Małżeństwo, życiowy cel każdego człowieka płci żeńskiej

Ostatnio sobie zdałam z tego sprawę. Uderzyło to we mnie, aż mi się twarz skrzywiła. Nie dziecko, nie willa z basenem, nie wypłata z czterema zerami, ani nawet bikini body. Celem życiowym, który mamy zakodowany w DNA, w pamięci krótkotrwałej i długotrwałej, w mózgu jest… zostanie żoną. Wow.

I to jest naprawdę przykre!

Idź na studia – poznasz męża. Idź do pracy – poznasz męża. Jedź na babskie wakacje – poznasz męża. Idź na wesele przyjaciółki – poznasz brata pana młodego, czyli może poznasz męża. Wyjdźże w końcu z domu, może ktoś cię jeszcze zechce. Zaloguj się na portalu randkowym, garbata nie jesteś, niebrzydka, jeszcze będziesz szczęśliwa, choćby z drugim mężem… I przez takie gadanie dziewczyny, które przed chwilą, z wyraźną ulgą, dostały rozwód lub spakowały typa i wywaliły za drzwi, lub po prostu odkryły, że wolą inny życiowy scenariusz (już bez Trudnych Spraw w tle) – myślą o tym, kiedy ten ślub będzie.  I to nie mama pyta, nie ciocia na imieninach, nikt podczas ,,krzcin w salonie”, nikt przy wigilijnym stole, a Wy same się pytacie. Siebie i innych kobiet na około – no to teraz kiedy ślub?

A gdyby tam zostawić to tak, jak jest. Powiedzieć sobie, że co ma być, to będzie, a papierek z urzędu to nie kupon do totolotka z gwarantowaną 6-stką? Po prostu, jak mawia Elsa – lerygo, czyli let it go?

Bajka

Ina pyta mnie ostatnio, czy jak będzie duża, będzie mogła sobie wybrać męża. A potem:
– Mamo, wyjdziesz za mnie za żonę?
Ja widać, bycie żoną jest cool dla przedszkolaków. Myślę, że chodzi tak naprawdę o sukienkę, księżniczkową w stylu, bogatą po królewsku, z bajerami, kokardą na tyłku od nawy do nawy i welonem jak… I ten ślub właśnie, który tkwi w głowie od dziecka, te sukienki, to bycie księżniczką choć raz w życiu sprawiają, że kobiety chcą wziąć ślub. Prawda?

Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie, po co kobiecie ślub. Co on daje takiego, że staje się elementem długoterminowych działań. Czemu bez niego jest się rzekomo nieszczęśliwym, niepełnym. (Faceci tak nie mają. Nie znam mężczyzny, którego celem życiowym jest się ożenić. Nie znam faceta, który po rozwodzie już szuka drugiej żony, alb przynajmniej myśli o tym intensywnie.)

Małżeństwo to nie nagroda. Bycie singlem to nie porażka.

Jedna babcia mnie spytała, czy nie tęsknię za mężem.
Druga babcia zapewniła mnie, przy opłatku, że jeszcze będę szczęśliwa. Czyli, że jeszcze będę mieć męża.

Dziękuję, postoję.

Myślę, że małżeństwo to piękna sprawa. Ale jego brak nie jest wcale sprawą brzydszą. Ale zanim stereotyp starej panny czy samotnej, sfrustrowane kobiety ulotni się z naszych przekonań, miną wieki. Bo nadal, choć nie przyznamy tego głośno, a nawet często nie zdajemy sobie do końca z tego sprawy, posiadanie męża definiuje kobietę. Stanowi o jej wartości – wiem, jak to brzmi. Ale ręka do góry, kto choć raz w życiu nie słyszał tej sugestii.

Ja się z tym nie zgadzam. Doskonale radzę sobie z definicją samej siebie. Nawet więcej – nie chciałabym, by ktoś obcy mieszał się w znaczenie hasła ,,Monika Pryśko”, chyba, że jest to moja własna, prywatna krew-z-krwi córka. Ale to tylko moja myśl i moje chcenie.

Ale też zdaję sobie sprawę, że kobieta, która nie ma w życiu nic tylko swojego, czegoś, o czym może tylko ona decydować i co daje jej radość i niezależność – przerzuca to pragnienie spełniania i satysfakcji na małżeństwo.

Celem życiowym każdego człowieka, także tego płci żeńskiej, powinno być lubienie siebie i dążenie do takiego życia, które nas satysfakcjonuje, daje mnóstwo pozytywnych emocji, dzięki któremu czujemy się spełnione, szczęśliwe, najedzone. Co kto woli.

Po co kobiety wychodzą za mąż?

Pierwsza myśl – z miłości. Druga – bo taki następny etap związku. Ale, gdyby się temu bliżej przyjrzeć, to może chodzić też o coś więcej. Kobiety, w większości, chcą mieć dom, swoje stado, o które mogą dbać. To chyba ogólnie jest pragnienie człowieka – mieć do kogo wracać. Coś swojego, co daje poczucie bezpieczeństwa i sprowadza na ziemię. Kobiety mają to we krwi.

Ale też… tak zwany termin ważności. Nie krzywcie się mi tu i nie piszcie w komentarzach, co to za forma, bo przecież same tak mówicie. Kobieta to ten gatunek człowieka, który rodzi dzieci i to nie wtedy, kiedy chce. Podobno im wcześniej tym lepiej, bo potem to nie wiadomo. Presja jest, obawy, ale też hormony i instynkty. Kobieta, gdy chce mieć dziecko, to chce na całego i wtedy ta rodzina, ten mąż i telewizor na ścianie kupiony za kasę z prezentów ślubnych to gwarancja, ze to dziecko można sobie spokojnie zrobić. Bo jest mąż, który ogarnie rzeczywistość. A przynajmniej będzie na kogo zwalić. Żart.

Czasem mi się wydaje, że ten pan mąż to takie ,,uf, w końcu nie muszę się starać”. W sensie – bujać się z życiem samodzielnie, zbierać kasę, myśleć perspektywicznie. Jak jest mąż, to jest ok. Podobno.

To nic złego, że chcesz wyjść za mąż. To nic złego, że nie chcesz wychodzić za mąż.

Znam wiele par, które są idealnymi małżeństwami. Trafili na siebie idealnie. W punkt.
Znam wiele par, które nie mają ślubu, ale super im się żyje.
Znam wiele par, które wzięły ślub, a ja się zastanawiam, po co, skoro zamiast cieszyć się sobą, żrą się od rana do wieczora.
Znam wiele par, które się rozwiodły. I które mówią, że chcą, gdy to drugie nie słucha.

Dla mnie ślub, w tym momencie, powinien być legalny dopiero po 30-stce. Jako wisienka na torcie, a nie początek maratonu zwanego docieraniem się.

Cokolwiek wybierzesz, wybierz siebie

To jest coś, za co nie lubię idei małżeństwa. Jeden mały minus. TRZEBA z czegoś zrezygnować. Częściej trzeba rezygnować z marzeń niż je dzielić. Bo mąż chce się rozwijać, a wiadomo – będzie więcej zarabiał, bo chce zostać profesorem czy doktorem, bo i tak zajdziesz w ciążę, bo cośtam. Bo trudno jest rzucić wszystko i realizować siebie, skoro nie jest się samemu i czasem też trochę zależy się od drugiej osoby, choćby finansowo.

Nie podoba mi się, że niektóre kobiety tak łatwo dają za wygraną, rezygnują z siebie, ulegają. A potem żałują jak cholera, ale jest za późno.

Jedna z moich myśli jest taka, że trzeba brać pod uwagę zdanie drugiej osoby nawet w tak intymnej kwestii jak spełnianie swoich własnych, prywatnych marzeń. Teraz bym sobie na to nie pozwoliła, dając jednocześnie drugiej osobie przestrzeń do spełniania jej własnych marzeń.

Wszystko rozumiem. Podział obowiązków. Małżeńskie własne reguły gry. Wspólne decyzje. Ten sam lifestyle i ułożony przez lata schemat, w którym wszystkim jest wygodnie. Nie rozumiem jednak przewagi, jaką miewają w małżeństwie mężczyźni, gdy chodzi o rozwój, stawianie na siebie, satysfakcję. Nie dają wyjść na prowadzenie, nie dają o sobie zapomnieć. To kobiety zazwyczaj rezygnują z tego wyścigu – bo są bardziej empatyczne, bo chcą dla kochanej osoby lepiej niż dla siebie, bywają też wygodne i leniwe. Bo rodzą dzieci i zostają w domu, a potem jest często za późno, by odwrócić proporcje.

Czy jesteś młodą kobietą, która zakochała się na zabój w starszym o kilka lat facecie i świata poza nim nie widzi.
Czy jesteś w związku już kilka lat i chcesz w końcu wyprowadzić się od rodziców i być na swoim.
Czy jesteś szczęśliwie zakochana i ślub to tylko kwestia czasu.
Czy jesteś kobietą, która chce mieć dziecko, tak najbardziej na świecie, która czuje, że zegar bije coraz szybciej, która szuka ojca dla malucha z marzeń.
Czy jesteś rozwódką, która i chce, i się boi.
Czy jesteś sama, z dziećmi, z różnych powodów. Często smutna i zmęczona.
Czy jesteś po prostu samotna i małżeństwo wydaje się lekiem na całe zło i to bez recepty.

Miej swoje życie. Miej pomysł na siebie. Miej plan B. Miej swoje zdanie. Miej swoją wizję przyszłości. Miej swój świat, który da ci świadomość, że cokolwiek się wydarzy, masz już coś. Miej hobby, kasę, przyjaciół, relacje. Miej swoje książki na półce i pewność siebie, która pozwoli Ci być asertywną, pozwoli Ci nie bać się powiedzieć – to mi nie odpowiada, zmieńmy coś.

Miej czas, by zbudować siebie, to, jaką jesteś osobą i czego chcesz. Tak, by nikt Ci nie narzucił czegoś, czego nie chcesz. Może teraz jest Ci z tym ok, ale za 20 lat nie będzie.

Wyjdź za niego za mąż wtedy, gdy on Cię uzupełni, a nie określi. Gdy będzie Cię motywował i wspierał, a nie upewniał w przekonaniu, że to, co masz teraz, Ci wystarczy. Gdy będziesz czuła, że idziecie obok siebie, a nie Ty pół kroku za nim.

86 komentarzy

  1. My nie mamy w planach ślubu, chociaż jesteśmy razem już kupę lat i drugą kupę z sobą mieszkamy. Taaak, mam całe stadko koleżanek, które nie wierzą, że można nie chcieć się pobrać – myślą, że ja się dostosowałam, bo mój chłopak nie chce 😉 To kobiety kobietom zgotowały ten los!

  2. Mamy dziecko, kredyt na wspólne mieszkanie, ale ślubu nie planujemy. Mój luby jest po rozwodzie i ma traumę, ja nie mam potrzeby wychodzić za mąż. A nasze dziecko nie ma chrztu, więc w ogóle odstajemy od średniej. Ale powiedziałam sobie jakiś czas temu, że chcę przeżyć życie po swojemu i nie interesuje mnie „co ludzie powiedzą”.

