechniesz się lekko na myśl o minionym uczuciu, które jest ciągle częścią Ciebie albo poczujesz ukłucie żalu w sercu, które mimo upływu czasu, już nigdy nie będzie już takie same. Zatęsknisz może za kimś, kto kiedyś definiował słowo miłość- kimś, kto odszedł, pewnie za wcześnie albo bez pożegnania; kimś, kogo Ci zabrano albo kimś, kto chyba tę miłość rozumiał ją inaczej niż Ty. Może spojrzysz z czułością na męża, przytulisz swoje dziecko, zadzwonisz do Mamy- bo przecież kochasz, ale mówisz o tym zbyt rzadko. Może nie powiesz nic.

    A spojrzałeś w lustro? Przecież patrzysz w nie setki razy w ciągu dnia. Spójrz raz jeszcze.

    ‚Za mało albo całkiem za dużo; za nisko, zbyt wysoko; nie ten kolor, chyba nie ta długość; może siłownia, zakaz kolacji, dobrze, że mężczyźni nie widzą cellulitu; Boże, czy ja naprawdę mam zakola; w sumie dobrze to leży, ciekawe, czy mu się w tym spodobam..’

    Widzisz to, prawda? Uśmiechasz się, płaczesz, przeklinasz, wciągasz, chowasz, odsłaniasz. A kochasz?

    Tak- to powinna być przeważająca odpowiedź na pierwsze zadane przeze mnie pytanie. Największą miłością każdego z nas jesteśmy my sami. Banalne? Może, ale nieuniknione.

    Zmienne, toksyczne, przytłaczające, motywujące. I zarazem- najważniejsze.
    Żeby Twoja historia znalazła się w kategorii tych, wspomnianych wyżej, pięknych i inspirujących musisz zrobić tylko jedno- pozwolić sobie aby się zaczęła.

  76. „Mam potensjałłł…” 🙂
    Obiady czwartkowe. Może zajechało zbytnio patosem. No cóż. Bardziej chodzi mi o pewną ideę i moją potrzebę. Takiego prawdziwie otwartego porozmawiania. Nie, że mądre, że fajne albo głupie. Chodzi o to, co ja w tym widzę i co pomyślałem, przeżyłem. Byśmy tak rozmawiali. Cytat i kto w nim co widzi, gdyż ja wiem, co ja, ale co druga osoba już nie. Nawet jak mi się wydaje oczywiste, to nic nie jest oczywiste. Nic nie jest czarno-białe. Nie chcę tu gładkich prawd, haseł, mundrych mądrości, pod którymi podpiszą się wszyscy, a i tak nie będzie wiadomo co się konkretnego pod tym kryje. Fajnie by było, jakby gdzieś z czasem, dotarło się byśmy się „spotykali” tu jednego dnia i ogarniali wątek, może jeden, może kilka. Nie zależy mi w związku z tym na biciu rekordów popularności bloga, ale na ludziach, którzy będą nie tylko zaglądać, lecz też pisać coś na prawdę od siebie. Poniżej jeden cytat i jeden film. Co ja o nich, tak byście wiedzieli o jaką rozmowę mi chodzi.
    Będę raz na jakiś czas cos wstawiał z nadzieją, że się wypowiesz 😉
    Oczywiście przesyłajcie mi też swoje cytaty, nieważne skąd, film, wiersz, książka, może obrazy, zdjęcia…..

    Film „Podróż do Nowej Ziemi”. Nie lubię filmów z szufladki romantyczny. Trochę mnie krótki opis w gazecie oszukał. Oczekiwałem czegoś z gatunku opisu, historii jak to w czasach odkrywania Ameryki było a tu…To co najistotniejsze. W trakcie oddałem się nastrojowi, jakoś tak łagodnie i cicho mi się zrobiło. Tak fajnie, choć trudne w nim były wątki dla mnie i niezrozumienie i….A i tak pomyślałem, że właśnie tak bym chciał by się zadziało. Nie w sensie zdarzeń, lecz by właśnie taka miłość mnie spotkała, by dostarczała mi tej łagodności i ciszy, i wiary.
    No i cytat:
    „Reynevan, weź ty sobie pograj w szachy. Tam będziesz miał wszystko wedle własnej woli. Tu białe, tam czarne, a pola kwadratowe.”

  77. Miałam potencjał i pracowałam nieprzerwanie 6 lat. Później ciąża, „urlop” macierzyński i nie miałam już gdzie wrócić. Zaczął się etap szukania pracy, okazało się, że pracownik po 30. to zły pracownik. Nie nadaję się, bo jestem „stara”, bo mam lukę w życiorysie. Pierwszy raz poczułam się jak bezwartościowy człowiek. Ktoś do niczego. Z przymusu poniekąd założyłam działalność, dostałam dofinansowanie. Robiłam coś czego szczerze nie znosiłam, wstawałam z łóżka i wiedziałam, że mi się nie chce. Nie chcę odprowadzać córki do przedszkola, nie chcę iść do mojego wynajętego biura, wszystko było na nie, jedynie pieniądze motywowały- trzeba zarabiać.
    Trwało to 1,5 roku. Najgorsze 1,5 roku w życiu. W końcu coś pękło i jak stałam tak poszłam do urzędu zamknąć działalność. Każdy pukał w czoło, a ja czułam się wolna, bo zrobiłam sobie najlepszy prezent pod choinkę. Byłam wolna, ale bez pomysłu na siebie. Mam masę doświadczenia, mam marzenia i hobby, jednak nie da się z tego przeżyć od 1 do 1 nie mówiąc już o odkładaniu.
    Zaczęłam znów wysyłać CV. Znów brak telefonów z zaproszeniem na rozmowę. Obniżyłam loty. Dostałam się na staż do budżetówki. Miał to być staż moich marzeń! Nie jest, ale dzięki temu zaczęłam walczyć o siebie, swoją rodzinę i marzenia. Wierzę w siebie i wiem, że teraz się uda. Nie ma innej możliwości. Dotknęłam dna, poleżałam, odpoczęłam i teraz będzie tylko lepiej. Rozpoznaję rynek pod kątem swojego pomysłu, spływają ciekawe propozycje. W końcu jest coś co chcę robić i będę to robiła! Walczyłam i nadal walczę, ale uwierzcie jeszcze Wam pokażę! Mam potencjał w sobie, pokłady energii, mnóstwo możliwości i wyzwań! Ahoj przygodo! Życie zaczyna się po 30! Będę tego dowodem. Zaczynam pisanie… będzie blog, w końcu prawdziwy z duszą, pomysłami! Ponoć umiem to robić, ponoć piszę ciekawie…życie zweryfikuje, a ja tymczasem wystartuje!

  78. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że wiek to tylko i wyłącznie stan umysłu i że nigdy nie jest za późno na kolejny początek, nawet jeśli do 50 tylko rok.
    W maju stuknęło mi 49 lat. Mam za sobą bogatą przeszłość zawodową, w tym uczenie polskiego w technikum włókienniczym, kiedy moi uczniowie byli ode mnie tylko pięć lat młodsi, pracę w liceum bez ocen i tworzenie dokumentacji do 26 aplikacji usprawniających pracę w Urzędzie Miasta Łodzi. Jestem też szczęśliwą drugą żoną z drugim mężem i mamą intrygującego młodego człowieka.
    Po 25 latach pracy zawodowej szukam nowych wyzwań i nowych sposobów na siebie, na życie, na zarabianie pieniędzy także.
    Nie chcę być już pracownikiem korporacji, nie chcę wciąż czekać na piątek i bać się przed poniedziałkiem, Nie chcę bólu żołądka w każde niedzielne popołudnie.
    I wierzę, że uda mi się znaleźć miejsce, gdzie zawodowo zacznę od nowa …
    Wspomniany przeze mnie młody człowiek jest dla mnie nie tylko moim cudownym synem, lecz także inspiracją do napisania poradnika dla rodziców – pełnego humoru i dobrych, sprawdzonych sposobów na nastoletnie eksperymenty i hormonalne burze.
    Na studiach polonistycznych ukochaną epoką był dla mnie romantyzm, a tuż za nim Młoda Polska. Jednak decydując się na formę bloga, wybieram pozytywizm :-), bo to właśnie pozytywiści chcieli edukować społeczeństwo swoimi felietonami i powieściami w odcinkach.
    A ja i on, Junior, jesteśmy jak dwa żywioły: ja z moim starym wyobrażeniem szkoły, obowiązkowości, dyscypliny czy w końcu wyglądu świadectwa, on – z własnym, niepodważalnym sposobem na życie, w wielu tematach nie znoszący sprzeciwu, skrupulatnie liczący średnią w Librusie. Za nami już pierwsze, burzliwe związki, imprezy do 5:00 i powroty mamo-taxi (także spoza Łodzi). Za nami też śniadania niedzielne z jego przyjaciółmi (bo przecież mieszkamy najbliżej Piotrkowskiej), którzy po kilku miesiącach okazali się już tylko dobrymi znajomymi.
    I te niekończące się wieczorne i nocne rozmowy. One i za, i mam nadzieję, jeszcze przed nami, bo dziewczyny są i będą, i ludzie, którzy nie zawsze okazują się tacy, jakimi wyobraża ich sobie młody …
    Będzie o czym pisać.
    Będzie do czego się uśmiechnąć za czas jakiś.
    Bo póki co to wszystko jest bardzo, bardzo poważne.

    Czas start? Tak! Sky i wiek no limit.

  79. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Yeahh w przyszłym roku 30tka na karku. Jak tak teraz się na tym zastanawiam to dochodzę do wniosku, że dużo przeszłam przez te (prawie) 30 lat.

    Swoich sił w blogowaniu próbowałam w okresie licealno-studenckim, blog miał sporą rzeszę czytelników, moje wpisy kilkukrotnie były polecane przez Onet, ale zaniechałam tego w tamtym czasie, gdyż nie byłam w stanie w 100% oddać się blogowaniu. Mój zapał również w tamtym czasie minął, gdyż byłam skupiona na innych ważnych sprawach w moim życiu. Przeniosłam się z onetu na … nawet nie wiem co i gdzie, bo nie pamiętam 😀 widocznie nie zadomowiłam się w nowym miejscu i szybko musiałam to porzucić.

    Noszę się z zamiarem ponownego rozpoczęcia blogowania, ale tak się to teraz wszystko pozmieniało, że szczerze nie wiedziałabym jak zacząć. Przebić/wybić się czy wyróżnić na tle innych blogów czuję, że byłoby dla mnie trudne. Nawet pod względem stworzenia swojej strony, wykupienia domeny itd chyba by mnie to przerosło i pochłonęło niesamowicie dużo energii.

    Wtedy gdy zakładałam bloga nie było takich dylematów, założyło się bloga na onecie, dodawało notki, nikt nie patrzył aż tak na wygląd strony, układ postów itd, wtedy liczyła się przede wszystkim treść, a dla mnie możliwość uzewnętrznienia się i poruszenia ważnych (dla mnie) w tamtym czasie tematów związanych głównie z moim życiem (teraz to się nazywa chyba lifestyle hehhe).

    Od tamtego czasu dużo się pozmieniało i znowu czuję, że muszę coś zacząć robić, bo za dużo tego we mnie w środku drzemie. Praca, związek, problemy zdrowotne mojej mamy, budowa domu i duże środki finansowe jakie musieliśmy wyłożyć (bez kredytu oczywiście się nie obyło), ciągle zwlekanie z powiększaniem rodziny, bo zawsze coś najpierw czyli praca, zrobienie schodów w domu, kolejne obowiązki w pracy, dodatkowa praca itd, a i tak zawsze człowiek nie mógł sobie pozwolić na jakieś frywolne wydatki, bo jeszcze dużo rzeczy do zrobienia. Teraz powoli dochodzę do wniosku, że muszę przystopować, zacząć robić coś dla siebie, bo przysłowiowo oszaleję. Bardzo w tym przypadku przydałaby się pomoc doświadczonych kolegów i koleżanek.

  80. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę. Przez 30 lat robiłam wszystko, żeby…nic. Żeby nic się nie udało. I zaskakująco (!!!)…nie udawało się. Właściwie udało mi się tylko uwolnienie się od faceta – tyrana. Dużo na ten temat wiem. Jak to się robi. Da się. Kiedy to się udało, postanowiłam zrobić wszystko, żeby wszystko inne tez zaczęło się udawać. Dobrze wiem co.
    Mam grube łydki i pierwsze zmarszczki. Mam bagaż doświadczeń. Jakiś tam. Mam doskwierający brak faceta. Mam też pasję i za dużo pracy. Mam dużo ochoty i nadziei. Od jakiegoś czasu uganiam się za spokojem i harmonią wewnętrzną. Czasem wychodzi. Mam bardzo wiele do dania. Moja macica od jakiegoś czasu domaga się dziecka. Ale, jak wyżej wspomniałam, doskwierający brak faceta, raczej nie pozwala na to, żeby spełnić jej palącą potrzebę.
    A może dziecko z zaprzyjaźnionym gejem? A może to bardzo zły pomysł?
    Jestem idealnym przykładem hipsterskiej trzydziestolatki naszych czasów. Duże miasto. Wegetarianizm. Pasjonująca praca. Joga. Magia. Tarot. Rower. Kawka na leżaczku. Przyjaciele. Oczywiście niezależność. Samotność?
    Wiem czego chcę, a czego nie chcę.
    Mam wrażenie, że żyjemy w czasach przejściowych. Wszystko się zmienia, a my próbujemy się jakoś odnaleźć. Chcemy więcej. Chcemy wszystkiego. Chcemy, żeby wszystko się udało. Ale rzeczywistość zdaje się wciąż powtarzać zadowolona z siebie: „Tak się nie da….”
    O tym chce pisać. O tym chcę z wami rozmawiać. Jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jak się nie zgubić. Co zrobić, żeby się udało. Co jest najważniejsze i dlaczego. JAK ŻYĆ?!
    No właśnie, JAK ŻYĆ. I… „Gdzie ci mężczyźni…?!”

  81. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Kilka miesięcy temu, w moim życiu zagościła nieznośna rutyna, nosiło mnie by to zmienić, ale jak? Znacie „Zwolnionych z teorii”? To taka świetna inicjatywa młodych ludzi dla innych młodych ludzi, która polega na realizowaniu projektów społecznych! Trzeba zgrać sobie zespół, trzeba mieć dobry pomysł i potem działać. Bardzo chciałam wziąć w tym udział, ale nie miałam za bardzo pomysłu z kim to zrobić, ale w końcu przedstawiłam pomysł mojej koleżance, zapaliła się do tego razem ze mną, zaczęłyśmy myśleć nad pomysłem, moja mama wymyśliła chwytliwą nazwę, potem jeszcze jedna koleżanka dołączyła do nas i tak działamy! Jesteśmy już na etapie robienia wydarzeń językowych „Znów mów z nami w języku obcym” w Gdyni. W miłej atmosferze, można szkolić języki, których się uczymy. Miałam momenty zwątpienia i chciałam zrezygnować, ale ciągle była myśl z tyłu głowy, że na poddanie się jest już za późno i trzeba działać dalej.

    Dlaczego to robię?
    Bo dzięki temu projektowi, uczę się wielu rzeczy w praktyce i na żywca: prowadzenie fanpage’a, organizacja wydarzeń, zdobywanie partnerów i potem kontakt z nimi, pisanie ciekawych treści. Interesuję się PR-em i marketingiem, ale z moimi studiami ( Iberystyka) nikt mnie nie zatrudni w tej branży. Dlatego, przed podjęciem studiów podyplomowych, chcę poznać wszystkie narzędzia w praktyce! 🙂 I pokażę wszystkim, że mam potencjał by móc dalej się w tym kierunku rozwijać.

  82. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę…! Pokażę jak ominąć szczeble zawodowe, by mając 20 lat pracować w budżetówce na wysokim stanowisku, pokażę jak niespełna osiem lat później przekonać się jak życie bywa okrutne (a może właśnie sprawiedliwe…?) i wylądować w pełnym fałszu i poniżenia call center… choć niektórzy to sobie chwalą! Nie lubię fałszu… i dlatego też pokażę Wam jak uciec z toksycznego małżeństwa, opowiem czym jest zależność i jak mimo strachu zrobić krok i przejść przez koszmar, by zacząć normalnie żyć… Powiem Wam jak w końcu z nieśmiałej szarej myszki stać się kobietą twardo stąpającą po ziemi. Pokażę jak przyjaźnić się z kimś, kto kiedyś był wrogiem, a także niestety odwrotnie… pokażę jak być szczęśliwym po przebyciu wielu trudności, jak zaakceptować siebie, jak walczyć ze swoimi słabościami… pokażę, że depresję można zwalczyć, podobnie jak nałogi…! Jak przetrwać w pałacu, na usłanym banknotami łóżku i jak przetrwać w Domu Pomocy… Pokażę jak być szczęśliwą matką! Ja Wam na prawdę wszystkim POKAŻĘ! 🙂

  83. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże! To, ze jestem matka trójki nie znaczy ze nie znajduje czasu na swoje pasje. To, ze trzydzieste urodziny już dawno za mną, nie znaczy, ze nie nadążam. To, ze jestem w tym samym mężczyzna od wielu lat nie oznacza, ze nie lubię nowości. To, ze pracuje w domu, nie znaczy, ze leżę i pachnę. To, ze dopiero startuje z „blogowaniem” nie znaczy, ze mój głos nic nie znaczy. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże 😎
    Ściskam
    Jola

  84. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże, że marynarzykowa musi nauczyć się oszczędzać! Legendy głoszą, że żony marynarzy powinny leżeć i pachnieć.. powinny… chyba, że mają ADHD, zaplanowany ślub za rok i dom kupiony bez kredytu ale częściowo z pożyczki od rodziny, ktorą chcą spłacić jak najszybciej. Skończyło się kupowanie trzeciej pary butów w tygodniu i zacznie się mega oszczędność…. pokaże Wam życie marynarzykowej od kuchni… dosłownie i w przenośni gdyż w końcu staję się początkującą perfekcyjną panią domu… a może zmiana pracy, przecież za tydzień obrona! Czeka mnie jeszcze bardziej szalony czas i może spędzimy go razem? 🙂

  85. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Może powinnam zacząć od tego jak miałam 13 lat i podobnie jak wszystkie moje koleżanki założyłam bloga i pisałam mądrości życiowe ale…chyba nie chcę do tego wracać 😀
    Pomysł na w miarę regularne pisanie na blogspocie przyszedł wraz z wyjazdem na erasmusa na 2 roku studiów do Turcji. Pierwszy lot samolotem – na pokładzie tylko dwoje pasażerów – ja i mój kolega Jurek. O tym jak do tego doszło, ile kilometrów przejechanych autostpem, ile niezapomnianych miejsc, smaków ( nie tylko kebaba), jak wiele gościnności i serca spotkaliśmy w kraju o zupełnie innej kulturze, religii, klimacie można było zacząć czytać na : takeitasis.blogspot.com
    Po erasmusie z Turcji wracałam zabawnie przez Norwegię i Szwecję. Przyszedł czas nostalgii i znanego wielu studentom syndrom: post erasmus depression kiedy to nie możesz usiedzieć na tyłku i tylko kombinujesz gdzie by tu dalej wyjechać, co zrobić żeby było mnie stać na podróże i jak nie zmarnować tego czasu. I wiecie co? Zaczęłam odkrywać masę możliwości. W czasie studiów wybrałam się na praktyki zawodowe do Sevilli, po zrobieniu inżynierki z architektury postanowiłam zastanowić się nad sensem swojego życia i tego czego ja właściwie chcę jadąc na wolontariat do Gruzji, a tydzień po powrocie lecąc do pracy na Islandię. Wydawało mi się, że to najlepszy rok mojego życia. Nie chciałam jednak, żebym w przyszłości sięgała jedynie z sentymentem pamięcią wstecz. Pragnę się realizować, odkrywać nowe miejsca takie jak mała miejscowość Laguavatn na Islandii, poznawać takich ludzi jak Joel i Thuri, próbować sprawdzać się w różnych zawodach, odkrywać nowe pasje i rozwijać zainteresowania.
    Na drugim stopniu studiów wykorzystałam kolejną szansę i wyjechałam na kolejnego erasmusa do Portugalii, studiowałam w niewielkiej miejscowości Covilha, same studia uczyły duużo cierpliwości i otworzyły na nowe metody kreowania, również starałam się podróżować na własną rękę. Pojechałam z koleżanką autostopem odwiedzić moich znajomych do wioski El Chorro w Hiszpanii, gdzie próbowałam swoich sił we wspinaczce. Niesamowite miejsce, świetna baza noclegowa dla wspinaczy którą prowadzi dwóch Brytyjczyków, niepowtarzalny klimat.
    Tamte wakacje przyniosły mi wyprawę stopem z Polski do Porto razem z 7 osobową ekipią znajomych, a następnie kontynuowaliśmy pieszo szlakiem św. Jakuba do Santiago de Compostela.
    To tak w skrócie.
    Co planuję dalej? Aktualnie pracuję nad swoją pracą magisterską – tematem jest centrum zooterapii w Łodzi, w weekendy pracuję w kawiarni jako baristka, a od lipca zaczynam pracę w schronisku Pięciu Stawów i jeśli dobrze pójdzie zostanę tam do końca października 🙂 Plan jest taki, żeby zarobić na wyjazd do Nepalu na wolontariat, który ma na celu odbudowanie wioski po trzęsieniu ziemi.
    Jeśli jesteście ciekawi jak to wszystko się potoczy, jak wygląda praca w centrum najpiękniejszych gór i dolin w Polsce, czy uda się zrealizować marzenie o Nepalu zapraszam na bloga!
    Z Waszą pomocą będzie to na pewno dużo bardziej emocjonujące przedsięwzięcie i motywujące;)

