Co będą mówić na Twoim pogrzebie?

Najważniejszy egzamin z życia zdajemy po śmierci. Wiem, jak to brzmi, ale taka jest prawda. To, jakim kto był człowiekiem, zazwyczaj wychodzi na stypie. Ocenę wystawiają bliscy. Co będą mówić na Twoim pogrzebie?

Temat taki ostateczny, przygnębiający nawet. Ale do mnie trafia. I jakoś porządkuje priorytety. Zaraz zrozumiecie.

Nikt na pogrzebe nie liczy, ile ktoś miał aut, na jakie wakacje pojechał, ile zarabiał, ilu ludzi zatrudniał, z kim umowy podpisywał i w ciuchach z jaką metką chodził. Nikt!

Tak bardzo się wtedy nie liczy to, co materialne. Tak bardzo nie liczy się wygląd, kierunek wakacji, ilość pokoi w mieszkaniu, koni mechanicznych, kart kredytowych.

Na stypach przypomina się największe ,,przypały”, wspomina zabawne sytuacje, rzuca się anegdotami i historiami, które są w tej sytuacji nieprzyzwoicie wręcz śmieszne. Płacze się mówiąc o dobrych momentach, o przygodach, spotkaniach, zwierzeniach. O tym, że ktoś był dobry dla ludzi, że kochał zwierzęta, że był dobrym, życzyliwym człowiekiem, na którego można było liczyć. Liczy się to, co ktoś dał, a nie to, co miał.

Największy życiowy sukces? Gdy na stypie po naszym własnym pogrzebie nasi bliscy się śmieją, piją wódkę przez wiele godzin nie mogąc skończyć opowiadać o tym, co z nami przeżyli.

O zmarłych nie należy mówić źle. Więc jeśli nie ma się pozytywnych wspomnień, lepiej nie mówić nic.

Ja bym nie chciała, by komentarzem do mojego życia była cisza.

 

 

 

zdjęcie: Jakubowski Foto

11 komentarzy

  1. Jestem z Tobą od ponad 2 lat.Nigdy nie zostawiłam żadnego komentarza. Dziewczyna która ponad rok temu napisała Ci histeryczną wiadomość na fb(pewnie jestem setna albo i lepiej ), że zostawił ją chłopak, zawalił jej się świat i nie wiem co ma robić… i nigdy nie odezwała się w komentarzu. Wiesz , do dziś mam tą wiadomość na pulpicie laptopa .Wyszczególnione jedno zdanie , że rozumiesz i wszystko będzie dobrze. Wtedy byłam kelnerką i chodziłam do liceum dziennego. Dziś pracuję w banku i układa mi się wreszcie tak, że czuję się szczęśliwa . To również Twoja zasługa i to naprawdę nie mała. Chcę żebyś wiedziała, że Twoje teksty budują mnie wewnętrznie. Pytania na które szukałam odpowiedzi , bądź wątpliwości których nawet nie umiałam nazwać…dostaję od Ciebie odpowiedzi , których nikt nie potrafił podważyć ale co ważniejsze , po których jeszcze nigdy nie miałam wątpliwości . Wchodzę tu codziennie, i znajduję odpowiedź na wszystko o co zapytałabym mamę lub starszą siostrę , gdybym ją miała. Dokładnie tak jak bym miała Anioła Stróża , który nie ma o mnie pojęcia. Dziękuje , że jesteś i dziękuje , że piszesz.