  3. Świetnie to ujęłaś. Mi to się też okropnie nie podoba, ta przewaga jaką mają mężczyźni jeśli chodzi o rozwój, a jeszcze bardzije mnie przeraża kiedy widzę wokół siebie kobiety, które tak łatwo się wycofują, rezygnują z własnego rozwoju… To dokładnie o to chodzi, żeby iść razem, my mamy wartość niezależnie od tego czy z kimś jesteśmy.
    A osobiście najbardziej mnie boli ta presja w społeczeństwie, że „musisz wyjść za mąż”, „już jest dość póżno”, „musisz sobie kogoś znaleźć” blablabla. Nie mogę już tego słuchać. Ja chcę, na prawdę chcę, ale od słuchania czegoś takiego bolą uszy. I serce.

  4. Super tekst.
    Ja tego też nie czuje, ale chyba bardziej bezsensowna jest ta cała organizacja. Po maratonie ślubów bliskich przyjaciół (10 w ciągu ostatnich 2 lat) tak naprawdę nie chce tych wszystkich tortów wieczorów panieńskich oczepin spraszania rodziny … Czy nie można tego skrócić do miesiąca miodowego? Ale zaraz…miesiąc miodowy mamy co roku…więc po co? A wiem. Po kredyt na mieszkanie ;).

    • Eee tam, my wzięliśmy kredyt bez ślubu 5 lat temu i jesteśmy współwłaścicielami mieszkania, 🙂

    • Dlatego my bierzemy ślub w Las Vegas za miesiąc. Będzie 2 w 1 ślub i miesiąc miodowy. Bez tortów, oczepin, poprawin i cholera wie czego jeszcze.
      Poranek w dniu ślubu mam zamiar spędzić w basenie pijąc drinki 🙂

    • Mozna, wszystko mozna, mozna nie robic wieczoru panienskiego, nie zapraszac rodziny ktorej sie nie lubi, mozna ubrac sie jak sie chce i mozna wziac slub jesli sie ma na to ochote. Mozna wszystko tylko trzeba pamietac o sobie. Tak jak w tekscie, uwazam ze kazda kobieta musi sie realizowac, musi zadbac o swoje potrzeby i musi czesto rozpychac sie lokciami bo wszyscy chca ja zbic nizej i udowodnic ze powinna spuscic glowe i zgodzic sie na mniej (mniej pieniedzy, mniej czasu dla siebie, mniej pochwal itd) i wiecej zarazem (wiecej pracy, wiecej obowiazkow, wiecej zmartwien). A tak nie musi byc, trzeba czerpac z zycia radosc i cieszyc sie kazdym nawet najmniejszym sukcesem bedac przy tym pewna siebie, nie poddawajmy sie mimo ze mamy trudniej!

  5. W punkt! Ja się zawsze zastanawiam, dlaczego jak ktoś wychodzi za mąż, to składa mu się gratulacje. Gratuluje się, że ktoś go zechciał? Niech mi ktoś wytłumaczy, o co chodzi :D.
    Ja nie jestem przeciwna ślubom, ale mój sprzeciw budzi cała ta ślubna otoczka i tradycja. To facet wychodzi z inicjatywą, oświadcza się, kupuje pierścionek… A co, jeśli ja nie znoszę (i co za tym idzie nie noszę) biżuterii, a ślub jest dla mnie tak praktyczną kwestią, że wolałabym zadecydować o nim wspólnie z partnerem, podczas jednej z rozmów o przyszłości? Mam do tego wszystkiego mocno odbiegające od normy podejście i bycie żoną bardziej mnie chyba przeraża, niż kręci ;). A niektóre kobiety to właśnie słowa „żona” używają jako pierwszego, który je definiuje (widać do to bardzo często w zakładkach „o mnie” np. na blogach).

    • Oj jednak ludzie są różni. Już spieszę z wytłumaczeniem.
      Gratuluje się kochana, że oto dwoje ludzi zaczyna życie we dwoje, wiadomo ze wszystkimi radościami i smutkami. Goście cieszą się razem z Młodymi. Przynajmniej ja tak mam, jak jestem na weselu.
      Co ma biżuteria – jej lubienie lub nielubienie – do ślubu? HEHEHE. Przysięga jest chyba ważniejsza.
      Bardzo dobrze, że kobiety definiują się jako żona, jeśli nimi są. To tylko swiadczy o tym, jakie to dla nich ważne. Jak jest dla nich ważne, to niech o tym mówia.
      Pozdrawiam

  6. Pamiętam, że póki byłam singlem, ogarniętym szałem robienia kariery, niesamowicie drażniło mnie podejscie niektórych i komentarze „A cóż to warte, najważniejsza jest rodzina” i takie tam. Że niby będąc samotną, to jestem jakby nieco wybrakowana. Bardzo męczące to było, zwłaszcza w rodzinie, gdzie w „rankingu” wypadałam gorzej od kuzynek, które co prawda pracy nie miały, ale za to męża owszem, a moje „jakieś tam osiągnięcia” to pfff, byle co. Lepiej wypadała umiejętność zrobienia schabowego niż niezależność finansowa i sukcesy na polu zawodowym. Serio, moja osoba budziła współczucie. I okropnie mnie to drażniło, dlatego dwa razy się zastanawiam, zanim otworzę paszczę i coś powiem do innych w temacie ich wyborów życiowych.

    Potem przyszedł związek, dziecko, mieszkanie. Dziecko miało półtorej roku, kiedy wzięliśmy ślub – cywilny, pan młody w dżinsach, panna w spódnicy, z gości tylko rodzice i przyjaciele w roli świadków. Co zmienił ślub? Tylko to, że mogę bez przeszkód w razie choroby uzyskać informacje o stanie zdrowia męża w szpitalu (znajomi bez ślubu mieli fatalnego pecha w tym temacie), ale poza tym nic. Mam więcej biżuterii na palcu, ale jeżeli coś mnie wyhamowało na moment w rozwoju, to ciąża i pierwszy rok życia dziecka, ale na własne życzenie, bo chciałam zostać na macierzyńskim. Mąż zajmuje się córką momentami więcej ode mnie, szanuje moje potrzeby zawodowe i wspiera jak może, ale nie wyobrażam sobie inaczej.

    Pracuję i się rozwijam, bo chcę mieć jakiś backup na wszelki wypadek, ale też znam wiele kobiet, które rezygnują z tego po ślubie, bo po prostu nie potrzebują tego do szczęścia i wolą zostać w domu (zwlaszcza pod koniec studiów na roku kilka koleżanek tak wybrało) i generalnie nikt ich tam do muru nie przyparł, wybrały same.

  7. Moniko,

    długo czytam twoje teksty i muszę powiedzieć, ze pierwszy raz się z Tobą nie zgodzę !!!!
    Wprawdzie piszesz, że ” być żoną jest być dobrze i nie być żoną tez jest dobrze” niby nie faworyzując żadnej z opcji to jednak zdecydowanie poddajesz w wątpliwość instytucje małżeństwa. Ze no „po co nam dziewczynom to”. Gdyby Ci się w małżeństwie powiodło, to pewnie być dziś bycie żoną zachwalała a tak jak to mawiają „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Wiesz kiedy najpełniej czuć, co to jest małżeństwo i po co? Wtedy jak się świetuje dziesiątą rocznicę na przykład. Wspomina z mężem dobre i gorsze chwile, rozmawia o tym jak się zmienialiśmy przez ten czas itd. Ale tego uczucia i takich momentow i radości nie sposób chyba opisać. Ja nie umiem 🙂

    Pozdrawiam mimo wszystko i tak jak babcia mówie: jeszcze będziesz szczęśliwa 🙂
    Pamietaj, babcie maja racje 🙂

    • Tekstualna Reply

      jestem fanką małżeństwa i par, które znam 😀 Ale poruszyłam ten temat również na podstawie rozmów z innymi kobietami i po przeczytaniu ich historii. 🙂

    • Jasne, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale z tą babciową racją to bym nie szalała 🙂 Każdy ma święte prawo marzyć o ślubie, o braku ślubu, zostać w domu z dziećmi, iść po macierzyńskim do pracy i tak dalej. Jego święte prawo. Ale problem zaczyna się wtedy, kiedy otoczeniu nie pasujesz do schematu i mimo, że sytuacja nie jest w żaden sposób patologiczna, to nieustannie otoczenie przypomina Ci, że teraz to powinnaś to i to, albo to. I wtedy będziesz szczęśliwa, bo teraz to jesteś co najwyżej dziwna.

      I to najbardziej wyciągam z tekstu – żyj i daj żyć innym po swojemu 🙂

    • Niestety, ale z Twojego tekstu wieje smutkiem. Dlatego zgadzam się z Moniką, tą, która uważa, że babcia ma rację – że jeszcze będziesz szczęśliwa.
      Długo żyłam sama. Miałam chłopaków na mniej lub bardziej poważnie, miewałam tzw. przyjaciół, na których mi zależało, jednak z jakichś powodów nie wychodziło z tego nic więcej, nie raz i nie dwa też zawiodłam się na niejednym facecie. Ale poważny związek zaczął się dopiero, kiedy poznałam swojego już męża. Wtedy zmieniłam zdanie na wiele kwestii, które wcześniej wydawały mi się nie do zmiany. Kiedy byłam sama wydawało mi się, że jest fajnie, że wszystko jest ok i w sumie dobrze jest być singlem. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez Niego. I nie wierzę, że takie życie może kogoś naprawdę uszczęśliwiać.
      Ale.. każdy ma swoje zdanie. Przynajmniej dopóki na skutek różnych życiowych przypadków i zdarzeń go nie zmieni.