    Ściskam i Wam pokażę! 😀

  86. „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!” – pierwszy raz te słowa wypowiedziałam do mojego byłego chłopaka. Do dziś pamiętam, że odpowiedział mi na to, że podoba mu się, kiedy to mówię, że czuje wtedy bijącą ode mnie siłę, której na co dzień nie umiałam pokazać.
    Od zawsze chciałam pisać i w sumie od zawsze to robiłam. W szóstej klasie szkoły podstawowej zajęłam nawet I miejsce w miejscowym (ale zawsze!) konkursie legend! Moja babcia zachwyca się tą nagrodą po dziś 😀 To bardzo miłe.
    Poszukuję, odkrywam, chcę inspirować. Nie trzeba od razu wchodzić na Mount Everest, żeby być z siebie dumnym. Czasem wystarczy podnieść się z kanapy, wytrzeć łzy i wyjść z domu. Co prawda na własnej skórze doświadczyłam czym jest depresja i wiem jak ciężko zrobić cokolwiek. Ale pamiętam też czego mi brakowało – osoby, która by mnie zrozumiała. Każdy próbował, każdy mówił, że mam o co walczyć, że mam dopiero 18 lat (to było 3 lata temu) i spotka mnie jeszcze wiele dobra.
    Musiały minąć prawie dwa lata, żebym zaczęła ŻYĆ. Rozstanie z chłopakiem, którego kochałam aż do przesady zmieniło we mnie wszystko. Postanowiłam ruszyć w świat, uznałam, że skoro nikt i nic mnie tu nie trzyma to nie mam nic do stracenia. Trafiłam wtedy chyba na jakiś post o Italii, spojrzałam na mapę, wyznaczyłam docelowe punkty i zaczęłam poszukiwania osoby, która mogłaby mi towarzyszyć w dwutygodniowej wyprawie po Włoszech. Było ciężko, ale znalazłam. Poznaliśmy się w dniu wylotu. Na początku było ciężko, mieliśmy nawet siebie dość, bałam się, że to wszystko zaraz się skończy, a ja wrócę z płaczem do domu. Okazało się, że potrzebowaliśmy jedynie szczerej rozmowy. Okazało się, że jesteśmy do siebie z Emilem bardzo podobni. Dzięki temu reszta tripu przebiegła świetnie.
    O następnej wyprawie dowiedziałam się przez przypadek od chłopaka, który szukał kompanki do wyprawy po mojej ukochanej (to nadal miłość platoniczna, ale już niedługo!) Norwegii. Wspomniał, że za tydzień wyjeżdżają do Włoch, podesłał kilka filmów z poprzednich wypraw. Stwierdziłam, że nie ma opcji, żebym z nimi nie pojechała, żebym straciła coś tak pięknego. Tym sposobem poznałam jednych z najbardziej inspirujących mnie ludzi, którzy rozwijają się na różnych polach, ale głównie jest to film i fotografia. Dzięki koledze mojej włoskiej ekipy, który niestety nie mógł jeździć po Włoszech z nami, bo pracował wtedy w Niemczech, trafiłam na Grafikę, kierunek na Uniwersytecie SWPS… we Wrocławiu, czyli 400 km od mojego domu! Co dwa tygodnie dolatywałam samolotem lub dojeżdżałam pociągiem na studia, które okazały się być tym, czego mi brakowało – czymś zupełnie innowacyjnym. Najprościej będzie, jeśli zerkniecie na ich stronę – grafika.swps.pl . Uczą myślenia pod prąd, uproszczania tego, co skomplikowaliśmy sobie w podstawówce, gimnazjum, czy liceum.
    Pojawił się pomysł bloga. Kolejnego już zresztą w moim życiu. Miałam ich około 3 – jeden nazywał się „Olusia i kotki”, spisywałam tam wszelkie ciekawe informacje, jakie tylko znalazłam o kotach, zwierzakach, które do tej pory bardzo lubię. Kolejny to „Mitologia–grecka” (możliwe, że domena na blogspocie – bo chyba tam go utworzyłam – już wygasła), jeszcze rok temu, kiedy sprawdzałam liczbę wizyt ciągle się ona powiększała. Mimo tego, że spisywałam te wszystkie informacje o mitach greckich mając zaledwie 12, 13, 14, czy 15 lat były one napisane bardzo rzetelnie, opierałam się na wiarygodnej literaturze.
    Trzecim, przełomowym blogiem był blog o nazwie, której nie chcę tu podawać, ze względu na to, że pisałam go anonimowo. Był (jest) do tej pory bardzo osobisty. Opisywałam tam najgorsze chwile mojego życia po rozstaniu. To nie są zwykłe opisy tego, jak dziewczyna siedzi w kąciku pokoju i łka za ukochanym. Pisałam z serca, tak jak i robię to do tej pory. Pisząc tamte posty łzy ciekły mi po twarzy, kapały na klawiaturę, rozmazywały mi wszystkie zapisane na ekranie słowa. Nie wracam do tych tekstów, nie mam odwagi. Nawet myśląc o nich napływają mi do oczu łzy. To był wyraz wielkiej, niespełnionej miłości, która teraz, z perspektywy czasu wiem, ze nie miała najmniejszej szansy być odwzajemnioną. Blog ten zna kilku moich znajomych, od Emila (moja 1-wsza włoska wyprawa) usłyszałam na przykład, że ciężko mu to czytać, głupio się czuję czytając te wpisy mając równocześnie świadomość, że mnie zna i że piszę całą prawdę. Cierpienie jest nieodłączną częścią miłości, czy naszego życia, łzy i smutek są potrzebne, bez nich nie uczylibyśmy się na błędach i, szczerze mówiąc, byłoby trochę nudno. Musi być równowaga!
    Kiedyś złożę to wszystko w powieść, która będzie miała na celu pomóc innym dziewczynom podobnym do tej, którą była 2 lata temu. Powieść, której nie dostałam, kiedy tak bardzo jej potrzebowałam. Słyszałam wiele opowieści koleżanek, osób starszych, doświadczonych, w żadnej jednak nie odnalazłam niczego, co odwzorowałoby w 100% moją sytuację. To było przykre, czułam się bardzo osamotniona.
    Ale wróćmy do idei bloga, który powstał po drugim włoskim tripie. Ola w podróży – to ja. Podróżuję przez życie, przez świat, szukam człowieka, z którym mogłabym dzielić się szczęściem jakie mnie spotyka, ale i bólem, którego doświadczam. Poszukuję swojej drugiej połówki i wierzę, że ją znajdę. Dowodem na to jest mój ostatni wpis na blogu – o ślubie dwójki popularnych podróżników. To JEST możliwe.
    Chcę poruszać tematy trudne, tematy taboo, mówić o sobie, o swoich przeżyciach, o tym jak jest, o tym, że bywa trudno, że jadąc tramwajem zaczynam płakać, bo wracają wspomnienia, o tym, że martwię się moją wyprawą do Norwegii, którą mam rozpocząć pod koniec czerwca i która będzie kolejnym dowodem na to, że nie jestem słabą osobą. Chcę uwierzyć w siebie. Chcę pokochać i zaakceptować siebie i to jaka jestem. Wtedy znajdę też partnera. Chcę, żeby ludzie okazywali więcej zrozumienia, empatii, współczucia. Chcę zadawać pytania, miliony pytań, tak jak robię to aktualnie. Chcę napisać książkę, wczoraj pojawił się kolejny pomysł na nią. Chcę to zrobić. Chcę pokazać wszystkim tym, którzy śmiali się z mojej wrażliwości, że się pomylili. Chcę zobaczyć na własne oczy Trolltungę, przytulić się do wilka, słonia, kangura, koali, leniwca, tygrysa. Chcę poznawać niezwykłych ludzi, takich jakich poznaję teraz, ludzi, którzy wydają się przeciętni, a robią bardzo dobre rzeczy często się nimi nie chwaląc.
    W ten weekend poznałam Edika – chłopaka o turecko-irańsko-ormiańsko-ukraińskich korzeniach, który wychował się na Krymie, a kiedy wyjechał na studia do Lwowa rodzina nazwała go banderowcem. Aktualnie mieszka we Wrocławiu, gdzie jest mu lepiej niż u siebie. Zarabia to troszkę więcej, niż na Ukrainie, ale za to ma dostęp do wszelkich towarów. Na własne oczy widział to, co działo się kilka lat temu na Majdanie. Interesuje się polityką, chce poznawać świat. Jest magistrem dziennikarstwa. Nie ma w Polsce przyjaciół. Wczoraj świętował swoje 26-ste urodziny tylko ze mną opowiadając mi o swoim życiu. W zasadzie to on sprawił mi tym prezent, ode mnie nie dostał nic oprócz obecności.
    Nie lubię coachingu życiowego, ani podobnych rzeczy, ale muszę to użyć sformułowania, że chcieć to móc (chociaż czasem o motywację do chcenia jest bardzo, bardzo, bardzo ciężko). A ja chcę dać światu od siebie tyle, ile tylko będę w stanie.

    I wiecie co? Bez względu na to, czy wygram, czy nie, WIEM, ŻE MAM POTENCJAŁ, że go dobrze wykorzystam, że kiedyś moje nazwisko znajdzie się na półkach w księgarniach i bibliotekach, że ludzie (nie wszyscy oczywiście, nie żyjemy w Utopii) docenią to, co robię, moją autentyczność, to, że nie umiem kłamać (a jeśli już próbuję to zazwyczaj każdy orientuje się, że coś nie gra i albo mówi to sam, albo ja nie wytrzymuję i przyznaję się do tej niefajnej rzeczy). I to będzie jedna z większych wygranych w moim życiu. Bo ja nie chcę nic oprócz tego, żeby pięknie żyć.

  87. Mam potencjał i jeszcze wam pokaże, że:
    jeśli nie wyrobiłaś się (lub kiepsko to widzisz: wersja dla 20+) do 30stki ze swoimi planami, albo jeszcze lepiej – twoje plany maja co najwyżej niepewne i koślawe kreski, coś jak za pierwszym razem kiedy wzięłaś do ręki eyeliner…nie musisz panikować za wczasu. Możesz wyluzować i wyobraź sobie, będziesz dalej żyć. Będziesz żyć, w dodatku bez worów pod oczami i jak się uspokoisz, z kreską w kształcie migdała.
    Nie, nie koteczko, nie jestem ta szczęściara, która urodziła się z wypisana na czole informacja dla rodziców co będzie moją życiowa pasją, dzięki której pchali mnie później w tymże kierunku na zajęcia od zerówki, żebym mogła to połączyć po maturze z praca i wygrać życie mając lat 21.
    Byłoby łatwiej i szybciej, ale ścieżka kariery Justina Biebera nie była mi jednak pisana.

    Nie powiem ci skąd się wziął akurat taki deadline na ogarniawke. Przez zegar biologiczny? Czy przez to, ze ktoś mądry wyliczył, ze jak do 30stki nie zarobisz miliona, to marne szanse, żeby udało ci się to zrobić później.
    Mam 31 lat i żyje…o dziwo szczęśliwa. Bez dzieci i bańki na koncie. Jak? Na luzie, tu i teraz.
    Pozdrawiam!

  88. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Ha! Jakiś czas temu (dokładnie 2 lata temu) urodziłam dziecko i stwierdziłam, że mój macierzyński będzie czasem w trakcie którego wszystko się zmieni. Chciałam zając się (w końcu) czymś co lubię robić, w czym czuję się dobra i to co zawsze chciałam robić. Zaczęłam pisać bloga. W tzw. między-czasie okazało się, że moje życie przewróciło się do góry nogami. Mimo licznych przeżyć i prowadzenia moich „kosmatych” spraw znajdowałam czas i siłę by pisać. Z czasem dopadły mnie przypadłości „młodego blogera”, o których wspominałaś. Przestało mi się chcieć. Mój letarg już trochę trwa. Kiedy zobaczyłam Twój post poczułam, że ten projekt jest stworzony właśnie dla mnie. Mam mnóstwo pytań do opiekunów (na samą myśl im współczuję). Wiem, że projekt sprawi, że tak jak to napisałaś, „zacznę od nowa”. Po raz kolejny. Dlatego powtórzę to co napisałam na wstępie: Mam potencjał i jeszcze wam pokażę!

  89. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę. Zajmuję się wszystkim po trochę. Wiem, że jak ktoś jest do wszystkiego to jest do niczego. Jednak nie w tym przypadku. Zajmuję się fotografią- coś tam cykam wśród znajomych i eventach oraz w czasie podróży. Nową zajawką jest gopro, więc jako blogerka podzieliłabym się wszystkim z moimi czytelnikami. Codziennie dostawaliby ogromną ilość kadrów i filmików z mojego codziennego życia, a jest ono bardzo ciekawe. Mój chłopak jest piłkarzem, a ja jego menagerem. Z tego powodu dużo podróżujemy i udowadniamy ludziom, że się da wszystko pogodzić. Co jakiś czas mieszkamy w innym miejscu. Zazwyczaj malowniczym. Aktualnie jesteśmy w pięknej Ostródzie, ale kto wie, gdzie będziemy za miesiąc. Piłka nożna i fitstyle nie są mi obce. Codziennie się motywujemy i Wam też możemy podarować ogromną dawkę motywacji. Pokażemy Wam, że praca może być przyjemna a Wasze życie może nabrać zupełnie innych barw jeśli tylko zaryzykujecie. Chcemy dzielić się z Wami migawkami z naszego życia. Uważam, że mam potencjał do życia i jeszcze Wam pokażę 🙂

  90. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    A co! Mam wiele ciekawych umiejętności, morze cierpliwości i rozgrzebanych zajęć niczym młoda szalona postać, która jednocześnie chce uciągnąć kilka srok za ogon. Udaje mi się, to chyba tylko dzięki temu że pracuję na pół etatu i mam więcej czasu na tworzenie i realizowanie swoich wymysłów. Mam swój sklep, bloga, robię wywiady, ozdoby z części samochodowych, pracuję w szkole jogi, tworzę reklamy, … mogę tak jeszcze długo. Nawet chyba za długo. Może gdybym potrafiła znaleźć, to swoje jedno jedyne miejsce na ziemi i kierunek… Byłoby mi łatwiej. Jestem niczym dziecko we mgle, które przerwało studia, bo kierunek nie ten. Potencjał mam i to niesamowity, jestem uparta ale nie jak osiołek i nie po trupach do celu. Kreatywnie i spokojnie, wolnymi lecz stanowczymi krokami idę do przodu. Nie palę mostów, burzę mury niespokojne i ociężałe głowy pobudzam do spokojnego życia w harmonii. Mam w swoim życiu dwa marzenia. Pierwsze, to zrobić w końcu prawo jazdy, bo podchodzę do tego jakby gryzło. Drugim marzeniem jest osiągnięcie takiego spokoju w życiu zawodowym bym w końcu mogła napić się ciepłej kawy.

    Zapomniałam jak smakuje ciepła kawa.

    Potencjał mam. Uparta też jestem. Trzymajcie kciuki! Wierzcie we mnie, że dam radę i w siebie, bo nie ma nic silniejszego niż pokora i samozaparcie.

  91. Dziś kończę studia, pracuję w małym wydawnictwie i łapię wszystkie ciekawe zlecenia, które wpadną mi w ręce. A jutro będę wykonywać zawód, który dzisiaj jeszcze nie istnieje! Wszystko dlatego, że mam w sobie nieprzebrane pokłady potencjału i jeszcze Wam pokażę, jak można je wykorzystać!

    Nie umiem wybrać jednej wiodącej rzeczy spośród wszystkich, które mnie interesują i jednego najlepszego kierunku, w którym chcę się rozwijać. Prognozowanie trendów, service design, literatura, media, kosmos, socjologia w technologii, prasa, futurologia, sztuka, kino i urbanistyka tylko na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Wierzę, że każda rzecz, którą teraz się zajmuję, będzie miała pozytywny wpływ na moją przyszłość – dziś zupełnie nieprzewidywalną (ale i ekscytującą!). O tej drodze (na której stawanie na własnych finansowych nogach jest kluczową sprawą) chciałabym opowiadać.

  92. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Julia. 23 lata. Kobieta. Jeszcze studentka 😉
    To właśnie ja jestem tym młodym człowiekiem, który musi się z mierzyć z „prawdziwym” życiem. Za 3 tygodnie obrona pracy magisterskiej, przejście na umowę o pracę i koniec dofinansowania ze strony uczelni i wiadomo, rodziców. Co to będzie? Na głowie już pierwsze wynajęte mieszkanie z pomocą rodziców i siostry. Chłopak, który właśnie się wprowadził i wspomniana siostra wracająca co 2 tygodnie do mieszkania z uśmiech „A może jeszcze zostanę z wami” i Twoje marzenie o zrobieniu sypialni w jej pokoju pryska. Koniec studiów i praca na etat to ogromna zmiana w życiu każdego młodego człowieka. Trzeba myśleć nie tylko o najbliższym miesiącu ale i o przyszłości. Tworzenie domu z Ukochanym też wymaga pracy i przemyślenia. Planowanie budżetu, wydatków a przy tym chęć posiadania swojego własnego M, nie na rok a na własność – marzenia. W ten oto sposób mogłabym sama, na własnych błędach ale i przy wsparciu potencjalnych czytelników pomóc uporać się z tym „dorosłym życiem” innym. A okazja do prowadzenia bloga jest w tym momencie do tego idealna. Od jakiegoś czasu również interesuje się pasywnym dochodem i zdobyciem pieniędzy z dodatkowych źródeł. Myślę, że obecnie ten temat dopiero się rozwija i jeszcze wiele przede mną, aczkolwiek jest to bardzo ciekawy sposób na pozyskanie dodatkowych funduszy do swojego budżetu, a na pewno taki który daje wolność i powoduje że tak na prawdę pieniądze same na siebie zarabiają. Dużo czytam ale niestety nie mam jeszcze takiej odwagi do działania, a blog mógłby stanowić początek takiej przygody. Pracuje w branży nieruchomości a to właśnie one stanowią często jeden ze świetnych opcji lokowania kapitału a przy okazji powiększania go lub zarabiania na wynajmie/flipach. Wiem, że tam w środku drzemie ten potencjał do działania i realizowania marzeń. Wiem to od zawsze, że będę robić wielkie rzeczy. Tu nawet nie chodzi o zarabianie ale o działanie. Jednak brak mi tej odwagi, żeby zrobić ten krok i zacząć działań a nie tylko przyglądać się biernie z boku. Nawet nie chce wspominać od ilu lat obserwuje blogosferę. Wtedy nie było reklam, postów sponsorowanych, wyjazdów i ślicznych szablonów i i 1m na insta. Był onet, photoblog i ten cały mały świat, który w tym momencie stał się ogromną siłą. Ciesze się, że obecnie wygląda to jak wygląda ponieważ obserwuje to od ponad 10 lat i fajnie jest wiedzieć że mogłam to wszystko zobaczyć przed tym boom (Te pierwsze zdjęcia „szafiarek”, które wstydził się swoich twarzy a teraz prowadzą jedne z najpopularniejszych blogów :P, Kominek, a nie Jason Hunt i stylio.pl. Teraz to lifestyle, blogi kulinarne, vlogi i parenting a nie jakieś tam notki z zdjęciami z cyfrówki :)). Zatem, doświadczenie jest, choć jedynie jako obserwator 😛 Nie wspomnę ile razy plułam sobie w brodę, że nie kontynuowałam pisania swojego bloga, bo kto wie gdzie była bym teraz? Mimo to moje życie jest cudowne i może to właśnie pora aby ruszyć z powrotem, z Twoją pomocą przy pisaniu bloga i stanie się wreszcie częścią tego świata nie tylko biernie ale i czynnie ?

  93. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że

    można się przeprowadzić samej z psem na drugi koniec kraju, nad morze, bo posłuchało się głosu swojego serca
    pracować na etacie i po godzinach czarować rysowaniem i zarabiać na tym – #girlpower
    można odwołać ślub
    można mieć złamane serce – to super opcja, żeby zacząć od nowa
    można tańczyć w piżamie z Muminkami do Disco polo w nocy i nic sobie nie robić z oceniającej miny psa
    można oglądać po raz 34692267469347947 Piękną i Bestię i uznawać za każdym razem, że cholera ta Bestia w wersji Bestii to było ciastko.
    można też dyskutować do nocy z przyjaciółką o ewolucji księżniczek Disney’a i dojść do wniosku po różowym winie, że w zasadzie to jesteś jedną z nich. Bo masz super psa a jak wiadomo, każda prawilna księżniczka ma zwierzęcego towarzysza – done!
    można biegać bez wstydu na randki z Tindera i uczyć się po prostu rozmawiać z tymi wszystkimi chłopcami od początku.
    można w tym celu również wykorzystać psa – czyli 10 pomysłów na podryw z psem.

    Bo w sumie, to można wiele rzeczy, tylko trzeba zacząć.

    Buziak!
    Lola

  94. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Ba, nie tylko Wam, wszystkim pokażę na co mnie stać, a przede wszystkim pokażę to Sobie. Ja, cicha dziewczyna z małej miejscowości, szalona bywalczyni wielkomiejskich klubów. Brunetka, blondynka i ruda. Wielbicielka kotów, entuzjastka literatury, fanka heavy metalu. Matka, córka, żona i kochanka.
    Pokażę na co mnie stać.
    Tobie mamo, która mówiłaś, że dziewczynce w różowej sukience nie wypada zdzierać kolan bawiąc się w berka z kolegami z osiedla. I tobie tato, który mówiłeś, że artystyczny kierunek studiów nie daje pewnego zarobku, że liczą się tylko nauki ścisłe. Tobie babciu, która mnie kochasz i martwisz się, że taka ładna ze mnie dziewczyna, a ciągle nie mogę znaleźć sobie chłopaka. Tobie, najlepsza przyjaciółko, która odradzałaś mi wyjazd do pracy za granicę, bo „za daleko, zbyt ciężko i będę tam sama”. Tobie Jaśku z podwórka, który w dzieciństwie śmiałeś się, że „taka pyskata, a cycków nawet nie ma”. Tobie były chłopaku, który niby dla żartu wspominałeś, że kobieta nie musi się kształcić, przecież wystarczy że umie gotować. Tobie były mężu, który odchodząc do innego życia, zatrzaskując drzwi naszego wspólnie kupionego mieszkania odgrażałeś się, że nie dam sobie rady sama z dwójką dzieci, a ty ani grosza nam nie dołożysz.
    Pokażę Wam, że jeśli tylko zechcę mogę zostać strażakiem, nauczycielem, astronautą, kwiaciarką lub szefem dużej korporacji.
    Pokażę na co mnie stać Sobie samej.
    Moim smutnym oczom odbijającym się w lustrze pokażę, że ciągle żarzy się w nich zadziorny blask. Moim ustom, że w ich kącikach ciągle czai się uśmiech. Moim dłoniom, że pomimo wszelkich trudów nadal zdolne są do poświęceń. Mojemu umysłowi, że spokój kryje się w nas i można go znaleźć tylko w ciszy. Mojemu sercu udowodnię, że chociaż teraz myśli, że kiedyś kochało tak mocno i bardziej już się nie dam, to nadal gotowe jest aby dawać i przyjąć miłość, która przecież czai się za zakrętem.
    Będę walczyć, gryźć i babrać się w błocie. Po to, aby za kilka lat stanąć przed tym samym lustrem, zobaczyć dojrzalszą już kobietę i móc powiedzieć sobie, że przyjęłam życie takim jakie jest i wycisnęłam z niego tak dużo jak tylko się da.
    Będę czytać książki w tramwaju, tańczyć, jeść czekoladę i śmiać się tak głośno jak tylko można, aby pokazać Wam wszystkim, że od tego jest życie, aby o nie dbać i je celebrować.

  95. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jak? Głowa pełna myśli. Szukam, przebieram, przekładam. Biegnę, gdzie? Zadaję to pytanie każdego dnia. Spaceruję, szukam dalej. Patrze na liście, wiatr wieje prosto w twarz, orzeźwia, jest myśl. Blog, ale jak? Po co dlaczego? Odkryć się, siebie, całą tak? Jak? Pisząc te słowa, już jest pół kilo mniej. Szukam dalej, pędzę, biegnę, zaczynać czy nie? Ach ta niepewność. Ryzykować? Czy po prostu od tak, bez stresu zacząć. Ale co Wam napisać? Jak ubrać to roztargnienie w słowa? Powoli. Wdech i wydech. Przecież ja nie umiem na spokojnie. Przecież ja zawsze przeżywam. I tak będzie. Będę przeżywać tu, jakaś część mnie tu będzie zawsze. Ciekawi? O czym? Życie się zmienia, pędzi, czas ucieka przez palce. Jest więcej świadomości, jakiej? Świadomości siebie, życia, ludzi. Kim jestem? Córką, siostrą, przyjaciółką, żoną i mamą. Jest ich trzech. Ja jedna. Ciekawi? Chodźcie ze mną, czasem będziemy biegać, czasem spacerować, a czasami po prostu iść. Jest dreszcz. Emocja. Podnieta.

