Jak kupić mieszkanie, czyli od marzenia do własnego domu

Jesień 2013 roku. Chodzę z wózkiem po Dolnym Mieście w Gdańsku. Wybieram kamienicę, w której chciałabym mieszkać. Jedną, drugą. Wybieram ulicę. Codziennie idę tą samą trasą, drzemkę małej Inuli wykorzystując na projektowanie przyszłości. Gdzieś przeczytałam, że tak to się nazywa. Projektowanie. Więc projektuję podpisywanie umowy. Projektuję remonty i przeprowadzki. Projektuję to, jaka będę szczęśliwa.

Ruszyła lawina wyobrażeń i planów. Ale tylko w głowie i na Pintereście. Trochę mi się życie pozmieniało, wiecie jak jest… Na trzy lata zapomniałam o tym. Choć w głowie miałam wciąż myśl – potrzebuję swojego miejsca, takiego, z którego nigdy nie będę musiała się wyprowadzać.

Od kilku tygodni mieszkam u siebie. Czyli w mieszkaniu, które z dumą mogę nazywać domem, choć jeszcze tak wiele mu brakuje, by cieszyć moje oko tak na 100%. Mieszkanie, które wyczekałam, wypłakałam, wystresowałam. Które jest moje, choć wiele mnie to kosztowało, i nie chodzi wcale o pieniądze.

Jak kupić mieszkanie?

Miałam marzenie. Stara kamienica, wysokie sufity, drewniane podłogi, klimat. Totalnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Bo niby skąd. Sama myśl o tym, że musiałabym ruszyć tę całą machinę, mnie paraliżowała. Bo to nie zakupy w IKEA. To decyzja, która wpływa na całe życie. A przynamniej tak mi się wtedy wydawało.

Tylko jak to zrobić? Jak kupić to wymarzone mieszkanie?

Styczeń 2017 roku. Jadę przeprowadzić szkolenie dla Inside Park, agencji nieruchomości. Fajni ludzie, dużo pytań, jeszcze więcej odpowiedzi. Mówimy o wizerunku, strategii komunikacji. Pytam, z czego są dumni, co chcą podkreślić, jak działają. Interesuje mnie wszystko, bo lubię pracować na przykładach. I wtedy Tomek przykład ten podaje. Jak by wyglądała współpraca, gdybym to ja chciała, hipotetycznie oczywiście, kupić mieszkanie.

Nic wtedy nie powiedziałam, ale wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl…

25 września 2017 roku machina ruszyła. Ja ją ruszyłam wysyłając do Tomka Laskowskiego, prezesa biura nieruchomości Inside Park,  mejla z prośbą, by pomogł mi znaleźć mieszkanie. Pomyślałam, że muszę postawić na efekt kuli snieżnej. Jeśli czegoś chcę, muszę zrobić choć jeden mały ruch. Tym ruchem był mejl. Jeden zwykły mejl.

Tomek odpisał, że jasna sprawa. I że kiedy spotkanie. Po takiej wiadomości czułam, że nie mam odwrotu. Że to się dzieje, że zaczyna się coś dziać. Byłam bardzo ciekawa, do czego doprowadzi to spotkanie.

Współpraca z biurem nieruchomości

Jak wygląda współpraca z biurem nieruchomości? Z moich doświadczeń wynika, że naprawdę dobrze. Bo ja nie udaję, że znam się na czymś, na czym nie znam się wcale. I nie ukrywam, że coś mnie przeraża, jak np. formalności. Bo właśnie formalności byłyby tym czynnikiem, który skutecznie odstraszyłby mnie od kupna własnego mieszkania. Ja po prostu nie umiałabym tego sama ogarnąć.

Punkt po punkcie, jak wygląda proces kupna mieszkania, gdy zgłaszasz się po pomoc do biura nieruchomości. Według Inside Park:

  1. Najpierw, chcąc kupić mieszkanie, musisz zdefiniować, na czym Ci zależy, co jest dla Ciebie ważne.
    Ja bardzo chciałam mieszkać na Starym Mieście, Dolnym Mieście, Ołowiance, ewentualnie Wrzeszczu. Musiało to być mieszkanie w kamienicy, najlepiej wysokie, z drewnianymi podłogami. Głównym kryterium była ,,magia”, ale akurat tylko ja mogłam sprawdzić, czy jest, czy nie. 🙂
  2. Później informujemy Cię, na czym polega cały proces zakupu nieruchomości, korzystasz z bezpłatnych konsultacji, dowiadujesz się, jak to wygląda w praktyce, poznajesz wszystkie kroki transakcji.
    Właśnie ten etap przerażał mnie najbardziej. Wydawało mi się to tak trudne do ogarnięcia, że na samą myśl miałam ochotę sprawdzić, czy nie ma mnie w moim wynajmowanym mieszkaniu. Z góry wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, bo po prostu mnie to stresuje – formalności, przepisy prawne, umowy, sprawdzanie stanu prawnego nieruchomości. Kosmos.
  3. Pokazujemy Ci, co jest na rynku dostępne, korzystając z naszej agencji masz możliwość dotrzeć do ofert publicznych oraz tych ‚spod stołu’, bo jesteśmy członkami stowarzyszeń i grup zawodowych, gdzie następuje wymiana ofert niepublikowanych w Internecie. Pokazujemy Ci, co jest realne do kupienia w Twoich parametrach i jakie są dostępne oferty na rynku.
    Teraz możecie przeczytać pierwszy post o mieszkaniu, które od kilku tygodni jest moje własne. Zanim na nie trafiłam, razem z Bartkiem, który wtedy zajmował się moim przyszłym mieszkaniem, wertowaliśmy ogłoszenia w internecie. Nie mogłam się powstrzymać, by tego nie robić. :))
    Moje mieszkanie znalazł mój Tata. Gdy ja przyjęłam jako główne kryterium cenowe, Tata – ilość pokoi. I dlatego znalazł mieszkanie, które na początku ominęłabym jako za drogie.
  4. Idziesz na tzw. prezentację nieruchomości, czyli obejrzeć mieszkanie na żywo, tam podejmujesz decyzję, czy Ci się podoba, czy nie. Urealniamy Twoje oczekiwania i tak długo szukamy, aż wybierzesz swoje wymarzone M.
    O moich pierwszych wrażeniach z wizyty w mieszkaniu pisałam Wam TUTAJ. Mogę Wam tylko napisać, że magia była wyczuwalna od progu. Później oglądaliśmy jeszcze dwa inne mieszkania, ale ja już nimi nie byłam zainteresowana.
  5. Później prowadzimy Cię przez cały proces transakcji. Dostaniesz serwis obsługi kredytowej, umówimy Cię z notariuszem, pomożemy w załatwieniu dokumentów do transakcji. Po Twojej stronie będą dokumenty od Twojego pracodawcy, a my zajmiemy się sprawą dokumentów do nieruchomości.
    Tak było. Muszę przyznać, że cały proces trwał pół roku i czuję się przeczołgana jak po poligonie wojskowym. Ale sama nie dałabym rady. Zajęłoby mi to kilka lat i pewnie musiałabym brać antydepresanty.
  6. Na koniec podpiszesz umowę kredytową i akt notarialny zakupu oraz powiemy Ci, gdzie przepisać umowę na prąd na siebie, gdzie płacić czynsze do wspólnoty/spółdzielni.
    To już była czysta przyjemność!

Jak dostać kredyt?

O, temat rzeka. Gdybym wiedziała wcześniej, jak się przygotować do tego, uniknęłabym ogromnego stresu.

Zacznę od tego, że procesem mojego kredytu zajął sie doradca kredytowy Tomasz Onuszko i chętnie podam Wam namiary, jeśli potrzebujecie wsparcia i mieszkania w Trójmieście. Dlatego zamiast wpisywać w Google ,,doradca kredytowy Trójmiasto”, napiszcie do mnie, pokieruję!

Zdolność kredytowa jest? Jest. Więc zaczynamy zabawę.  Nie było pewne, że dostanę kredyt. Choć niby wszystko się zgadzało. Ale kobieta bez męża, z dzieckiem i różnymi źródłami dochodu najwyraźniej nie wzbudzała sympatii banków. Ale zacznijmy od tych nieszczęsnych dokumentów.

Pracuję na umowę o pracę ponad 2 lata, umowę zlecenie i umowy o dzieło i potrzebowałam wszystkich dokumentów z tym związanych – umów, rachunków, przelewów, a okazało się, że części dokumentów nie mam. A raczej sporej ich części. Tu nie ma rachunku, tu umowa bez podpisu, tu czegoś znowu brakuje. Nie przypilnowałam i mam. (Dlatego, jeśli mogę coś zasugerowć, współpracujcie z doradcą kredytowym, który ma spory zapas cierpliwości! Dziękuje, panie Tomku!). Zaczął się festiwal szukania, sprawdzania, proszenia i drukowania. Zajęło nam to kilka miesięcy. W tym czasie poprzedni właściciele mieszkania się denerwowali, czemu to tak długo trwa, ja się denerwowałam, że oni się denerwują. Stres do potęgi.  

Trochę cyrki z tym kredytem były. Nie byłam do tego w ogóle przygotowana. Teraz mogłabym pisać doktorat z kompletowania dokumentów, ale pół roku temu byłam bardziej niż zdziwiona. I wkurzona, że nie dopilnowałam ich wcześniej. Część poprzychodziła na poprzedni adres, część zaginęła na poczcie – różne przypadki chodzą po ludziach, a po tych nieprzygotowanych jak ja – podwójnie.

Problem był taki, że ja strasznie chciałam właśnie to mieszkanie, a groziło mi to, że nie dostanę kredytu lub że dostanę, ale termin umowy przedwstępnej minie. No i minął. Ja miałam zawał mnimum raz dziennie.  Pal sześć kilkadziesiąt tysięcy złotych bezwrotnej zaliczki! Ale bardziej przerażała mnie wizja, że miejscówka mi przeleci koło nosa.