      • Tekstualna Reply

        ja JUZ jestem szczęśliwa. Gdybym miała czekać na kogoś, aż mi da szczęście, to by mnie szlag trafił

  8. Nie mogę ominąć bez słowa, bo właśnie od 1 lipca jestem żoną 😉 Generalnie zgadzam się, kobiety bardzo chcą ślubu. Gdy byłam młodsza, sama go chciałam, nie wiem dlaczego. A dziś? Dla nas ślub był formalnością – jak ktoś wyżej mówił – kwestie uzyskania informacji w przypadku wypadku, ale także kwestie kupna mieszkania, późniejszych potomków i nazwiska. Nie był czymś wytęsknionym, nie, zaplanowaliśmy go, bo poczuliśmy, że to jest ten moment, że chcemy wspólnie rozliczać podatki i występować przed „państwem” jako para. Zrobiliśmy przyjęcie dla najbliższej rodziny, po swojemu, i dzięki temu byliśmy totalnie wyluzowani, a życie toczy się swoim tokiem, tylko muszę dokumenty zmienić i przyzwyczaić się do innego nazwiska 😉

  9. Mam taką wizję: w sobotę rano biorę kubek z gorącą kawą, siadam na kanapie i czytam sobie felieton tekstualnej w Wysokich Obcasach 🙂

  10. Witaj,
    jak dobrze, że trafiłam na Twój blog i ten artykuł! Głównie z tego powodu, bo już się chyba całkiem pogubiłam w swoich priorytetach i zadaniach na przyszłość. Sama nie wiem, czego chcę. Zależy mi na jednym, a ludzie podpowiadają drugie, więc zmieniam kierunek, bo może inni mają rację, bo może niedługo będzie za późno, bo może to, bo może tamto… A może tak naprawdę nie nadszedł jeszcze dla mnie ten czas albo nigdy nie nadejdzie. Mam na tyle dobrze (i tez trochę nie :P), że w mojej rodzinie nie ma wesel… Ostatni raz na weselu byłam jako 6letnia dziewczynka. Dzięki temu nie przeżywam tych wszystkich frustracji singielek i przytyków innych osób. Niestety, najbliżsi czasem coś napomkną, że powinnam już kogos mieć i szukać… Szukać? Ja? Oby samo przyszło, bo szukać nie mam zamiaru. A i w życiu próbowałam kilka razy zrobić coś za kogoś i mam nauczkę, że nie wychodzi sie mężczyźnie naprzeciw. 😛 Niestety, w samotności często przeżywam ten fakt samotności i gubię się w codzienności. Przestaję być pewna swoich planów, a pary obok mnie czasem zasmucą faktem istnienia… a czasem tak, jak wczoraj, wyciągam wnioski, że takiego związku bym nie chciała, że potrzebuję czegoś bardziej naturalnego, a nie odgrywania ról, a przede wszystkim tego (tak jak piszesz), żeby iść na równi ze sobą, a nie gonić za kimś albo kłócić się ze sobą o wszystko. Dziękuję więc za ten artykuł, bo dzięki niemu wracam na swoją ścieżkę, nie będę nikogo szukać na siłę, zegar tyka, za 2 lata stuknie mi 30stka, ale może w tym czasie ktoś mnie uzupełni i wesprze, a nie zmieni i stworzy pod siebie innego człowieka. 🙂 😀 Pozdrawiam!

  11. Powiem szczerze, że się zgadzam. Mam 24 lata (prawie). Faceta od niecałych dwóch lat. Znam go siedem. Można powiedzieć – miłość życia! Ale w te bajki nie wierzę. Nie wierzyłam nawet, gdy byłam sama. Miałam 19 lat i już wiedziałam, że ciężko będzie wytrzymać z jedną osobą, a marzeniem życia nie jest małżeństwo. I teraz widzę, gdy emocje wielkiego zauroczenia opadają, że zaczyna się najgorszy etap – docierania. A moje rówieśniczki? Marzą o ślubie, zaręczynach. I ja jestem też na ich miejscu, też mam faceta, którego kocham. I pewnie za kilka lat (jak się uda) za niego wyjdę. Ale teraz wiecie o czym marzę? O naszych podróżach, które sukcesywnie od roku uprawiamy. O tym by udało mu się wymarzona firmę rozkręcić, ale nie „bo będzie dużo zarabiał i mnie utrzyma”, ale dlatego, że ma iskry w oczach, emocje w sobie. O tym bym odnalazła swoją drogę zawodową, życiową i bym żyła w zgodzie ze sobą i z nim. A małżeństwo jest daleko od tego, póki co. A myśl o jakiś zaręczynach? Budzi niepokój. 😀 Dobrze jest, jak jest. Kochajmy się, szanujmy. I żyjmy przede wszystkim

  12. Pryśko! Wielkie brawa i ukłony ode mnie za ten tekst. Te słowa są idealnym odzwierciedleniem tego, co kotłuje mi się w głowie. Po spędzeniu dłuższego czasu niz zazwyczaj z moimi rodzicami i dziadkami, pytania o „kolejny krok” sie nie kończyły – skoro obroniłam mgr, mam pracę na etat, to mogłabym w końcu (sic!) pomyśleć o „dorosłości”. W tym znaczeniu chodzi o to, żeby mieć chociaż chłopaka, bo we dwoje jest raźniej, a w innym wypadku stanę sie „starą babą”. No cóż… ja lubię mój stan singielki, jest mi z tym dobrze i na razie nie zamierzam tego zmieniać. Mam silny charakter, dlatego te komentarze nie podkopują mojego poczucia wartości, ale zdaję sobie sprawę, że wiele dziewczyn bierze podobne teksty mocno do siebie. Dlatego kończąc ten wywód życzę sobie i innym, żeby przkaz tego artykułu szedł daleko w świat, żeby zaczął zmieniać podejście ludzi do małżeństwa, szczególnie tych ludzi, którzy nie stoją przed tym wyborem, a jedynie chcą, zapewne szczerze i z miłości, dobrze życzyć. Dzięki Pryśko raz jeszcze!

  13. Fantastycznie fantastyczny tekst!!! Wzrusza.. porusza i bawi do łez;) jak to leciało ; let It go ?;))) coool!

  14. Łoooo matkooo… Ileż komentarzy…! Chyba wsadzilaś kij w mrowisko 🙂 ale ja lubię te klimaty.
    Kiedy byłam młodziutka, lekko po 20tce marzyłam o ślubie. Zwiałam 3msc przed nim. Chyba już wtedy coś mi mówiło jak powinien wyglądać związek dwóch osób, a ówczesny tak nie wyglądał.
    Dziś jestem samotną mamą, gdy zaszłam w ciążę kategorycznie powiedziałam NIE gdy padło haslo ślub. Dziś też mówię NIE. To mój czas w życiu, buduję swoje miejsce na ziemi – nie budynek, a siebie. Definiuję się krok po kroku. I w końcu mam pewność, że nie chodzi o to by z kimś być, a o to by ze sobą być szczęśliwą. Ja sama ze sobą. I to mój cel. Owszem, fajnie by było gdyby ktoś wtargał zakupy na 4p. Wtargał za mnie, pomógł, ale tylko tyle. Chyba jednak zacznę od przeprowadzki do większego mieszkania i niżej ulokowanego 😀 Budzę się rano sama, zasypiam sama, piję kawę sama i tak mi z tym dobrze. Spełniam się, swoje marzenia, realizuję pasje. Kurczę, czuję wiatr we włosach! Jakie to fajne uczucie.

  15. Ja sie tu zgodzę. Prawie zakaz wyszłam. Na szczęście prawie bo on wybrał inna. Wiec przynajmniej zaoszczędzimy sobie krzywdy później. Od ponad roku mieszkam w Hiszpanii. Tutaj jest wlasnie tak.hak być powinno śluby i dzieci po 30 kiedy jesteś na drodze zeby do czegoś dojść albo juz cos masz. Bardziej świadomie a nie bo wypada. Owszem ja tez kiedyś dofiniowalam siebie jako dziewczynę, narzeczona prawie żonę… Ale na szczęście.zrozumiałam ze mozna być kimś.więcej !
    Oczywiście nadal cieszy mnie każdy kolej u ślub cy dziecko wśród znajomych czy rodziny ale wiem ze.to nie jest jeszcze moja rola.

  16. Jeśli chce się mieć dziecko, tak najbardziej na świecie i czuje, że zegar tyka, to bardzo, ale to bardzo trudno jest zbudować siebie z tym brakiem. Zbudować, zaakceptować i polubić.

  17. Witaj,
    Choc uwielbiam Cie z calego serca i znam historie Twojego zycia te, ktora straszczasz na blogu, to pierwszy raz czuje niesmak, troche smutek, no sama nie wiem. Zdaje sobie sprawe, ze to blog o motywowaniu nas do dzialania, ale mam przeczucie, ze negacja instytucji malzenstwa jest bolesna. Ja mam 36lat, troje dzieci i meza pierwszego od 12 lat. Znamy sie prawie 20. Wydawalo by sie stara konserwa, moher i tskie tam. Alez skad! Pare kryzysow za nami. Ale z kazdego wyszlismy i uwazam ze im starsi, tym kochsmy sie inaczej, dojrzalej… Zal mi w dzisiejszych czasach, ze tradycje budowane latami, pojecie rodziny i tego jaka jest wazna, sa tak deprecjonowane.
    I pierwszy raz jakos tak zaklulo mnie, ze Ty namawiasz do tego, zeby dziewczyny byly ” wyzwolone” na tyle, zeby porzucily jakies swihe marzenia. I Ty Brutusie? Ty nie pozwalasz marzyc o tym, o czym marzymy my, dziewczyny?;-)
    Choc moze wielkiej kariery nie zrobilam, ale jestem wyksztalcona, pracowita kobieta, zona, mama, to mam ze strony tyle milosci i wsparcia, popychania do przodu i pomocy, ze zycze tego kazdej kobiecie. Zwlaszcza takim, ktore zostaly skrzywdzone i nie potrafia zaufac. I wola walczyc same.
    Moniko, zycze Ci, zebys byla szczesliwa. A jesli mamy, czy tez powoli zaczynamy niestety ponownie walczyc o demokracje w naszym kraju, to cieszmy sie, ze kazdy moze decydowac o sobie.
    Pozdrawiam Cie goraco.
    Pozdrawiam mojego ukochanego meza.
    Gosia

    • Tekstualna Reply

      Absolutnie, jestem fanką małżeństwa! Ale tylko wtedy, gdy jest motorem napędowym, a nie hamulcem 🙂 Jeśli już do czegoś namawiam, to do tego, by życie nie kończyło się tylko na małżeństwie. Za dużo wokół mnie wspaniałych związków, bym była przeciwna.

  18. Monika uwielbiam Twojego bloga jednak po tym tekście mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony podkreślasz, że bycie żoną i bycie singlem jest ok, że nic nie jest obowiązkiem, ani etykietą jednak wyczuwa się w Twoich pisanych słowach delikatną pretensję w kierunku mężczyzn, a już na pewno mężów.

    Tak sobie myślę, że gdy trafia się na tego jedynego, mężczyznę, który jest dopełnieniem własnego Ja, kogoś kto obdarza naturalnym, niewymuszonym szacunkiem, kto niczego nie narzuca i kocha całym sercem ale przede wszystkim – przy kim czujesz się sobą bez względu na kolor brudnej piżamy, czy przedwczorajsze włosy – to wówczas marzeniem jest wzięcie z tym kimś ślubu.

    Zamiast różnicować siebie ciągle na singielki, małżonki, rozwódki, matki, kobiety biznesu może po prostu warto wejść w jeden model – szczęśliwej i spełnionej kobiety? Bo nie ważne jest na jakim etapie życie właśnie jesteśmy. Jeżeli kobiety ciągle analizują, oceniają, rozpamiętują i co najgorsze (proszę nie odbieraj tego personalnie) same siebie nakręcają w tym smutku, w tej sytuacji to tak naprawdę ciągle stoją w miejscu, nie robiąc nawet jednego kroku do przodu. Jeżeli różnicujemy siebie wedle wyborów życiowych, statusu związku to jaki jest w tym cel? Być może te wszystkie ciocie i babcie czują spełnienie właśnie w byciu żoną, w wiciu gniazda, być może to im daje poczucie bezpieczeństwa i jakie mamy prawo do tego aby to oceniać?