  96. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Jej! Jest to motto moje życia. Serio.
    Wierzę w to, ze każdy z nas jest kawałkiem marmuru z którego można wyrzeźbić niesamowite rzeczy.
    Wierzę w to, że i ja nim jetem. Mam marzenia ale również chęci i siłę by je spełniać, bo hej, samo nic się nie zrobi. Nieustanie szukam dróg którymi mogłabym pójść by ubogacać swoje życie. Szukam ludzi, którzy mnie inspirują, czytam wiele blogów, książek, artykułów. Wszystko po to by nie stać w miejscu, by wciąż doświadczać i doświadczać i wciąż doświadczać nowych, pięknych rzeczy!
    Potencjał to taka mała perła ukryta głęboko w serduszku czekająca na chwilę w której będzie mogła się ujawnić. Hmm… czy to własnie ta chwila ? Mam nadzieję, że tak.

  97. Mój budżet jest mały jak kapsel od butelki coli pitej w letnie dni. Jakim cudem idę więc w tym roku na trzy duże koncerty, a pół roku temu wzniosłam się na wyżyny studenckiego luksusu i wykupiłam Spotify premium?
    Jeszcze rok temu kwestia pieniędzy spędzała mi sen z powiek. Teraz zarabiam MNIEJ, a mój poziom szczęścia i zadowolenia z życia jest tak duży jak ilość książek pochowanych w każdej możliwej przestrzeni mojego pokoju.
    Uparłam się żyć w kraju smutku i padołu, bo postanowiłam, że nikt obcy nie będzie mi psuł humoru. Zamiast tego cieszę się każdym drobiazgiem, a na mojej stronie uczę moje pokolenie, jak zabrać się do działania. Mam ogromną publikę – czyta mnie wszystkich kilkudziesięciu znajomych 🙂
    Zawsze byłam inna, łamałam konwencje i przyglądałam się ludziom. Mimo chwil zwątpień (nie bójmy się przyznać, wszyscy je mamy!), zawsze wierzyłam, że warto robić tylko to, co się naprawdę lubi.
    Nie ma pracy? Moja historia udowadnia, że jest. Nie skończyłam jeszcze studiów, a już pracuję w zawodzie (można tym teraz szpanować w towarzystwie). Wiem, że chcesz wiedzieć jak. I jak uzbierałam 240 zł w 2 dni, żeby pojechać na wymarzony koncert. O wszystkim chętnie opowiem, ale do tego muszę wygrać ten casting. Więc jak? 🙂

  98. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    A przede wszystkim sobie.
    Bo że potencjał mam to wiem od kilku lat, od kiedy sama sobie tworzę miejsce pracy.
    Tylko z tym „jeszcze Wam pokażę” mały problem, bo za mało się chwalę, a czas najwyższy.
    Bo żeby osiągnąć sukces nie trzeba zarabiać grubych tysięcy miesięcznie.
    Wystarczy substytut etatu.
    I można być szczęśliwym, serio.
    Wystarczy stworzyć coś swojego, co daje utrzymanie całej rodzinie.
    I trzeba się chwalić tym co się stworzyło. Nawet jeżeli skala przedsięwzięcia jest mała, ale wystarczająca.
    Na duże rzeczy przychodzi czas, i wiem, że do mnie też przyjdzie.
    Prowadzę nie firmę, nie biznes, a działalność gospodarczą. Mało spektakularnie brzmi?
    Ale o to w tym wszystkim chodzi – o działanie.
    Praca praca praca.
    Nie ponad siły, ale też nie leniwe przechodzenie z kąta w kąt..
    Chciałabym o tym pisać, pokazać prawdziwą twarz pracy „na swoim”, a nie tą lukrowaną, z filiżanką kawy w ręku, laptopem w tle oraz z podpisem „STARTUP”.
    No chciałabym no.
    Dacie szansę? 🙂

  99. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! I Wam, i sobie, bo uparłam się, że moje pasje będą również moim sposobem na życie. Widzę, jak ludzie wokół rezygnują ze swoich zainteresowań, skupiając się na pracy, domu i szarej codzienności. To nie dla mnie, bo nie lubię oczywistych rozwiązań. Nadal studiuję (dziennie) – jestem na czwartym roku polonistyki. Równolegle pracowałam w stajni, a teraz – jako copywriter. Wierzę, że uda mi się połączyć miłość do zwierząt i pisania – na razie jestem na dobrej drodze! To wszystko opisuję na swoim blogu, by pokazać ludziom, że pasja nie musi być czymś, co robimy po godzinach – powinna być czymś, czym żyjemy.

  100. Mam potęciał i jeszcze Wam pokażę!
    Jestem młodą dziewczyną, która mocno wierzy w rozwój osobisty, jak rówież go praktykuję. Mam wiele pasji,a mianowicie od dziewięciu lat gram na pianinie, śpiewam, uczę się przedmiotów ścisłych, podróżuje, mówię biegle w dwóch językach, jestem wolontariuszką w pogotowiu opiekuńczym dla dzieci i od czasu do czasu można mnie znaleźć na lotnisku, gdzie biorę udział w kursie pilotowania samolotów ultralekkich, moją ogromną pasją jest również sport. Ale to jeszcze nie koniec mojej długiej listy zainteresowań. Więcej informacji o sobie zdradzę, gdy już wybierzecie mnie na swoja blogerkę. Myślę, że doskonalę nadaję się na blogerkę, gdyż odkąd skończyłam pięć lat mój tata, właściciel własnej działalności gospodarczej „szkoli mnie” z zakresu przedsiębiorczości i zarządzania finansami. Pasę do finansów odziedziczyłam właśnie po nim. Tata przekazał mi ogromną wiedzę na temat zarządzania, która chciałabym się teraz z Wami podzielić.Posiadam olbrzymie doświadczenie i zapał do życia. Z moja pomocą możesz stań się prawdziwym królem w dziedzinie gospodarki i rozwoju osobistego. Pozdrawiam

  101. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    ZACZYNAM OD NOWA, czyli pierwszy dzień reszty mojego życia.

    Boże, gdy się zastanowię, ile razy już wypowiedziałam to zdanie –Zaczynam od nowa! Niby jasny przekaz, dający perspektywę, zapowiadający nadchodzące wielkie zmiany, a potem bum… Twoje – zaczynam od nowa, zaczęte – rzecz jasna– w poniedziałek, kończy się we wtorek wieczór, kiedy stwierdzasz, że zapomniałaś i zjadłaś tabliczkę czekolady. I wiesz, co? To dobrze! Zaczynać od nowa jest dobrze, próbować jest dobrze, upadać jest dobrze. Żaden ze mnie coach, mówca, czy też doradca życia. Lepiej! Przykład osoby, która podobnie jak Ty – Tekstualna, po raz kolejny zaczyna od nowa.
    Dziś nadszedł dzień, w którym mam odwagę przed samą sobą powiedzieć –DOŚĆ, NIE CHCĘ JUŻ TAK. Jeden z tych dni, kiedy człowiekowi się zdaje, że sięgnął dna i jedyne co może robić, to drapać pazurami ziemię i zastanawiać się, czy można upaść głębiej i wprowadzić się do tej jamy na kilka miesięcy, wraz z żalem, smutkiem, rozczarowaniem i całym tym brudem, który w nas siedzi. Pewnie bym tak zrobiła, trochę popłakała, pożaliła się, ,,pobyła” i wróciła do swojego mętliku po raz setny, ze zdwojoną siłą, ale do mętliku, który znowu przyjdzie w odwiedziny.
    Dzisiaj, nie jest to jakiś szczególny dzień zainspirowania cytatem, filmem i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Dzisiaj stwierdziłam, ze chce inaczej, inaczej kierować swoim życiem i przede wszystkim po mojemu. Mieć odwagę powiedzieć – nie, to nie jest dla mnie dobre. Mieć gdzieś, to, że nie spełniasz standardów ,, ideału” XXI wieku, mój Boże, standardów, którzy sami sobie ludzie stworzyliśmy, i za które tak bardzo lubimy się katować, bo cellulit na dupsku, bo czwarta gałka lodów, bo dwa zera na koncie przed ukończeniem trzydziestki, a nie sześć, bo pokój, a nie całe mieszkanie i to do tego wynajmowany, bo nie możesz być ,,przeciętny”, przecież musisz dawać z siebie 200 % i dążyć do ideału. I tak czynisz z siebie stachanowca, którego credo życiowym jest być szczęśliwym. Tylko problem tkwi w tym, że szczęście różne ma imię. Jasne, mieć swój cel, realizować go, akceptować miejsce, w jakim się znalazło i przede wszystkim mieć dystans do tego, co się wokół kręci. Nie czyni Cię to przegranym, szarym człowiekiem, ale wolnym od billboardowych ,, krzykaczy”.
    Mam 22 lata, za pasem obronę licencjatu, masę pytań, zero odpowiedzi, dwukierunkową, tylko jeszcze nie wiem, która droga będzie lepsza, relacje, które to kopały to budowały, ludzi, którzy przychodzili i w niektórych przypadkach zostali do dziś, a w innych, ot tak, po prostu się minęliśmy, pasje o których zapomniałam, a które zawsze dźwięczały mi z tyłu głowy, serce sto razy łatane i ręce, które nie boją się pracy. Jaki mam plan na siebie? Już dziś wiem, czego nie chcę, a to już coś, prawda?
    Nie wiem, czy piszę tę wiadomość aby walczyć o pierwsze miejsce w konkursie, czy raczej dla tego, że w końcu chciałam zobaczyć na papierze, myśli, które ot tak dawna chodzą mi po głowie których nie chciałam do siebie dopuścić. Myśli dziewczyny, która wciąż szuka i zaczyna od nowa, lecz od dziś po swojemu. Ktoś może powiedzieć, egoistka, zapatrzona w siebie dziewucha, a może stawiająca pierwsze kroki niezależności w swoim życiu? Czy się boję, jasne, że tak, ale wiem, że to ten czas.
    Jak to się ma do tematu konkursu i finansów, chcę zarabiać z tego co kocham robić, z tworzenia, obserwowania, dzielenia się spostrzeżeniami.
    Wiesz co? Choć zaczęłam dziś, już nie mogę się doczekać jutra.
    Karo

  102. Jestem ambitnym (czasem za bardzo! ;)) studentem 2 roku finansów i rachunkowości. Studiuję dziennie i mieszkam z rodzicami w Krakowie. 9 lat mojego życia upłynęło na tańcu towarzyskim, teraz mój czas zajmują studia, praca i bieganie (3 razy ukończyłem Runmageddon). Od marca zeszłego roku prowadzę również bloga pod adresem http://www.wielkaczworka.com w którym publikuję artykuły dotyczące kariery zawodowej dla studentów. Myślę, że jestem bardzo ciekawym przykładem na zarządzanie finansami, ponieważ mam stypendium rektora i biorę udział w różnych stażach wzbogacając moje CV i zarabiając dodatkowe pieniążki. Jednocześnie jestem oszczędną osobą – prowadzę zeszyt w którym spisuję wszystkie moje wydatki. Udział w tym programie pozwoliłby mi na… no właśnie – może zamiast pracy w korporacji moim przeznaczeniem jest zostać blogerem? 😉 Niezależnie od wszystkiego – mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

  103. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Gra o przyszłość to trudna, wyboista i kręta droga. Zdarza się również, że jej miejsce docelowe mieści się daleko poza horyzontem. Ja, żeby je dostrzec potrzebowałam intensywnie różowych okularów, stosu wciągających książek i pokręconej, nieokiełznanej wyobraźni. Mieszkałam na wsi, która liczy ledwie 170 osób – nie ma tu sklepu ani wiedzy o możliwościach, jakie oferuje świat. Wiedzę o nich zdobyłam z książek i internetu. Największą butność i siłę charakteru musiałam pokazać wybierając szkołę średnią – klasę humanistyczną w liceum w Wielkim Mieście. Płakałam po nocach i siąkałam w dzień, bo zostałam brutalnie uświadomiona, że liceum jest dla debili, którzy nic nie potrafią robić i nie zamierzają znaleźć w przyszłości pracy, lecz wiecznie się uczyć, by ostatecznie wylądować za kasą z McDonaldzie. Przerażona mroczną wizją okrutnej przyszłości złożyłam papiery również do technikum, aby zostać profesjonalną kucharką i zamiast stać za kasą to osiem godzin obierać ziemniaki i zmywać naczynia. Na całe szczęście w czasie wakacji prawie spaliłam kuchnię. Niektórzy uznaliby, że nie było w tym zbyt wiele szczęścia, ale właśnie to zdarzenie uświadomiło mi, że jedyne co potrafię dobrze robić w kuchni to jeść. Skończyłam więc w liceum bez przyszłości. Przez trzy lata słuchałam żartobliwych docinków świadczących o mojej ułomności, a ja tak jakbym rzeczywiście była niespełna rozumu – kształciłam się zawzięcie i wygrywałam kolejne konkursy literackie. Gdy skończyłam szkołę szybko znalazłam pracę na wymarzonym stanowisku copywriterki i wynajęłam pokój. Dochód nie jest powalający, ale zadowalający. Jestem w stanie się utrzymać, robię to, co kocham i zdobywam doświadczenie. Wiem już, że mam potencjał i mogę się rozwijać dalej – z większym rozmachem i impetem – tak, aby było mnie stać na wymarzone studia w Jeszcze Większym Mieście.

  104. Julia Świtalska Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Mam 19 lat. Walczę o wymarzoną wersję samej siebie, przez co zaczęłam interesować się tematyką fitness i zdrowego odżywiania. Jednak to nie moje jedyne zainteresowania. Uwielbiam literaturę, zarówno czytanie, jak i tworzenie, marzę o wydaniu własnej książki pewnego dnia. Mam w przysłowiowej szufladzie wiele opowiadań, dlatego wiem, że sprawdziłabym się w prowadzeniu bloga. Zaczynam uczyć się dorosłego życia, w październiku idę na studia, choć jeszcze nie wiem jakie, bo złożyłam podania na kilka kierunków, w większości są to jednak filologie obce, do których nauki mam talent. Nigdy nie zapomnę słów mojej polonistki z liceum, która powiedziała mi, że mam „lekkie pióro” i nie mogę przestać pisać. I to właśnie tak naprawdę chciałabym robić w życiu. Moi bliscy wiedzą, że chciałabym kiedyś osiągnąć taki sukces i wydać tyle książek co Harlan Coben czy Stephen King, czyli moi ulubieni autorzy. Koniec końców, uważam, że się nadaję, bo będę realizować bloga z radością 😉

  105. Z życiem jest tak, że nie da się go zaplanować. Mówi się nawet, że plany są po to rozśmieszyć Pana Boga. Potwierdzam te słowa w 100%! Ilekroć chciałam założyć bloga, tylekroć zdarzało się coś, co mi to uniemożliwiało, bądź kierowało moją uwagę i czas w innym kierunku. Przekładałam ten pomysł do kolumny ważne –niepilne. I zupełnie przez przypadek trafiłam na ten post. Tego nie planowałam 
    O czym chciałabym pisać? O tym, czy da się rozciągnąć dobę tak, by znaleźć czas na zarabianie pieniędzy, wolontariat, spotkanie z mężem, rodzicami, znajomymi i jeszcze na odpoczynek? Jak nie żyć od „pierwszego do pierwszego” i jeszcze przy okazji budować dom? Nigdy nie prowadziłam bloga, nie wiem czy sobie poradzę, ale kto nie próbuje, ten nic nie ma! Potencjał i ambicje mam – a co z resztą – jeszcze Wam pokaże!:)

  106. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę ! A pokażę, oj nie mało Wam pokażę.
    Mam 30 lat, ocalałam prowadzona na rzeź… z dwójką cudownych dzieci i torbą na ramieniu. Z jeszcze mężem, który kiedyś był całym światem, a teraz go po prostu nie ma. Pokażę Wam.
    Jak nie pozwolić, aby ktoś stał się złodziejem waszego czasu.
    Jak nie zatracić się w miłości, która potem wypala żywe rany i zostawia blizny do końca życia. Nadzieja w psychologii estetycznej. Pokażę Wam jak można zacząć od początku, od zera, a właściwie to nawet od skali sprzed zera. Wszakże jeszcze to najważniejsze ‚obciążenie’, które pcha do przodu pokracznie stawiając pierwsze kroki. Jak zacząć żyć JAKOŚ, nie byle do piątku, byle do wakacji, byle do rozwodu, byle jak…
    Jeszcze Wam pokażę, że czasem mieć wszystko znaczy nie mieć nic, a nie mieć nic znaczy mieć wszystko.
    Jak przeżyć tydzień za 50 zł pierwszego dnia wydając 15 na tę pieprzoną latte. Pokażę Wam.

  107. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że wstanę i pokonam wszystkie swoje słabości. Od dłuższego czasu zmagałam się z depresją i obezwładniającym poczuciem bezsensu, który przetwarzał się w synapsach w prokrastynację. Żeby je pokonać założyłam bloga. I było lepiej i lepiej. Ruszyły z miejsca też inne plany, które wcześniej tylko oscylowały na krawędzi snu i jawy. Książka, webdev, studia. Blog miał motywować ludzi, ale brak nowych czytelników załamał mnie ponownie. I wtedy pojawił się pomysł na zupełnie inny styl życia. Chcę pisaniem i webdevingiem zarabiać na życie. Chcę pozwolić sobie na powiedzenie „udało mi się dzięki ciężkiej pracy i dobremu pomysłowi”. Mam nadzieję, że to się wkrótce uda, a pasje przyniosą mi pieniądze na życie. 😀

  108. Status na dzisiaj: mam 38 lat (od tygodnia), jednego syna (6 lat), depresję (leczoną). Natomiast nie mam pracy (wczoraj ją rzuciłam), drugiego męża (też go rzuciłam)… No coż, z tego wynika, że jestem świetna w rzucaniu. Szkoda tylko, że rzucanie palenia nie idzie mi tak dobrze.
    Od pewnego czasu postanowiłam sobie, że nie będę żałowała niczego co robię, ze wszystkiego wyciągnę swoją lekcję, dlatego też nie żałuję tego wszystkiego co rzuciłam. Niestety ma to swoje, dosyć poważne, konsekwencje. Raz wygrywam, raz przegrywam.

    Mąż. Męża rzuciłam, bo go nie kochałam – banał. Na pewno? Był dobry, czuły, opiekuńczy, kochający, zaradny i we mnie zapatrzony. Ideał. Nigdy nie podniósł na mnie nawet głosu. A ja go zostawiłam. Straszna ja, wiem. Ale go nie kochałam. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu od której wszystko się zaczęło. Nie tylko dlatego, że zniszczyłam życie człowiekowi, który nie może się ciągle podnieść. To był też moment, w który ja zostałam sama. Nikt nie rozumiał dlaczego to robię, wielu nie rozumie do dziś. Niby każdy chce żebym była szczęśliwa, ale jak widać tylko na sposób na jaki pasuje innym. Nie na mój sposób. A ja postanowiłam pierwszy raz postawić na siebie. I postawiłam… CDN?

  109. Mam (jeszcze) potencjał i jeszcze Wam pokażę!

    Mam trzydziestkę na karku, złożone wypowiedzenie w pracy, wspaniałego męża i świetnych znajomych, wątpliwości czy moje decyzje były/są słuszne.
    Nie mam dzieci i psa, pracy którą kocham i która sprawia mi przyjemność, zarysowanych planów na przyszłość i samozaparcia w dążeniu do celu.

    W dzień wolny od pracy wstałam o 5. Przypadek? Tak sądzę, bo przecież uwielbiam leniuchować, odpoczywać, marnować czas, a potem narzekać, że z niczym się nie wyrabiam, że mam za dużo na głowie. Taka typowa Ja.

    Czas jednak wziąć się z życiem za bary i przestać z ciągłymi wymówkami (w ich wymyślaniu jestem chyba mistrzynią!). Czas zawalczyć o siebie i swoje życie i czerpać z niego pełnymi garściami. Bez względu na trudności, początkowe niepowodzenia, pustki w lodówce i wczasy na balkonie. A może właśnie ze względu…

  110. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Bo mam dopiero 23 lata, dwa kierunki studiów do skończenia (biotechnologia i dziennikarstwo), tysiące rzeczy do napisania, miliony do powiedzenia i miliardy do zrobienia! Od dziewiętnastego roku życia utrzymuję się sama z renty rodzinnej i milionów zleceń: opiekuję się dziećmi, pozuję na zajęciach plastycznych, zajmuję się fotomodelingiem, piekę torty, udzielam korepetycji z fizyki. Prowadzę koczowniczy tryb życia wynajmując pokoje wraz z psem. Pewnego razu rzuciłam wszystko i wyjechałam do Kielc (z psem oczywiście), ale pół roku później wróciłam do rodzinnej Łodzi. Nie boję się zmian i nie boję się próbować nowych rzeczy! To wszystko nadaje mojemu życiu sens. Ostatnio szkole się na team lidera w wolontariacie Akademii Przyszłości. Chcę pokazywać dzieciom, ze jak się chce to się potrafi… Ba! Wszystkim to pokażę!

  111. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Wiedziona lojalnością i zbiegiem wielu okoliczności kontynuuję dzieło rodzinnej firmy. Robię to z rozsądku, nie z miłości. To nie jest piękne życie „córki prezesa” (nie mylić z „córką leśnika”!), to ciągłe przekonywanie do siebie załogi, to sukcesja czyjejś wizji, to ciągłe udowadnianie, że jest się równie dobrym, jak poprzednik, prekursor, założyciel. A ja mam potencjał i jeszcze Wam pokaże. Oprócz pracy z nakreślonym już planem, z wizją i strategią przedsiębiorstwa, mam coś swojego. To tylko moje dzieło, coś, co kocham, to moje wielkie marzenia o architekturze wnętrz przerwane prozą ekonomii, to moje mozolne w-endowe doszkalanie się, to moje projekty chowane do szuflady, to mój blog, który już istnieje i który chcę rozwijać. Marzę, aby pielęgnować moją pasję, bo z upływem każdego kolejnego roku, uświadamiam sobie, jak ważne jest życie w zgodzie ze swoją naturą, jak dobrze jest znaleźć i umieć nazwać swój talent i nauczyć się czerpać z niego energię.

  112. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jestem mamą 5 latka i obecnie w drugiej ciąży. Szukam sposobu na Ciebie bo szybko nie wróce na rynek pracy po porodzie mając maleństwo w domu.Chciałabym się rozwijać jednocześnie by maluszek miał mamę przy sobie. Chciałabym być niezależna od pracodawcy by mòc być z dziećmi i jednocześnie zarabiać. Myślę że to odpowiednia droga rozwojowa dla mnie.

  113. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jestem mamą, żoną, pedagogiem anglistą. Uwielbiam pisać i w końcu uwierzyłam w siebie na tyle by zacząć pisać swój blog, trochę w nim prywatnych spraw, trochę recenzji książek i kosmetyków, poza tym uczę się piec co dokumentują moje przepisy wrzucane na bloga:)

  114. Tak, mam potencjał i jeszcze Wam pokażę. Tak samo jak wtedy, gdy siedem razy podchodziłam do egzaminu na prawo jazdy. Teraz jestem świetnym kierowcą i nie znam uczucia lepszego niż jazda samochodem. Od początku wiedziałam, że mam potencjał.