Aż pewnego dnia, dokładnie w środę 4.4 (kiedyś Wam napiszę, że 44 to moja szczęśliwa liczba), dzwoni do mnie Tomek Onuszko i pyta, czy się stresuję. Ja mówię, że no chyba raczej, bardzo. Na to słyszę, że niepotrzebnie. Bo oto, tadam, dostałam kredyt na mieszkanie.

Ufffffffffff!!!!

Szybko chłopaki z Inside Park załatwili notariusza.

I żeby nie było tak różowo, podczas podpisywania umowy z bankiem okazało się, że system odrzuca moje dane i nie można założyć mi konta. Pech? 😀 Ja akurat lubię 13-stki i czarne koty.  I jakoś poszło!

Na tyle dobrze poszło, że od miesiąca mieszkam w moim nowym domu. Moim własnym. Jeszcze nie wyremontowanym, jeszcze nie pomalowanym, jeszcze nie wykończonym. Ale moim, a raczej naszym. Ina ma już swoje truskawki na balkonie i maliny w ogródku (pisałam, że mamy ogródek?), jej pokoik już prawie gotowy.

I wiecie co? Było warto…

 

 

23 komentarze

  1. Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło od tego posta 🙂 też jestem świeżo po kupieniu mieszkania, tyle dobrego, że mama jako bankowiec pomagała mi wszystko ogarnąć w kwestii kredytu. Fajnie mieszkać na swoim, co nie? takim swoim, swoim, gdzie znasz każdą skrzypiącą deskę i dziurę w ścianie (bo sama sobie ją zrobiłaś suszarką do ubrań :))
    pozdrawiam serdecznie

  2. Niesamowite jak piękne są te zdjęcia i jak klimatycznie wygląda mieszkanie mimo, że przed remontem 😉

  3. Cieszę się 🙂 Uśmiecham się w środku na myśl, że macie z Iną swoje miejsce 🙂
    Akcję „kupuje mieszkanie” miałam 1,5 roku temu, ze wsparciem Chłopa, ale jednak sama. Cudowne jest to uczucie niezależności i wzięcia odpowiedzialności, a jednocześnie stresująco – przerażające.
    dobry czas się zaczął Dziewczyny, dla Was 😉

  4. Tak bardzo Wam gratuluje!!! Piękne mieszkanie i mam nadzieje,ze będziecie tam super szczęśliwe! 😁😍😍😍

  5. O remoncie mogę pisać doktorat już;) nadal moja łazienka traci PRL-em ale jest w niej czysto,;) mam odmalowana wannę :):) i wlzozylam z moim mężem mnostwonpracy żeby doprowadzić miejsce w którym mieszkamy do stanu „tolerancji i dobrego samopoczucia” dla wszystkich tu mieszkających (czy: ja mąż córa ) a Tobie gratuluje bo ja strasznie Libię kamienice i stare domy. Kiedyś sprzedam swój obecny i kupię kolejnego „złomować” i będę go remontować do ust… śmierci ale z wielka przyjemnością 😉 jeszcze raz gratuluje dobrej lokaty pod każdym względem;)ściskam I.

  6. Jakie macie piękne sufity, dziewczyny. Cudo! Oto prawdziwy DOM. Opowieść się zaczyna…

  7. Monika, po tych zdjeciach to nie wypada „czytelnikow” nie zaproscic na parapetowke 😉
    wpraszam sie, chociaz to drugi koniec Polski 🙂

    gratuluje odwagi, wielkiego zyciowego kroku, niech sie Wam dobrze mieszka :*

  8. Ja mieszkam w dolnym Wrzeszczu, niestety wciąż wynajmowane, ale moze niedługo…. coś swojego 🙂 Niedawno widziałam dziewczynę podobną do Ciebie, ale chyba to nie byłaś ty. Pozdrawiam Cię gorąco. 🙂

  9. Ależ się cieszę!!! Ściskam mocno i życzę wspaniałych chwil w „domu” 😙😙😙

  10. Ola💕❤❤💕💕💓💓💕💕❤❤🌷🌷🌷🌹🌹🌹🌷🌹🌷🌷🌹 Reply

    ❤❤❤💕💓❤💕❤💕💓💕❤💕💓💕❤💕💓

  11. Monia życzę powodzenia w urządzaniu!! kibicowałam Basi w budowaniu domu, sama w tym czasie remontowałam dom ruderę- więc Twoje zdjęcia tak bardzo do mnie przemawiają!:) Jedno Ci powiem- warto szukać magii!

  12. Gratuluje zachowania zimnej krwi jak mijał termin bezzwrotnej zaliczki, ja bym się wycofała. Moja przyjaciółka tak straciła 20 tys., bo niestety finalnie nie dostała kredytu, a było już po terminie. Mieszkanko super, też mam taki widok drzew i zieleni za oknami. Ja kupiłam kawalerkę bez kredytu, fajnie by było mieć większe, ale coś za coś, przynajmniej ćwiczę minimalizm 🙂 Pozdrówka

Leave A Reply

Navigate