    Mam 29 lat i jako kobieta lub CZŁOWIEK płci żeńskiej stwierdzam, ze moim marzeniem jest wzięcie ślubu z mężczyzną, którego kocham ponad wszystko i który daje mi totalne oparcie i poczucie wolności w byciu sobą. Tak – to właśnie moje marzenie. I jestem dumna z tego, że moje postrzeganie tej instytucji jest właśnie na takim samym etapie jak w przypadku Twojej Iny 🙂

    Życzę Tobie i sobie abyś napisała dla nas książkę, którą zamówię w Empiku jeszcze przed premierą, ponieważ już wtedy będzie to bestseller 🙂

    Dobrego dnia kobiety!!!

  19. Nieświadomie, ale jednak przy okazji w obronę bierzesz te kobiety, które w genach mają, hm, szukanie żony ;). Och, jak bardzo wtedy nie chce się słuchać o znalezieniu męża…całymi dekadami. Pozdrawiam. 🙂

  20. Komuś posypał się związek?
    Czyżby autorka rozczarowała się X mężem?

    „Faceci tak nie mają. Nie znam mężczyzny, którego celem życiowym jest się ożenić.”
    I tutaj występuje typowy „bullshit” ze strony kobiety zostawionej przez faceta.

    Ile bym nie miał lat to znam na każdym kroku kogoś płci męskiej dla kogo małżeństwo jest jednym z największych marzeń, dlatego droga autorko, współczuję że Ci się nie układa, ale przemyśl czasami co napisałaś.

    • Tekstualna Reply

      a ja nie znam 🙂
      i układa mi się bardzo, dziękuję. Choć fakt, moje przemyślenia są z ,,życia wzięte”
      To, że piszę o tym, że małżeństwo powinno napędzać, a nie spowalniać obroty, nie znaczy, że jestem przeciwna małżeństwom. Wręcz przeciwnie!
      … ale i tak uważam, że nie trzeba być żoną, by mieć fajne życie!

  21. Moniko świetny tekst!

    Bardzo trafiło do mnie to, co napisałaś. Z jednej strony miłość i związek to piękna sprawa, bardzo dla mnie ważna, ale nie chciałabym mieć poczucia, że moje życie jest tak naprawdę w pełni wartościowe i szczęśliwe tylko, gdy jestem z kimś. Podziwiam Cię za to, że szukasz swojego szczęścia teraz, w tym momencie, a nie od razu skupiasz się na poszukiwaniu partnera.
    My wyprowadziliśmy się spory kawałek od rodzinnych stron i przez to całkiem sporo czasu spędzamy razem, jednakże każde z nas ma również swoje życie, swoje wyjazdy.
    Jestem w związku, ale mam swoje pasje, mam swoje pieniądze, swoje przyjaciółki (choć trzeba do nich latać samolotem:P). Z powodu mojej propozycji pracy mój facet rzucił swoje nowe, ciekawe środowisko zawodowe i pojechał ze mną. Teraz role się mają odwrócić.
    Ślub cywilny wzięliśmy po 8 latach bycia razem, taki jaki chcieliśmy i również sami za niego zapłaciliśmy. Był to piękny dzień, dużo muzyki i tańczenia, dużo przyjaciół wokoło. Obojgu nam się podobało:)
    Ale to nie chodzi o ślub, tylko o dobry związek, tak jak chyba najpierw trzeba umieć być szczęśliwym ze samym sobą, żeby być długotrwale w związku szczęśliwym.

    A Wysokie Obcasy nie są aż tak złe! Ja bym Cię tam chętnie czytała!

    Pozdrawiam,
    Agata

  22. Był czas, kiedy uważałam, że tak trzeba. Seriously. Dziś niedobrze mi na samą myśl – ale pokroiłabym się za to, żeby ówczesny facet mi się oświadczył, żeby razem zamieszkać, stworzyć rodzinę. Dopiero kiedy się rozstaliśmy i zobaczyłam, ile rzeczy mogę osiągnąć sama, co mogę zrobić, jak to jest uczyć się siebie, zdałam sobie sprawę z tego, że… nigdy nie chciałam męża, domku i rodziny. Że to było coś, co wkładano mi do głowy od dzieciństwa. „Wybierz sobie taką pracę, żeby było wygodnie z wychowaniem dzieci” albo „kobieta musi mieć męża” albo „co to za życie bez męża i bez dzieci”.
    Uważam, że małżeństwo jest fantastyczną sprawą, ale nie zgadzam się na to, żeby rezygnować z siebie dla kogoś. Nie zgadzam się na to, żeby facet miał w obowiązkach wpisaną tylko pracę zawodową, a kobieta – pracę plus ogarnianie domu plus ogarnianie faceta. Męczy mnie to, że tak wielu facetów „pomaga” w domu zamiast po prostu zapierdalać ze szczotką w kiblu, gdy widać, że jest brudno. Męczy mnie jak się o tym mówi, o małżeństwie. Dlatego wolę chyba określenie „związek partnerski”, bo to nie ma całego przykrego zaplecza znaczeniowego. To pojęcie ma w sobie wpisaną wolność.
    Brzmię jak feminicha i zdaję sobie z tego sprawę, ale… No wiecie, jestem zmęczona. Głównie pytaniem o to, kiedy „sobie kogoś znajdę” albo sugerowaniem, że „na twoim weselu to…”.
    Bo jak znajdę, to znajdę. Jak nie znajdę, to też sobie poradzę. Nie chcę, żeby widziano mnie jako wybrakowany egzemplarz, a niestety nadal tak jest, chociaż czuję się z sobą zajebiście i robię dla siebie więcej niż kiedykolwiek w związku. A wesela nie chcę, bo to strata pieniędzy. A małżeństwo… To jest bardzo ryzykowna inwestycja!

  23. Witaj. Trafiłam tu przypadkiem i już wiem że będę odwiedzać Cię częściej. Z zapartym tchem czytam Twoje wpisy i mam wrażenie jakby ktoś opisywał moje własne życie i podejście do niego. Jestem w szoku że nie jestem jedyną kobietą która właśnie tak podchodzi do tematu. A nie ukrywam że w najbliższym otoczeniu nie mam nikogo kto podzielalby moje zdanie i nie patrzył na mnie dziwnie że jak ja mogę być szczęśliwa kobietą nie utożsamiając swojego szczęścia i spełnienia z posiadaniem faceta obok.
    Słyszałam też wielokrotnie teksty „przejdzie Ci, myślałam że tylko się tak zgrywasz i chcesz znów wyjść za mąż, jak możesz tak mówić?, celem kobiety jest rodzic dzieci i usługiwac mezowi/facetowi” aż włosy na głowie się jeżą!!!! A co najgorsze najczęściej to kobieta kobiecie zadaje te wszystkie beznadziejne pytania: kiedy ślub? Juz dal Ci ten pierścionek? Kiedy dziecko? Kiedy następne?
    Przeraża mnie takie życie… jakby wszystko dookoła się zmieniało, nabierało tempa tylko życie kobiet przechodzilo kilkudziesiecioletnią stagnacje…
    „Jak to wychodzisz z koleżankami? A mąż sam w domu? A kolację chociaż mu przygotowałas żeby miał co jeść?” Sytuacja wygląda odwrotnie jeśli to facet wychodzi na piwko z kumplami ” no przecież ciężko pracował cały tydzień, musi sobie uzyc” a ty zostajesz bez kolacji, z niewyprowadzonym psem i placzacym dzieckiem. Heh. Istne szaleństwo, nie chce tak żyć i nie zgodzę się z tym i mimo że staram się mówić głośno o moich poglądach to inni zamiast rozumieć, tolerować uważają że moj sposób na życie jest niewłaściwy i że kiedyś na pewno zmienię zdanie i wpadnę w schematy naszych babć, matek itd.

    • Nie ma nic gorszego niż tekst: „jeszcze zmienisz zdanie!” albo „jak amor uderzy to zmienisz zdanie!”. Jakby każdy znał Ciebie lepiej niż Ty sama siebie znasz. I jakby każdy wiedział, co jest dla siebie lepsze. :/ Pieprzyć to!

  24. Bardzo mądry tekst! Popieram w pełni. Nie jestem żoną, ani matką, mam kilka złych przeżyć za sobą-pochowałam Rodziców, rozpadły mi się 2 związki, mam już 32 lata i…Jeszcze do niedawna myślałam, że jestem przegrana, nic nie warta, że nie mam po co już żyć. Byłam o krok od depresji, długo musiałam się zbierać z podłogi, ale warto było. Mam swe skromne mieszkanie, małe auto, we wrześniu bronię pracy mgr i choć witają mnie codziennie 4 ściany, to jestem zdania, że dopóki człowiek sam ze sobą nie dojdzie do ładu i składu, to nie ma szans zbudować czegoś wartościowego z 2 człowiekiem. Już nie mam takiego parcia na znalezienie faceta, staram się rozwijać, wypełniać sobie czas, niedługo kupię kota: (już typowa stara panna:)i pogodziłam się z samą sobą i z obecną sytuacją życiową. Nic na siłę…

  25. Bardzo mądry tekst. Niestety bardzo często kobieta definiuje się sama i jest definiowana przez innych tylko poprzez fakt posiadania męża. Kilka lat temu usłyszałam od wykształconej kobiety na kierowniczym stanowisku, że kobieta po trzydziestce, która nie ma męża, jest upośledzona społecznie. I to było powiedziane śmiertelnie poważnie…

  26. Uwielbiam czytać twojego bloga! tak bardzo trafiasz w punkt i masz szerokie i konkretne za razem zdanie, a ja chłonę jak gąbka wode. Uwielbiam, jesteś wspaniała. Dziękuje,że piszesz :*

  27. Zgadzam się z Tobą i chciałabym dodać jeszcze od siebie, że nie wiem czemu, ale po rozstaniu czy rozwodzie ZAWSZE uwaga się skupia na kobiecie. On to tam swoją drogą, ale ONA? Chodzi się przy niej na palcach, nie wspomina chłopa, albo jeszcze lepiej – tłumaczy jego postępowanie, co ona powinna zrobić, żeby pomóc relacji, jak miała się w przeszłości zachowywać, usprawiedliwia jego zachowanie… Jak ja tego nie lubię 🙁

  28. Tak jak lubię czytać Twoje teksty i z wieloma się zgadzam, tak tym popłynęłaś za bardzo… 😉

    Trochę (choć nie dziwi mnie to) czuję w tym tekście żal względem swojego małżeństwa co odbija się na całokształcie napisanych słów. Poświęcać się, rezygnować z siebie, marzeń i planów można nie tylko w małżeństwie, myślę że nawet relacja rodzic-dziecko nie jest wolna od takich wyborów. A fragment rozpoczynający się od „Miej swoje życie. Miej pomysł na siebie…. ” do końca tekstu można równie dobrze odnieść choćby do pracy zawodowej.

