Mam ochotę zamknąć się w łazience i robić nieprzerwanie siku przez godzinę, byle tylko być sama ze sobą.

Ostatnią rzeczą, o jakiej pamiętasz w poniedziałek, w środę czy nawet w sobotę, jesteś Ty sama. No dobra, nie rzeczą, osobą.

Jeśli teraz myślisz, że to dobrze, bo nie jesteś egoistką, bo dbasz o rodzinę, bo jesteś taka zaangażowaną, matką-polką-jasna-cholera-pracującą-24h, bo o wszystkim pamiętasz, wszystko wiesz, ogarniasz jak cię mogę i, najważniejsze, jesteś tak zarobiona, że nie masz kiedy załadować, że bez Ciebie rodzina runie jak stos właśnie uprasowanego przez Ciebie prania to… to się kurna mylisz i to bardziej, niż myślisz.

Robisz to źle

Rodzi się dziecko. Ukochane jeszcze zanim się urodziło. Myślenie o nim zajmuje całą przestrzeń, oddycha się myślą o dziecku. Rytm życia się zmienia. Potrzeby się zmieniają. Pojawiają się ograniczenia, problemy, zmęczenie i stres, niewyspanie, hormony, huśtawki i dużo, dużo złotych rad. Gdy się w to wsiąknie, bezrefleksyjnie, popłynie się na fali schematu – zaczyna brakować miejsca, powietrza, planów, marzeń. Potem jest już za późno, żeby wygrzebać siebie, a przy okazji całą przyzwyczajoną do czegoś rodzinę, z życia pełnego przynieś-zanieś-pozamiataj. Za późno, by wszystko przestawić na opcję – ja też chcę żyć, też chcę być kimś, chcę się rozwijać i być z siebie dumna!

Nie chcę być tylko matką!

Chcę być kimś!

A Ty?

To nie tak, że bycie mamą jest niczym. Dla mnie to najważniejsza rola w życiu. Fundamentalna, tak bym to określiła. Ale nie wypełni mojej potrzeby tworzenia. Nie doceni mnie jako twórcę treści.

Nie raz, nie dziesięć słyszałam, że jestem średnią mamą. Bo prócz bycia nią chciałam też być blogerką, copywriterem, chciałam organizować spotkania, tworzyć magazyn dla mam. Chciałam czytać książki, wyjeżdżać, spotykać się ze znajomymi, chodzić na imprezy. Chciałam, żeby coś się działo. Nadal chcę.

I uważam, że to najlepsze, co mogę pokazać mojej Córce. Że można być sobą, robić różne – ważne i głupie – rzeczy. Można być kim się tylko chce, a przy okazji nie tracić nic z macierzyństwa.

Gdybym była tylko matką to…

Nie sobą, a matką. Co by było, gdybym była skupiona tylko i wyłącznie na tym, czego chcą inni. Nie na tym, czego ja chcę, czego potrzebuję.

Pisałabym bloga o tym, jak to jest być matką na oddziale psychiatrycznym.

Zawsze mówię mojej Córce, że ma mówić wprost, czego chce, bo nikt nie czyta jej w myślach. Nawet ja. Gdy nie mówimy, czego chcemy, to nie dostajemy, czego chcemy. Nie mówimy, czego chcemy, wtedy, gdy stawiamy siebie na końcu domowego łańcucha pokarmowego, zamiast na początku. Jesteśmy tak zakochane w swojej rodzinie i dzieciach, szczególnie przez pierwsza lata, że nie potrzebujemy nic więcej. Ale zakochanie szybko mija. Nastaje dzień powszedni. I wtedy co? Nic.

A teraz opowiem, jak to jest u nas

Gdy jestem zmęczona i głodna, to jestem, łagodnie to ujmę, wk%rw&*na. Potrzebuję świętego spokoju. Nie lubię się wtedy przytulać, śpiewać piosenek, głaskać i oglądać piramid z klocków lego. Na myśl, że muszę zmyć naczynia, zrobić zupę, uprasować ciuchy, wykąpać Inę i jeszcze dokończyć zlecenie – płaczę. Ze zmęczenia obecnego i tego przyszłego, zawczasu. Jestem wściekła. Wtedy mówię sobie, że zaraz to rzucę wszystko w cholerę, po co mi to. Ale wiadomo, że nie rzucę tego w cholerę, że będę się przytulać z Córką, podziwiać budowle z lego i kroić marchewkę na zupę. Ale ile mnie to kosztuje!

Nie wyobrażam sobie ,,rzucać tego wszystkiego w cholerę” codziennie, 7 dni w tygodniu.  To nie jest zabawne, ale od tego można zwariować. Bo gdzie w tym wszystkim jestem ja, moja potrzeba ciszy, potrzeba słuchania muzyki, potrzeba czytania książek, wypicia ciepłej kawy, nie robienia nic, kąpieli z pianą, ciepłych pryszniców, rozmów z żywymi ludźmi, zaczynania i kończenia projektów, spełniania się zawodowo, wymyślania planów na życie, pisania postów, wyjeżdżania na weekend, kupowania ciuchów… Gdy nie mam tego, czego potrzebuję, nie umiem dać mojej Córce uwagi i ciepła. Robię się niedotykalska, walczę o odrobinę przestrzeni. Jestem smutna i nieuważna.

Mam ochotę zamknąć się w łazience i robić nieprzerwanie siku przez godzinę, byle tylko być sama ze sobą.

