Gdybym nie była tu, chciałabym być

Potrzebuję się odciąć. Takiej kreski – od tego i tego dnia zaczynam od nowa.
Dają mi to podróże. Zmiana miejsca, zmiana powietrza, waluty, wody w kranie.

Chcę wyjechać…

2016 rok zaczęłam z pewnym postanowieniem. Postanowiłam nie czekać, tylko działać. Czyli podróżować. Czyli kupować bilety, zbierać do świnki skarbonki na kieszonkowe, pakować rzeczy do bagażu podręcznego, robić zdjęcia i robić dobrze swojemu umysłowi. Nie wiem, na co ja czekałam. W zeszłym roku tyle się działo, piłam kawy na lotniskach, przechodziłam odprawy, sikałam na stacjach benzynowych i kupowałam pamiątki.

W tym roku mam przerwę, ale też kilka małych planów w głowie, które czekają na moją spontaniczną decyzję. Może Londyn, może Berlin?

Chcę wyjechać.

WARSZAWA

Tak. Warszawa to nadal dla mnie coś ,,wow”. Mam takie marzenie, by się przeprowadzić do Warszawy na miesiąc. Nie pracować, nic z tym rzeczy, tyko łazić, wydawać hajsy, gadać z ludźmi, lansować się z kawą na wynos i nocować u Basi. 🙂 Irracjonalne marzenie, które nigdy się nie spełni, ale sprawia że za każdym razem, gdy wysiadam na Centralnym, mam uczucie, że dzieje się coś fajnego. Warszawa działa na mnie… zachwycająco. Pewnie dlatego, że nigdy w niej nie mieszkałam. To byłby jeden dzień z miesiąca. A to drugi.

KRAKÓW

Dostałam ostatnio zaproszenie do Krakowa. (Przyjadę, wiesz? Nie wiem, kiedy, ale będę!). I myślę intensywnie nad tym, by tam faktycznie pojechać. Tak o, bez celu innego niż przyjemność.

Kraków to dla mnie total wakacje, miejski lans, spacery, odciski i plastry. Tam po raz pierwszy przytuliłam Basię.  I ten Kraków w październiku, gdy skupialiśmy się tylko na ładności i smaczności. Przyjechaliśmy tak naprawdę tylko na spacer i pomieszkać w przepięknym mieszkaniu. I do Krakowa bym teraz pojechała właśnie popatrzeć na ładne rzeczy.

GDYNIA

Wiecie… ja do Gdyni jeżdżę, gdy potrzebuję samotności. Gdy potrzebuję dać sobie w kość kilometrami. Jest do dla mnie wciąż ,,nie moje” miasto, więc czasem udaje mi się zgubić, dość daleko od domu…

LONDYN

Napisałam do P., by poszukał mi tanich lotów.

W zeszłym roku w Londynie była aż dwa razy. Rzutem na taśmę. Przyznam, że to było wyjście ze strefy komfortu i pierwsze kroki, by zrobić coś, czego bardzo chcę, bez myśli w głowie, że przecież sama tego nie zrobię. Pewnie, że zrobię.

Zakochałam się w Londynie. Nauczyłam się go, tak trochę, ale wystarczająco, by się w nim nie gubić. Najlepsze wspomnienie? Brak zasięgu, wieczór, deszcz i ja spacerująca bez parasolki. To było coś wspaniałego, duchowo, bardzo mnie wyciszyło i zwróciło moją uwagę na… mnie samą. Wtedy zaczęłam myśleć intensywnie o tym, czego chcę.

Chcę jeszcze!   A oto moje ,,londyny”: A, B, C, D, E, F, G, H, I 🙂

BUDAPESZT

Żałuję, że byłam tam tylko przez chwilę. Żałuję, że w październiku, gdy padało, padało, padało… Chciałabym też pojechać tam sama, bez Iny, by poznać miasto z perspektyw młodej dziewczyny, a nie tylko mamy. Wiecie – zawijka na kwaterę o 21:00, drzemki, place zabaw, zupy z makaronem i miejskie szaleństwo, gdy dziewczyny zasnęły. Wtedy atrakcją była kawa na wynos wypita w ciszy!

Teraz byłoby zupełnie inaczej. Kto jedzie ze mną?

PRAGA

Byłam tam 10 lat temu, za pieniądze zarobione w Anglii, pojechaliśmy tam z P. na kilka dni. Niewiele pamiętam, choć było ekscytująco, inaczej. Byliśmy w jakimś hotelu, pamiętam, że zgubiłam telefon, a potem go znalazłam (przymierzając bluzę w jakimś sklepie, P. włożył telefon bezwiednie do kieszeni, a znaleźliśmy go następnego dnia, gdy P. w końcu zdecydował się kupić tamtą bluzę. Ale fart, co? Że ta bluza jeszcze była i że kupiliśmy właśnie tę z telefonem w kieszeni hha!)

W zeszłym roku było pięknie. Zrobiliśmy dziesiątki kilometrów. Wtedy stwierdziłam, że to trochę,,moje” miasto, że będę tam wracać. Chcę tam wracać, jak często się da. Kupiłam tam ten pierścionek.