    I trochę przewrotnie, życzę Tobie, abyś za jakiś czas mogła być z kimś, kto dla Ciebie zrezygnuje ze wszystkiego. Bo nie tylko kobiety rzucają wszystko dla związku. Mężczyźni też potrafią 😉

  29. Przeczytałam i czuję…niesmak jakiś. Nie wiem, czy masz na myśli ślub kościelny, ale jeśli tak, to chyba trzeba powrócić do definicji ślubu koscielnego. „Kobiety bądźcie poddane mężom”… Nie oznacza to, że mamy być ofiarami mężczyzn, ale w miłości om służyć, tak jak oni służą nam. Jestem żoną od pięciu lat, jestem szczęśliwa. Kiedy myślę o tym, że to jest na zawsze, że żaden rozwód tego nie rozwieje, bo sam Bóg to połączył, jestem wzruszona i czuję pełnię. Największą siłą kobiet jest akceptacja i życzliwość. Także dla męskich wad i niedoskonałości. Bez Boskiej perspektyw, to musi być trudne, a życie i jego problemy banalne. Miłości!!!

  30. „Ostatnio sobie zdałam z tego sprawę. Uderzyło to we mnie, aż mi się twarz skrzywiła. Nie dziecko, nie…” Ten post odbieram jak część terapii, przekonywania siebie, że życie jest fajne „pomimo”. Odnosisz się krytycznie do chęci wyjścia za mąż, ale dziecko jest całym Twoim światem- a co gdyby wyszło odwrotnie? Turbo cudny mąż i brak dziecka? Wtedy napisałabyś post o byciu pełnowartościową kobietą-nie-matką. To trochę tak, że czego nie możemy osiągnąć, z tym musimy żyć i te porażki, czasem lęki, oswoić. I nie ma w tym nic złego. W komentarzach rozwinęła się ciekawa dyskusja, która pokazuje, że co człowiek to inny sposób na życie- definiują nas doświadczenia, zmieniające się potrzeby, czasem upływający czas.
    Na przykładzie małżeństwa- jeszcze 5 lat temu rozmowa z moja kuzynką i przyjaciółką w jednym to była tyrada o tym jak cudownie być singlem, niezależną kobietą, mieć swoje mieszkanie i móc wyjść z łóżka faceta nad ranem i oddalić się do swojego eM. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej brak świadomości, że to właśnie ten facet narzucił jej taki sposób myślenia. Wraz z rozstaniem, które było nieuchronne w tym pseudozwiązku przyszedł okres, w którym od miesięcy przebąkuje o zalegalizowaniu związku z aktualnym partnerem, dopuszcza myśl o dziecku, kiedy wspomina zabawy z jego córką. Także tego… 🙂 Nic na siłę, w żadną stronę 🙂 Wszystkiego dobrego.

    • Tekstualna Reply

      Widzisz, mi w małżeństwie nikt nic nie zabraniał, mogłam robić, co chciałam i się rozwijać, i pracować. Także to nie jest post o mnie, to jest mój komentarz na to, co czytam, obserwuje, słyszę. Mam taki charakter, że nie dam się stłamsić, co nie znaczy, że nie mogę pisać o kobietach, które na to innym pozwalają.
      To jest też moja odpowiedź na słowa, które słyszę od innych właśnie po rozwodzie – jeszcze będziesz szczęśliwa, jeszcze męża znajdziesz. Ja się z ty nie zgadzam, wkurza mnie to i o tym piszę.

    • Agnieszka Małgorzata Reply

      A mi sie wydaje, ze to nie jest tekst typu: nie mam czegoś to napisze, ze tego nie potrzebuje, i jest fe. Przede wszystkim dlatego, ze męża mozna sobie znaleźć i tym samym podążać zgodnie z oczekiwaniami otoczenia, o których mowa w tekście. I wszystko gra! Osobiście rozumiem, ze mozna wybrać życie bez stałego partnera. Sama mam szczęśliwa rodzine, ale życie jakie bardziej
      Mi opowiada, to życie w pojedynkę.

  31. Bardzo piękny i mądry tekst!

    Mam 31 lat. Małżeństwo nigdy nie było moim celem, choć wszyscy wkoło gadali o rodzinach, dzieciach i moim rzekomym powołaniu. Po dwóch z rzędu bolesnych rozczarowaniach, kiedy postanowiłam w zeszłym roku wybrać życie w pojedynkę i robiłam wszystko, żeby nikogo nie poznać, wtedy spotkałam miłość życia, zupełnie przypadkiem. Dziś jestem miesiąc po ślubie z kimś kto niczego mi nie narzuca, niczego nie chce, ale bezinteresownie ofiarowuje. Bardzo mi smutno, kiedy słyszę/czytam o kobietach, które rezygnują z siebie dla faceta/dzieci – nikomu czegoś takiego nie życzę!
    Tak być powinno: bierzmy ślub kiedy chcemy i z kim chcemy, bez przymusu.

  32. Ja jestem z tych kobiet, ktore bedac dziewczynkami absolutnie nie marzyly o slubie a juz na pewno nie o bialej sukience i weselu. Mam za soba 8-letni zwiazek, w tym 7 lat jako narzeczona, teraz jestem w 6-cio letnim zwiazku, od roku zareczona, i wolalabym, zeby tak pozostalo. Cale szczescie mieszkam w kraju, gdzie nie ma zadnej presji, aby wychodzic za maz. Mysle, ze nalezy pozwolic ludziom zyc, jak im pasuje. Dla mnie wesele i slub to bylaby marnotrawienie pieniedzy, a tu , gdzie mieszkam, wszelkie instytucje, w tym szpitale, przymykaja oko na brak papierka. Mamy tylko jedno zycie (przynajmniej w aktualnej powloce;)), zeby sie stosowac do konwenansow i probowac sprostac oczekiwaniom innych, w tym rodziny. Chcesz miec meza, to miej, nie chcesz, tez dobrze. Niech zyje blogoslawiona wolnosc wyboru <3!

  33. Right. Odrzuca mnie od tego owczego pędu do małżeństwa. Ktoś, kto mówi mi, że jestem w jakiś sposób gorsza czy nieszczęśliwa, bo nie posiadam (w TYM wieku!) męża, z miejsca opuszcza grono moich znajomych. Odrzuca mnie też pomysł poddaństwa kobiety i ględzenie o świętym węźle małżeńskim. Jak ktoś chce – super, pójdę na wesele, pobawię się, pogratuluję i będę życzyć wszystkiego najlepszego. Ale absolutnie nie pozwolę na komentarze wywyższające się. Usłyszałam np. kiedyś od byłej już koleżanki, że ja nie wiem co to troszczyć się o kogoś, bo nie mam narzeczonego. Ona swego ówczesnego znała rok. Ja byłam z chłopakiem od 7 lat. Ale ona czuła się lepsza, bardziej związana, przez głupi kawałek metalu na palcu. Na szczęście nasi rodzice są spoko i traktują nas jak rodzinę, którą jesteśmy. Nie chcę słuchać urzędnika mówiącego mi, co mam robić i jak żyć, ale niestety trzeba będzie ten ślub kiedyś wziąć – w celach wyłącznie prawnych, jak dziedziczenie czy informacja medyczna. Ale zapał mam do tego jak do pójścia do dentysty. Jedyny ślub, nad jakim się kiedykolwiek zastanawialiśmy, nie ze względu na konieczność/wygodę, tylko na rzeczywistą chęć, jest ślub humanistyczny, gdzie samemu wybiera się przysięgę i cały przebieg. Ale chyba jednak takie coś też nie jest mi potrzebne. I nie ma to nic wspólnego z „zanikiem wartości”, o czym lubią grzmieć ostatnio upośledzone emocjonalnie osoby.

  34. U mnie jest na odwrót. Po prostu na takiego typa trafiłam, lub raczej wyszperałam go ;P Dopiero po ślubie zaczęłam się rozwijać i czuć że mogę robić co chce. Zrobiłam prawo jazdy, spełniam swoje pragnienia, mam pasje. On tyra. Biedny i kochany, pracuje bo to go cieszy że nami się opiekuje, że dba o nasze potrzeby. Kocham go strasznie i jestem mu wdzięczna. Zawsze chciałam mieć męża. Bo to dla mnie takie dobicie do portu, po burzy nieudanego dzieciństwa. Z tego portu teraz mogę ruszać gdzie chce. A on zawsze mnie wspiera gdziekolwiek płynę. Myślę że to właśnie jest spełnienie moich marzeń.

  35. Witaj ciekawy artykuł dał Mi do myślenia, jestem wiele lat z moim chłopakiem i to ja byłam ciągle tą , która śniła o ślubie w białej sukni itd.. Mój raczej niebardzo mu to pasuje zresztą do dziś Mi to dobitnie powtarza :/ nie raz zabolało serce :/
    ….dużo by opowiadac w temacie!!!
    Niewiem co się porobilo z naszym związkiem bo jesteśmy na takim etapie że zaczynam sobie uswiadamiac że przez cały nasz związek darzylam do bycia jego żona chciałam mieć rodzinę której nigdy Niemiałam tak naprawdę , a teraz coraz częściej stawiam sobie pytanie czy wogole jest jakiś sens brać ślub :/ psuje się między nami i decyzja w tym momencie o slubie byłaby największym błędem mojego życia 🙁
    To przykre bo tyle lat żyłam w nadziei że to jednak nastąpi a teraz się zastanawiam czy to wogole ma sens :/ bo żeby się pobrać trzeba być pewnym tego i muszą chcieć tego oboje!!!

  36. To chyba zależy od rodziny. W mojej małżeństwo było czymś przejściowym i raczej nikt nie przywiązywał do tego wagi. babcia rozwiodła się już w wieku 25 lat. Mama wywaliła tatę za drzwi tuż po urodzeniu mnie, ale z różnych perturbacji mój brat urodził się 4 lata później, jako nieudana próba powrotu do siebie. Rozwód odbył się niedługo po tym, jak skończył rok. W sumie większość małżeństw w rodzinie zakończyła albo wojna, albo rozwód. Może dlatego nigdy mnie małżeństwo nie korciło i żyjemy z niemężem na kocią łapę już chyba siódmy czy ósmy rok, nie pamiętam dokładnie. Łatwiej odliczać urodzenie się dziecka niż pierwsze wspólne wakacje. 😉 Biała kieca? Już na etapie komunijnym mnie nie kręciła, więc chyba to też trochę charakter. Kobietę definiuje to, co sama sobie stworzy w głowie i tyle. Życie we dwoje jest łatwiejsze niż w pojedynkę, ale nic na siłę. Długo byłam singlem i ma to wiele zalet, ale ma i wiele wad, jak to w życiu.

  37. Jeny, w końcu jakaś kobieta mądrze pisze! Ja nie mogę zrozumieć tego parcia na męża i dzieci. Może poniektóre rzeczywiście będą spełnione posiadając potomstwo i to jest ich cel życiowy, ale w większości mam wrażenie, że jest to owczy pęd, bo tak trzeba. Takie osoby nie skupiają się na własnym rozwoju, pasjach, na byciu po prostu szczęśliwą sama ze sobą, tylko na tym, aby kogoś poznać i zatrzymać. Nieważne, czy ta osoba jest dla nas wsparciem, sprawia, że czujemy się lepszymi ludźmi, dodaje nam skrzydeł. Co tam, jakoś to będzie. Przecież lepiej być z kimś niż samą 😉 I to szukanie własnej wartości w oczach mężczyzny… Skąd się to bierze? To wina ojców, matek? Nie wiem, ale cieszę się, że ja przejrzałam na oczy.
    PS Ostatnio czytałam książkę o męskiej agresji, gdzie również był poruszony temat różnic między kobietami i mężczyznami, głównie na podstawie obserwacji świata zwierząt, i zazwyczaj tak jest, że samica dąży do tego, żeby przytrzymać jednego samca przy sobie, bo wtedy ma większe szanse na przeżycie a z kolei samiec chce zapłodnić jak największą ilość samic, żeby zagwarantować ciągłość swojego rodu. W świecie ludzi dużych różnic nie ma, ale na szczęście coraz więcej kobiet zaczyna żyć świadomie i radzić sobie w pojedynkę, nie musząc uczepiać się kurczowo męskiego ramienia, aby przeżyć.