  2. Kilka miesięcy temu straciłam męża, nawet napisałam wtedy do Ciebie bo przypomniałaś jeden ze swoich wcześniejszych tekstów, który pomógł mi trochę przeżyć to wszystko. Napisałaś mi wtedy piękną rzecz – „będzie wspaniale”. Swoim nowym tekstem przypomniałaś mi stypę. Mój mąż był młody, miał tylko 28 lat, był dobrym człowiekiem, to on nauczył mnie skupiania się na pozytywach, cieszenia się życiem i każdą napotkaną w nim drobnostką. Każdy zawsze mógł na niego liczyć, wielu osobom pomógł nie oczekując niczego w zamian. Wierzył w ludzi i ufał im, był moim totalnym przeciwieństwem. Lubię ludzi, ale w kontaktach z nimi zawsze zostawiałam sobie pewną dozę nieufności. Niestety, w czasie trwania jego choroby zostaliśmy sami. Na stypie panowała cisza, nikt – kuzyni, znajomi, nawet niektórzy przyjaciele – nie wiedzieli co powiedzieć, bo niektórzy z nich nie odzywali się przez rok, nawet jeśli to my próbowaliśmy się z nimi skontaktować, więc powtarzali tylko „Wiesz jak jest, na wszystko brakuje czasu: praca, obowiązki”… Tym razem to oni zawiedli, nie my, ale tak też czasem bywa. Paru przyjaciół było z nami do końca, paru zostało do dzisiaj. Wydaje mi się, że czas po prostu weryfikuje ludzi i pewne relacje. Teraz jest dobrze, skupiam się na sobie, na nowej pracy, na organizowaniu życia od nowa. Nie mam do nikogo żalu, bo czasu i tak nie cofnę, a dzięki tym którzy wtedy mnie zawiedli wiem, że warto poświęcić małą chwilę, żeby chociaż napisać SMS do kogoś z kim dawno nie rozmawiałam, bo może ten ktoś będzie mnie wtedy potrzebował.

  3. 4 dni temu byłam na pogrzebie, osoba którą żegnałam wcale nie była dla mnie bliska i nie byłam z nią związana emocjonalnie, jednak była bliska dla kogoś innego… byłam tam właśnie z tą osobą i nie uroniłam nawet łzy, jednak milczałam, wspierając bliską mi osobę. Odmówiliśmy różaniec, a w trakcie obserwowałam wszystkie osoby, które mnie otaczają, znajomi, bliscy, przyjaciele, dzieci – osoby, która odeszła, jedni pochłonięci jedzeniem, inni w smutki i ze łzami w oczach odmawiali różaniec. Takie momenty są dla mnie straszne, bo zawsze doprowadza do pełnej refleksji nad własnym życiem, jak ja będę się czuła, kiedy będę żegnała bliską memu sercu osobę i to jest właśnie najgorsze – bezsilność, smutek i przerażenie, ale jednak taka refleksja jest ważna by docenić i na nowo otworzyć oczy.
    Kobieta, którą żegnałam, miała 5 dzieci… a tak bardzo mały kontakt z nimi, dzieci jej nie odwiedzały – a ona nie odwiedzała dzieci, wiem mniej wiecej jak to wszystko wyglądało, ponieważ dotyczy to bliskiego mi środowiska i przeraża mnie właśnie znowu to, że ludzie nie mają czasu, ani chęci by ze sobą być, tłumacząc brakiem czasu, bo rodzina, dzieci, praca, obowiązki… cóż.
    Nie wiem co by mówili na moim pogrzebie… jednak ta myśl jest bardzo dogłębna, co robię, by zostawić dobre wspomnienia dla ludzi ?
    Chciałabym chodź w połowie mieć tyle siły co Ty, by odnaleźć największe szczęście i spokój.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

  4. Nie zgadzam się z tym tekstem. Można go odebrać jako zachętę do tego, żeby rezygnować z tego co jest dla nas naprawdę ważne na rzecz dobrej opinii i poklasku bliskich. Wydaje mi się (każdy oczywiście ma własny zestaw życiowych wartości i pełne do niego prawo), że lepiej skupiać się na swoim szczęściu i na tym co tu i teraz. Nie chce podejmować życiowych dezycji mając z tylu głowy pytanie „A co powiedzą o tym na moim pogrzebie?”. Nie będzie mnie na moim pogrzebie, wiec niech mówią co chcą, bo ja przeżywam życie dla SIEBIE i w zgodzie ze sobą a nie dla innych.

    Oczywiście nie chodzi mi o jakąś ekstremalną formę odcięcia się od innych i nie dopuszczania ich opinii do własnej świadomości bo to byłoby formą wyparcia. Jednak w swoim otoczeniu widzę mnóstwo osób które boją się podjąć nawet namniejszą decyzje bo „a co na to powie…”. Żyjmy! Bez przejmowania się tym, co ktoś o nas powie, tym bardziej kiedy nas już nie będzie.

    • Zgadzam się. Oczywiście punkt spojrzenia Tekstualnej jest dobry, ale jako metafora.
      Tak jak piszesz, to my przeżywamy własne życie i najważniejsze, żeby przeżyć je w zgodzie ze sobą, a nie ‚co ludzie powiedzą…’. A co za różnica?! 🙂

Leave A Reply

Navigate