AMSTERDAM

Marzę o tym. O tym wielkim lotnisku, deszczu, spacerach, chińskim jedzeniu, imprezie, kawie, muzeach, milczeniu, myśleniu. Amsterdam miał być lekarstwem, detoksem, deprimem i witaminą C. Był wszystkim. Odtajałam tam.

Zbieram się, by wyjechać. Może do Berlina? Czekam na impuls, którego mogłabym się przytrzymać. Wiecie – jakiś sygnał z wszechświata – jedź, Pryśko, czeka tam na Ciebie kawa, cisza, relaks, słońce i nieznana trasa.

Pojechałabym od razu.

18 Comments

  1. Do Budapesztu chętnie ;)Mam jeszcze mnostwo miesjca na karcie pamięci…:)Ano i potrzebuje poczuć kilometry w nogach żeby wyciszyć umysł…:/ Trafiasz w punkt swymi postami…akurat potrzebuję się odciąć…..

  2. Być, milczeć, nic nie musieć, patrzeć, pić kawę… A tymczasem: ” Mama pać!, zabawka spada na podłogę, co tam mała, muszę jeszcze zjeść truskawki, ja sobie zjem jesce tyje kanapek, mama posmajujus mi tyje? Ziobać jak mała zacepia tate, mama pać! (tj patrz), bo zajas wsadzi do buzi całego tatusia, ziobać, ziobaaać!”…. Marzę o czasie dla siebie, żeby w spokoju pomalować paznokcie.. Ty tak fajnie malujesz na granat albo inny czarny… O tym, żeby mieć spokój, ciszę wokół, żeby spokojnie zrobić te kotlety na obiad.. Kiedyś potrafiłam jechać na jeden dzień do jakiegoś miasta i szwędać się ile wlezie. Kochałam to. Marzę o tym. Mam to zaplanowane…

  3. Oj,zdarza mi sie tesknic do Londynu..do darmowych wejsc do najlepszych galerii,do ulicznych muzykow w podziemiach metrach,do tych samotnych wycieczek z biletem weekendowym do Covent G,do angielskiego z angielskim :)) akcentem…do pierwszej w zyciu wiekszej wyprawy za praca..
    do Innego stylu ubierania,ktory wowczas preferowalam i takie tam…
    Nie jest to oryginalne …ale ulice Paryza tez mnie zachwycaly..Cafejki..z Piaf w tle..bazarki nad Sekwana…I wspomnienie prawdziwego slubu..Nie,nie mojego..
    Milo wspominam biedna Litwe..gdzie mieszka b.duzo Polakow..Pobyt w tym kraju to byl taki pstryczek w nochala po pobytach w bogatych miejscach.
    Marze o Iralndii,Szkocji,Norwegii,Stanach:)

  4. Miałam takie same odczucia dot. Warszawy 🙂 Teraz mogę już powiedzieć, że mieszkam w niej od 3 lat. I ciągle mnie zachwyca!

    • Tekstualna Reply

      W Krakowie, Budapeszcie i Pradze byłam z Iną. Bardzo lubię z Córką jeździć, lubię też sama 😀

      • moj maluch ma 18 miesiecy i musze sie wziac w sobie i zaczac z nim podrozowac 🙂 bo podobnie, jestesmy tylko w duecie 🙂

  5. Budapeszt jest magiczny!! Wyspa Małgorzaty w maju to recepta na depresję 🙂

  6. Pochodze z Mazur, od 8lat mieszkam w Gdansku, a z Gdynia mam jak Ty!
    Dla mnie Gdynia to … wakacje! Nie wiem dlaczego, ale czuje sie tam sielsko, anielsko i wcale nie czuje, ze kilkanascie km dalej jest miejsce gdzie mieszkam, pracuje, mam obowiazki.
    Prage mam zamiar zaliczyc niedlugo 🙂
    A Budapeszt jest moim marzeniem od dluuuugiego czasu, mam nadzieje, ze w koncu do niego dobrne!

  7. Rok temu w lutym byłam w Budapeszcie. Było pięknie 🙂 całymi dniami aż do późnych godzin wieczornych chodziłam po mieście. Oczy wychodziły mi z orbit na widok tak pięknych miejsc a nogi do d… 😀 bo tyle było do zobaczenia.
    W lutym było ok 10-15 stopni na plusie, relatywnie mało turystów a ceny noclegów niższe o ponad połowę niż w sezonie. Żyć nie umierać 🙂
    Po tym jak już zakochałam się w Budapeszcie i chciałam tam zamieszkać pojechałam pod koniec listopada do Barcelony i zakochałam się jeszcze bardziej 🙂 niewyobrażalnie piękna architektura, klimat świąt, +17C, zielone papugi, palmy, pomarańcze, relatywnie mało turystów (poza La Rambla oczywiscie). Ceny niższe niż w sezonie a bilety upolowałam za ok 120zł w obie strony. Poczatkowo myślałam że Barcelona jest przereklamowana ale to miasto ma swoją duszę 🙂

  8. Tak jak Ty masz z Gdynią, ja mam z… Trzebnicą. To takie miasteczko pod Wrocławiem, nieduże, ale jednak jest trochę kilometrów do zrobienia. W związki z moim adresem zameldowania, to właśnie tam jeżdżę do wszystkich urzędów i zawsze to dla mnie jak wakacje 🙂

Leave A Reply

Navigate