  38. świetny tekst!!
    Ja nigdy nie chciałam wyjść za mąż i myślę, że nigdy chcieć nie będę.
    Nie odpowiada mi to z wielu względów. Bardzo męczy mnie to, że w społeczeństwie funkcjonuje tylko jeden model dobrego życia: wtedy kiedy masz męża i dzieci. Inaczej – przegrałaś. Chyba nigdy nie doczekamy się, że inne style będą akceptowane. A jedyne co możemy zrobić to nauczyć się radzić sobie z tym, że dla większości „wystajemy poza ramy” …

  39. A ja się z Tobą nie zgodzę. Każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania, własnej perspektywy i życia, ale dla mnie małżeństwo jest czymś bardzo ważnym i z wiekiem coraz bardziej dojrzewam do tego, że ślub jako „impreza”jest tu najmniej istotny i coraz częściej mam ochotę na taki w 5, para młoda, świadkowie i ksiądz. Uważam, że jest to coś, co faktycznie cementuje związek i świadczy o jego nierozerwalności, bo nie zostawia już tak łatwej furtki do ucieczki, gdy coś idzie nie tak, bo skłania, a przynajmniej powinno do większej chęci naprawy tego, co się zepsuło, a nie wyrzuceni, jak to w dzisiejszym świecie najłatwiej. Jasne, że jeśli ktoś zawiera jedynie małżeństwo niesakramentalne, to nadal zostawia sobie dość łatwą drogę ucieczki i wtedy faktycznie jest to niewiele znaczący papier.

    Zgadzam się natomiast z tym, że ten człowiek ma być dopełnieniem, a nie definiowaniem i trzeba znaleźć siebie i na pewno nie wolno z siebie rezygnować, przynajmniej w dużym stopniu. Zgadzam się też z tym, że jeżeli ktoś jest sam i jest to jego własny wybór, z którym jest mu dobrze, to to również jest w porządku. Gorzej, jeżeli to nie jest własny wybór, a wtedy zaczynają się schody…

  40. Ciekawe spojrzenie. Niestety nie do końca się z nim zgadzam. Zgadzam się z tym, że trzeba wybierać siebie, w tym sensie, żeby z siebie nie rezygnować. Ale mam też wrażenie, że dzisiejszy świat pokazuje nam strasznie egoistyczne podejście do życia, które również przekłada się w małżeństwie. Nie do końca mi się to podoba. Moje zdanie na ten temat jest takie http://nieporadnik-damsko-meski.blog.pl/2017/02/08/w-mowie-w-mysli-w-sercu-na-slubnym-kobiercu/. Jestem ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam 🙂

  41. Zakończyłam prawie 11 letni związek bez ślubu, gdzie przez 7 lat starałam się zajść w ciążę… ukochany próbował walczyć z nałogiem picia… teraz jestem po 40, zero propozycji randek, leczę depresję. I nie piszcie mi o tym, że mam wychodzić z domu, malować pazury i iść na trzecie już studia. Chciałam mieć dom, dziecko, faceta miałam fajnego tylko z problemami. I co mi poradzicie dzisiaj? Jestem tak smutna, że nie mogę spać. Cała ta sytuacja nie jest moim wyborem, nie wiedziałam nic o chorobie.

  42. Z mym Małżem się nie „chajtamy” i nie mamy zamiaru.
    Poza tym nie znoszę wesel! Brr…

  43. I nie wychodz też za mąż, kiedy jestes pół kroku przed nim, masz swoje plany, marzenia i hobby a on zamiast Cie wspierać trzyma za ręke i nie pozwala iśc do przodu. I jeszcze obróci to w taki sposob, że myślisz ze serio jest z Tobą cos nie tak, że cos z Twoimi wartosciami jest nie tak, ze wieku 25 lat powinien być dla mnie najważniejszy on a nie rozwój.

  44. Agnieszka Małgorzata Reply

    Dobry tekst. Wyszłam za maz z powodu presji społecznej (bo z miłości chodzę do łóżka i na randki), o której piszesz. A jestem stosunkowo na nią odporna, duże miasto, niewierząca, niezalezna finansowo, z pasja, która realizuje w pracy i uroda. Małżeństwo nigdy nie było na mojej liście. Mając małe dziecko trudniej mi podejmować decyzje o podróżach w niebezpieczne miejsca, czy w ogóle wyjechać na stypendium na 4 miesiące za Ocean. Nigdy nie zazdrościłam i nie zazdroszczę kobietom ich mężów, nawet jak sa prezesami i przynoszą worki kasy do domu. Kocham bardzo dziecko i męża, ale to nie jest moja droga. Zatem, róbcie swoje i bądźcie odważne!

  45. To, że człowiek chce mieć „kogoś do pary”, nie chce być samotny itp. to jedno. A szukanie męża i dążenie do ślubu to drugie. Bo ogólnie się zgadzam – niestety wiele kobiet ma zakodowane, że tylko obrączka sprawi że będą pełnowartościowe, a związek bez papierka to tylko marny substytut małżeństwa. Ale czasy się zmieniają i wiele kobiet nawet celowo wybiera związek nieformalny, a rodzina może pomarudzić o życiu w grzechu, ale na tym się kończy. Gorzej, gdy kobieta jest po prostu singielkę (wszystko jedno czy „z odzysku” po rozwodzie czy nie), wtedy rzeczywiście presja społeczna jest ogromna…

  46. Podpisuję się wszystkimi kończynami 🙂 czytuję sobie Ciebie już jakiś czas i mam wrażenie, jakbyśmy miały podobne życiorysy, doświadczenia i bolączki 😉
    W kwestii małżeństwa powiem tak, moim największym życiowym osiągnięciem nie było wyjście za mąż, ale WYJŚCIE Z MAŁŻEŃSTWA. To była trudna i bolesna droga, ale dzięki temu hmmm…. żyję, żyję jak żyć zawsze chciałam.
    Gdybym trwała dalej w tym małżeństwie skończyłoby się zgonem – zabiłabym jego, albo siebie…. (to nie żart ;/)
    Obecnie czuję się uleczona z potrzeby bycia w związku małżeńskim, parcia na certyfikat przynależności, rezerwację miejsca przy czyimś boku na umowne „na zawsze”. Jak ludzie chcą być razem, to niech będą – bez lub z ślubem. Wolny wybór. Mnie wzdryga na samą myśl o kolejnym 😀 ale to może kwestia przeprogramowania głowy 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  47. Pingback: Lipcowe znaleziska z sieci - ekopozytywna

  48. „Dla mnie ślub, w tym momencie, powinien być legalny dopiero po 30-stce. Jako wisienka na torcie, a nie początek maratonu zwanego docieraniem się.” ha! dokładnie tak! u mnie tak było i stwierdzam oficjalnie, że to jest dobre!
    co do samego wesela, abstrahując od kosztów, które są nieprzyzwoicie duże jak na jednodniową imprezę, takie wesele, dla mnie przynajmniej, a jestem skromną osobą, to było coś-tzn. cała rodzina z obu stron, wszyscy nasi przyjaciele i wszyscy oni w jednym miejscu, specjalnie dla nas, do tego duży tort, piękne życzenia, nasz strój i wygląd dopracowany do najmniejszego szczegółu-dla skromnej i dojrzałej osoby to będzie rzeczywiście jak wisienka na torcie, dojrzała osoba to udźwignie, będzie wiedziała, że tak nie będzie wyglądał każdy następny dzień, że wesele to tak na osłodę przed trudami codzienności, która będzie jednak o niebo lepsza, jeżeli ów współmałżonek to właściwa osoba
    ostatnio mam okazję uczestniczyć w samych stypach, więc stwierdzam z całą pewnością, że wolę śluby i wesela z całym tym blichtrem i sztucznymi diamencikami 😉

  49. Jeszcze odnośnie kariery i zamążpójścia, na myśl mi przychodzi żywot naszej noblistki, Marii Skłodowskiej. Czy tej kobiecie małżeństwo przeszkodziło w karierze? Nie dość, że razem z mężem dokonała przełomowych odkryć, to jeszcze w jej ślady poszła córka, czyli było nie było, owoc małżeństwa. Podsumowując, problemem nie jest ślub i małżeństwo samo w sobie, a osobniki, które je tworzą. W przypadku państwa Curie był to synergizm hiperaddycyjny ewidentnie 😉 czego sobie i innym życzę 🙂

  50. Zazwyczaj jak coś denerwuje mnie w internecie to wyrzucam to z głowy i idę dalej, żeby nie psuć krwi sobie i innym, ale tu już nie mogę. Przepraszam, jeśli moje słowa zabrzmią ostro, bo nie to jest moim celem. Dlaczego robisz to publiczne samobiczowanie się? Blog o zaczynaniu od nowa? Ale jak, skoro wcale nie zaczęłaś? Co notkę wspominasz o tym jak to jesteś ponad to wszystko – ponad faceta, ponad związek, ponad małżeństwo – i właśnie to, że musisz wspominać to co post pokazuje jak bardzo dalej tkwisz w żalu po rozpadzie związku.
    Co to za dyrdymały, że małżeństwo to rezygnacja z marzeń? Jeśli Twoje się nie udało, to przykro mi, ale odpowiednio wybrany mężczyzna/kobieta nikogo nie będzie w spełnieniu marzeń ograniczał. No i skąd pomysł, że to marzenie i ambicja wszystkich kobiet? 🙂 to, że Twoje – chociaż tak zaprzeczasz – to nie znaczy, że wszystkich. Ja nigdy nie pomyślałabym, żeby tak stereotypizować inne kobiety, cóż za pustka i ograniczenia w głowie!
    Nie wiem czy wierzysz w to, że ten publiczny ekshibicjonizm uczuciowy robi z Ciebie silną i niezależną kobietę, ale uwierz – tak nie jest. Jestem z Olsztyna i szczerze mówiąc, dużo osób widzi, że z Twojej strony bije jeden wielki żal – żal za utraconym facetem i to jeszcze wyrażany ciągłą frustracją i atakowaniem związków damsko-męskich i ambicji kobiet w nie wchodzących. Nie wiem czy zaakceptujesz ten komentarz czy go skasujesz, ale przemyśl proszę – bo w oczach ludzi wyglądasz na bardzo zakompleksioną, słabą kobietę z każdym kolejnym ‚mamtowdupie’ wpisem. Jakbyś była szczęśliwa to nie musiałabyś tego ciągle powtarzać. Zapomnij o tamtym związku, zostaw żale i idź do przodu – ciągłe wylewanie ich w internecie w pseudowyzwolonych postach Cię tylko zatrzymuje w tyle!
    Pozdrawiam i życzę WRESZCIE ruszenia do przodu.