  115. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Oprócz potencjału, mam też dziwne wrażenie, że słowa te to motto mojego życia , a dopiero teraz je sobie uświadomiłam. Potencjał mam od dziecka, tylko pytanie, potencjał na co, do czego? Od zawsze zabiegana ja, z napiętym grafikiem i sporą ilością energii. Taka już moja natura! Kończę właśnie studia I stopnia i nie zamierzam na tym poprzestać. Przez ostatni rok wypracowałam własny system oszczędzania, planowania wydatków i kontrolowania finansów. Studiuję dziennie i pracuję (i uwaga!), sama się utrzymuję! To właśnie nadmiar obowiązków nauczył mnie dobrej organizacji i samodyscypliny. Przede mną nowy etap w życiu. Nowa praca, nowe studia, nowe szanse i w końcu czas na nowe pasje. Po tylu doświadczeniach, porażkach i zwycięstwach, śmiało mogę stwierdzić, że mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Zobaczycie!

  116. Mam potencjał bo jestem mamą dwójki chłopców. Codziennie przez 20 godzin muszę tym swoim potencjałem zarządzać swoim i ich życiem. W związku w tym, że mój potencjał stosuje w większości dziedzin naszego życia różne strategie to i tak wiem, że zdaje się na los szczęścia, który odgrywa tu najważniejszą sprawę. Szkoda tylko, że szczęście nie otrzymujemy od życia adekwatnie co do wzrostu. A nie, przepraszam ja swoje szczęście urodziłam i co dziennie rośnie mi w podwójnym i szybkim tempie. Szkoda tylko, że markowe ciuchy i obuwie nie rośnie razem z nimi.
    Kiedy byłam w pierwszej w ciąży stworzyłam najlepszy dla siebie i mojej rodziny plan życia. Niestety wraz z porodem odszedł w zapomnienie. Od pierwszych dni narodzin pierwszego, a potem drugiego syna żyje z dnia na dzień bez większych planów, bo nawet jak coś zaplanuje to i tak nic nie wyjdzie.
    Codziennie zadaje sobie pytanie kim jestem i kim chciałabym być. Jestem żoną i matką, staram się i wywiązuje się należycie z przypisanych mi przez życie obowiązków. Ale ja bym chciała coś więcej. Wiem, że źródło przyjemności i pragnień z biegiem lat mogą ulec zmianie, ale w żaden sposób nie słabną kiedy licznik naszego życia wciąż wzrasta. Nie chce brać wolnego od życia bo zostałam matką. Chcę potwierdzenia swojej wartości nie koniecznie przez zmywanie czy gotowanie dla całej rodziny- choć bardzo to lubię. Pragnę by mój dom był dla wszystkich Ostoją, potrzebuje świadomości, że czegoś w życiu dokonałam i co da mi trwałą wartość.
    Rodzina jest dla mnie ważna ale jestem też ważna sama dla siebie. Chciałabym być zawsze młoda, zdrowa i szczęśliwa. I szczupła. Zaczęłam stosować dietę i nawet ćwiczyć. Ale okazało się, że po jednym dniu Skalpelu Chodakowskiej nie wyglądam jak Lewandowska a dieta, którą stosuje pokaże mi spektakularne efekty dopiero za pół roku. Zjedzenie dyni piżmowej na wieczór też mnie nie odmłodzi przez jedną noc więc na samy stracie tracę nadzieję i wiarę w siebie. Tak wiem czas minie a na efekt młodej 40 letniej Lady Rozenek trzeba pracować latami, ale na miłość boską ja nie mam czasu na uprawianiu sportu 4 godziny dziennie, przyrządzaniu fit potraw z chia, jagód goja czy kaszy jaglanej. Ile cyrku jest w samym gotowaniu jaglanki. Ileż to trzeba płukać, przelewać, gotować a w między czasie biegać za dzieckiem z brudnym pampersem potykając się o klocki lego. Ała. I tak herbatę poranną piję między obiadem a kolacją wiec o czym my tu mówimy.
    I przychodzi taki czas, że moje marzenia o perfekcyjnym domu i ślicznej sportmamie zamykam w paczce najsłodszej czekolady popitej colą zero dla równowagi.
    Ale ja Wam niebawem Jeszcze Pokażę.

  117. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Tak bardzo staram się wierzyć w to zdanie! Mam 21 lat i duże ambicje. Każdego dnia chcę się uczyć nowych rzeczy, poznawać ciekawych ludzi, pomagać innym. To w jakich czasach żyjemy daje mi tę możliwość i chcę to wykorzystać jak najlepiej. Najlepiej dokładając swoją cząstkę. Dlaczego w takim razie nie spróbować swoich sił w blogowaniu? Być może kogoś podniosę na duchu, pokażę że można być szczęśliwym mimo przeciwności losu, może kogoś zainspiruję do lepszego życia. Byłoby to dla mnie jak spełnienie marzeń.

  118. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, bo coraz chętniej podejmuję odważne decyzje. Po pierwszej nieudanej próbie ze studiowaniem, w końcu znalazłam swój kierunek – architekturę informacji. Właśnie kończę pierwszy rok tego nowoczesnego i inspirującego kierunku, łączącego w sobie naukę między innymi umiejętności wyszukiwania i projektowania informacji, obsługi programów graficznych, projektowania i oceny stron internetowych. Fajnie byłoby łączyć studia dziennie z pracą i móc wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce, na przykład w postaci bloga.
    W tym roku skończę 22 lata. Lubię podróże, ciekawe miejsca w sieci i ładne wnętrza (uczęszczałam nawet do rocznej szkoły policealnej na kierunek dekorator wnętrz). Mam za sobą kilka prac, w tym 4 miesiące spędzone za granicą, gdzie musiałam nauczyć się dysponować pieniędzmi i oszczędzać. Pracowałam między innymi w hotelu i próbowałam być barmanką (krótka przygoda). Nie uważam, żeby te prace były złe, ale obecnie chcę znaleźć takie zajęcie, które oprócz korzyści finansowych, byłoby ciekawe, rozwijające i nie kolidowało z nauką (a to niełatwe). Studiuję w rodzinnym mieście, więc nadal mieszkam z rodzicami. Na początku przyszłego roku planuję jechać na Erasmusa do Czech, co będzie świetną okazją do powrotu do samodzielności. Ciągle poszukuję i wiąże swoją przyszłość z siecią, bo czuję, że tradycyjna praca nie jest dla mnie 😉

  119. Mam potencjał i pokażę Wam, że wszyscy go mamy…

    Krocząc po kartach codzienności, leżąc na chmurach uważności, otulając się kocem ludzkich ramion, pijąc twórczą herbatę chciałabym zaprosić Was tam, gdzie poczujemy się pięknymi ludźmi z potencjałem.

    Zapraszam Was na projekt poszukiwania starego nieba z dzieciństwa. Własnego, Swojego, Twojego i mojego, mając w głowie słowa bialskiej poetki H. Tomaszewskiej „swoja jestem, swoja osobista…”. Która już w tytule uczy nas czytania ze zrozumieniem?

    Pisze dla Was – architekt krajobrazu, florysta i nauczyciel, pracując jako technik w dziedzinie otoplastyki. „DZIWNA MIESZANKA” – wielokrotnie to słyszę. Też tak macie?
    Zapraszam na spotkanie ze sztuką mówienia – tak dziwna, to prawda. Ale wiesz dobrze mi z tym! (Uśmiecham się)

    Życzę uważności, a myślę Uważajcie na siebie!

    M.

  120. Mam potencjał i pokażę Wam, że wszyscy go mamy…

    Krocząc po kartach codzienności, leżąc na chmurach uważności, otulając się kocem ludzkich ramion, pijąc twórczą herbatę chciałabym zaprosić Was tam, gdzie poczujemy się pięknymi ludźmi z potencjałem.

    Zapraszam Was na projekt poszukiwania starego nieba z dzieciństwa. Własnego, Swojego, Twojego i mojego, mając w głowie słowa bialskiej poetki H. Romaszewskiej „swoja jestem, swoja osobista…”. Która już w tytule uczy nas czytania ze zrozumieniem?

    Pisze dla Was – architekt krajobrazu, florysta i nauczyciel, pracując jako technik w dziedzinie otoplastyki. „DZIWNA MIESZANKA” – wielokrotnie to słyszę. Też tak macie?
    Zapraszam na spotkanie ze sztuką mówienia – tak dziwna, to prawda. Ale wiesz dobrze mi z tym! (Uśmiecham się)

    Życzę uważności, a myślę Uważajcie na siebie!

    M.

  121. Natala z Zuzką Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Choć przez lata żyjąca z poczuciem niskiej wartości, choć uważana za słabą psychicznie i fizycznie, dziś odradzam się niczym Feniks z popiołów. Mam 29 lat na karku, rozwód, brak pracy, ale i najlepszą pod Słońcem córkę, której pokażę i udowodnię jeszcze- że ma mamę na medal, a tekst, który powtarza, jaka matka, taka córka, okaże się być prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Piszę, tworzę, zbieram kartki mojego pamiętnika w szufladzie. Mam wizje, chęci, moc pomysłów w głowie i brak kasy. jakie to znajome, prawda? Nic jednak nie jest przesądzone, mało kto mnie wspiera, mało kto rozumie. Powiedziałam sobie jednak, 30-tka będzie moim czasem, w którym pokażę, że jestem i mamą i kobietą potrafiącą, umiejącą i przede wszystkim chcącą;)) Czy mam potencjał, to się może okaże, ale jedno jest pewne- wszystkim jeszcze dużo pokażę!

  122. Mam potencjał i jeszcze wam pokaże! Tak, Wam wszystkim 🙂
    Pokażę, że blogowaniem można zarabiać i mieć z tego wielką frajdę! Myślę o tym od kilku lat, ale zawsze brakowało mi odwagi.
    Za chwilę kończę studia (obecnie siedzę nad ostatnimi poprawkami do magisterki), usamodzielniam się i zaczynam prawdziwe dorosłe życie. Szczerze? Boje się, mimo, że zawsze sobie daje radę. Jednocześnie wiem, że potrzebuje swojego miejsca, gdzie będę opisywać moje wejście w prawdziwą dorosłość. Docieranie się z prawdziwym światem i szukaniem swojego miejsca na ziemi. Chciałaby to zrobić m.in. pod Twoimi skrzydłami 🙂

  123. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Nazywam się Wojtek i od długiego czasu buduję swój personal branding pod nazwą onkaczmarczyk, nazwa w sumie nie przypadkowa. Początek „on” choć dwuznaczny, głownie miał oznaczać moją ciągłą energię do działania, moje nastawienie i ambicje, własnie to, że zawsze jestem na on 🙂 Całą energię i to o czym wspomniałem przekładam na pracę, którą wykonuję, działam jako konferansjer, wideo model, aktor… W każde zlecenie wkładam stoprocent siebie, a wszystko dokumentuję na moim profilu instagram http://www.instagram.com/onkaczmarczyk a od jakiegoś czasu tworze videowpisy na YT, motywując ludzi do działania, do tego, że można stworzyć coś z niczego, że nie trzeba pracować na kasie w biedronce jak uwielbiamy gotować czy robić zdjęcia.
    Mi nikt nie pomagał w osiąganiu sukcesu i dążenia do samorealizacji, więc ja chętnie pomagam ludziom by niezdecydowani również mogli działać cuda.

  124. Pokażę Wam jeszcze i potencjał mam!

    Odwróciłam to zdanie, które nic, a nic nie zmieniło na znaczeniu, a brzmi jak wypowiedziane przez Yodę ze Star Wars 😉
    Od kilku lat piszę opowiadania z życia wzięte do tak zwanej „szuflady”. Tematy jakie u mnie znajdziecie to: praca, miłość, stosunki międzyludzkie i inne mniej lub bardziej poważne wątki.

    Pierwszy, krótki urywek z pracy w Niemczech:
    Włączyłam sobie jakiś film w niemieckiej TV i wiecie na co wpadłam?
    Nie pamiętam, jak to się stało, kiedy się nauczyłam języka polskiego. Przecież dziecko na początku musi się czuć podobnie, jak ja teraz – wiele wyrazów znam, kojarzę kontekst, wiem kiedy mówią serdecznie i miło, a kiedy są źli, ale… Nie pamiętam, kiedy zaczęłam składać zdania z sensem. Może w przedszkolu? Na przykład moja córka bardzo szybko podłapywała jakieś powiedzonka, które powtarzała w podobnych sytuacjach, z czego mieliśmy ubaw. Nie wiem, czy ona cokolwiek z tego rozumiała, ale skubaniutka wiedziała, kiedy użyć tych słów. No, ale to nadzwyczaj inteligentne dziecko, po mamusi naturalnie 😉
    Jak to w zasadzie jest? Będąc na przykład w Turcji (pierwszy raz w życiu) wiedziałam, o czym jest rozmowa. Oczywiście, nie dokładnie, ale coś tam wyłapywałam i pytałam, czy rozmawiają na TEN temat? Moja koleżanka „Ruda” była zaskoczona, a ja przerażona. Czy mamy w sobie tyle instynktu, że w razie wylądowania na księżycu też byśmy wyczuwali, co UFO ma na myśli, co chce nam przekazać? Może po prostu trzeba uważnie się wsłuchiwać? Czy potrzebujemy do tego pozytywnych, prawie macierzyńskich uczuć i sporej dawki cierpliwości osób, które do nas mówią?
    Czy przez to, że rodzice mówią do nas w jednym języku, nie jesteśmy trochę zablokowani? Pamiętam, że czym więcej uczyłam się w szkole mówić po niemiecku, tym bardziej bałam się go używać, właśnie w obawie, że pomylę gramatykę. I jedynie mój wspaniały nauczyciel powtarzał mi: „Dziecko, nie ważne, że ty mówić nie gramatycznie, ale ty próbować” i mądrze dodawał, że „Ilekroć będziesz próbowała rozmawiać w jakimkolwiek języku świata, to inteligentni ludzie będą się cieszyć, że próbujesz, a nie ich ignorujesz”.

    Drugi urywek moich maili do przyjaciółek, który wysłałam pracując u naszych sąsiadów Niemców:
    A teraz moje kochane Dziewczynki znienawidzicie mnie, gdyż za chwilę dam Wam do tego niepodważalny powód. Otóż: Polki są absolutnie rozrzutne, nieoszczędne, wydają grubą kasę na ciuchy, buty, kosmetyki, torebki oraz wszelką inną galanterię, pierdoły do domu, pierdoły dla dzieci i mężów. Nie oszczędzają wody myjąc się codziennie, piorąc te ciuszki, myjąc garnki, gotując jedzenie, czy sprzątając. Tak się nie robi drogie Panie! Tu garnki podłej jakości kupione raz, mają być używane przynajmniej przez te 60-70 lat. Po ugotowaniu w ramach oszczędności wykorzystujemy wodę po ugotowanych ziemniakach do jego mycia. I garnuszek jak nowy! Na cholerę kupujecie nowe? Przecież wytarta emalia nie czyni go szkodliwym dla zdrowia…
    W jakim celu kupujecie jakieś pojemniki na artykuły spożywcze, skoro wszelkie pudełka po lodach, jogurtach itd. można wykorzystać po stokroć? Nawet Wam do głowy nie przyjdzie, że woreczki plastikowe można umyć i wykorzystać zamiast foli aluminiowej? Ciuchy kupione przed 20 laty, jeśli rozmiarem są dobre, to noście, a nie zmieniacie, bo jakoś tak niemodnie się czujecie.
    W sumie, to w jakim celu chcecie się czuć modnie, ładnie? No w jakim? Przecież Wasz partner i tak wolałby, abyście chodziły: nago po domu, a na zewnątrz w workach pokutnych. Buty – następny rozrzutny wydatek – wystarczą Wam dwie pary: sandały na lato i kalosze na zimę. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zainwestujecie w parę samochodów: na lato, na zimę, na egzotyczne wakacje z mężem i dziećmi. I dlatego obcokrajowcy patrzą na Was jak na boginie, bo kogo stać na takie luksusy? I nie obawiajcie się, że jak wyjdziecie z tego luksusowego samochodu w zwykłych szmatach, że ktoś będzie się z Was nabijał. Ten ktoś jeszcze pochwali Wasz luzacki styl i brak szpanerstwa. Zero malowania paszczy. Faceci nie malują się, nie chodzą na szpilkach, nie dbają o formę na siłowni, ale jeśli w portfelu jest złota karta, to i tak mają branie. Mogą wręcz przebierać i wybrzydzać i… czuć się bogami. Bierzmy z nich przykład. Jeśli będzie Cię stać na kupienie sobie młodego, ślicznego, z sześciopakiem na brzuchu bożyszcze, to dopiero zrobicie wrażenie na znajomych. Kogo interesuje Twoja świetna fryzura, manicure, pedicure, nienaganny makijaż, nowa kiecka, śliczne pantofelki, torebka LV? Jedynie Twoją zazdrosną koleżankę, która będzie się cieszyć, gdy znajdzie jakiś okruszek mankamentu w tak starannie wypielęgnowanej stylizacji. A tak, nawet jak wyjdziecie w poplamionym dresie, ale za to na szyi będziecie miały prawdziwe brylanty – pękną z zazdrości.
    Będziesz super-hiper zadbana, to ocenią Cię, że młody bóg poleciał na kasę. Będziesz wyglądać jak kloszard, znowu będą się zastanawiać, co on w tobie widział? Oczywiście, że w obu przypadkach podejrzewać będą twoje zasobne konto bankowe… Przesrane i… jak by się nie obejrzeć, to dupa jest zawsze z tyłu.
    Jeśli jesteś rozsądna, przeczytasz tę poradę parę razy i dojdziesz właśnie do . Bierzmy przykład z tak bogatego narodu jak Niemcy. Oni do tego dochodzili latami. My nie musimy tyle czasu marnować, zwłaszcza, że Polacy tyle nie żyją 😉
    Wystarczy wziąć z nich wzór. I następnym razem zastanowić się przed wydaniem grubo zarobionych złotówek. Zawsze zamiast kolejnej pierdoły można odłożyć kasę na konto i wydać w odpowiednim czasie na super przyjemność. A jeśli i przyjemności Cię nie kręcą, to zostaw kasę w banku. Na starość jak znalazł. Nic tak nie cieszy oka ludzkiego jak przynajmniej sześć zer na koncie. Czego sobie i Wam życzę. Amen.

    Chciałabym zacząć profesjonalnie pisać Bloga i móc zacytować, choć również używać jako swojego motta:
    „Moim sprzymierzeńcem jest Moc i potężnym sprzymierzeńcem ona jest…”
    (cytat z sagi , Yoda)

  125. Pokażę Wam jeszcze i potencjał mam!

    Odwróciłam to zdanie, które nic, a nic nie zmieniło na znaczeniu, a brzmi jak wypowiedziane przez Yodę ze Star Wars 😉
    Od kilku lat piszę opowiadania z życia wzięte do tak zwanej „szuflady”. Tematy jakie u mnie znajdziecie to: praca, miłość, stosunki międzyludzkie i inne mniej lub bardziej poważne wątki.

    Pierwszy, krótki urywek z pracy w Niemczech:
    Włączyłam sobie jakiś film w niemieckiej TV i wiecie na co wpadłam?
    Nie pamiętam, jak to się stało, kiedy się nauczyłam języka polskiego. Przecież dziecko na początku musi się czuć podobnie, jak ja teraz – wiele wyrazów znam, kojarzę kontekst, wiem kiedy mówią serdecznie i miło, a kiedy są źli, ale… Nie pamiętam, kiedy zaczęłam składać zdania z sensem. Może w przedszkolu? Na przykład moja córka bardzo szybko podłapywała jakieś powiedzonka, które powtarzała w podobnych sytuacjach, z czego mieliśmy ubaw. Nie wiem, czy ona cokolwiek z tego rozumiała, ale skubaniutka wiedziała, kiedy użyć tych słów. No, ale to nadzwyczaj inteligentne dziecko, po mamusi naturalnie 😉
    Jak to w zasadzie jest? Będąc na przykład w Turcji (pierwszy raz w życiu) wiedziałam, o czym jest rozmowa. Oczywiście, nie dokładnie, ale coś tam wyłapywałam i pytałam, czy rozmawiają na TEN temat? Moja koleżanka „Ruda” była zaskoczona, a ja przerażona. Czy mamy w sobie tyle instynktu, że w razie wylądowania na księżycu też byśmy wyczuwali, co UFO ma na myśli, co chce nam przekazać? Może po prostu trzeba uważnie się wsłuchiwać? Czy potrzebujemy do tego pozytywnych, prawie macierzyńskich uczuć i sporej dawki cierpliwości osób, które do nas mówią?
    Czy przez to, że rodzice mówią do nas w jednym języku, nie jesteśmy trochę zablokowani? Pamiętam, że czym więcej uczyłam się w szkole mówić po niemiecku, tym bardziej bałam się go używać, właśnie w obawie, że pomylę gramatykę. I jedynie mój wspaniały nauczyciel powtarzał mi: „Dziecko, nie ważne, że ty mówić nie gramatycznie, ale ty próbować” i mądrze dodawał, że „Ilekroć będziesz próbowała rozmawiać w jakimkolwiek języku świata, to inteligentni ludzie będą się cieszyć, że próbujesz, a nie ich ignorujesz”.

