Alfabet nowej mnie. Ł jak łokieć

Ktoś mi ostatnio powiedział, że powinnam rozpychać się łokciami. A ja…

Jeśli rozpychać się łokciami znaczy to, by dążyć po trupach do celu, to ja dziękuję, postoję. Źle mi się to kojarzy. Z podstawianiem nóg, robieniu na złość i nie liczeniu się z nikim. A ja tak nie lubię. Z ludźmi trzeba ostożnie.

Życie kończy się szybciej niż może nam się wydawać. Boję się tego, czuję upływający czas, wciąż mam wrażenie, że uciekają mi szanse, choć też mam świadomość, że część z nich wyłapuję wzrokiem i umiem je wykorzystać, przekuć na coś dla siebie dobrego. Gdy myślę, że życie zaraz się skończy, nie zdążę nawet mrugnąć powiekami, pojawia mi się w ciele energia, która każe mi działać, mejla sprawdzić, napisać zdanie w notesie, które jutro rozwinę o kolejny punkt. Nosi mnie, czuję lekką presję życia, które nie chce być przeze mnie zmarnowane. A wtedy łatwo o myślenie – jestem tu, to jest moje życie, jeśli nie teraz, to kiedy, zrób coś, działaj, właśnie teraz, nie patrz wstecz, nie patrz na innych. Patrz przed siebie i myśl tylko o sobie.

Szczególnie, jeśli ktoś ostatnio nie pomyślał o Tobie wcale.

Kobiety, którym się w życiu lekko poprzestawiało, nie chcą pozwolić, by cokolwiek i ktokolwiek wpływał na ich życie. Ze strachu. Więc zakładają zbroję i udają, że mają wszystkich gdzieś, że dadzą sobie radę ze wszystkim. Czują, że albo coś zrobią teraz, albo czas zwolni tak bardzo, że zaczną się o niego potykać. Życie stanie w miejscu, a już i tak tyle jego poszło na marne, szkoda każdego dnia, każdej szansy. Człowiek spragniony jest dobrych zbiegów okoliczności, sukcesów, myśli, że w końcu coś się udało. Ta myśl bywa tak intensywna, tak dojmująca, że czasem zrobi się wszystko, by poczuć raz jeszcze wiatr we włosach, kasę w portfelu i satysfakcję z samej siebie.

To rozpychanie się łokciami bywa wtedy łatwiejsze. Usprawiedliwione. Jest jedynym wyjściem, by wyjść z twarzą.

Nie jestem bezwzględna w osiąganiu celów. Ja w ogóle nie jestem bezwzględna. Zawsze staram się patrzeć z więcej niż jednej perspektywy. Mam skrupuły. Jest mi z tym dobrze, choć nie zawsze łatwo. Mam świadomość, że rozpychając się łokciami mogłabym żyć mocniej i mieć więcej. Może miałabym więcej zer na koncie, może lepsze ciuchy, ale tak dobrze mi jest ze świadomością, że umiem znaleźć złoty środek. Nie zrezygnuję z tego.

Czy w życiu trzeba rozpychać się łokciami, by coś osiągnąć? Nie, chyba nie. Zawsze powtarzam: ,,rób swoje”, to zabiera mniej energii niż przepychanie się, na siłę wychodzenie przed szereg.

Rozpychanie się łokciami? Nie. Chyba nie, możesz złamać rękę. Ale bycie stanowczą, konkretną, zdecydowaną, pewną siebie i skupioną – sto razy tak.

 

Przeczytaj koniecznie:
A jak Akceptacja.
B jak Burza.
C jak Cisza.
D jak Defibrylator.
E jak Earl Grey.
F jak Fajterka.
G jak Głodna jestem.
H jak Hedonistka.
I jak Igła.
J jak Jest dobrze.
K jak Kobieta.
L jak Lepiej.

 

 

2 komentarze

  1. Sedno chyba w tym kto co uważa za „rozpychanie się łokciami”. Mnie się czasem kojarzy z czymś co mówisz zalęknionemu dziecku, żeby zaczęło trochę walczyć o swoje, a nie stać na samym końcu. Wtedy to chyba jest dobre.

Leave A Reply

Navigate