Co dał mi rozwód? Część 2

Co dał mi rozwód? Przede wszystkim dał mi w dupę, i w kość.

Zanim zabierzesz się za ten post, koniecznie przeczytaj część 1. Trochę mi się punkt widzenia zmienił przez ostatni rok.

Cieszę się, że mogę napisać, że faktycznie wiem, co dał mi rozwód, bo go w końcu mam. Dzień dobry. Nazywam się Monika i w końcu ważę 100000000000 kilo mniej. Jest wtorek, 13 czerwca, a ja w końcu zaczynam od nowa. Zmęczona jak jasna cholera, z trzęsącymi się dłońmi i ściśniętym żołądkiem.

Ludziom dzieją się różne rzeczy. Czasem same z siebie, czasem ,,to ludzie ludziom zgotowali ten los”, jak mawiał mój Przyjaciel na kacu. To zawsze zostawia ślad. Ja czuję, że we mnie są same ślady. W każdym oddechu, w każdym planie na przyszłość, w każdej ułożonej na nowo książce. I nie mogę powiedzieć, czy to jednoznacznie jest dobrze. Pewnie z czasem będę umiała powiedzieć, że tak. Że może jestem mądrzejszym, bardziej przewidującym człowiekiem. Ale teraz? Teraz sobie myślę, że chcę mieć święty, niezmącony spokój.

Rozwód dał mi zmęczenie. Fizyczne, psychiczne, każde. Zmęczenie drugim człowiekiem, sytuacją, brakiem sytuacji, brakiem decyzji, brakiem mocy. Gdy ktoś mnie pyta, co u mnie, mówię, że nie wiem. Bo jedyne, co mam ochotę powiedzieć, to to, że jestem strasznie zmęczona. Ale głupio tak mówić. W każdym razie, jestem zmęczona zmęczeniem nieodpoczywalnym, odpornym na wolne weekendy i tańce do rana. Wrosło to zmęczenie u mnie w skórę, za paznokcie, przeszło do szpiku kości.

Dystans. To taki moment, gdy przez ułamek sekundy zastanawiasz się, czy ta sytuacja, to słowo czy mina Cię dotyczą, czy nie. Czy warto mrugnąć okiem, czy nie. Czy warto zareagować, czy nie. To też taki pancerz ochronny, dzięki któremu jakoś znajdujesz siłę by dać radę po raz kolejny. Dystans, magiczny środek leczący wszelakie bóle, łącznie z bólem dupy, że komuś coś lepiej, bardziej, częściej…

Samotność. W decyzjach, w zmęczeniu, w problemach, przy śniadaniu, przy migrenie, przy ważnych decyzjach. Męczy ten brak życiowych konsultacji, męczy niezrealizowana chęć podzielenia się odpowiedzialnością, tak pół na pół. Z drugiej strony tak chyba wygląda dorosłość, prawda? ,,Jak będziesz duża, to zobaczysz”. No widzę.

Poczucie odpowiedzialności. Ogromne, ciężkie, nużące. Wkurzające jak niskie ciśnienie i deszcz, który nie chce spaść. Masz ochotę pozbyć się jego z domu jak fałszujących kolędników. Przez to czuję, że mi się puzzle nie zgadzają, bo w duszy mam 24 lata, a czasem czuję, jakbym miała 42. To byłoby takie proste, zrzucić codzienną odpowiedzialność na kogoś innego, tak by móc wywalić kopyta na stół, podmuchać na kawę i pozwolić sobie na pustkę w głowie. Bo ktoś panuje nad sytuacją. Nie jest to możliwe, czasem o tym marzę. Żeby zrobić sobie emocjonalnie wolne.

Ludzi. Tak, mam dystans, ale mam też intuicję. Gdy czuję magię do ludzi, nie zastanawiam się, czy czegoś przypadkiem nie kombinują. Choć nie… Czasem zdarza mi się spodziewać po innych, że kłamią. Walczę z tym.