    Drugi urywek moich maili do przyjaciółek, który wysłałam pracując u naszych sąsiadów Niemców:
    A teraz moje kochane Dziewczynki znienawidzicie mnie, gdyż za chwilę dam Wam do tego niepodważalny powód. Otóż: Polki są absolutnie rozrzutne, nieoszczędne, wydają grubą kasę na ciuchy, buty, kosmetyki, torebki oraz wszelką inną galanterię, pierdoły do domu, pierdoły dla dzieci i mężów. Nie oszczędzają wody myjąc się codziennie, piorąc te ciuszki, myjąc garnki, gotując jedzenie, czy sprzątając. Tak się nie robi drogie Panie! Tu garnki podłej jakości kupione raz, mają być używane przynajmniej przez te 60-70 lat. Po ugotowaniu w ramach oszczędności wykorzystujemy wodę po ugotowanych ziemniakach do jego mycia. I garnuszek jak nowy! Na cholerę kupujecie nowe? Przecież wytarta emalia nie czyni go szkodliwym dla zdrowia…
    W jakim celu kupujecie jakieś pojemniki na artykuły spożywcze, skoro wszelkie pudełka po lodach, jogurtach itd. można wykorzystać po stokroć? Nawet Wam do głowy nie przyjdzie, że woreczki plastikowe można umyć i wykorzystać zamiast foli aluminiowej? Ciuchy kupione przed 20 laty, jeśli rozmiarem są dobre, to noście, a nie zmieniacie, bo jakoś tak niemodnie się czujecie.
    W sumie, to w jakim celu chcecie się czuć modnie, ładnie? No w jakim? Przecież Wasz partner i tak wolałby, abyście chodziły: nago po domu, a na zewnątrz w workach pokutnych. Buty – następny rozrzutny wydatek – wystarczą Wam dwie pary: sandały na lato i kalosze na zimę. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zainwestujecie w parę samochodów: na lato, na zimę, na egzotyczne wakacje z mężem i dziećmi. I dlatego obcokrajowcy patrzą na Was jak na boginie, bo kogo stać na takie luksusy? I nie obawiajcie się, że jak wyjdziecie z tego luksusowego samochodu w zwykłych szmatach, że ktoś będzie się z Was nabijał. Ten ktoś jeszcze pochwali Wasz luzacki styl i brak szpanerstwa. Zero malowania paszczy. Faceci nie malują się, nie chodzą na szpilkach, nie dbają o formę na siłowni, ale jeśli w portfelu jest złota karta, to i tak mają branie. Mogą wręcz przebierać i wybrzydzać i… czuć się bogami. Bierzmy z nich przykład. Jeśli będzie Cię stać na kupienie sobie młodego, ślicznego, z sześciopakiem na brzuchu bożyszcze, to dopiero zrobicie wrażenie na znajomych. Kogo interesuje Twoja świetna fryzura, manicure, pedicure, nienaganny makijaż, nowa kiecka, śliczne pantofelki, torebka LV? Jedynie Twoją zazdrosną koleżankę, która będzie się cieszyć, gdy znajdzie jakiś okruszek mankamentu w tak starannie wypielęgnowanej stylizacji. A tak, nawet jak wyjdziecie w poplamionym dresie, ale za to na szyi będziecie miały prawdziwe brylanty – pękną z zazdrości.
    Będziesz super-hiper zadbana, to ocenią Cię, że młody bóg poleciał na kasę. Będziesz wyglądać jak kloszard, znowu będą się zastanawiać, co on w tobie widział? Oczywiście, że w obu przypadkach podejrzewać będą twoje zasobne konto bankowe… Przesrane i… jak by się nie obejrzeć, to dupa jest zawsze z tyłu.
    Jeśli jesteś rozsądna, przeczytasz tę poradę parę razy i dojdziesz właśnie do . Bierzmy przykład z tak bogatego narodu jak Niemcy. Oni do tego dochodzili latami. My nie musimy tyle czasu marnować, zwłaszcza, że Polacy tyle nie żyją 😉
    Wystarczy wziąć z nich wzór. I następnym razem zastanowić się przed wydaniem grubo zarobionych złotówek. Zawsze zamiast kolejnej pierdoły można odłożyć kasę na konto i wydać w odpowiednim czasie na super przyjemność. A jeśli i przyjemności Cię nie kręcą, to zostaw kasę w banku. Na starość jak znalazł. Nic tak nie cieszy oka ludzkiego jak przynajmniej sześć zer na koncie. Czego sobie i Wam życzę. Amen.

    Chciałabym zacząć profesjonalnie pisać Bloga i móc zacytować, choć również używać jako swojego motta:
    „Moim sprzymierzeńcem jest Moc i potężnym sprzymierzeńcem ona jest…”
    (cyt. z sagi , Yoda)

  126. „Po przedstawieniu Erasmusa w srebrze i złocie w poprzednim wpisie czas na trochę ciemnej strony tego przedsięwzięcia. Nie będę oszukiwać. Początek jest ciężki. Ja miałam stan depresyjny około dwóch tygodni. Na stres reaguję płaczem, brakiem snu i nie przyjmowaniu pokarmów. Mimo tego, po miesiącu stwierdziłam, że nie wracam do kraju. Tak mi było dobrze. Trzeba to wszystko przeczekać, dać sobie czas. Dla mnie był to szok. Dla Was też będzie. Pierwszy raz zagranicą, sama, z wizją pozostania tutaj na dziewięć miesięcy. Można się przerazić. Jak to mówi moja przyjaciółka z pierwszego semestru: Adusia, wszystko pomalutku. I tak do tego trzeba podejść. Mało tego, jestem jedynaczką, więc i pokój z urzędu miałam własny a tutaj wparowałam, jak indyk z kurnika, do akademika! I to jeszcze dwójka na 6m2. Matko święta! Gdzie ja te wszystkie szmaty i szminki pomieszczę? Pomieściłam. Nawet nie wiecie z ilu rzeczy człowiek jest w stanie zrezygnować, a i ilu tak naprawdę to w ogóle nie potrzebuje.

    Jak już się przyjedzie to co trzeba zrobić? Tak tak, najsampierw trzeba wyjść do ludzi! Ja polecam zaczaić się w kuchni, niby przez przypadek tak długo herbatę się pije, i wziąć tych nowych współlokatorów z zaskoczenia. A skąd jesteś, a co studiujesz, a jak można się przedstawić w innym języku, a następnie wziąć tych, tak samo nowych, w kleszcze i kazać powiedzieć „chrząszcz”. Uwierzcie mi, macie godzinę rozmowy w kieszeni. Duch Erasmusa jest taki, że każdy tutaj chce rozmawiać. Rzadko kiedy przyjeżdżają ludzie, którzy innych ludziów nie lubią. Konwersacja, zwłaszcza na początku, jest naprawdę banalnie prosta. Sama się kręci jak jojo. Wystarczy wiedzieć na jaki palec ten sznurek zawiesić.

    Czego nie wolno robić, a co zrobiła Ada na samym początku? Z przerażenia siedzieć w pokoju! Zaklinam siebie i was – nie popełnijcie tego błędu. Nawet jak macie łzy w oczach, bo już chcecie ze strachu wracać, to wychodzić do ludzi i po prostu z nimi siedzieć. Nikt nie pozostawi was samych, nikt nie przejdzie obojętnie koło takiej kruszyny co z głową w dół idzie jak na skazanie. To nie jest realne życie, że możecie umrzeć na ulicy, bo wszyscy będą od Was głowę odwracać. PS. Swój błąd naprawiłam jak znalazłam się na drugim semestrze. Dziś mówią na mnie księżniczka erasmusa, bo wszystkich znam i wszyscy znają mnie.

    A propos „realnego życia”. Jest prawdą, że Erasmus wchłania nas w inny świat. Jest prawdą, że tutaj jest inaczej i problemy pozostawione w Polsce są gdzieś daleko daleko i właściwe już nie takie wielkie, jak były wcześniej. Tutaj zakładasz swoją białą kartę i rysujesz siebie takim jakim chcesz. Nikt nikogo nie ocenia. Nie ważne skąd jesteś, co robiłeś wcześniej i w co wierzysz. Każdy zasługuje na reset i chwilę dla siebie. No dłuższą chwilę w postaci dziewięciu miesięcy, ale! to pierwsza i ostatnia taka okazja w Waszym życiu, więc trzeba wycisnąć tyle soku ile się da.” so wine not?

  127. Ponieważ jestem 21 latką , studentką, która w styczniu wynajęła swoje pierwsze mieszkanie, zaczęła nową pracę i całe życie zabrała na własne plecy nie mogłam przejść obok tego obojętnie! Mało tego! Blogowanie było kiedyś moim marzeniem.Marzeniem nastolatki, które w pewnym momencie zgubiło gdzieś swój bieg i przepadło. Jednakże tęsknię za tym bardzo. Ostatnio myślałam nad powrotem i trafiłam tutaj! Przypadek? Nie sądze! Wierzę, że po prostu powinnam to robić. Myślę, że wniosę do Was mnóstwo świeżości i pomysłowości,bo MAM POTENCJAŁ I JESZCZE WAM POKAŻĘ ! 🙂

  128. Mam potencjał. Jak każdy. I go marnuje. Jak każdy. Bo jestem trochę leniwa, bo pms, bo pada, bo za gorąco, bo dziś już za późno, bo od jutra to już na pewno zacznę, bo deadline jeszcze daleko, bo jeszcze obejrzę tylko jeden odcinek serialu…. Mam tysiące wymówek i planów. Jak każdy. Ale przecież jeszcze Wam pokażę. Jak każdy. No nie, na pewno Wam pokażę. Kto, jak kto, ale ja, to na pewno Wam pokażę! Co prawda jeszcze nie teraz…. Poczekam do końca weekendu, do urlopu, do wakacji, do początku roku, do dnia, gdy będę chudsza, mądrzejsza, dowcipniejsza… Bo dziś, to jeszcze za wcześnie, jeszcze nie czas. Jeszcze poczekam, dzień, dwa, może tydzień albo miesiąc, rok, dwa, trzy… a może całe życie tak mi minie na czekaniu…. No bo po co mam się śpieszyć, skoro jest tyle ważnych spraw do załatwienia na już, a właściwie na wczoraj. Ej, ale czy aby na pewno mam rację? A może właśnie teraz jest ten odpowiedni czas. Czas na wszystkie te plany zawsze odkładane na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy będę mieć więcej pieniędzy, waga będzie pokazywać parę kilo mniej i wreszcie nauczę się robić te cholerne kreski na powiekach… Może właśnie ten czas jest teraz?! I to nic, że wciąż nie stać mnie na nowego iphona, moim nogom daleko do nieba, a częściej niż powieki maluje kolorowanki antystresowe. Być albo nie być?! To jest najistotniejsze w tej chwili i każdej kolejnej. Czas w końcu trochę więcej nie być dla świata a być dla siebie. Pokazać światu i to tak żeby mu szczęka opadła!

    Powiedziałam kiedyś te słowa do samej siebie. Postanowiłam, że będę żyć życiem od którego nie będę potrzebować wakacji, w którym realizacji planów nie będę odkładać na bliżej nieokreśloną przyszłość, która prawdopodobnie nigdy się nie zdarzy i że nigdy nie będę szła na kompromis jeśli nie będzie on zgodny z moimi wewnętrznymi pragnieniami. No chyba, że mówimy o wyborze pomiędzy pizzą a pizzą. Wtedy poproszę jeszcze gelato na deser i bilet do Włoch. A tak serio, to każdego ranka, gdy siadam przed lustrem i próbuję narysować idealną kreskę na powiece, która niezwykle rzadko mi wychodzi, zamiast po raz kolejny wątpić w siebie, w to, że moje studia nie mają sensu, bo i tak nie znajdę pracy, że moje plany na przyszłość nie mają sensu i lepiej od razu rzucić te wszystkie dodatkowe zajęcia i zamiast zakuwać nowe obce słówka mogłabym imprezować…. Biorę głęboki oddech i powtarzam sobie powyższe słowa po raz kolejny. Muszę je sobie przypominać każdego dnia, bo krzywa kreska to nie koniec świata, ale mój zmarnowany potencjał – tak.

  129. Gosia (Matkamotyl) Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże, że mama trójki dzieci która zaczęła pisać bloga żeby wyjść z depresji też może być fajna i że potrafię fajnie pisać. Że potrafię i dobrze mi idzie prowadzenie swojego fanpage oraz instagrama. Że Matkamotyl też ma w sobie to coś i nie jest tylko szara myszka ze wsi która obgaduja bo gada do telefonu.

  130. ” Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!”
    Zawsze jest ten pierwszy raz… Kiedy to bierzesz kij do ręki, podpalasz jego dwie końcówki i kreślisz wzory rozmyślając nad przyszłością, kiedy bierzesz nóż i wycinasz wzory myśląc, że niegdyś będziesz najlepszym carvingowcem w Polsce.
    Zawsze…
    Marzysz, że ten raz będzie tym ostatnim, ale czy na pewno? Warto spojrzeć w lusto i powiedzieć jedno zdanie. Masz potencjał. Dwa słowa w które trzeba uwierzyć, nie zważywszy na otaczający nas świat. Teraz pokaże wam na co mnie stać. Po raz pierwszy… i nie ostatni.

  131. Karolina Szczepankiewicz Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Pokażę jak wygląda życie na emigracji,
    Pokażę jak zorganizować podróże na krańce świata i nie zbankrutować,
    Pokażę jak ułożyć plan finansowy żeby pieniądze pracowały za nas.
    Pokażę przygotowania ślubne i próby okrojenia kosztów.
    Pokażę Wam świat widziany szeroko otwartymi oczami 26-letniej kobiety.
    Czy wyruszycie ze mną oglądać piękno Ziemi i rozwiązywać zawiłości życia?

  132. jestem człowiekiem, który prosi obcych ludzi, żeby zaparkowali mu samochód pod supermarketem i mam na swoim koncie spektakularne wpakowanie się pod tir-a na drodze krajowej nr 15, o którym swego czasu można było usłyszeć w radio. wczoraj zapomniałam pójść na baletową wersję „Anny Kareniny”, mimo że bilet na spektakl nabyłam z miesięcznym wyprzedzeniem i trąbiłam o tym fakcie bez opamiętania z niemal ekstatyczną radością. znajomi mówią, że kiedy na mnie patrzą to: a) zaczynają rozumieć dlaczego huragany mają kobiece imiona; b) zaczynają wierzyć w działanie Boskiej Opatrzności lub c) rozważają wprowadzenie do języka potocznego obok wyrażeń takich jak ‚typowy Seba’ i ‚typowa Grażyna’ zwrot ‚typowa Konstancja’. mnie wystarczyłaby zmiana imienia na ‘Prokrastynacja’. nie znam stanów pośrednich, odcieni szarości. jest biel i czerń, miłość albo nienawiść, zero ewentualnie sto. a za kilka dni będzie równo rok od kiedy mam swoje nowe życie.
    kończyłam czwarty rok studiów na toruńskiej Alma Mater z przekonaniem graniczącym pewnością, że w uroczym mieście nad Wisłą, które było moim wymarzonym domem przez ostatnie lata, zapuszczę korzenie. sprawy szybko się jednak skomplikowały, a ja napaskudziłam sobie w życiu tak bardzo, że z wyraźną ulgą zawinęłam cały nagromadzony dobytek i przyjęłam ofertę pracy w Poznaniu. pewnie, że żal było odjeżdżać, ale mój Toruń przestał już zachwycać.
    nawet nie wiem kiedy wpadłam w wielkomiejski korpo-wir. pracowałam od poniedziałku do poniedziałku, przez dwanaście, czasami piętnaście godzin na dobę. skłamałabym, gdybym powiedziała, że mi to nie odpowiadało. lubię się uczyć i lubię pracować, bez względu na to, czy piszę skargę pauliańską czy sadzę truskawki. z domu wyniosłam potrzebę równania do najwyżej ustawionych poprzeczek. tam nie było miejsca na uściski, w grę wchodziło jedynie klepanie po pleckach, takie pac-pac, jak konia, który wygrał właśnie Wielką Pardubicką. zanurzyć się w datach, godzinach, czynnościach jest ciągle łatwiej niż coś czuć.
    w tak zwanym międzyczasie ogarniałam dziennie ostatni rok studiów i w każdy poniedziałek pokonywałam pociągiem jakieś 170 km w jedną stronę, żeby zaliczyć prawie dwanaście godzin zajęć, które cudem (po dwóch wizytach u prodziekana i rozmowie z promotorem) udało mnie się upakować w jeden dzień. kryzys przyszedł na przełomie stycznia i lutego. przebrnęłam dzielnie przez cały semestr z wynikiem, który można uznać za satysfakcjonujący. przede mną było już „tylko” pisanie magisterki i obrona. przez chwilę, nieopatrznie (sic!), zatrzymałam się między kolejnymi kubkami kawy, chyba żeby poprawić stos lecących mi z rąk dokumentów i wtedy wszystko to przed czym uciekałam dopadło mnie ze zdwojoną siłą. ‘musimitominąć’ powtarzałam przez zaciśnięte zęby i naiwnie liczyłam, że wiosna uleczy mnie ze wszystkich zim. w tym roku zmiana pogody uparcie jednak nie nadchodziła. musiałam porządnie dostać po głowie na rogu Głogowskiej i Gąsiorowskich i skończyć na komisariacie jako ofiara usiłowania rozboju , żeby powiedzieć sobie dość, że to już kres, krawędź, że tak nie można żyć, że się po prostu nie da.
    zmieniłam pracę. od poniedziałku do piątku wstaję o piątej, żeby wpakować się w pociąg i dzielnie walczyć na stanowisku od 7:30-15:30. padam na twarz, ale przynajmniej zarabiam tyle, że stać mnie nie tylko na minus chleb i minus masło. chyba nawet bardzo lubię to co robię. no i po roku przerwy wracam do jeździectwa. i zaczęłam śpiewać w scholi. i spełniam swoje odwieczne marzenie i zapisałam się na, uwaga uwaga, BALET DLA DOROSŁYCH! znowu mam czas, żeby włóczyć się po muzeach, chodzić na te wszystkie koncerty, spektakle i wystawy (żeby mieć co wrzucać na instagram oczywiście) i przypomnieć sobie jak działa karta biblioteczna. nawet u Disney’a taki (błogo)stan nie trwałby jednak wiecznie, a co dopiero w moim świecie. zmęczona wysłuchiwaniem peanów na temat mojego życiowego ogarnięcia i niemal nadludzkich zdolności, jak zwykle niechcący, znowu narobiłam bałaganu.
    zaczęło się niewinnie – od spojrzenia orzechowych oczu i kilku sercowych podskoków. nauczona doświadczeniem powinnam odwrócić się na pięcie i uciec bijąc rekord trasy. ale nie! właśnie wtedy dotarło do mnie, że praca to nie wszystko i że nie chcę wracać sama do pustego domu. generalnie padło mi na mózg. były i motylki i syndrom wicia gniazda. kiedy się w końcu otrząsnęłam siedziałam s-a-m-a w s-w-o-i-m świeżo wynajętym dwupokojowym mieszkaniu, na które ni cholery nie było mnie stać. umowa, jak cyrograf, podpisana na rok. koszt zerwania taki, że nie wypłacę się nawet jeśli sprzedam obie nerki. pierwsza myśl: ‘jestem na dziesiątym piętrze. otwórzcie okna i mnie nie zatrzymujcie’. ponieważ jednak zostałam z tym mieszkaniem sama jak palec (dosłownie, bo w domu też wyszedł z tego wielki finansowo-moralizatorski kwas z fochem za (nie)kończenie magisterki i ‘aniemówiłamżetoniejestfacetdlaciebie’ w tle) nikt nie ruszył z pomocą damie w opałach. wtedy załączył się tryb silnej i niezależnej kobiety sukcesu i pojawiła się druga myśl ‘gdzie mój kot i moje wino?!’, ale ponieważ chyba nie stać mnie już na taki luksus nie pozostało mi nic innego jak wstać z kolan, poprawić rozmazany makijaż i jakoś to wszystko udźwignąć. znowu zewsząd słyszę głosy ‘wow, Konstancja, świetnie sobie radzisz’, ale w środku mam tylko odwieczne pragnienie – żeby coś przyszło i urwało mi głowę.
    jest jak jest, ale minie. jeszcze się przecież nie zdarzyło, żeby ostatecznie jakoś nie było. wzruszam ramionami i staram się to ułożyć, kawałek po kawałku. zeszłam właśnie z karuzeli wspomnień, najgorszej w całym wesołym miasteczku i żołądek niebezpiecznie naciąga na wymioty, ale staram się żyć. i jakoś leci. książki nie napiszę, bo pewnie nikt mi nie uwierzy i zamiast w ‘autobiografie’ skończę w dziale ‘science-fiction’. i chociaż to wszystko przypomina teraz jakąś cholerną ‘Yeng’ę, w dodatku na piasku, to kurczowo trzymam się myśli, że nawet jeśli za tym zakrętem jest kolejny podbieg, a peleton znowu podkręci tempo, to ja teraz przycupnęłam sobie cicho, żeby złapać oddech. i nieważne, że boli mnie noga. choćby miała mi odpaść to dopełznę na szczyt i z samej góry krzyknę ile sił, w moich chorobowo zmienionych płucach: ‘MAM POTENCJAŁ I JESZCZE WAM POKAŻĘ!’. w dodatku we wszystkich znanych mi językach. po coś przecież porobiłam te papierki.

  133. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę! Ile razy człowiek tak sobie powtarza, to tylko on zliczyć może. Kiedy życie stawia nam nowe wyzwania, kiedy wszystko wokół mówi ci, żebyś się nie oszukiwała, że to nie dla ciebie. Dotykasz dna, a jednak, coś cię pcha do tego, żeby wstać i zacząć od nowa. Zrobić pierwszy krok, a za nim następny. Moja przygoda z blogiem zaczęła się w wąskim korytarzu na uczelni. Siedziałam przed pierwszymi zajęciami i zastanawiałam się, co ja robię, w co ja się znowu wpakowałam, gdzie mnie to zaprowadzi. Moje dywagacje przerwała szczupła uśmiechnięta dziewczyna. Agnieszka przyjeżdżała na zajęcia z Kielc. W mojej głowie pojawiła się myśl, że jakość trzeba wykorzystać ten czas, kiedy czeka na pociąg do domu. I tak, któregoś dnia znalazłyśmy się w Mleczarni. Nad miską parujących zielonych pierogów Agnieszka zagadnęła. „Marta, dlaczego ty nie piszesz bloga”. Omal nie udławiłam się pierogiem. „Że niby, co mam robić?” No tak, ty. Ciągasz mnie po knajpach, pokazujesz różne miejsca. Masz lekkie pióro, lubisz robić zdjęcia. To na co czekasz? Wpatrywałam się w nią, jak sroka w gnat.
    Zasiała ziarnko. Bywało różnie, jak to w życiu. W między czasie próbowałam siebie przekonać, że studia, które razem zaczęłyśmy są dla mnie i tak przez sześć lat uparcie próbuję sobie i innym udowodnić, że mam potencjał. Blog miałam zarzucić, aż na szkoleniu w czerwcu usłyszałam sakramentalne: „Wiedziałam, że skądś cię znam”. Okazało się, że po raz pierwszy mam do czynienia z żywym czytelnikiem mojego bloga. Klamka zapadła. Nie mogłam od tak tego rzucić, bo okazuje się, że tam są ludzie. Dlaczego miałabyś wybrać mnie? Bo lubię to, co robię 😉 A ja miałabym okazję więcej poświecić temu czasu, nauczyć się i wreszcie postarać się, żeby efektem końcowym był przewodnik w wersji Blondynki.

  134. Mam potencjał!
    O tak, to zdecydowanie ja!
    Może wiek mój zastanawia, lecz potencjał wciąż namawia:)
    Po kilku latach przerwy zawodowej spowodowanej chorobą dziecka, która odstawiła mnie na boczny tor, tęsknię, marzę i bardzo chcę popracować nad sferą zawodową swojego życia.Internet to taka moja szufladka, którą otwieram, czytam, chłonę ciekawe rzeczy ze świata i okolicy.Która daje mi niesamowitą inspirację by chcieć więcej i sięgać po to pomimo ograniczeń.By też przekazać trochę swoich myśli, sporo doświadczenia i mam nadzieje wiedzy. Ja – urodzony podróżnik, głodny świata i ludzi, a pilot i przewodnik z wykształcenia za namową wielu mi bliskich ruszam do boju, rozwijam skrzydła i jeszcze wam pokażę!!!

  135. Mam potencjał. I jeszcze Wam pokaże, jak to jest zaczynać pracę w szpitalu jako młoda pani doktor. Z humorem, żeby nie umrzeć od razu na izbie przyjęć czekając pod drzwiami zanim ktoś łaskawie rozwinie temat Waszego pobytu na tym blogu. Za parawanem pokażę czy prawdziwy doktor składa się z krwi i kości czy może w 60% z kawy i czy karmi się jedynie powołaniem czy jednak zdarza mu się zamawiać kebaba na oddział. Więcej, na ile takich kebabów można sobie pozwolić z pensji lekarza stażysty. Oczywiście ze szczegółowym obrazowym porównaniem ile butelek prosseco można kupić w zamian i na ile torebek Louis Vuitton to się przelicza. Żeby jednak nie tkwić jedynie w tematach medycznego lifestyl’u pokażę na co mnie stać poza pracą, bo zdrowo jest prace od życia grubą kreską oddzielać. Zwłaszcza ze dobrze by było gdyby w końcu nie oczekiwali wszyscy, że lekarskie powołanie i zamiłowanie powinno być jedyną pasją w życiu dobrego doktora. Trochę luzu i instagrama też tam musi być, byle nie zbyt nadętego i wystylizowanego. Bo doktor po dyżurze weekendowym to zbyt wystylizowany też nie jest. Choć same posty na blogu już być powinny, bez lipy, żeby chciało się na stronie zostać dłużej niż w gabinecie rodem z wczesnych lat 90, z tu i ówdzie dyskretnie odpadającą farba ze ścian, wołających wraz z doktorem o pomstę do nieba.