    • Tekstualna Reply

      ale mi poprawiłaś humor, dzięki 🙂
      Gdybyś mnie znała, nie napisałabyś tego komentarza, uwierz mi 🙂
      A to co piszę na blogu, to nie tyle moje własne uczucia, co moje OBSERWACJE oraz myśli po rozmowach z kobietami, które mają ochotę lub potrzebę porozmawiania ze mną. Tyle.
      Żal za utraconym facetem? Wszystko można o mnie powiedzieć, ale to? Przemilczę… 😀

  51. „Because I am female, I am expected to aspire to marriage. I am expected to make my life choices always keeping in mind that marriage is the most important. Now marriage can be a source of joy and love and mutual support but why do we teach girls to aspire to marriage and we don’t teach boys the same? We raise girls to see each other as competitors not for jobs or accomplishments, which I think can be a good thing, but for the attention of men” -Chimamanda Ngozi Adichie. Co słucham Flawless mojej ukochanej Queen B. to przypominam sobie po co jest małżeństwo😊

  52. Witaj Tekstualna!

    I tu dotykamy sedna sprawy! Doskonale rozumiem komentarz Anki z góry. Dokładnie to samo pisałam wyżej, może tylko łagodniej ubrałam to w słowa. Obie mamy ( a jest jeszcze więcej takich komentarzy) wrażenie, że z tekstu bije żal za facetem, zawód, że się nie udało, no że jak to ten ślub ma dać ci szczęście, dziękuję, postoję (to babcie).
    DLACZEGO na wstępie postu nie napisałaś DUŻYMI LITERAMI, że „to nie tyle moje własne uczucia, co moje OBSERWACJE oraz myśli po rozmowach z kobietami, które mają ochotę lub potrzebę porozmawiania ze mną. Tyle.” No dlaczego nie ma tej informacji na początku postu? A pojawia się ona DOPIERO w odpowiedzi na ostatni komentarz ????? Jak my nie mamy mieć takiego wrażenia, ze to nie o Tobie, skoro w poście mnóstwo sformułowań typu: WYDAJE MI SIĘ, MYSLĘ, ŻE , DLA MNIE SLUB…
    No powiedz sama …
    Pozdrawiam 🙂

    • Tekstualna Reply

      No przecież w poście piszę jako ja, to są moje obserwacje. Moje odczucia, gdy babcia mi mówi, że będę jeszcze szczęśliwa i moje słowa, że źle się czuję z takimi hasłami, bo szczęśliwa jestem taka, jaka jestem w tej chwili, totalnie samodzielna, totalnie zakochana w córce i totalnie nie w związku. Tak, uważam, że są kobiety, których życiowym celem jest małżeństwo i uważam, że prędzej czy później to się źle na nich odbije, bo ile lat można żyć cudzym życiem?

      Miałam już jeden ślub, umiem więc ocenić, czy daje szczęście czy nie. Nie da, jeśli same sobie nie damy, to jest banał ale też totalna prawda.

      Moje małżeństwo nie było dla mnie żądnym więzieniem, nie ograniczało mnie, nie tłumiło kreatywności. Także to nie tak, że gardzę małżeństwem, bo żyłam cudzym życiem. Żyłam swoim, bardzo swoim. Fakt, dostałam po tyłku i przeżyłam coś bardzo nieprzyjemnego, ale trudno. Małżeństwo nigdy mnie nie określało, tym bardziej nie określa mnie rozwód.

      Żal za utraconym facetem? Byłabym dla siebie bardzo niedobra, gdybym w tym konkretnym przypadku o tym myślałą i to czuła, dlatego twierdzenia takie są bzdurą.

  53. Bardzo się zgadzam, powiem więcej, jestem w tej ocenie bardziej radykalna od ciebie. Kiedy mówię to w towarzystwie, wszystkie kobiety się obrazaja, ale mam to w nosie, bo może dzięki mówieniu o tym wprost w końcu przejrzą na oczy. Nie znam ani jednego faceta, dla którego małżeństwo jest priorytetem. Czasem jest to rodzina, czyli posiadanie dzieci, ale rzadko. Nawet jeśli facet mówi, ze to dla niego ważne, ma rownolegle inne cele, jak kariera, pieniądze czy samorozwój. Natomiast wielka liczna kobiet jako jedyny cel w życiu stawia sobie zamążpójście i urodzenie dziecka. Nawet język i stereotypy są przeciwko nam – złapała go na dziecko, upolowała faceta, wzięła go pod pantofel. W mądrości ludowej wyrył się obraz kobiety, która rozkochuje w sobie faceta, który biedulka się żeni i pogrzebany jego los, teraz koniec życia, swawoli. Wracając do kobiet – znalezienie partnera i rozpłodzenie się to nie jest jakiś rocket science, jakiś niesamowity achievement. Jeśli nie wyglądasz jak skrzyżowanie quasimodo z chewbaccą i nie posiadasz osobowości borderline, to raczej ci się uda. Wiec czemu te baby są takie dumne z faktu posiadania małżonka i dzieci i uważają, ze spełniły swój cel życiowy i teraz mogą spocząć na laurach? Podczas gdy ich partnerzy realizują się w pracy, maja przyjaciół, hobby? Mozna znaleźć partnera z którym będziesz się dzielić wychowywaniem dziecka i pracować, prowadzić bloga, uczyć francuskiego, co tam sobie wymarzyłaś. Możesz się nie żenić i skupić na rozwoju. Możesz być samotna matka. Możesz wszytsko. A jednak ten ślub, ciagle jest świętym graalem większości. Idę na studia, żeby znaleźć męża. Jezu, mam już 30 lat i ciagle jestem samotna. Stara panna. Tak jakby o wartości kobiety stanowił tylko fakt, czy udało jej się upolować, czy nie. Tak jakbyśmy nie były w pełni wartościowymi ludzmi, dopóki nie dopełni nas pierwiastek męski. Gardzę takim myśleniem. Nie gardzę natomiast małżeństwem czy inna forma zawarcia długotrwałego związku. Jeśli ludzie chcą być ze sobą na zawsze, jest to piękne. Piękne i godne pochwały i podziwu. Nie mówię o samym akcie miłości i bycia razem. Mówię o niewolniczej mentalności kobiet, które jedyna wartośc w sobie upatrują przez pryzmat faceta. To upodlające. Takimi babami gardzę i za takie się wstydzę.

  54. A mnie się artykuł nie podoba. Brzmi trochę jak usprawiedliwianie samej siebie, brzmi jakbyś sama obwiniala się o to, że nie masz męża (nie wiem czy tak jest, czy nie, ale tak go odebrałam). Jeżeli czyimś życiowym celem ma być samozadowolenie i zaspokajanie własnych potrzeb, to nic dziwnego, że małżeństwo go nie kręci. Wybieranie tylko siebie to – nazwijmy to po imieniu – egoizm. I nie ma on NIC wspólnego z byciem szczęśliwym.
    Nie jest też prawdą, że „to tylko papierek”. Szczęśliwe małżeństwa o tym wiedzą. Bardzo nieładnie to ujęłaś.
    Nie twierdzę, że mąż to sens życia i kto go nie ma, ten jest przegrywem. Ale zdaję sobie sprawę z tego, co czuje samotna kobieta, która ma pragnienie założenia rodziny. Artykuł nie wnosi absolutnie niczego sensownego, a jedynie odkrywa chore pragnienie niezależności.
    Przepraszam, ale jestem na nie.

  55. Hej.
    Podoba mi się Twój tekst.
    Masz rację- rządzą nami stereotypy, głupie, śmieszne i niepotrzebne.
    Wyszłam za mąż kilka lat temu. Szybko, skromnie, bez rozgłosu na Facebooku. Nie byłam standardową panną młodą; nigdy nie marzyłam o tym, by wyglądać jak beza, by zrujnować się na jedną noc w życiu. Moje podejście do sprawy ślubu dobrze odzwierciedla tekst: „Anyone who says their wedding day was the best one of their life clearly never had two candy bars fall down at once from vending machine”.
    Małżeństwem też nie jesteśmy standardowym: ,,Jak to? Nie gotujesz mężowi?” Zdarza mi się. Równie często, co mężowi gotować dla mnie. ,,Jak to? wychodzisz na miasto bez męża?” Owszem, a mąż wychodzi beze mnie. ,,To już kilka lat po ślubie, a wy nadal nie macie dzieci?” Nie mamy. I nie będę się spowiadać. Nasza sprawa. O ile teksty tego typu z ust babci czy ciotek w jej wieku (nie przypominam sobie takich pytań od dziadka czy wujów) nie rażą mnie specjalnie, to już gdy słyszę je od dziewczyn (nigdy facetów) w moim wieku, robi mi się przykro. Ale nie z mojego powodu- to ich mi żal.

  56. A ja kiedyś też nie mogłam zrozumieć ślubów! I zaklinałam się, że nigdy ślubu nie wezmę, bo to głupi papierek. Ale wzięłam po 7 latach związku, w wieku 29 lat. We wrześniu stuknie nam pierwsza rocznica.

    Nagle poczułam, że chcę, chcę kurna być żoną i powiedzieć to w urzędzie i jeszcze podpisać się pod tym. Tak bardzo chciałam i była to decyzja z marca, we wrześniu już był ślub 😉 Najpiękniejszy na jakim byłam, jest jednym z moich ulubionych wspomnień i jest dla mnie celebracją naszego związku.

    Poza tym zmieniłam nazwisko. Zrobiłam to z wielką radością, bo moje nazwisko kojarzy mi się jedynie z moim ojcem, z którym nie mam żadnych relacji, no chyba że mega złe. To było dla mnie terapeutyczne w pewnym sensie. Ale oczywiście rozumiem, że mój przypadek jest ekstremalny.

    Nikt nigdy na mnie nie naciskał, a w związku z małżeństwem więcej zyskałam niż straciłam. Podobny artykuł mogłabym napisać w temacie „dziecko”. Wszystko identycznie. Ludzie są tak zaślepieni, że choćby mówić im, że nie lubisz dzieci, nie rozumiesz macierzyństwa, nie czujesz tego, to i tak usłyszysz – nie, nie, pokochałabyś je, byłoby cudownie 😀 kto kurna normalny takie rzeczy nieodpowiedzialne wygaduje? Także niestety my kobiety, jak nie mąż, to dziecko. Może nie chcemy, ale świat za nas wie, że tak właśnie będzie dla nas dobrze.