Dużo pracy. Dużo obowiązków. Ostatnio wstaję o 5:30. Dobrze, że jest jasno. Kładę się spać najpóźniej o 23.30, bo padam na twarz. A i tak mam poczucie, że nie wyrabiam. Ja ciągle coś robię, bojąc się, że jeszcze chwila, jeszcze moment i nie ogarnę.
Jestem zdolna i lubię robić to, co robię, no i zarabiać na tym pieniądze. No przecież jestem 32-letnią kobietą, nikt mi kieszonkowego dawać nie będę. A mieszkam w Gdańsku, wynajmuję fajne mieszkanie, w bardzo fajnym miejscu, lubię kawę w tekturowym kubku i zabierać Córę na frytki. Samo się nie zarobi, tak jak i nie zmyje, nie posprząta, nie odkurzy, nie… Doba mogłaby być odrobinę dłuższa, ale cytując klasyka – mój dzień ma tyle samo godzin co doba Beyonce!

ale też…

Nie cofnęłabym czasu. Nie dlatego, że nie cenię związków czy przysięgi, że w zdrowiu i w chorobie i tak dalej, aż nas śmierć nie rozłączy. Po prostu nie chciałabym być tą dziewczyną sprzed 3 lat. Lubię tę Manię, która znalazła w sobie

Siłę. Nie jestem cyborgiem. Aktualne mam wory pod oczami mogące pomieścić kilo pomidorów. Często mam rzeczy zrobione do połowy, bo nie mam czasu, nie mam energii, nie mam siły czy wiary, czy nadziei. Albo wszystkiego na raz. Ale szybko się zbieram. Bo za bardzo cenię drogę, którą przeszłam, żeby teraz się poddać. Choć przynajmniej raz dziennie mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę.

Motywację by zadbać o siebie. No w końcu ktoś o mnie myśli. No w końcu ktoś ma dla mnie czas – mało, ale ma! No w końcu ktoś zaprasza mnie na kawę. I tą osobę jestem ja. Skuteczność 100%.

Odporność. Duże natężenie złych rzeczy przypadające na jednego człowieka mogą albo go zniszczyć, albo w magiczny sposób go uodpornić. Ponieważ nie chce mi się latami podnosić, przeżywać, rozpamiętywać i rozpoznawać symptomy – wolę tę odporność, dzięki której mogę pamiętać, że wybrałam bycie szczęśliwą wersją samej siebie. A nie tę wiecznie zranioną, smutną i piszącą psalmy ,,Mariusz, wracaj do domu”. O nie, to na pewno nie będę ja.

Umiejętność szukania plusów w minusach. Jestem w tym mistrzem. Na zewnątrz od razu jest kilka stopni więcej, psy merdają ogonkami, a ja dostaję 10 sms-ów o promocjach w sklepie z bielizną. Żyć nie umierać. Lepiej się żyje idąc jaśniejszą stroną chodnika. To nie przypadek, to wybór.

W listopadzie 2014 roku powiedziałam sobie, że w dupie mam to, co robią inni, ja chcę być szczęśliwa. Może nie jestem zawsze, częściej bywam, ale nie zamieniłabym tego na milczenie, kłamstwa, pustkę, brak ambicji, odpowiedzialności i przyzwoitości. Wolę jedną czekoladkę Ferrero Rocher niż karton byle jakiej czeksy w naderwanym opakowaniu, w dodatku nadgryzionej przez kogoś.

Rozwód dał mi nowe życie. Czy chciałam tego, czy nie chciałam – nie ważne, mam to. To, co z tym zrobię, zależy ode mnie. Ale nie martwcie się. Zrobię z tym coś dobrego.

Jezu, ale jestem zmęczona. I głodna.