  136. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Jedyne ograniczenia sama mogę sobie stawiać, ale tego nie robię. Po szkole średniej od razu poszłam na studia choć nie byłam do końca przekonana, że pedagogika to jest TO. Przez prawie pół roku studiowałam dziennie, pracowałam, udzielałam się w organizacji studenckiej, robiłam prawo jazdy (to nieco krócej niż pół roku 😉 ) i chodziłam na kurs języka angielskiego. Radziłam sobie świetnie, ale to nie było to. Podjęłam nagłą decyzję i powiedziałam „Mamo, rzucam studia”. Wyobrażacie sobie ten szok i niedowierzanie? Ja też nie, ponieważ rodzice zapytali mnie jedynie co teraz będę robić. A ja? Wyprowadziłam się, zaczęłam więcej pracować i co najważniejsze przemyślałam, co chce robić w życiu. Obecnie wybieram się na pierwszy rok socjologii i mam już pierwsze doświadczenie w mam nadzieję mojej przyszłej pracy czyli w HRze. Utrzymuje się sama, nauczyłam się gotować (smacznie i to za grosze, a kiedyś nawet paluszki rybne potrafiłam przypalić, a w środku nie dogotować i to jednocześnie), uczę się jak tanio i ładnie odnowić mieszkanie, i co najważniejsze jestem szczęśliwa, bo mogę. I pokażę Wam, że dwudziestolatkowie potrafią się utrzymać i są w tym świetni.

  137. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Mam 26 lat, 1,5 roczne dziecko, partnera (chyba), kończę studia, będę szukać stażu i pracy. Próba blogowania podjęta juz kiedyś, niestety mimo wielu zawirowań życiowych blog umarł z powodu braku pracy nad nim, mimo, iż tematyka byla i jest moją mala pasją. Taką odskocznią od niewesołej rzeczywistości w postaci egoistycznego partnera, braku pieniędzy, osamotnienia. Próbą w tym konkursie stawiam pierwszy mały krok w kierunku mojej własnej terapii, potwierdzenia własnej wartości oraz pokazaniu synowi, który jest miłością mojego zycia, ze ile razy mama nie upadnie to i tak wstanie, może nie od razu…ale ma dla kogo.
    Pozdrawiam wszystkich 🙂

  138. Mama potencjał i jeszcze wam pokaże! Ileż to razy sobie to powtarzałam. Ile razy słyszałam jak ktoś mi mówił masz ogromny potencjał czemu tego nie wykorzystasz? Marzyłam założę bloga, moze kiedys cos z tego bedzie. Marzenie spełniłam brakło motywacji, systematyczności, pogubiłam sie w tym co robiłam… brakło mi tego czegoś. Ciagle chciałam więcej i więcej a nie potrafiłam sama sie w 100% określić co tak na prawdę chce. Jestem mam dwójki chłopaków, która chce sie spełniać w tym co kocha. Od zawsze chciałam żebym mój blog pokazywał mnie, mój świat i to co kocham czyli rękodzieło, ale moje samozaparcie po prostu gdzieś uciekło po wieloletnim podcinanie skrzydeł przez innych członków rodziny a w szczególności rodziców. Potrzebuje kopa, ręki w ciemności która wskaże mi drogę, wyprowadzi z tego ciemnego tunelu na światło dzienne. Zmotywuje i pomoże uwierzyć ze tak, dam radę! Na prawdę mam ten potencjał i pokaże wszystkim którzy ze we mnie wierzyli ze dałam radę!

  139. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę jak wygląda mój świat na żółto i na niebiesko, na czarno i biało, na różowo i kolorowo! Pokażę Wam jak można zrobić z nieistotnej małej, błahej rzeczy olbrzymi problem rangi światowej o kryptonimie „życie jest do dupy” oraz jak chichrać się do siebie bez opamiętania przez cały dzień po błyskotliwym uśmiechu wysokiego przystojniaka wypatrzonego w kolejce do lekarza . Pokażę Wam jak się liczy zebry na ulicy i mężczyzn z brodą w pociągu. Pokażę bitwy i boje toczące się w mojej głowie i wewnętrzne zakłady z samą sobą „o batonika”. Pokażę wielkie radości i małe smutki. Pokażę siebie – poszukiwaczkę wewnętrznego szczęścia oraz promocji na półkach sklepowych. Osobę z milionem rzeczy na swej liście „must do”, która potrafi przespać cały boży dzień bez wyrzutów sumienia. Dziewczynę na zewnątrz ogarniętą życiowo i poukładaną tak jak poukładane są kolorami jej majtki w bieliźniarce – wg kolorów tęczy. Pokażę także dziewczynę, której wewnętrzne myśli poplątane są tak samo jak dopiero co wyciągnięte słuchawki z kobiecej torebki…

    Mam potencjał.
    Jeszcze pokażę.
    Ja.
    Wam.

  140. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę!
    Tak tak, to cała ja, moje motto, moja mantra gdy codzienność znów rzuca mi piaskiem w twarz.
    Ale po kolei- kilka lat temu za namową koleżanek zaczęłam prowadzić coś na kształt bloga kulinarnego . Z mniejszą lub większą częstotliwością coś na biegu wrzuciłam- ludzie się cieszyli przepisami, ja tym że ktoś to czyta- generalnie cud, miód, sielanka.
    Niecałe 3 lata temu wywróciłam swoje życie do góry nogami i z malowniczego Lublina przeprowadziłam się do Gdańska, nad moje ukochane morze. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę, a ja z uśmiechem na twarzy postawiłam wszystko na jedną kartę wyjeżdżając sama na drugi koniec Polski w wieku 19 lat i od tamtej pory codziennie mogę podziwiać prosto ze swojego okna piękne polskie morze, a przy okazji jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemii (którego rzeczywistość często sprowadza do poziomu ).
    Jestem nieco szalona i lubię brać sprawy w swoje ręce. Mam potencjał i nie boje się o swoje jutro, bo mój los jest w moich rękach, a to jak żyję zależy tylko ode mnie. Chciałabym pokazać młodym ludziom, że samodzielność i niezależność jest fajna i wcale nie trzeba jej się bać, a w porę „odcięta pępowina ” procentuje świetną relacją z bliskimi – bo z niektóre relacje najlepiej cementuje odległość.
    Chce pokazać ludziom jak można żyć po swojemu, bez wyrzeczeń, ale rozsądnie. Jak połączyć studia z pracą i normalnym życiem.
    Bo skoro daje sobie radę już 3 rok, to chyba nie poległam na polu bitwy 🙂
    A ponadto moje życiowe opowieści będę okraszać przepisami na przepyszne Dania do przygotowania zarówno w 5, 10, 15 jak i 45 minut i to na każdą kieszeń – nawet studenką.
    Bo mam potencjał i jeszcze wam pokaże ! 🙂

  141. Urszula Poszumska Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Mam też własną firma, którą założyłam w zeszłym miesiącu, po tym jak rzuciłam bezpieczną posadkę w korpo na etacie. Własne mieszkanie zakupione na kredyt w zeszłym roku, po tym jak miałam dość tułania się latami po wynajmowanych. Własny samochód, o który nie umiem dbać, co wiecznie wkurza mojego tatę.
    Mam pokaźną płytotekę i uginające się półki od książek. Tony ubrań i kolorowych kosmetyków. Kilkanaście roczników „Teraz Rocka” i kolekcję biletów z kilkudziesięciu koncertów i festiwali, na które nałogowo jeżdżę.
    Mam trójkolorową kotkę, która wabi się Coma.
    Mam prawie 30 lat na karku. Trzy tytuły magistra oraz jeden certyfikat językowy.
    Mam talent do pisania tekstów i tym się teraz właśnie chcę zajmować.
    Mam słaby wzrok, co nie powstrzymuje mnie przed czytaniem po nocach.
    Mam słabość do białego wina oraz rodzynek.
    Mam też zdolność do trwonienia kasy na nie-wiadomo-co.
    I mam nadzieję teraz pokazać, że da się żyć z pisania – nie tylko opłacić ZUS, rachunki, kredyt, ale jeszcze mieć na te kolejne płyty, koncerty, butelki wina, paczki rodzynek i spódniczki.

  142. „Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę” – czemu nigdy na to nie wpadłam? Przecież to najmocniejszy argument na zwątpienie.
    Okienko w zajęciach. Łapiemy oddech, gdzieś pomiędzy nudnymi ćwiczeniami z łączności, a mrożącą krew w żyłach matematyką. W nadmorskim Kontraście, a jakże. To główne miejsce spotkań studentów nawigacji, w tym także i mnie. Jeżeli miałabym wyliczać zalety wybranego kierunku – jeśli już w ogóle, to zaczęłabym od widoku. Co jak co, ale można zazdrościć wzburzonego morza widocznego z okien uczelni, czy przerwy w zajęciach spędzanej po prostu na plaży. I właśnie tutaj, na plaży w barze zaczęło się moje życie. Takie prawdziwe, przez wielkie Ż czy jak kto woli – po prostu spełnianie marzeń.
    – Julka, jedziesz ze mną do Rumuni? Ale Autostopem! – zapytał, a może i nawet wykrzyczał (kto wie, głośno w tym Kontraście, a i o porozumienie między stolikami nie łatwo – spróbujcie się dogadać w tłumie studenciaków sączących piwko przy pierwszych, z trudem wyczekanych promieniach słoneczka)
    -Jadę!
    Tu mogłabym wstawić dialog składający się z niekończących pytań osób trzecich – podczas sesji? Jak chcecie to zrobić? To nie możliwe! Do Rumunii? No chyba żeby Was porwali cyganie! Ale jak to?…
    …a no tak to.
    Wszystko się dało. Trzeba było po prostu chcieć. Bardzo mocno chcieć. Chcieć walczyć o indywidualne przełożenie egzaminów – tutaj ukłon w stronę Dziekana, który, jak się okazało, sam jeździł „stopem” i przekonał mniej przekonanych wykładowców. 😊 Chcieć podołać krzykom rozpaczającej mamy, że na pewno nas porwą, a w najgorszym przypadku to w ogóle zabiją…chcieć zrobić coś z niczego. Bo to, co miałam na koncie to było NIC. ZERO.NULL. Matko, to był koniec kwietnia. Każdy student, ba! nie tylko student, zna ból końca miesiąca. I co? I nico. Wzięłam się do roboty, nadprogramowo. W grafiku urodzin na sali zabaw – tak, tak, lubię się bawić z dziećmi 😊 wpisałam się w każdy możliwy termin. Pieniążki na majówkę uzbierałam. Niedużo, ale ile trzeba żeby jeździć autostopem? Spaliśmy przecież pod namiotem – na cieplutkiej plaży! Przez całą podróż w głowie dudniło tylko „ a ja wolę moją mamę” czy inne „szczotko, szczotko, hej szczoteczko, o, o, o!” Jejka, nawet teraz to bezmyślnie zanuciłam…ale warto było!
    Tak zaczęła się przygoda mojego życia. W kolejne wakacje nie skończyło się tylko na majówce – zabrałam przyjaciółkę pod pachę i pojechałyśmy na cały miesiąc zwiedzać Bałkany. Tym razem wyjazd trzeba było zaplanować – a, że jak już wspomniałam, mama nie pochlebia raczej moich wyczynów, należało też na niego solidnie zapracować. Z tym zresztą nie miałam problemu – lubię sama zarobić na własne wydatki. Wraz z zakończeniem sesji, rozpoczęła się praca, praca i tylko… praca. Każda. Od składania kanapek, przez roznoszenie ulotek i promowanie wody mineralnej (zdrowo! polecam!) po oczywiście, animację zabaw dla najmłodszych. A i tak, jak zawsze, wszystko „po kosztach”. Sama podróż – darmowa, bo autostopem. Spanie – u ludzi, u tych, którzy nas zabierali, bądź z grupy facebookowej. Nie wahałyśmy się za to wydawać pieniędzy na muzea i atrakcje, których szkoda by było pominąć. Nie to było jednak najważniejsze. Sedno kryje się w poznawaniu kultur. Spotkałyśmy naprawdę rozmaitych i całkiem różnych ludzi – od bułgarskich nastolatków po albańskie babuleńki. Każdy z nich opowiadał o swoim kraju z własnego punktu widzenia. Spojrzeniem lekarza, emeryta, żonglera, studenta… To jest niesamowite – jak wiele można się dowiedzieć od ludzi, a tym samym, jak wiele można przegapić nie rozmawiając ze sobą.

    Podróżowanie weszło mi w krew, a i kierunek studiów mocno się z tym przecież wiązał. W końcu to nawigacja! Myślałam, że zostanę oficerem, serio! Życie to jednak zweryfikowało (zresztą tak samo, jak nigdy nie planowałam mieć faceta marynarza, jednak Amor miał z lekka inne plany). Mimo wszystko nigdy bym studiów nie zmieniła. Przez 4,5 miesiąca byłam w morzu. Mam za sobą najprawdziwszy z prawdziwych rejsów – z Europy do Stanów. Moja radość była niesamowita – no w końcu do Ameryki stopem nie dojadę! O rejsie mogłabym pisać godzinami – o stresie, o tym, że kobieta wśród samych mężczyzn ma ciężko. O tym, że kapitan uważał kobiety za zbędny balast. O śnieżycach i odmrażaniu okien dźwigów. Ale wiecie co? Mimo wszystko, było super. Uwierzyłam w siebie. Utwierdziłam się w przekonaniu, że przetrwam wszystko, co by się nie działo i jak daleko bym od najbliższych nie była. Że dam radę sobie sama i jeśli tylko mam gdzieś w głowie, że niedługo wrócę do rodziny i przyjaciół, nic mi straszne nie jest. Nawet, jeśli teraz są na innym kontynencie.
    A no i… widziałam delfiny. Te prawdziwe, na wolności, żyjące w najprawdziwszym Oceanie. Skaczące przy wschodzie Słońca. Do teraz myślę, że chyba nigdy nie widziałam nic piękniejszego.
    Życie mnie zweryfikowało. Zrezygnowałam z kariery na morzu. Wróciłam do pracy na Sali zabaw. W międzyczasie zaczęłam szukać kolejnej pracy. Takiej na poważnie, tym razem. Nie dorywczej, nie na chwilę, nie na przeczekanie czy w celu zarobienia hajsu na kolejną imprezę. Nie wierzyłam już, że się uda – szukałam pracy w zawodzie. Od strony lądu. W spedycji albo w agencji crewingowej – takiej, co zatrudnia marynarzy. Długo nic. Kiedy wątpiłam już w słuszność zejścia na ląd…dostałam telefon. Z agencji crewingowej. Pierwsze interview przez telefon (oczywiście, że zadzwonili podczas mojej pracy w Sali – co się natrudziłam, żeby Kacperka przekonać do samodzielnej zabawy piłką, a Asię pogodzić z Kamilką to moje!) Widocznie nic mi nie straszne, bo dostałam się na szkolenie…a potem poszło już samo, ale wcale nie z górki. Codziennie czegoś się uczę, codziennie robię błędy, by potem w domu tłumaczyć sobie samej, że nie myli się tylko ten, co nie robi nic. Jednak daję z siebie 100, albo i nawet 150%. Nauczyłam się też, że tyle samo trzeba wymagać od siebie, dla siebie samego. Z tego powodu trzęsącym się głosem i sercem wyskakującym z klatki – poprosiłam o podwyżkę. I wiecie co? Dostałam.
    Wierzę w siebie. Wiem, że będę piąć się wyżej. Wierzę, że jestem w odpowienim miejscu. Dopiero zaczynam, ale…Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!

  143. Martyna Lara Chapman Reply

    „Mam potencjał..”

    Mieszkałam już prawie na każdym kontynencie i to wcale nie mając jakoś specjalnie hajsu. Od grantów naukowych po prace dorywcze, jazdę autostopem i poznawanie nowych opcji. Zabazgrałam z 10 dzienników z moimi podróżami pławiąc się w swojej zajebi***ści. Słowa profesora Emmetta Brown’a z „Powrotu do Przyszłości”, czyli mojego ulubionego filmu z dzieciństwa spełniły się: ‚Jeśli coś naprawdę chcesz, to możesz to osiągnąć”.

    Aktualnie mieszkam sobie w Afryce. Nie takiej Afryce z National Geographic, którą właśnie najprawdopodobniej widzisz przed oczami, czytaj: wychodki na zewnątrz, chatki z krowich placków i brak internetu – tutaj też jest cywilizacja. Życie w przepięknym Kapsztadzie w międzynarodowej korporacji do dosyć wygodnych należy.

    Przyszła jednak pora na nowy typ odwagi!

    Mam 29 lat, piękne życie i poważnie chorą mamę w Polsce. Postanowiłam przerwać życie w swojej bajce i wrócić, aby spojrzeć w oczy mojemu największemu, znienawidzonemu wrogowi – polskiej, szarej rzeczywistości.

    „… i jeszcze Wam pokażę!”

  144. Hej, kończę zaraz studia i wtedy wam pokażę! Licencjat minął mi bardzo spokojnie, w rodzinnym mieście, u mamy na garnuszku. To był czas spania do południa, chodzenia po knajpach, toreb załadowanych z ciuchami za nieswoje pieniądze. Potem wyjechałam do dużego miasta i zaczęło się oszczędzanie: dojazdy z domu, mieszkanie u rodziny, po znajomych, potem w akademiku. Spróbowałam chyba wszystkiego oprócz wynajmowania mieszkania, co zamierzam zrobić tuż po studiach :). Pierwsza poważniejsza praca: w gastronomii (weekendowe dojeżdżanie do domu by zrobić pół etatu), staż w korpo za biurkiem, hardkorowa praca we Francji 6 dni w tygodniu, która pozwoliła mi zwiedzić prawie cały kraj basków i odłożyć sporo pieniędzy. II rok: bieganie po warszawskich szkołach by zaliczyć praktyki nauczycielskie i przygotowywanie się do wyjazdu. Na koniec Erasmus-przygoda mojego życia: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz i co kupisz, to zjesz. Koniec ze słoikami. W tle podróże za grosze, a w tym: pierwszy couchsurfing w najpiękniejszym miejscu na świecie, czyli Biarritz; pierwszy autostop przez las, czyli kiedy twoja orientacja w terenie zawodzi, a internetu, brak; pierwszy blabla car o 3 nad ranem, kiedy spóźniasz się na bus, którym masz dojechać na lotnisko (trochę szkoda biletu powrotnego za 10e); pierwsze airbnb, czyli skromny apartament z widokiem na ocean w La Rochelle+nocleg gratis. Pytanie :jak przeżyć, a nawet coś oszczędzić? Niedawno wróciłam i przez ten wyjazd minęła mi trochę mania oszczędzania : pieniądze są po to by wydawać je na ważne rzeczy i osoby, które nas uszczęśliwiają.
    Mimo tego budżet jak zwykle pod kontrolą (już od trzech lat) i szukanie dodatkowych dochodów. W wakacje podróż do Maroka i kurs targowania się w pakiecie, a od września praca i przejście na swoje.
    Na temat oszczędzania przeczytałam już wiele książek i blogów i myślę, że mam sporo do powiedzenia na ten temat. Podwójne przewalutowanie, procent składany, internetowy kantor, efekt kuli śnieżnej, poduszka finansowa to wszystko nie jest mi obce.
    Kiedyś miałam założyć bloga. Może to dobry moment? Zdecydowanie mam potencjał!
    Już ja wam pokażę jak się oszczędza i co można zrobić z pieniędzmi :)!

  145. Mam potencjał i go zainwestuję. Tak, tak, inwestujemy nie tylko pieniądze. Nasze konta pełne są waluty, którą zdarza nam się wymieniać na masowo podrabiane złudzenia.
    Inwestujemy czas i, wbrew pozorom, robimy to dość przypadkowo.
    Inwestujemy uczucia i zbyt często wychodzimy z tego interesu na pokaźnym minusie.
    Inwestujemy uwagę, oddając ją feerii kolorów i prędkości zmieniających się obrazów.
    W zamian dostajemy ulotne przekonania o sobie, które sklejamy w jedną mało stabilną całość i odsprzedajemy dalej.
    Czy to się opłaca?
    Co nami kieruje?
    Kto siedzi tu na kasie?
    Odpowiedzi pokaże Wam jeszcze eks dziewczyna z dobrego domu, która przeżyła bolesne zderzenie z rzeczywistością i uczy się jej instrukcji obsługi.
    Pasjonatka marketingu z papierami i misją, by zbroić innych w tę potężną wiedzę.
    Recydywistka w walce z konsumpcjonizmem i jego wierna ofiara.
    Doświadczona domatorka z pięcioma krajami i dwoma kontynentami w CV.
    Blogerka, tak niedoszła, jak i przyszła.

  146. Jeszcze Wam pokaże, że marzenia są po to żeby je realizować! Że nigdy nie jest za późno aby robic to co się kocha! Można miec poukładane życie, zaplanowane drogi i nieśmiało zapragnąc czegos innego, byc może banalnego i zwyczajnego. Mozna być u szczytu kariery, zdobywać stopnie awansu, pędzić bez opamietania byle do przodu… a można zachciec poczuć zapach babcinego chleb i dzielic się tym z innymi… Mam potencjał! …i być moze w tym mencie zaczyna sie moja szansa zeby Wam pokazac!

  147. Gdybym miała zdefiniować siebie jednym słowem byłby to na pewno ,,poszukiwacz”, bo uparcie próbuje znaleźć swój sposób na życie. Interesuje mnie tyle rożnych dziedzin, że moja codzienność kręci się wokół nieustannej sztuki wyboru. W październiku rozpoczynam studia, jakie? Nadal nie wiem, co więcej sama jestem ciekawa gdzie skończę. Spór toczy się między szkołą główną handlową, jako opcją bardziej racjonalną, a dziennikarstwem, które byłoby jednoznaczne z przełożeniem mojego zamiłowania do pisania na kierunek studiów. Jedno jest pewne: od tego roku akademickiego rozpoczynam nowy rozdział życia! Na ten moment ładuję akumulatory wiatrem, słońcem i wodą, pracując jako instruktorka windsurfingu. Dwa cudowne miesiące w roku są syntezą pasji i zarobku, który powinien wystarczać na kolejne długie tygodnie. Niestety, rzecz powszechnie znana, plany rzadko pokrywają się z rzeczywistością. Kombinuję więc, jak poza sezonem żeglarskim dorabiać wykorzystując swoje inne zainteresowania. ,,Przyjemne z pożytecznym to sukces odwieczny” jak śpiewali chłopacy z Paktofoniki i właśnie w kierowaniu się tym hasłem drzemie mój potencjał! Co prawda nie jestem do końca pewna dokąd prowadzi droga, którą kroczę ale jest źródłem samej pozytywnej energii, więc jestem przekonana, że jeszcze wam pokażę kochani!

