Poboli, poboli i przestanie…

Nie wiem już, co powiedzieć, gdy komuś jest źle. Dobrze wiem, że słowa to nic. Są jak mucha nad talerzem.

Poboli, poboli i przestanie. Cholernie prawdziwe, choć boli tak samo jak sama przyczyna. Nie wiem, co bardziej uwiera, to, że ktoś ma racje, czy że każde złamane serce, zawód jakikolwiek z czasem staje się tępym wspomnieniem z tyłu głowy.  To, co teraz przypomina trzęsienie ziemi, za jakiś czas będzie tylko suchym uśmiechem i machnięciem ręki. Przecież ja wiem, jak to jest. Ja czułam ten smutek, który przyspiesza tętno i mrozi krew jednocześnie. Wiem jak to jest, gdy nie można złapać oddechu, a trzeba biec. Wiem, jak to jest, gdy trzeba wstawać rano, jeść, sprzątać, kroić marchewkę, śpiewać piosenki o ogórku, bawić się z dzieckiem, a nie ma się siły. Ani chęci, ani motywacji, ani przyjemności.

Boję się smucić. Nie lubię, uciekam. Robię wszystko, by nie czuć smutku, kowadła w brzuchu, ściśniętego gardła, dreszczy. Wiem, jak to jest i świadomie uciekam. Choć doskonale wiem, że i tak kiedyś boleć przestanie. I tak w końcu się znieczulę. I tak w końcu będzie po prostu zwyczajnie. A potem dobrze. Całkiem dobrze. Wiem, że ucieczka przed bólem to żadne rozwiązanie.

Nie piszę o jakimś konkretnym przypadku. Ale jak świat się wali, to wali, bez względu na temat. To brzmi źle, ale niech boli. Im bardziej, tym lepiej. Szybciej minie. I tak będzie bolało. Ale za tydzień będzie już lepiej. Za miesiąc to już w ogóle komfortowo.

Każdy ma inaczej. Ja gadam, potrzebuje ludzi, obecności, słów. Potrzebuję, by ktoś odwrócił moją uwagę. Potrzebuję, by to uporanie się z tym, co boli, było stopniowe, związane z coraz mniejszą potrzebą kontaktu z drugim człowiekiem. Ale to ja. Niektórzy zamykają się w sobie, potrzebują ciszy i samotności. Jeszcze inni – szaleją, krzyczą, awanturują się, szarpią. I każdego może boleć inaczej. Nic nikomu do tego.

Ale to, co Wam chcę napisać, to – niech boli, pozwólcie na to, płaczcie, krzyczcie, szalejcie. Rzucajcie talerzami, wyjedźcie do mamy, wpychajcie w siebie tony lodów, czekolady. Rzucajcie mięsem. Ale pozwólcie sobie na to, żeby bolało.

Jak boli to znaczy, że się goi.
W końcu przecież przestanie.
Obiecuję.

 

12 komentarzy

  1. Ja uciekam, liżę rany w samotności. Każdy radzi sobie po swojemu. Ale nawet jak boli tak bardzo, że stanie prosto okazuje się wysiłkiem ponad miarę pamiętam słowa mistrza, że „…jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna”.
    I zawsze się tę granicę w końcu przekracza.

  2. Droga Tekstualna, bywają dni, że nie mogę oddychać z bólu, kiedy jestem wśród ludzi, mam zajętą głowę to jest znośnie. Już udaję mi się spać w nocy, choć teraz kolejna skrajność. Zasypiam z dziećmi by nie czuć. Robię dobre rzeczy dla siebie, dzieci, ale nie potrafię sobie wmówić, że to wystarcza.