32 Comments

  1. koniec lipca 2014 … KONIEC
    Trzy lata mi zajęło dochodzenie do siebie, odnalezienie siebie w nowej sytuacji, ba ja cały czas się odnajduję, bo jest inaczej, inaczej niż być miało, być „powinno”! Samodzielna Mama nie tak samodzielna. Szkoda, że od razu Ciebie nie znałam 🙂 łatwiej, raźniej by było przechodzić przez to tornado emocjonalne, bo kurczę człowiek czuje się taki osamotniony w tym wszystkim, bezbronny.
    Ale mamy DZISIAJ i dziś mogę od nowa jak chcę, z kim chcę i co chcę 😉

  2. Jak dobrze rozumiem co oznacza „zmęczenie nieodpoczywalne”…! Czas rozciagniety i oczekiwanie ze zakonczy sie jakis etap..i kolejny i nastepny.I ciągle nadzieja ze może w końcu odpocznę .
    Teraz wszystko przed Toba!!!😚powodzenia

  3. Uwielbiam Cię. Mimo zajebiście ciężkiego wora z pomidorami czy innego życiowego żelastwa, mimo ogromnego zmęczenia masz siłę wplatać teksty, które sprawiają, że czytając Cię śmieje się przez łzy. Jesteś świetna. Na pewno fantastycznie umeblujesz sobie nowe życie. Kibicuję z całego serca.

  4. Pomidory czy ziemniaki – siła jest w Tobie, Ty jesteś siłą i cytując klasyka (tj. Elzę) – masz tę mooooc!

  5. Wiesz, jak tak czytam Twoje teksty, to dziękuje Bogu za teksty sponsorowane, bo inaczej pewnie bym tu nie trafiła. Potrzebuje patrzeć na takie kobiety jak Ty, które dają radę. Dzięki Tobie wiem, że się da. Tzn ja to wiem już teraz, ale z dobrym przykładem lepiej iść przez trudne decyzje 🙂

  6. Poczułam Twoją ulgę. Nie wiem jak to się stało, ale to poczułam.
    Trudne momenty w moim życiu nauczyły mnie, że trzeba dać sobie trochę czasu aby zrozumieć „dlaczego?”. 3-4 lata potrzebowałam żeby dotarły do mnie wnioski z kilku życiowych zakrętów, żeby lekcję uznać za zakończoną i przyznać sobie samej certyfikat. Swoje odchorujesz ale to wszystko kiedyś ułoży się w całość.

    I jeszcze jedno apropo plusów w minusach.. gdy jesteś samodzielną mamą i możesz liczyć tylko na siebie to przynajmniej nie ogladasz się na pomoc, której nie możesz dostać, nikt Cię nie zawodzi.

    • w końcu zdanie, które mnie ruszyło. bo niby jestem mężatką, niby mąż zarabia na mnie i nasze dziecko to ciągle towarzyszy mi takie poczucie zawodu. że jestem z tym sama, ze nic mi nie pomaga o ile nie powiem mu konkretnie co i jak, ze tak właściwie to ja organizuje nasze życie ale… no właśnie czuje ze jestem z tm wszystkim sama. bo jego nie interesuje co u nas. liczy sie on i jego pasje a ja tak trwam z nim bo przecież mnie nie bije, nie zdradza, bo sie boje jak utrzymam siebie i dziecko pi rozwodzie po tak właściwie to nigdy powaznie nie pracowalam bo jasia urodzilam niedlugo po studiach… i jak pisze Tekstualna łatwiej jest dzielić odpowiedzialność i obowiązki na pol. chociaz tak w glowie. ale zawsze to na pol… i wiem ze jestem tchorzem ale ciągle nie mogę podjac tej decyzji o rozwodzie. chociaz czasem czuje ze chyba dopiero wtedy bym odetchnela pelna piersią. bo teraz to czuję sie jak na ciagle wstrzymywanym oddechu. tylko pytanie jak skonczyc taki związek ktory z pozoru nie jest zly…

      • Najpierw porozmawiaj z mężem. Nic nie jest tak ważne jak szczerość. No i zrób bilans – co Was łączy, czego chcesz od życia? Zainwestuj w siebie. Nie zawsze i nie koniecznie musi to być kosztem małżeństwa. Podobno niektórzy mężowie to wytrzymują.
        Rada – przede wszystkim pomyśl o sobie i o tym, czego chcesz – od życia, od związku (zazwyczaj trudniej to znaleźć niż to, czego nie chcesz, ale może to już wiesz?) a potem pomyśl, czy i na jakich warunkach jesteście w stanie to sobie dać. Warto próbować, żeby czegoś niepotrzebnie nie zepsuć.

