Błagam, dobre rady zostawcie dla siebie!

Dobre rady źle na mnie działają. Szczególnie od osób, które nie mogą powiedzieć, że wiedzą, co czuję, bo po prostu nie wiedzą. Irytują mnie proste rozwiązania, które nie mogą się udać, bo to tak jak powiedzieć, że zamiast wieprzowiny jedz drób i schudniesz 15 kilo w miesiąc. Nierealne.

Gadałam kilka dni temu z kumpelą. Z Agą dokładnie. Gadamy o tym, jak się czuję. Ja mam łzy w oczach, bo jestem zła, mam problem, jest mi przykro i nazwać mój nastrój kiepskim to jak nazwać kebab zdrowym. Aga mnie wtedy zagaduje, próbuje pocieszać, mówi o czymś, co powinnam. A ja na nią patrzę wtedy…
– pierdolę, co?
– si

[I żeby nie było, że teraz pisze o Adze, bo nie, nasza rozmowa jest tylko pretekstem do tego posta.]

Nie wiem, co bardziej mnie denerwuje. To, że innym się wydaje, że jak dadzą ,,dobrą, złotą radę” to dostaną medal z empatii i wyrobią normę dobroci na dziś, czy może to, że łatwo innym radzić, gdy sami są w dużo lepszej sytuacji. Denerwuje mnie ten kontrast. Życie jest bardziej skomplikowane. Trochę innym życiem straszono nas w podstawówce. Mówili, że nie będzie lekko, ale ja na przykład nie czuję, że mnie uprzedzono, że tak może być i że będzie gorzej niż w Dynastii – emocje, dylematy i łzy.

Rzucać słowami jest bardzo łatwo. Lekko wręcz. A potem i tak każdy wraca do swoje piaskownicy, czasem nawet z ulgą, że się przejął na chwilę, wykazał empatią. Jest dobrze. Pójdziesz do nieba, na bank.

Gdy ktoś mnie pyta o radę, mówię – na Twoim miejscu zrobiłabym to i to. Tylko na postawie tego, co wiem. Ale nie lubię tego robić. Bo każdy jest inny, ma inne doświadczenia, wspomnienia z dzieciństwa, relacje z rodziną, wsparcie, ma pieniądze lub nie, ma siłę lub nie, ma chęć lub nie. Każdy ma inną motywację. Nie ma czegoś takiego, jak zbiór złotych rad, które pasują do każdej sytuacji. Tak, by prawdopodobieństwo chybienia było znikome.

Nauczyłam się słuchać. To jest moja złota rada dla Was – słuchajcie, nie gadajcie, gdy komuś jest ciężko. I nie komentujcie.

Innym to można doradzić, gdzie kupić tanie truskawki, bo są strasznie drogie po zimie. Można podpowiedzieć, jak schudnąć i co jeść. Można książkę zasugerować. Można polecić prawnika, lekarza, księgową, położną. Ale raczej nie powinno się radzić, jak poradzić sobie w ciężkiej sytuacji, gdy się nigdy w podobnej nie było. Z emocjami nie ma lekko.

Ja wiem, że rady, które dostaję, są mówione z dobrego serca. Ale ciężko przyjąć je z uśmiechem, gdy na końcu języka ma się słowa – przestań chrzanić, nie wiesz, o czym mówisz. Albo – tobie to łatwo powiedzieć. To budzi jeszcze większą frustrację. Nie dość, że trzeba poradzić sobie z ciężką sytuacją, to jeszcze trzeba sobie poradzić z tym, że nie da się jej rozwiązać tak o, po prostu, jak sugerują inni. Te dobre rady, do których nie ma jak się zastosować, to kolejne 10 kilogramów więcej na ramionach.

Aga się pyta, jak mi zatem pomóc. Nijak. Sama sobie muszę pomóc. I wiem, że może macie podobnie. Może macie problem, jesteście w takim momencie życia, gdy można albo palnąć sobie w łeb, albo to przeżyć, dać sobie jakoś radę. I jestem na 100% pewna, że ostatnią rzeczą, jakiej wtedy potrzebujecie, jest garść złotych rad, prosto z poradnika dla optymistów.