Ale gdy stawiam granicę, gdy dzielę czas na bycie mamą i bycie sobą, gdy najpierw czytam rozdział swojej książki, a potem książkę Inie, gdy najpierw piję kawę, a potem, jak obiecałam, idę się pobawić. Gdy mam wolny weekend i przeznaczam go na wszystko, tylko nie na zastanawianie się, czy w momencie, gdy mojej Córki ze mną nie ma, jestem dobrą matką, czy taką lekko średnią na 3=, gdy wymagam, by był porządek, tak, bym nie musiała sama sprzątać i się wkurzać, że muszę sama to robić. Gdy myślę o tym, czego ja tak naprawdę chcę i jaki obraz mamy moja Córka ma mieć w pamięci dziś, jutro i jak sama będzie mamą – wtedy proporcje same mi się zaczynają układać.

Im bardziej jestem uważną kobietą, tym bardziej uważną jestem mamą. Mam na to siłę. A kto ja kto, ale Wy wiecie, że macierzyństwo to cholernie trudne zadanie.

Najpierw zadbaj o siebie!

Żeby zadbać o innych, trzeba najpierw zadbać o siebie. Po co dziecku sfrustrowana, jęcząca, wiecznie niezadowolona, niedowartościowana i obwiniająca wszystkich o swoje nieudane życie matka?

Chyba, że chcesz być mamą, która zatruwa swoim dzieciom dorosłe życie słowami – wszystko dla ciebie poświęciłam, a ty gówniarzu nawet do mnie nie raczysz zadzwonić w niedzielę!!!!

Ja tam nie chcę! Chcę spotykać się z moją Iną w kawiarni i opowiadać jej, co właśnie robię, kogo poznałam i co planuję. Licząc, że przez te wszystkie lata udało mi się dać jej dobry przykład i że w tej kawiarni, przy tej kawie, Ina mi też będzie opowiadać, co robi, kogo poznała i co planuje.

Na deser super filmik. Ależ ona to powiedziała! Take care of you first!

 

11 komentarzy

  1. popłakałam się, to wszystko prawda! tylko dlaczego to takie trudne? dlaczego wpajane nam są zupełnie inne wartości pt. Kinder Kurche Kuche?! wiem że wszystko powoli się zmienia i być może moja 3,5 letnia Córka nie będzie miała takich rozterek przepełnionych poczuciem winy. czasami jestem tak zmęczona, że zasypiam w ciągu dnia; córeczka przynosi swój kocyk, ulubioną maskotkę i mówi „spij mama, spij”, cholernie mi z tym źle 🙁

  2. Genialne!
    Jesli mi sie w koncu zycie ulozy to chcialabym byc mama z takim podejsciem.
    Pozdrowki! 😃

  3. Ale trafiłaś z tym tekstem! Przeziębiona, z bólem łowy i gardła, zostałam obudzona o 3 w nocy żeby m.in. szukać maskotki Clifforda dla mojej dwuletniej córki… W efekcie nocnych atrakcji szłam do pracy niewyspana i zła z myślą – czasem bycie matką jest super, a czasem maksymalnie mnie wkurza. Odkąd urodziłam, od pierwszych godzin poczułam super podziw i szacunek do własnej matki. Podziwiam moją matkę, za to, że w wieku 55 lat ma dwie fajne, dobrze radzące sobie w życiu córki i że czasem potrafi powiedzieć przez telefon – „wiecie co, może za tydzień wpadnijcie na obiad, bo idę na grilla do znajomych” 🙂

  4. Taaaaak, pamiętam jak godzinę kiedyś brałam prysznic… Tak, zeby nikt ode mnie nic nie chciał. Moim skromnym zdaniem kąpiel się w takiej sytuacji nie sprawdza. Zwłaszcza przy jednej łazience.

  5. Kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko, bardzo szybko przyjęłam właśnie taki styl myślenia i wychowania: będziesz szczęśliwy, kiedy mama będzie szczęśliwa. Zaraz pojawi się drugi maluszek i już mu tłumaczę, że tak to właśnie będzie. Mając roczne dziecko, założyłam firmę. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Wszystko jest w naszej głowie. A od wpływów kulturowych trzeba się po prostu odciąć, bo nic gorszego niż asekurowanie się tym, że „tak nas wychowano”, nie można dla siebie zrobić. Takie wpisy jak Twój powinny być promowane na wszystkich portalach – w miejsce idiotycznych zajawek o tym, jaki kocyk ma dziecko gwiazdy i czy ona ma już płaski brzuch, czy nie.

  6. Ojezus, tak bardzo aktualne u mnie. Kuchnia w remoncie, dziecko rozłożyło się na zapalenie krtani (po półtoramiesięcznej przerwie poszło na tydzień do zlobka!!), kot zwariował, jestem do tyłu z robotą i właśnie kupiłam sobie niepedagogicznie pół godziny spokoju bajką, żeby nie oszaleć. Dzisiaj to się chyba będę kąpać miesiac!! 🙂

  7. Oh, genialny post i ten film tak mądry… Dzięki za te wszystkie „słowa mocy” :*

  8. Tak! To właśnie mój dzisiejszy dzień…od rana telefon nie przestaje dzwonić…maile nie przestają przychodzić i dziecko nigdy nie przestaje marudzić…o 14 wystrzeliłam w kosmos i się popłakałam z niemocy…ale czy potrafiłabym tak bez pracy? Tylko z dzieckiem 24h? Chyba nie…bo kocham córkę najbardziej na świecie, ale kocham też moją pracę i to że jestem aktywną mamą. Popołudnia są tylko dla rodziny. A porządek w domu? ? Sorry ja tu mieszkam😁

  9. Tekst swietny.Pisze to ja-ola ,mama trzylatka.Ktorego zostawial 300km od siebie u babci.jemu dobrze choc pewnie teskni i mnie dobrze choc tesknie.zalatwiam sprawy.ide na kawe z przyjaciolka i do kina…na wystawe….a po synka pojade za tydzien.moze dwa.

Leave A Reply

Navigate