        I żeby mieć pewność.

        PS Rozwiodłam się 3 dni temu.

  7. I pieknie bo czuje w tym szczerosc Monia…
    A ja mowie,ze rozwod jest jak energetyczny przeterminowany batonik.Swoje trzeba odchorowac.Inaczej ni ch..:).
    Ta Wielka chec zmiany,odmiany,odbicia sie od dna calej tej sytuacji,to odwazne Hej do przodu jest predzej czy pozniej spowalniana mentalnym rozwolnieniem.Zamierzamy cos zmienic,ulozyc sobie,poukladac w zyciu a tu rozwolnienie wszelkich checi i sil napedowych.Z czasem to minie.Mowia znawcy.
    Przezylam rozwody swoich przyjaciol.Trudna sprawa.Zwlaszcza gdy tworzylo sie zgrana pake…Z friendka mamy takie powiedzonko..
    „Mam prawo.Mam lewo.”
    Mamy prawo do lewych porankow,dni,mysli i slow.
    Pozdrawiam!!!

  8. Fantastyczny post …. przeczytam go jeszcze z jakieś 100 razy … i uwierzę, że za zakrętem mnie też może spotkać coś dobrego, bo przecież sama jestem kowalem własnego losu …

    Dziękuje i życzę Ci wiele dobrego ❤️.

  9. Gratulacje! Teraz do przodu pełną parą… mając 32 lata nie miałam dzieci, walczyłam z wiatrakami, a teraz właśnie mam te 42 (o których przypadkiem wspomniałaś) i wcale się nie czuję, że 42 to jakieś przygnębienie i ciężkość życiowa, bo szczęście przyszło, tylko trochę trzeba było na nie poczekać. A Ty jesteś strasznie fajna i cały świat przed Tobą! Do boju Moniko (i Ino)! 🙂

  10. Wiesz co? Przynajmniej czujesz, ze zyjesz. Zyciem, które sama wybralas a nie takim, ktorego inni oczekuja od ciebie. I tak trzymaj. Lepsze i gorsze momenty beda zawsze ale najwazniejsze to patrzec w lustro bez wyrzutow sumienia, ze oszukuje sie siebie i innych. Ja tez jestem po rozwodzie. Jest roznica pomiedzy tym jak bylo na poczatku a jak jest teraz. Na poczatku zachlysnelam sie wolnoscia, teraz mam jej czasami po dziurki w nosie. Ale zyje, doswiadczam, nie udaje. I przez to jest pięknie:) Boli czasem dalej jak cholera ale i tak nie żałuję. Ha:)

  11. Jestem na początku drogi swojego życia. Twój artykuł przeczytałam z zaciekawieniem ale też lekkim przerazeniem, bo wlaśnie planuję swój ślub i bardzo bym nie chciała za kilka lat przezywac chwile szczęścia wywołanego rozwodem. Piszesz co dał Ci rozwód. A czy możesz powiedzieć czego on Co nie dał? Czy jest chociaż jedna rzecz której zalujesz, a jest spowodowana właśnie przez wspomniany rozwód?

  12. Na studiachjedna wykładowczyni mówi)a nam „Gdy przeżywacie trudną sytuację,która Was przerasta nie pytajcie dlaczego? Pytajcie po co?” . brawo dla Ciebie za siłę i dowagę by wprost pisać o tak trudnym etapie swojego życia.

Leave A Reply

Navigate