Nie da się dobrą radą rozwiązać poważnego problemu, szczególnie, gdy chodzi o relacje z ludźmi, gdy trzeba ostrożnym być, trzeba myśleć o innych, nie tylko o sobie. To jest tak delikatny temat, że…

Jeśli chcecie komuś pomóc, podsuńcie mu historię osoby, która, według Was, wnosi coś do tematu. Której historia może dać impuls do zmian, może pomóc, nawet byciem samą inspiracją. Albo zapytajcie, czy jest coś, co możecie zrobić. Jeśli nie, to zróbcie kawę i dajcie się wyrzygać, wygadać, do końca.

A Wy? Bądźcie sobą i słuchajcie intuicji. Dobre rady, nawet te mówione z miłością, to tylko słowa. Nikt za Was Waszego świata nie zmieni. Problemy magicznie się nie rozwiążą, gdy będziecie w nocy spać. Rano też będą i trzeba będzie się nimi zająć.

I wtedy poproście o kawę.

 

15 komentarzy

  1. Znam ten trudny czas. Trzeba to jakoś przetrwać i swoje problemy trzeba samemu ogarniać. Nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

  2. Cześć! Trochę off-top 🙂 mogłabyś mi zdradzić skąd oprawki okularów? Marzę o takich właśnie! A nigdzie nie mogę znaleźć

  3. Mozna nazwac to samotnoscia.Kazdy ma swoja samotnosc,ktorej nie mozna zakrzyczec,zamalowac,uatrakcyjnic,odmienic etc.Prawdziwosc ,sila i slabosc,poczatek i koniec,nektar i gorycz…Po prostu my najintymniejsi,prawdziwi ze swoja historia..I nie mam na mysli samotnosci w doslownym tego slowa znaczeniu..Od dawna dojrzewam do ogarniecia tej przestrzeni.Nauczylam sie ja akceptowac.Oddzielilam od zgielku swiata,towarzystwa i nachalnosci mod,trendow,postaw,rad,porad..Wciaz szukam w niej sily.Tak,sily..Wciaz ucze sie z niej czerpac.I to wlasnie jest ta swiadomosc..ze zadne slowo nie dotknie sedna mojego zyciowego jestestwa..mojego o dzizass..Nie jest to latwe.W moim przypadku..Stanac przed soba sama.Spojrzec w swoje krwistoczerwony miesien.Krytycznie.Z czuloscia.Wymagajaco.Prawdziwie.Z biegiem lat bedzie to pewnie latwiejsze..Ale juz teraz niejeden kop w tylek i niejeden kubel zimnej wody pomogl mi w tej wlasnej wewnetrznej pogadance:),w tej rozprawie samosadowej ,w tej walce o siebie,zeby moc zawalczyc o innych..Mam az siebie.I dbac o siebie musze,chce,potrafie.Umiem kochac.Autentycznie umiem.To chyba o czyms swiadczy..:)
    Ta samotnosc to dobrodziejstwo.Szanujmy ja.Pozdrawiam slonecznie!!

  4. Świetny teks!! Już myślałam, że tylko mnie cholera bierze jak słyszę „złote rady” od osób, które są w zupełnie innym momencie życia, w zupełnie innej sytuacji, i przede wszystkim, są zupełnie innymi ludźmi. Według nich najlepiej będzie, jak będę żyć jak oni, i popełniać te same błędy jak oni. Czasem potrzeba, by ktoś wysłuchał i powiedział, że w razie potrzeby można na niego liczyć. Uff… Jednak nie jestem inna, dziwna i aspołeczna 😉 pozdrawiam wszystkich wujków i ciotki „dobre rady”

  5. Wcześniej bardzo często prosiłam o radę, w wielu sprawach. Teraz im jestem starsza staram się sama (w miarę możliwości) rozważyć, co powinnam zrobić w danej sytuacji i działać według tego, co sobie postanowiłam. Na pewno nie proszę nikogo o radę, jeśli jakieś burze dzieją się w moim wnętrzu, to już tematy tylko dla mnie.