  148. Mam potencjał i jeszcze wam pokażę!
    Właściwie są to słowa, które powtarzam sobie każdego dnia, niczym narzuconą z góry szaleńczą mantrę (a ona powinna przecież uspokajać) i każdego dnia zadaję sobie pytanie, czy faktycznie muszę jeszcze komukolwiek cokolwiek udowadniać. Jestem świadomą siebie młodą osobą, utalentowaną nawet na kilka sposobów – bo i śpiewam i recytuję i nawet napisać coś potrafię. Za chwilę zaczynam nowe życie w otoczeniu uroczych podatków i absolutnie bez wszelkich zniżek. Silna i niezależna kobieta, bez kota, za to z pewnym zapałem przeplatanym wszechobecnym dołem i skurczem pisarskim. Właściwie powinnam pisać teraz pracę magisterską, ale że lubię się obijać, to piszę te słowa. Czy powinnam? Nie pytam nawet czy zasługuję, bo tak. Przelewam na papier swój chaotyczny strumień świadomości z pewnym przekonaniem, że chciałabym zostać usłyszana i przeczytana. Może trochę zapamiętana. Lubię pisać, to odprężające. A że dodatkowo zdarzają się na mojej drodze zabawni ludzie z różnistymi problemami – jak to w kiosku – to myślę, że materiał na zabawne opowiadania się znajdzie. Obawiam się jednak, że obrazoburczość to słowo, które mogłoby być moim trzecim (bo na drugie mam Zofia) imieniem.
    Odpowiedzi pod postem jest mnóstwo, czytam niektóre z nich i zastanawiam się, co mogłoby sprawić, że moja będzie tą jedyną i wyjątkową? Sądzę, że szczerość.
    Moi drodzy, chcę pisać bloga, bo karta kredytowa, za pieniądze z której ostatnio kupiłam doczesne przyjemności, sama się nie spłaci. A jak się spłaci, to ja pokażę, och jak pokażę!
    Tak tylko sugeruję :).

  149. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    Mała dygresja: Zdążyłam! Gdy zobaczyłam post – przed chwilą – pomyślałam: „…ale super! Co mam napisać na kiedy?”. No i okazało się, że na już. Na szczęście ma to być tylko (jednak widząc ilość poprzedzajacych mnie komentarzy – AŻ) komentarz .
    Okej. Dlaczego mam potencjał? Jestem bardzo młodą osobą. Mimo to – uważam – dużo w tym krótkim życiu przeszłam (choć każdy przechodzi dużo, a na pewno tyle, na ile jest w stanie udźwignąć). Jestem osobą bardzo spontaniczną, uśmiechniętą i kochającą życie. Przede wszystkim kocham ludzi – są wspaniali. To dzięki nim czerpię siłę, inspirację i motywację do działania. Nigdy nie zamieniłabym swojej przebytej już ścieżki życia na inną – właśnie dzięki wyjątkowym osobom, które na niej spotkałam (jeśli chodzi o inne aspekty – zdecydowanie chciałabym cofnąć czas, dobrze, że to niewykonalne!). W moim świecie dużo się dzieje. Pragnę przekraczać swoje granice pomimo ogromnego strachu przy każdej najmniejszej zmianie. Lubię doświadczać, poznawać. Robię wiele rzeczy jednocześnie. Studiuję – obecnie odważnie postanowiłam zacząć (po stopniu licencjackim z pedagogiki specjalnej) psychologię (jednolitą, magisterską). Dlaczego? Bo to zawsze było moim marzeniem, jednak przez długi czas żyłam w przekonaniu, że to nie możliwe. Skoro nie napisałam matury z rozszerzonej biologii – nie mam szans. Przez długi czas, stopniowo otwierały mi się oczy. NIC NIE JEST NIEMOŻLIWE, jeśli pragniemy tego wystarczająco (oczywiście nie naruszając tym za bardzo przestrzeni i komfortu osób wokół). Spięłam się w sobie. Najpierw wybrałam miasto – Wrocław. Wrocław dlatego, że to też było moim cichym, schowanym marzeniem. Następnie poszukałam pracy. Znalazłam! To była piękna chwila. W dodatku jeszcze tam nie pracuję. Zacznę, gdy załatwię wszystko na Poznańskiej uczelni i przeprowadzę się do nowego (dla mnie) miasta. Będę opiekunką. Kocham dzieci i ich spojrzenie na świat – jest cudowne i nie ma ograniczeń. Znalazłam też mieszkanie. W idealnej lokalizacji między miejscem pracy a Uniwersytetem. Złożyłam dokumenty na psychologię – wieczorową. To wszystko stało się w czasie nie dłuższym niż dwa miesiące. Właściwie pod wpływem chwili. Myślałam nad swoim losem i postanowiłam wziąć go w swoje ręce jeszcze bardziej niż dotychczas. Bo można. To zależy od nas samych i od naszego spojrzenia. 🙂
    Co jeszcze robię? Opiekuję się chłopcem z autyzmem. Jest ciężko! Ale właśnie przy nim uczę się tego, czego nie nauczyłam się przy nikim innym. Nasza współpraca miewa różne momenty. Od złych i męczących po wspaniałe i bezcenne.
    Jestem również wolontariuszką Akademii Przyszłości. Miałam okazje poznać dzieci z różną przeszłością. Zwykle niezbyt sprzyjającą. Jest to dla mnie szczególnie wzbogacające doświadczenie.
    Do niedawna uczęszczałam na zbiórki niesłyszących zuchów. Prowadzi je świetna pedagog – podziwiam ją. Jest dla mnie źródłem inspiracji. Trzeba wielu par oczu, rąk i, wbrew pozorom, uszu, aby ogarnąć grupę – niekiedy nawet – 15 zuchów na jednej zbiórce.
    I całkiem niedawno (ze względu na zbliżający się koniec roku) rozstałam się z moją… podopieczną(?), której udzielałam korepetycji. Niekiedy oszukiwała i próbowała mnie zagadać zamiast się uczyć! Tak naprawdę – uwielbiałam te momenty. To wyjątkowe uczucie, kiedy jest się dla kogoś autorytetem. Z drugiej strony strasznie przerażające – no bo jak? Dlaczego? Przecież nie jestem ideałem, popełniam błędy, mogę mieć niepełne spojrzenie na coś – takie właśnie obawy rodziły się we mnie. Bo przecież to nastolatka, ktoś bardzo kruchy i chłonny… a wpływ na kogoś takiego, to ogromna odpowiedzialność. Pomimo żalu wynikającego z zakończenia naszych spotkań nadal mamy kontakt. Niedługo idziemy na gofry!
    Mam też ciche zainteresowania, te tylko dla siebie. Uwielbiam poezję, więc czytam ją kiedy tylko mam chwilę. Kocham psychologię – obserwuję, analizuję – niekiedy pochłania mnie ona na całe godziny. Całkiem niedawno, bo dopiero na studiach, pokochałam też książki, więc mnóstwo czytam.
    Niekiedy wracam do mieszkania i myślę – mam dość, muszę odpocząć. Jednak cóż miałabym z życia, w którym nie działyby się te wszystkie wspaniałe i wzbogacające rzeczy? Nie potrafię zbyt długo siedzieć w miejscu i robić niewiele. Nawet gdybym się starała to chyba nie dla mnie. 🙂
    Kolejna dygresja: dodam, że prowadzenie bloga (blogu?) to też moje głęboko skryte marzenie. Miałam w swojej przeszłości jedno podejście. Chciałam pisać tam swoje przemyślenia. Miałam smutny dzień. Zaczęłam pisać o miłości. Miłości, jaką poznałam w dzieciństwie – największej, bezgranicznej i szczerej – miłości ojca. Miłości, którą zabrało mi życie. Właściwie śmierć. To dla mnie trudny temat. Być może nie do końca przepracowany. Dlatego też blog miał być od początku do końca anonimowy. Co się stało, że nie zaczęłam? Mój brat wszedł do pokoju, więc szybko wszystko wyłączyłam. Nie chciałam by to czytał, było to dla mnie zbyt osobiste. Od tamtej pory (a było to.. jakieś 7 lat temu) nigdy więcej nie podjęłam próby rozpoczęcia blogu.

    Zawsze, gdy ktoś pyta: „dasz radę?”, odpowiadam: „a czy kiedyś nie dałam rady?”. Przez obserwacje doświadczeń: własnych, moich bliski, ale też obcych, doszłam do wniosku, że człowiek zawsze da radę, co by się nie działo, jakoś musi – o ile chce i widzi jakąkolwiek dróżkę, ścieżynkę poza tą z drogowskazem „poddaję się”.

    To tyle o mnie i o moim potencjale.

  150. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę,
    jeszcze Was miłością do oszczędzania zarażę,
    Jeszcze dorzucę do tego swoje 3 grosze,
    jak mieć kasę na marzenia, niekoniecznie od razu Porshe.
    Jeszcze Wam pokażę jak żona, a nie mąż, ogarnia w domu hajsy
    i jak nie wydawać mamony na szajsy.
    Oszczędzanie w mym wykonaniu nie jest majstersztykiem,
    ale staram się jak mogę, by starczyło hasju na ciekawy weekend.
    Biegle władam „dojczem”, kocham swe mieszkanie,
    mam cudowną córkę i męża do kochania.
    Jeszcze Wam pokażę, że marzenie o blogu spełnić się może
    i że warto spoglądać na świat zawsze w multikolorze.

  151. „Nad rzeczką opodal krzaczka mieszkała sobie…” dziewczynka. Cicha i spokojna jak woda w tej rzece. Z czasem dziewczynka przemieniła się w dziewczynę, która pragnęła zostać inżynierem, a że ciągnęło ją bardzo do matematyki, wybór padł na automatykę. Wszyscy się dziwili… że jak to dziewczyna… na męski i ciężki kierunek. Panowie na roku pytali nawet czy przyszła tu sobie męża znaleźć. Dziewczyna pokazała, że ma potencjał i była jedną z lepszych studentów na roku.
    Jak to w życiu bywa dziewczyna stała się kobietą. Chociaż młodo wyszła za mąż, chociaż młodo urodziła dwójkę synów, pokazała, że można być matką, żoną i studentką.
    Przyszedł czas na pierwszą pracę. Pani inżynier poszła na rozmowę. Wszyscy sceptycznym wzrokiem patrzyli na owe „dziwo”. Pracę jednak dostała. W ciągu tygodnia pokazała, że ma potencjał i jeszcze wszystkim pokaże na co ją stać.
    Życie jednak to nie bajka. Przez ostatni rok, w wieku 27 lat i dwójką dzieci, niepewna o swój byt i bez męża owa kobieta pokazała, że ma potencjał przede wszystkim sobie. Sama z małymi dziećmi zaczęła krok po kroku zmieniać swój los. Wyznaczyła sobie cele, do których pod górkę, przez ciemne tunele i nieraz po mule (od dna chociaż da się odbić) zmierza do ich realizacji. Teraz czas na blog i biznes, który pozwoli utrzymać siebie i dzieci w samych środku puszczy.
    PS. Pewnie nurtuje Was pytanie cóż ona może wiedzieć o finansach? Przez ostatni rok tej wiedzy nabyła całkiem sporo. Zaczęła prowadzić budżet domowy, zastanawiać się nad zakupami, a nawet nieśmiało myśleć nad inwestowaniem. Wie jakiej wiedzy, jej zabrakło na początku wejścia w dorosłość. Wie, że trzeba przed nią edukacja finansowa dzieci. Więc czemu by się tą widzą nie podzielić?

  152. Jest 30 maja 2017 roku, pełna nadziei siedzę na balkonie moich rodziców pisząc mój pierwszy tekst, który trafi w ręce redakcji.
    Kilka miesięcy wcześniej zostawiłam dom z maleńkim ogródkiem do własnej dyspozycji, posadę managera w hotelu znajdującego się przy samej plaży nad Bałtykiem i perspektywę związku z nadmorskim facetem. Zostawiłam to, bo zrozumiałam, że robienie tego co kocham naprawdę ma znaczenie. Zostawiłam to, bo od zawsze czułam, że pisanie jest tym co sprawia, że czuję się pewnie. I w końcu, zostawiłam to, bo nareszcie uwierzyłam, że bez warsztatu i bez żadnego doświadczenia naprawdę mogę to robić.
    Jakiś czas temu wpadł mi w ręce magazyn psychologiczny w którym zalecano osobom takim jak ja (będącym w kropce i przerażonym tym, jakiego bigosu narobiło się w swoim życiu) zrobienie pewnego testu. Polegał on na zapytaniu kilku osób z najbliższego otoczenia o to, w czym mnie widzą, co według nich powinnam robić w życiu zawodowym. Rozejrzałam się po pokoju zastawionym kartonami z przeprowadzki pod sam sufit. Spędziłam w nim większość dzieciństwa, mój wzrok zawisł gdzieś pomiędzy nowym młynkiem do mielenia siemienia lnianego a kocem który kupiłam na zimne wieczory nad morzem. Skoro byłam w takiej emocjonalnej rozsypce, załamana tym, że miałam taką pozycję z takimi pieniędzmi i zostawiłam to dla czegoś całkowicie niepewnego pomyślałam „a co mi tam”. Wysłałam prośbę o opinię do 10 osób, w prawie każdej odpowiedzi otrzymałam informację, że mam mieć kontakt z ludźmi, że powinnam tworzyć, że moje wyczucie stylu i estetyka którą się kieruję nie mogą się zmarnować i że pisanie ma sens.
    Na końcu tego sznurka porad była moja największa podpora życiowa, osoba, która głaskała mnie po głowie kiedy było mi najgorzej, która jak nikt popierała decyzję o odejściu z pracy i ta, która potrafiła doprowadzić mnie do pionu w dwie minuty – moja mama. Przypomniała mi sytuację sprzed 9 lat – dzień w którym dostałam się na filologię polską. Na drugim roku można było robić specjalizację dziennikarską, byłam najszczęśliwsza na świecie. Złożyłam papiery i czekałam do października. Kilka dni po złożeniu papierów przyszła decyzja, że dostałam się też na anglistykę. Siedzieliśmy w salonie we trójkę: ja- czująca napiętą atmosferę w domu, moja mama, która mówiła abym robiła to co czuję i mój tata, który wierzył, że angielski to przyszłość i jedyna słuszna decyzja. Po fali nacisków, uległam. Zostawiłam to, w co naprawdę wierzyłam i poszłam na filologię angielską. Gdybym powiedziała teraz, że żałuję, byłoby to okropnym kłamstwem. Poznałam tam dwie fantastyczne dziewczyny, z którymi mam kontakt do dzisiaj, nauczyłam się języka dzięki któremu mogę poznawać ludzi z całego świata, a większość pracodawców odzywała się właśnie dlatego, że ukończyłam anglistykę. Czy jednak ukończenie studiów na danym kierunku tak bardzo definiuje to kim jesteśmy? Czy już na zawsze muszę być określana jako ta, która zna tylko angielski? Nie. Jestem zdeterminowaną, pełną energii, zadbaną 28 latką, potrafię zarządzać zespołem i organizować eventy po których ludzie dziękują mi przepięknymi bukietami kwiatów. Mam głowę pełną pomysłów na nowe, lepsze zdjęcia, chcę i potrafię rozmawiać z ludźmi, chcę przelewać na papier to, czego doświadczam w życiu. Chcę być zdrowa i szczęśliwa, chcę tworzyć piękny content, zarówno pisany jak i estetyczny, chcę cieszyć się z tego, że życie pozwoliło mi dojść do tego, co naprawdę chcę robić.
    Fakt, że minęło 9 lat a ja nadal czuję, że chcę pisać o czymś świadczy. Zboczyłam z tej drogi na długie lata, być może do dnia dzisiejszego zdobyłabym fantastyczne przygotowanie merytoryczne, a Wy czytalibyście teraz tekst doświadczonej dziennikarki. Tak nie jest, macie w zamian historię dziewczyny, która wie czego chce i jest gotowa na długie miesiące nauki w miejscu, które pozwoli rozwinąć jej skrzydła i być oficjalnie tą dziewczyną, którą jest od dawna.

    Cóż, mamy 18 czerwca, redakcja się nie odezwała. Mam dokładnie 37 minut na opublikowanie mojego komentarza, że mogę jeszcze Wam pokazac 😉 Być może przeznaczenie tego tekstu było zupełnie inne, niż pierwotnie zakładałam ? NO TO CIACH !

  153. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę… powiedziała krnąbrna dziewiętnastolatka swoim rodzicielom. Chwilę wcześniej przekazała im, delikatnie mówiąc, średnio szczęśliwe wieści. Nie zamierzała studiować wymarzonego kierunku każdego rodzica, czyli prawa. Od października miała kształcić się w jakże przyszłościowym i pełnym perspektyw kierunku – politologii. Wówczas w domu zapanowało przepełniające wszystkich szczęście oraz radość… A tak serio to atmosfera była bardzo napięta, ponieważ nikt nie pochwalał tego wyboru, przecież powszechnie wiadomo, że po politologii to sami bezrobotni, więc ja skończę tak samo.

    Obecnie kończę politologię, kierunek, który mnie interesuje, który dał mi wszechstronne spojrzenie na naprawdę wiele społecznych spraw, dzięki temu nikt nie jest w stanie wcisnąć mi żadnego kitu 😉 Zaczynałam od stażu w małej agencji wizerunkowej, podczas którego poznałam różnych celebrytów, na dziewczynie z małego miasta zrobiło to duże wrażenie 🙂 Później poważne szlify zdobywałam w międzynarodowej agencji public relations. Obecnie pracuję w dziale marketingu w dość sporej firmie, robię to co lubię, bardzo dużo się również uczę i rozwijam. Mam 21 lat i wiem, że jeszcze dużo dobrego przede mną.

    Choć teraz wiem, że najważniejsze jest to, aby pokazać i udowodnić sobie – na ile nas stać, a nie innym i na tym się skupiam 🙂

  154. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże! A przede wszystkim pokaże sobie samej że stać mnie na coś więcej niż proza życia zamknięta miedzy zakochanym ale wiecznie pędzącym mężczyzną, szaloną dwulatką i ciążowym brzuchem. Udowodnię sobie, że ta wewnętrzna ja, ktora uwielbiała rozważania na temat sensu życia meduzy, fraktalnego ułożenia liści na pobliskiej brzozie lub zwyczajnie dochodzenia przyczyn swoich emocji – nie została pogrzebana miedzy garnkami i pieluchami na pobliskiej piaskownicy. Coprawda przeprowadzka 400 km od najbliższej rodziny do nieznanego mi Trojmiasta oraz nowa firma męża, która pożera całe oszczędności finansowe i czasowe nie ułatwiają sprawy ale przecież od tego są trudności by nas wybijać na wyżyny i uczyć nowych rozwiązań. Wszystko nowa, nowa ja – banalne, wręcz bajkowe tylko, że tam gdzie w bajce jest napis the end tam w życie dopiero się zaczyna 😉

  155. Dziewczyna z malego miasteczka w woj. lubelskim, bez studiow. ,samodzielna bo prawie 30tka zarabiajaca sama na siebie zaraz po szkole sredniej. Trzyma sie zawsze swojego motta – ” bo w zyciu nie chodzi o to,zeby byc idealnym,tylko zeby byc szczesliwym”. Potencjal czy ma ? Nie zbadano – ale moze jakas iskierka w tym kierunku jest., napewno lubi przegladac i czytac blogi podroznicze, modowe, psychologiczne. Czy ma jakiegos swojego ? – tak szczerze nigdy sie nie zastanawiala nad prowadzeniem,chociaz jako dziecko pamietnik byl. Posiada instagram,i tam lubi podzielic sie czyms co dsje jej radosc . I tyle moze w temacie 🙂 pozdrawiam 🙂

  156. Stypendium z miasta na pierwszy rok studiów! Juhuu, będę mieszkała sama, mimo że zostaję w rodzinnym mieście, będzie kasa na obiadki w mieście, na to, na tamto. Drugie stypendium, tym razem rektora? WOW, zaoszczędzę, kobieta sukcesu, pieniądze do mnie lgną, pierwszy milion przed trzydziestką.

    Mam dwadzieścia lat, właśnie próbuję nauczyć się na zaliczenia i zdać egzaminy tak żeby zaliczyć pierwszy rok prawa. Okazało się, że zarówno kwestia pieniędzy ze stypendiów, jak i studiów, okazały się inne niż jeszcze 10 miesięcy temu się spodziewałam. Że tak powiem, bardziej kompleksowe i różnokolorowe.

    Na studiach miało być tak: ludzie, imprezy i samo-zdające-się egzaminy.
    Póki co sytuacja taka: trochę rozczarowanie, pierwszy semestr zdał się sam (na uczelni obowiązkowych zajęć dosłownie parę godzin w tygodniu), a imprez nie było, bo studenci przyjeżdżający z okolic poznawali miasto. Czas dosłownie rozpłynął się w próżni. Za to drugi semestr… podróż za ocean w środku semestru okazała się powodem, dla którego drugi semestr zaczął się dla mnie w maju, wraz z powrotem. Ale ale DESPACITO! Argentyna była tego warta. Okazuje się, że się da! Wszystko się da (oby dało zdać się jeszcze rzym i historię prawa prywatnego).

    Wiecie jak to jest z powrotami, jedną nogą tu, jedną tam. Kiedy jechałam na roczną wymianę międzykulturową do Francji, jeszcze w liceum, dostałam od przyjaciół koszulkę z napisem: je suis pieds sur terre, tete en l’air, extraordinaire. I tak od zawsze na zawsze: nogami na ziemi (dosłownie: na różnych kontynentach, choć jeszcze nie było moich stópek na wszystkich), głową w chmurach (chociaż nie jestem fanką latania), a co do nietuzinkowości mojej osoby… oj ja Wam pokażę!

    Kasa ze stypendium w pewnej części zainwestowana, a w znacznej mierze wydana na… nowe doświadczenia! Przecież to najlepsza inwestycja! Teraz pora zarabiać, lato zapowiada się pracowicie (a pracy raczej się nie boję) żeby od września znowu jeździć. Potem grzecznie wrócić na uczelnię? Coś wymyślę, żeby nie było tak zwyczajnie 😉 Tylko te egzaminy… spadnę na cztery łapy jak koty, na które mam alergię? Ja Wam pokażę, że spadnę! 😉 I że kasa i czas znajdą się zawsze kiedy motywacją jest nowa przygoda za rogiem!

    To co, jedziemy w nią razem?

    Proponuję Wam, zadbajmy potem razem o rutynę. Taką codzienną, ale ciekawą. Popracujemy nad samodyscypliną. A to zaprowadzi nas… ja Wam co nieco zdecydowanie pokażę 🙂

  157. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę, że wszystko w życiu jest możliwe! W ciągu jednego dnia nie rozwiążę wszystkich życiowych problemów, ale każdego dnia mogę stawiać mały krok na drodze do ich zakończenia! Mogę być szczęśliwa na przekór innym i wbrew codzienności. Mogę być bardziej uprzejma – chociaż nie wiem czy bardziej jeszcze można. Mogę przestać krytykować innych i skupić się na sobie – bo przecież to na moim rozwoju mi zależy. Mogę nauczyć się asertywności, jeżeli ta umiejętność uczyni moje życie lepszym. Mogę się częściej relaksować przy okazji karmiąc ciało dobrym jedzeniem, a duszę dobrą lekturą. Mogę zapomnieć o pośpiechu i niezdecydowaniu. I mogę pisać – jeżeli to lubię. Przecież każdy został stworzony do rzeczy wielkich! Ja też!