  3. „jak goi się to swędzi” 😉 A poza tym, niech boli, bo ten ból ma sens, to jest doświadczanie życia. Bo życie to nie zawsze uśmiechy i powodzenia. Im więcej poboli, tym lepiej dla nas. Tym silniejsze jesteśmy i więcej tej radości, tak po prostu, ze zwykłej codzienności, wyciśniemy. Niech boli, niech swędzi, do wesela się zagoi! Pozdrawiam 😉

  4. Powiem tak: czas. On leczy wszystko. Kiedyś byłam bliska obłędu po stracie bliskich osób i odejściu ukochanego człowieka: stany od anhedonii, czyli kompletnego nic -do ryczenia w miejscach publicznych na ławkach po parę godzin. Miałam nawet realne plany odebrania sobie życia i codziennie wizualizowałam to w głowie na nowo i nowo. Nie interesowało mnie jedzenie, wygląd mieszkania, higiena osobista, umarłam w środku. Z każdym rokiem pomału wracała nadzieja, pomógł mi psychiatra, psycholog, rodzina i bliscy olali, uważając za nawiedzoną. Pomógł mi wysiłek fizyczny, dawałam sobie taki wycisk, że nie miałam czasu i sił na myśli o czymkolwiek. Potem doszły małe podróże po górach i muzyka. Zaczęłam na nowo odkrywać to, że żyję, że jestem istotą z krwi i kości, a nie martwym tworem obleczonym skórą. Polecam wychodzić za wszelką cenę gdziekolwiek, byle nie w 4 ścianach, ruch i nawet ostre biegi po parku i ulicy ze słuchawkami na uszach, płacz aż do zanoszenia się szlochem, uśmiechanie się pomimo mroku w duszy-brakuje nam wtedy serotoniny i endorfin, dajmy sygnał do jej wytwarzania. Przeżyjmy to, przetrawmy, przepłaczmy, a pewnego dnia okaże się, że warto wstać z łóżka i świat się nie zawalił.

  5. Absolutna racja.
    Banalnie brzmi, ale czas i przeżywanie po swojemu- leczą wszystkie rany.
    Serwus

  6. Dzięki za ten tekst, mi właśnie przydarzyło się okropne zerwanie, kilka dni temu. Ból fizyczny, lęki, tęsknota są nie do zniesienia… Chcę, żebyś wiedziała, że pomogłaś! Powodzenia, wszystkiego dobrego. 🙂

  7. O to to to. Właśnie to przerabiam. Próbuję zawsze znaleźć tysiąc sposobów na to, żeby przestało boleć, a tak się nie da. Nie weźmiesz tabletki przeciwbólowej na złamane serce. Po prostu trzeba czekać. Moja przyjaciółka mówi, że nie będzie mi nic radzić, bo ona wie że złote rady w takiej sytuacji są na nic… To prawda, ale jednak już wolę żeby ktoś przytulił i powiedział wyświechtane „będzie dobrze”, „jeszcze się ułoży”, niż żeby milczał… Potrzebuję rozmawiać o tym, mimo że wiem że to nic nie zmieni. Ale wtedy mam poczucie, że ktoś ze mną w tym jest, że nie jestem sama. Ale tak jak piszesz – każdy potrzebuje czegoś innego. Jedno jest pewne – ból trzeba przeżyć, nie da się go zagłuszyć i pozbyć. Trzeba przeczekać…

  8. Ile razy ja myślałam, że koniec świata. Że taki smutek, że nie przetrwam, nie przeżyje. Koniec, teraz tylko leżeć i próbować nie myśleć. Bo złamane serce. Bo bez kasy. Bo gdzieś w świecie sama. A jednak żyje, jestem szczęśliwa, kocham z wzajemnościa, kasa jest i dobrzy ludzie dookoła. I choć wiem, że ten smutek może coś zabrać, pokaleczyć i zostawić ślad, to wszystkim, ktorym jest teraz źle, moge powiedzieć coś co wiem na pewno. Na własnym i innych przykładzie. Zawsze na końcu jest dobrze. Zawsze! Jakby nie było. I obiecuje, że kiedyś może nie będziecie się z tego śmiać, ale nie będziecie się martwić. Pierś do przodu i żyć!

  9. Wszystko to prawda 🙂 w ciezkich chwilach mowie sobie ze tak jest dzisiaj i musze to wytrzymac ale przede mna jeszcze mnostwo pieknych dni, takich o jakich nie marze. Zawsze, zawsze w koncu bedzie pieknie! Jeszcze piekniej nie bylo, naprawde.

  10. W punkt, właśnie tych słów teraz potrzebowałam. Często nie chcę być smutna przy kimś, ale teraz jak będę parę dni sama pozwolę sobie ochłonąć po ostatnim szoku. Hamowałam łzy, ale koniec z tym. Masz rację, poboli i przestanie… w końcu.

Leave A Reply

Navigate