  6. Nie będę Ci nic radzić. Ale mogę podrzucić Ci trochę własnych truskawek. Bo są drogie po zimie 😀 Jesteś bardzo mądrą Kobietą. Ściskam Cię mocno 🙂

  7. Oj też nie lubię „złotych rad” ani dawać ani otrzymywać. Owszem czasem jeśli ktoś pyta o radę to mówię co ewentualnie zrobiłabym na miejscu pytającego, ale zaznaczam też, że nie wiem czy to będzie dobre. Z reguły staram się powiedziec, że nic poradzić nie mogę bo nie byłam w takiej sytuacji, bo nie chcę brać na siebie organizacji czyjegoś życia i być potem winną ewentualnej porażki czy innego nieszczęścia. Za dużo widziałam kłótni między przyjaciółmi bo ktoś komuś doradzał w sprawach związku czy rodziny, potem główni zainteresowani bardzo często się godzili a cała wina spadała na doradzającego.
    Mam też szczęście do przyjaciół, którym mogę się wygadac jak coś jest nie tak i zazwyczaj nie uslyszę co powinnam zrobić tylko raczej ofertę że gdybym coś potrzebowała to wystarczy powiedzieć. Owszem czasem ktoś zacznie doradzać, czasem puszczę to mimo uszu, czasem powiem, że za rady dziękuję bo potrzebowałam się tylko wygadac.

  8. Hej -super tekst.
    Zgadzam sie kompletnie. Mam jednak trochę inna strategie „doradzania”. Ot słucham i słucham i zamiast mówić co ktoś powinien zadaje pytania. – jak myślisz co możesz zmienić? Co musiałabyś zrobic. Żeby…? Czy ta sytuacja coś co daje/nauczyła…? Jasne zależy od osoby i sytuacji …chodzi o to żeby pytanie nakierowała osobę na inspirujący tok myślenia , na przepracowanie negatywnej sytuacji myśli, poszukanie w głowie pomysłów na rozwiązanie. Przecież ja nie znam odpowiedzi na cudze problemy, ale rozmowa o nich czasami sprawia że ta osoba sama znajdzie dla siebie najlepsze rozwiązanie… A ja mogę jej tylko pomoc poprzez wysłuchanie i towarzystwo w jej własnym procesie myślowym bez oceniania i że wspaciem.

  9. Ludzie nie są empatyczni. Czasem od głupich rad gorsza jest ignorancja, udawanie że się nie widzi czyjegoś zmartwienia czy kłopotu, bo co kogoś obchodzą twoje problemy. Różnie bywa, czasem wystarczy głupi przytulas, albo „możesz na mnie liczyć”. Raczej nie doradzam, po wysłuchaniu pytam czy mogę jakoś pomóc lub po prostu jestem w pobliżu, ale to już opcja dla najlepszych przyjaciół. Całego świata się nie zbawi. Tylko tak się dziwnie składa że ten ignorujący cię egoista przypełznie ze swoim kłopotem i najlepiej byłoby się wypiąć tak samo.

  10. E tam. Pierd… serio. Mnie też wkurzają „dobre rady” i czasem mam ochotę wrzeszczeć ile sił „zamknijcie się wszyscy!!” Ale….. jak źle byłoby bez tych rad! Bez tego poczucia, że jest ktoś komu się wydaje, że jego słowo może podnieść nas na duchu albo rozwiązać problem? Jak źle byłoby gdybyśmy nie mieli komu powiedzieć „nie potrzebuje Twoich rad”. W złości i gniewie myślę „wszyscy się wynoscie!” a jak emocje opadną to jestem wdzięczna że są i ze przetrwali moją burzę nawet jeśli budowany przez nich dla mnie schron był g… wart..

  11. W sumie to dopiero dziś zaczynam czytać Twoje teksty, to drugi jaki wybrałam. Zakochałam się w nim, to jest wszystko to co i ja mam do przekazania osobie która chce uszczęśliwić i naprawić mój świat i relacje z inną osobą na siłę. Dziękuję za ten tekst😘😘😘

  12. Pingback: 1500 dobrych rad, które wsadźcie sobie gdzieś, czyli co ja ci na to poradzę - Towary Mieszane

Leave A Reply

Navigate