  158. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę!
    I znowu level up! Stało się
    .
    Wyprowadziłam się od rodziców. Wynajęłam mieszkanie. Mój narzeczony wreszcie jest w Polsce. Mam niezłą pracę — właściwie dwie. A i jeszcze studiuję. Dziennie.
    Brzmi super, prawda? Wiem. Kiedy te zdania zmieniają się w akapity, wygląda to zgoła inaczej. Pozwólcie, że rozwinę.

    Wyprowadziłam się od rodziców.

    Tak. Wreszcie koniec słuchania „jak będziesz u siebie, to rób sobie co ci się podoba, a póki jesteś u nas, musisz się dostosować”. Nie zrozumcie mnie źle — nigdy nie chodziło o duże sprawy, tylko takie małe wkurzające drobnostki, z których składa się codzienność; np. o kolor skarpetek wystających z adidasów, czy dziury w moich spodniach. Niby nic takiego, ale jak przyjemnie jest móc założyć ulubione dziurawe boyfriendy, długie wełniane skarpetki i nie patrząc w lustro czuć się świetnie, a wychodząc z domu, nie słyszeć w drzwiach komentarza „Boże, coś ty ubrała?!”.
    W końcu mogę wypełnić lodówkę sałatą i owocami, a kawę pić z mlekiem 0,5% zamiast 3,2%. No i wino. Od 2 tygodni nikt mi nie powiedział, że jestem alkoholiczką, bo przed snem piję kieliszek wina (promo w cerfie było). A propos wina, czy mówiłam już, że moja przeprowadzka została zrealizowana z pomocą firmy „Przeprowadzki Alternatywne — AA”?? No ok. Ta firma jeszcze nie istnieję, ale będzie. Tak samo, jak 3 inne, na które mamy pomysł — ja (Aneta) i moja przyjaciółka Agata. Wracając do mojej przeprowadzki to kosztowała mnie 2 całodobowe bilety (19,50) na komunikacje miejską — i 2 browary (5 zł) dla Agaty. Przewiozłyśmy cały mój dobytek (trochę tego było) na 3 kursy pięcioma tramwajami i jednym autobusem. Za każdym razem z trzema walizkami i 3 wielkimi siatami Ikea. To się nazywa oszczędzanie! Chociaż może następnym razem powinnyśmy spróbować na piechotę…

    Wynajęłam mieszkanie.

    Tak. W 2 dni, bo nie miałam innego wyjścia. W poniedziałek mój facet dostał wizę do Polski, a najtańsze bilety były na niedzielę tego samego tygodnia, więc… Sami rozumiecie, musiałam zdążyć się jeszcze przeprowadzić.
    W poniedziałek wykonałam ok. 20. telefonów – tylko w sprawie ogłoszeń, dodanych tego samego dnia. Z tych 20 połączeń, tylko 8 zostało odebranych, tylko 5 było ciągle aktualnych i tylko z 3 potencjalnymi wynajmującymi udało mi się umówić na oglądanie mieszkania we wtorek. Jeden z nich wieczorem wysłał mi SMS-a, że będzie malował, a farba nie zdąży do wtorku wyschnąć, w związku z czym chciałby przełożyć oglądanie mieszkania na czwartek. To było dość dziwne, bo na zdjęciach w ogłoszeniu mieszkanie wyglądało na zupełnie nowe. Tak zostały mi dwa mieszkania. Jedno: ładne, słoneczne i całkiem spore, w dzielnicy, w której się wychowałam, a drugie nowoczesne, chyba nigdy wcześniej niezamieszkiwane i do tego takie, na które nie było mnie stać.
    Właściciele tego pierwszego powiedzieli, że dopiero w piątek, po spotkaniach z innym osobami podejmą decyzję komu je wynająć. No ale trudno, uprzejmie zgodziłam się czekać na ich telefon do piątku, w nadziei, że wygram ten casting. Zrezygnowana, zadzwoniłam do właściciela drugiego mieszkania; dalej nie zdecydował się go nikomu wynająć, więc mogłam pojechać je obejrzeć. Po drodze układałam sobie w głowie wymówki, dlaczego na pewno nie zdecyduję się go wynająć. Coś przecież musiałam powiedzieć. No bo jak wytłumaczyć się z tego, że umówiłam się na oglądanie mieszkania, na które od razu wiedziałam, że nie będzie mnie stać?? Pojechałam. Posłuchałam. Pooglądałam. Nie obyło się bez prezentacji wszystkich sprzętów w mieszkaniu, demonstracji rozkładania stołu, a nawet wykładu o doborze odpowiedniego materaca. Facet był zdecydowany wynająć mi to mieszkanie! Kurczę. Opłacało się ubrać jak na rozmowę o pracę. Nie potrafiłam znaleźć żadnych wad w tym mieszkaniu poza — NIE MAM TYLE PIENIĘDZY — więc wychodząc powiedziałam, że skonsultuję się z narzeczonym i za godzinę zadzwonię z odpowiedzią. Tak naprawdę, zastanawiałam się, czy w godzinę zdąrzę wymyślić coś, co pozwoli mi zachować godność i nie mówić temu Panu, że mnie na jego mieszkanie nie stać. Zadzwoniłam do Yassy (tak ma na imię mój facet) i opisałam mu co i jak, na co on od razu zareagował słowami; „no przecież wiesz, że nas nie stać”. Wiedziałam, ale i tak poczułam się, jak zawstydzone dziecko, które prosi o najdroższą zabawkę w sklepie więdząc, że rodzicom ledwie starczy na tę najtańszą. Mimo wszystko, z ciekawości, Yassa poprosił mnie, żebym wysłała mu zdjęcia tego mieszkania. Wysłałam. Oddzwonił mówiąc „bierz to mieszkanie i oby Bóg był z nami”. No i je wzięłam. TAK SIĘ WKOPAŁAM.
    Ps.: W środę zaraz po podpisaniu umowy i wyjściu od notariusza odebrałam telefon — dzwonili właściciele pierwszego mieszkania, mówiąc, że chcieliby je wynająć właśnie mi. Aff, co za ironia.

    Mój narzeczony wreszcie jest w Polsce.

    Rok oszczędzania, 10 miesięcy biegania po urzędach i to na 2 różnych kontynentach, dziesiątki tłumaczeń, pieczątek, podpisów i oto jest! Wreszcie. To już drugi tydzień, a ciągle w to nie wierzę. Wreszcie mieszkamy razem, nie mając w perspektywie 3-miesięcznego rozstania za tydzień czy dwa. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Yassa nie zna polskiego, a pozwolenie na prace dostanie dopiero za miesiąc. No i nie wiadomo kiedy tę pracę znajdzie, jak już będzie mógł jej szukać. Na razie uczy się polskiego w domu. Wcale nie jestem pewna czy w ostatecznym rozrachunku kurs nie byłby jednak tańszy… Zobaczymy.

    Mam niezłą pracę — właściwie dwie.

    Wg. umowy jestem dekoratorem, chociaż w innej firmie moje stanowisko nazywałoby się pewnie: sprzedawca — dekorator — grafik. Nie narzekam. Naprawdę lubię to, co robię, bo się nie nudzę. Kiedy już wszystko wiem i potrafię, przeważnie zmieniam pracę. Tu jestem już 10 miesięcy i chyba zostanę na kolejne 10 czy 12. Kiedy przestanę się tam rozwijać, jak zwykle, pójdę dalej. Dla drugiej firmy pracuje na zlecenie, jako grafik i spec od social media.
    Pensja z jednej pracy to dokładnie tyle ile muszę zapłacić za to mieszkanie, na które mnie nie stać, a pensja z drugiej, czyli ok. 900 zł to tyle za ile musimy przeżyć przez cały miesiąc. Nie wiem, czy to mało, czy dużo. Wiem, że za dużo palimy (paczka Marlboro dziennie), nasze bilety co miesiąc kosztują 200 zł, a telefony kolejną stówkę. Wychodzi na to, że powinniśmy jeść za 3 zł dziennie, a te rolki, które kupiliśmy w zeszłym tygodniu jak najszybciej zwrócić i zapomnieć o kocie, za którym się rozglądamy. Fajki trzeba rzucić. PALENIE SZKODZI PORTFELOWI I PŁUCOM.

    A i jeszcze studiuję. Dziennie. O tym nie ma co pisać. Kiedyś skończę jako mgr. inż. arch. ale na razie chcę spróbować innej drogi. Po co się ograniczać tylko do architektury, sprawdzonych rozwiązań? To nie dla mnie. Jestem stworzona do tworzenia, a tyle jest rzeczy, których design jeszcze nie dosięgnął!! Nie chcę tworzyć pod czyimś nazwiskiem, nadzorem – wdg. schematów i trendów. Chcę sama wdg. siebie.
    TYM RAZEM TO MOŻE BYĆ NAJBARDZIEJ HARDCOROWY ROK MOJEGO ŻYCIA. Jak nie umrzeć z głodu i cieszyć się życiem mając na to tylko 600 zł miesięcznie + piękne mieszkanie, na które Cię nie stać? Sprawdźmy! JESZCZE WAM POKAŻĘ, że się da!

    • Eh. tak już po czasie.. powinnam dodać, że mam świetnych rodziców, ale świetnie też jest żyć po swojemu 😉

  159. Emilia Dąbrowska Reply

    Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! Przede wszystkim to samej sobie pokażę! I mojej toksycznej matce pokażę! I mojej Córce, pokażę! Że się da. Że potrafię! Że Jej mama potrafi to zrobić.
    Po kompletnie nieudanym, krótkim i katastrofalnym małżeństwie , którego owocem jest moja Córcia. Całkowicie już opłakanym. Obojętnym.
    Po 6 letnim związku z samym wręcz bóstwem w moich oczach, za którym to bym w ogień poszła. Tytanem pracy. Mistrzem zaradności i kombinacji. Orędownikiem (fałszywym jak się okazało) dojrzałości, dorosłości i odpowiedzialności za ludzi wokół, za rodzinę, za to co się oswoiło i udomowiło. Który to całkowitym przeciwieństwem mojego ex męża zdawał się być. Niestety tylko zdawał. Bo pozostawił mnie po 6 tłustych latach, bycia dziewczyną mężczyzny biznesmena , której na waciki nigdy nie brakowało, z powodu takiego gdyż, było mu się przypomniało o żonie , którą to cały czas posiadał w zanadrzu , niczym asa w rękawie. Pozostawił mnie z niepełnosprawną Córką bez pracy i bez dodatków na waciki…a za to z kredytem, który to powzięłam na koszty związane z remontem mieszkania po moich dziadkach, który w jego mniemaniu powinnam była zrobić koniecznie, celem podniesienia standardu własnego życia. Ależ oczywiście, on pomoże w spłacie, będzie obok, będzie dobrze. Będzie w ogóle rajsko na tym ziemskim padole.
    Się okazało , że nie jest. Cudem za to, znalazłam nową pracę. Moją 3 poważną pracę w życiu. Pracuję jako specjalista ds. logistyki. Zarabiam 2100 PLN na rękę. Tak, tyle się w małych miejscowościach jeszcze zarabia. Mam 30 tysięcy kredytu na karku. Każdego miesiąca opłacam ratę i rehabilitację Córki. Kręcę się w tej mojej spiralce zadłużenia już kolejny miesiąc. Jestem mega zmęczona. I zdesperowana w poszukiwaniu własnego sposobu na życie, na dodatkową pracę na samą siebie. Mam kilka pomysłów, ale na koncie nawet nie ZERO… na koncie wieczny , wielki MINUS. Nie mam nic aby zainwestować. Pomysł na biznes związany z produkcją i sprzedażą tekstyliów domowych musi poczekać. Zawieszony ze względów ekonomicznych. Ale potrafię pisać. Więc myślę , aby pójść w tym kierunku. Tak , na początek zacznę pisać. Wszyscy maja bloga, mogę mieć i ja, prawda? Albo mogę pisać bajki dla dzieci. Albo artykuły. Tylko kto będzie to „kupował” i czytał w świecie, w którym jest więcej piszących niż czytających?

    Może pomożecie? 

  160. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę 🙂 chociaż nie tyle Wam co sobie, że mimo 18lat, na każdym pośladku, mimo dodatkowych kilogramów, centymetrów i kilku siwych włosów ja też mogę, chcę, potrafię i umiem zmienić to co przeszkadza, uwiera niczym piasek w skarpecie. A to, że akurat dziś na FB wyskoczyła reklama tego posta to znak, mimo że córka bez piżamki w gwiazdki odmawiała uśnięcia a ząbkujący syn wybudza się przy każdym wypluciu smonia zdążę chociaż spróbować. Do napisania bloga zbieram się jak przysłowiowa sójka, nawet widziałyśmy się na blog feście w Warszawie, ale jak zawsze zabarkowało przysłowiowego kopa, żeby coś zmienić, ruszyć i tak mijają dni, miesiące a żal jakoś coraz większy. Udowodnię że mogę, możemy się zmienić, jeśli tylko chcemy, że razem jest łatwiej, że można i trzeba próbować. A teraz niestety czas wrócić i ukoić to szczęście.

  161. MAM POTENCJAŁ? MAM!
    Ale co ja właściwie pokażę? Pokażę Wam, że leniwa, lekkomyślna, niecierpliwa, zarozumiała, marudna… NA PEWNO NIE JESTEM!

    Bliżej mi do trzydziestki niż do dwudziestki i znów jestem na życiowym zakręcie. Dość ostrym- takim, z którego łatwo wypaść a prędkość jest zawrotna!
    Rok temu w pojedynkę wyprowadziłam się z Warszawy do Krakowa, gdzie przez ostatni rok pracowałam w branży finansowej. TERAZ WRACAM… Za tydzień przeprowadzam się znów i rozpoczynam moją pierwszą pracę w języku angielskim, ponownie w Warszawie.

    Co spotkało mnie po drodze? Rozdawanie ulotek w liceum i rok pracy w Anglii aby zarobić na studia. Wreszcie studia na Uniwersytecie Warszawskim- dwie specjalizacje, liczenie grosza do grosza i równoczesna praca. A jaka praca? Call center głośne jak największy ul w środku lata, recepcja, praca w sprzedaży. A później? Wreszcie skończone studia! UFFF, LEKKO NIE BYŁO! I PYTANIE: „ALE JAK TO? TO JUŻ? CO TERAZ?” Wiecznie od pierwszego do pierwszego i nadal zero oszczędności! Aż wreszcie, nagła poprawa losu! Jednak nie daję się uśpić bo nawet za zakrętem może pojawić się kolejny zakręt… Tak czy inaczej, nigdy nie jest za późno żeby zacząć wszystko zupełnie od nowa gdy czujemy że zmierzamy w złym kierunku. W tym kryje się cała magia!

    Jestem przekonana, że warto dać z siebie dużo, dużo więcej. Nie godzę się na przeciętność ani się nią nie zadowalam. JESTEM FIGHTEREM I PODNOSZĘ RĘKAWICĘ- PODEJMUJĘ WYZWANIE! W KOŃCU MAM PRZECIEŻ POTENCJAŁ I JESZCZE WAM POKAŻĘ! A co jeśli wypadnę z tego życiowego zakrętu? Nic! Otrzepię się, wstanę i wrócę na właściwy tor.

  162. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę….
    Życie uczy mnie pokory od lat, jednak nie smucę się lecz doceniam to co mam i cieszę każdym promykiem słonka. Mam dwa motywatory, dwie siły napędowe: pierwszy 5-letnia córka , drugi 16-to miesięczny syn, którzy dają mi siłę na lepszą przyszlość. Jestem w trakcie rozejścia się z mężem, jak wiele z nas trudno opanować strach i lęk przed tym co nas czeka, co zgotujemy naszym pociechom. Jednak życie jest tylko życiem i samo pisze scenariusze. Nieraz niesprawiedliwe i krzywdzace a czasem piękne i wzruszające. Jestem na rozstaju dróg, chcę ułożyć spokojne życie moim dzieciom oraz sobie, zaslugujemy na to tak samo jak każdy z nas. Uczę się na nowo organizacji finansowo-gospodarczej bo świat się wywrócił do góry kopytami i macha nimi rezolutnie. Nie boję się wyzwań, nie boję się marzyć i dążyć do ich realizacji. Bowiem mam siłę, która pozwala pokazać na co mnie stać!
    😉

  163. O akcji przeczytałam dosłownie 12 minut przed jej zakończeniem, a dziwnym trafem od tygodnia intensywnie kiełkuje we mnie myśl o założeniu bloga. Zawsze wszystko robiłam na ostatnią chwilę, więc pewnie nie jest to przypadek 😉 Chciałabym przyznać szczerze, że Twój blog bardzo mi pomógł w ostatnim czasie, trafiłam na niego zupełnie przypadkiem, gdy potrzebowałam się zmierzyć ze swoją niemocą do otaczającej mnie rzeczywistości i uzyskałam tu pokrzepiające na duchu słowa. Jestem zeszłoroczną absolwentką prawa na UJ, niestety nie do końca widzę się na jakiejkolwiek aplikacji (z radcowskiej i adwokackiej juz zrezygnowałam, a tydzień temu doszłam do wniosku że sędziowska też jednak nie jest dla mnie, podobnie dyplomatyczna – może to chwilowe). Różne pomysły na siebie we mnie kiełkują, ale chyba ewidetnie szukam ostatnimi czasy jakiejś swojej formy wyrazu – chciałabym koniecznie spróbować czegoś swojego! Doświadczenie w pisaniu już mam, pomysły na kierunek bloga także (efekt nieprzespanej nocy na dzień przed jednym z ważnych egzaminów :o), a co z tym zrobisz to już zostawiam w Twojej gestii. Miłego wieczoru! 😉

  164. Karolina Woźniak Reply

    Dość intensywnie podkęciłam moje zwoje w mózgu myśląc na tematem…pisać czy nie pisać bloga… i co wymyśliłam?! …Posłuchajcie…Jestem pięcioletnią matka i dwuletnią „eurowdową” przez 3/4 dni każdego miesiąca,mam mnóstwo wolnego czasu i jeszcze więcej pomysłów w głowie. Ale brakuje mi …pewności siebie. Brakuje mi solidnej pudzianowskiej ręki która klepnęła by mnie po plecach i wypchnęła w świat mówiąc: „Dajesz mała ,bo dobrze to robisz!”. Nawet teraz pisząc to zdanie stukam w klawiaturę tak niepewnie,że klawisze same nie wiedzą czy mają się wciskać czy nie…kurcze,ale chyba dobrze to robię, chyba nieźle piszę,chyba nawet ludzie chcą to czytać, więc dlaczego tyle we mnie niepewności,nieśmiałości.
    Jestem mamą od pięciu lat i od jakiegoś czasu mam ,o dziwo,mnóstwo czasu. A że drzemią e mnie nieziemskie pokłady kreatywności, to brałam udział w licznych konkursach,i nie chwaląc się ,nawet u Ciebie coś kiedyś wygrałam,więc chyba te moje zdania sklejają się do kupy. Tylko z kupą (słów)jest ten problem że nie każdy chce ją ruszać. A ja mam potencjał! Ale i delikatną skorupkę,która boi się wystawić na wystrzał na ocenę. Przeraża mnie myśl że miałabym sprzedawać swoją prywatność,poddawana byłabym ciągłej ocenie, przeraza mnie ze ktoś mógłby ukraść moje zdjęcia, teksty,przeraza mnie ta cała internetowa logistyka, te internety! Niby ogarniam ale hakerzy czuwają, nie śpią, czyhając na moją prywatnośc!
    Ale mam w sobie siłę i odwagę , mam taką cechę, za która nie przepadam, otóż zawsze chcę więcej, lepiej,mocniej,wiem,że się da coś więcej z siebie wycisnąć…potrzebuję tylko wsparcia i ukierunkowania,pomocnej łapki. Mam miliony tematów na które chce się wypowiedzieć,mam różowe paznokcie i wygrałam życie usłane różami i posmarowane miodem, do którego się przykleiłam i …chyba powinnam już kończyć ,bo gaduły nikt nie ludzi!Spokojnie ja tylko taka mocna w palcach w gębie już nie:)
    Pozdrawiam i niech wygra najlepszy!

  165. Mam potencjał i jeszcze Wam pokażę! I to jeszcze jak! Po 10 latach burzliwego związku, gdzie nic nie zależało ode mnie… dziewczyna pełna obaw, trochę zakompleksiona, trochę niedowartościowana, trochę szara… wychodzę! I biorę wszystko! U boku mając moją 2-latkę nie uginam się pod rzewnymi tekstami. Zabieram się za zmianę pracy, remonty, podłączanie ogrzewania, opalanie drzwi:) i innych rzeczy o których nie mam pojęcia! Z mozołem i wiarą, że dam radę! „Ogarnia mnie strach, ogarnia mnie strach bo wiem… bo wiem ile minęło(…) lecz nie wiem ile zostało” z ukochaną Kasią Nosowską w tle planuję nie marnować czasu…

  166. Mam potencjał i jeszcze Wam pokaże! Co, jak i gdzie? To chyba podstawowe pytania 🙂 Bo kto jak nie ja? Kim jestem? Przede wszystkim kobietą. Silną i niezależną. Z wlasnym zdaniem i trudnym charakterem. Mam 28 lat, no prawie 29. Powoli zbliżam się do tej magicznej 3 z przodu. Czy mnie to przeraża? Mnie nie, świat powinno. Podobno życie zaczyna się po 30…
    Jestem także mamą. Mam cudowną roczną córeczkę. To mój główny motywor! Oczko w głowie i cały świat.
    Od prawie 10 lat pracuje w dużej międzynarodowej korporacji. Myślę jednak, że czas na zmiany. Duża zmiana w postaci tej małej istotki, która właśnie śpi smacznie obok mnie, już za mną. Obecnie szukam nowych wyzwań i inspiracji! Blogowanie może stać się jedną z nich. Od pewnego czasu sporo o tym myślę. Myślę także, że to może byc dobry czas, mój czas…

  167. AAAAA! to jest konkurs dla mnie, właśnie ucząc się na egzamin całkowicie straciłam rachubę czasu. Ale od początku. Urodziłam się w drodze z Węgier do Polski, mam dwie ojczyzny i to właśnie sprawiło,że nadal nie mam swojego miejsca. Latam gdzie popadnie, studiuje biotechnologię, gram na pianinie i łącze studia dzienne z pracą, tak! Da się i chcę więcej od życia, chce pokazać piękne miejsca, chcę zmotywować do tego, że jak się tylko chce można wiele, tylko trzeba chcieć. Jasne, czasami sobie myślę, że ludzie w moim wieku większość czasu spędza na imprezkach, a ja lecę na kolejną zmianę, bo widziałam promocję na loty, ale wiem, że kiedyś usiądę w bujanym fotelu i z uśmiechem na twarzy opowiem swoim wnukom historię o tym jak utknęłam na środku autostrady w USA, albo kąpałam się w sylwestra w rzece na Islandii. Jeszcze wam wszystkim pokażę, że można żyć pasją.

  168. Pingback: Mamy zwycięzców! | Co z tym hajsem

Leave A Reply

Navigate