  57. Ghana napisała, że artykuł rządzi się troszkę egoizmem i „chorym” uczuciem niezależności…
    Hmmm niby się zgadzam, ale i nie.
    W tekście zawarte są bardzo ciekawe przemyślenia. Wolność rozumieją ludzie na różny sposób. Dla innych to chęć bycia ciągle zdobywanym przez płeć przeciwną, imprezki itd oraz faktycznie chęć bycia egoistą. Dla mnie uczucie wolności w związku, to pozwalanie drugiej osobie spełniać marzenia, nie hamowanie jej potrzeb, pragnień. Pokazanie mu, ze może mieć swoje ” JA ” tak silne rozwijane jak w byciu „solo”
    Czemu nie? Zdrowy egoizm, to dobry egoizm.
    Kiedy pozwalamy drugiej osobie rozwijać swoje „JA” tworzymy w ten sposób silne „MY”
    Ludzie, którzy w związku spełniają siebie wzajemnie a jednocześnie mają czas i chęci robienia czegoś wspólnie to szczęśliwe związki.
    Nie oszukujmy się, ludzie w małżeństwach inaczej egzystują niż w narzeczeństwie bo w ich głowach jest zakodowany inny system od wielu lat. Parcie na obrączki i bycie małżonkiem zawsze mnie drażniło, bo nie niosło nic konkretnego za sobą. Śluby ze względu na dziecko, ze względu na finanse, ze względu na to, że wypada i nie daj Boże myślenie „od teraz będzie mu trudniej odejść” bo to też już słyszałam 😀
    Dla mnie temat ślubu zawsze był odległy, skończyłam 30 lat i dalej tego nie czuje. Nie czuje potrzeby robienia hucznych weselisk, lejącej się wódki, mięsa ( którego spożywaniu jestem przeciwna – a kto przyjdzie na wesele bez mięsa!?) I wtedy słyszę : wesele jest dla gości, powinno być mięso :D, nikt nie przyjdzie….
    Napomknę jeszcze na temat przejmowania nazwisk. Wywołało to u mnie burzę, bo powiedziałam, że jeżeli dojdzie do ślubu kiedyś chce zostać przy swoim nazwisku.
    Oburzenie. Jak to? dlaczego? wymyślasz…
    Nie, nie wymyślam. Jestem silnie związana ze swoim nazwiskiem. I tak zostanie. Dzieci owszem – dwuczłonowe, dlaczego tylko męża jak są też moje.
    Każdy ma swoją historię, swój ród. Nie tworzymy się na nowo poślubiając mężczyznę, dlatego też nie utożsamiajmy się z nazwiskiem męża.
    Kiedyś usłyszałam, że rozwodów jest pełno ponieważ każdy z nas żyjąc średnio przez 30 lat ze swoim nazwiskiem ma w nim swoją energię. Przejmując nazwisko obcej osoby przejmujemy inną energię, czasem lepszą czasem gorszą. Czy to prawda nie wiem, ale czuję, że coś jest w tym.
    Reasumując. Tak jak napisałaś. Pobierajmy się wtedy kiedy czujemy, że nasze dusze tego pragną, że są dla siebie. Nie dla innych celów. Bo życie to rozwój ducha i tylko to ma znaczenie kiedy przychodzi śmierć. Wtedy czujemy, że mieliśmy przyjaciela przy sobie, który nas wspierał i był naszym partnerem, oparciem a nie dyktatorem życia bądź naszym bankiem.

    Pozdrawiam

  58. Mam podobnie jak autorka i wiele komentujących. Mimo to wyszłam za mąż w ostatnią sobotę! Można wziąć ślub bez tych wszystkich patriarchalnych zwyczajów. U nas nie było oświadczyn, po prostu jak dorośli partnerzy zaczęliśmy planować ślub drogą rozmów. Nie dostałam pierścionka, bo go nie chciałam i nie rozumiem, czemu ja miałabym coś dostawać, a mój facet nie. Ślub wzięliśmy po swojemu-cywilny. Mój mąż przyjął moje nazwisko- teraz ma podwójne, a ja nie zmieniłam i dzieci też będą się nazywać tak jak ja. Poza tym nic się nie zmieniło po ślubie, bo już wcześniej razem mieszkaliśmy i żyjemy tak samo teraz. Nie czuję więc, żeby w moim małżeństwie mąż był uprzywilejowany. Można? Można! Tylko niestety takich wspaniałych mężczyzn z równościowym podejściem jest bardzo niewielu.

  59. Mam 28 lat, skończone 2 kierunki studiów, męża od lat 4, 2 dzieci (znaczy się to drugie w drodze ), po studiach pracowałam w firmie gdzie mogłam sie rozwijać. Na mamy z dziećmi ( bez ambicji przecież !! )patrzyłam lekko z góry. teraz gdy synek ma ponad rok, brak pewności czy na pewno dobrze się roZwija – nie liczy się dla mnie nic. żaden sport, języki, szkolenia itp. Teraz czuje ze ten rozwój wcześniejszy był mało znaczący. Nie znaczy to ze nie chce się w kierunkach moich zainteresowań rozwijać, ale dużo bardziej od nowego języka wole w spokoju wykąpać synka, zobaczyć jego uśmiech, usłyszeć co tam sobie guga. Bez presji i bez poczucia ze moze powinnam robic podyplomowke ? może kolejny język ?? bo jest trend na rozwój? nie mówię ze to jest zle ale warto słuchać siebie i to czego potrzebujemy. Może właśnie potrzebujemy spokoju, wyciszenia, zobaczenia ze rozwój to nie tylko drapanie Się po szczeblach kariery a np zrobienie nowego deserku dziecka ?? uważam ze czasami ten trend na rozwój jest narzucony przez zewnętrzny świat i często podejmujemy nowe aktywności bo trzeba się przecież rozwijać. słuchajmy siebie i swoich potrzeb i po prostu podarzajmy za tym.

  60. Szczerze, moim zdaniem najlepsze małżeństwo jakie można stworzyć to takie samej ze sobą. To jest wyzwanie wytrzymać ze sobą 24h i nie powiedzieć sobie, ale Ty durna baba jesteś! 🙂 A druga kwestia to taka, że czasami lepiej być singlem i być szczęśliwym człowiekiem niż pchać się w nieszczęśliwy i toksyczny związek…a takich dookoła pełno….

  61. Jako SINGIELKA rozumiem to bujanie się samej z życiem, dorabianie się samodzielnie, zmaganie się… Chciałabym może spotkać Tego Właściwego Mężczyznę, ale go nie ma w moim życiu. A nie będę za kogoś wychodzić tylko po to, żeby było lżej. Zazdroszczę trochę mężatkom, że mogą spędzać czas z ukochanym, wspólne wolne chwile, wakacje… Czas w domu z dziećmi jest taki piękny, kobiety mogą zadbać o siebie, o dom, o rozwój – jeśli chcą i mąż im pomaga w obowiązkach. A tak często słyszę ich narzekanie – na to, co mają, na nudę. A ja tylko patrzę z boku, zapracowana, przemęczona, bez dzieci i jest mi przykro, bo nie doceniają tego, co mają. A czas, kiedy dorabiam jako niania albo odwiedzam znajome z dzieciaczkami w domu dodaje mi sił, dodaje energii, by zmagać się z życiem. Wtedy czuję się potrzebna, mogę się też realizować jako „ciocia”.

  62. Dodam jeszcze, że rodzina nie przeszkadza w rozwoju, a moje 1001 pomysłów na życie to próba poradzenia sobie z pustką, którą odczuwam z powodu braku mężczyzny/męża i dzieci… żeby nie wpaść w beznadzieję muszę się trzymać, muszę czymś zająć myśli… a chciałabym być w domu, obserwować jak brzuszek się powiększa i cieszyć się dziećmi i czasem z mężem. Czasem tak dziwnie jest, że te z nas co nie planowały, wyszły za mąż i dzieci urodziły, a te co marzą o dzieciach wciąż czekają. Ale taki czas też oczyszcza, pozwala uporządkować i zrozumieć siebie, nabrać świadomość, zaradności i i nie popełniać choćby części błędów koleżanek w przyszłości…

  63. Panna Migotka Reply

    Cześć!
    Trafiłam do Ciebie całkiem przypadkowo, ale, cholera, muszę to napisać – SZALENIE DOBRY TEKST. Naprawdę. Podpisuje się rękami i nogami pod tym, co napisałaś. Żyj po swojemu i daj żyć innym. Ja mam starsze rodzeństwo i z racji starszeństwa uważają się oboje ekspertami od mojego życia i ciągle wbijają mi przysłowiowe szpileczki zdaniami typu „powinnaś kogoś mieć”, „kiedy ślub”, „kiedy dzieci”. I absolutnie do nich nie dociera, że ja nie muszę iść ich drogą. Jestem młoda, ale mam swoje życie, karierę, mam siebie i swoje marzenia, robię co chce, kiedy chce i z kim chcę. I jeśli kiedyś pojawi się ktoś, kto to zaakceptuję i będzie chciał być dla mnie partnerem, a nie gościem/ekspertem/dopełniać moje życie to ok, będzie świetnie, ale jeśli nie – jestem już na tyle świadoma, że wiem, że dam sobie radę bez tego. Wiem czego chcę od życia i wiem, że nie są to pieluchy, dzieci, bycie sfrustrowaną kurą domową, patrzącą jak mąż się spełnia zawodowo, a ja siedzę w domu. Bo byłaby sfrustrowaną, wkurzoną żona nie mogąc spełniać swoich marzeń i robić kariery, na którą już od lat pracuję i w którą wkładam tyle wysiłku. Ja kocham swoje życie, naprawdę. Uważam, że my kobiety powinnyśmy być trochę egoistkami i myśleć o sobie. Zawsze, gdy o tym myślę przypomina mi się cytat z filmu „Żelazna Dama”, który stał się dla mnie dewizą: „Bardzo cię kocham, ale nigdy nie będę jedną z tych kobiet, które tylko ładnie wyglądają, uwieszone na ramieniu męża. Albo stoją w kuchni przy zlewie. Życie człowieka musi coś znaczyć.Więcej niż gotowanie, sprzątanie i dzieci. W życiu musi być coś więcej. Nie umrę zmywając filiżanki. Mówię serio. Potwierdź, że to rozumiesz”. Także, do dzieła dziewczyny! Nie podcinajmy sobie wzajemnie skrzydeł a wspierajmy się dzielnie!

  64. Witaj !

    dziękuje za ten tekst, trafiony w punkt, jestem właśnie po rozstaniu i…. na prawdę zaczynam czuć, że nie muszę dążyć do tego czego tak na prawdę chcą inni. Poznałam człowieka z którym czuje połączenie dusz, ale który nie chce ślubu i zaczynam rozumieć dlaczego….DZIĘKUJE !

  65. Bardzo fajny tekst.
    Zgadzam się, że jakoś najczęściej to karierę męża się wspiera, a nie żony. I chyba same kobiety tak się usuwają w cień.

    Wydaje mi się jednak, że jeszcze większa presja jest na dziecko, no bo jak to, jak kobieta może nie chcieć mieć dziecka? A najlepiej dzieci. Zresztą wspominała już o tym Ania.

  66. Polecam autorce posta oraz pozostałym kobietom dwie lektury: „Kobieta bez winy i wstydu” Eichelbergera oraz „Księga kobiet” Osho. A dla odważniejszych także „Nie zaczęło się od ciebie” M.Wolynn. Wiele tam odpowiedzi na pytania i tezy postawione powyżej.

Leave A Reply

Navigate