Chwila, moment #5

Chwile, momenty, myśli, dźwięki. Sentymentalna się zrobiłam ostatnio i mięntka. Może mi przejdzie do świąt. 🙂

1. Dziś wyszedł kolejny numer The Mother MAG i jestem zmęczona, i ucieszona. Kiedyś pisałam, że nie umiem usiąść na tyłku i celebrować nawet małych sukcesów. Ja kończę jedno i zaczynam drugie, w strachu, że mi się czas na ziemi skończy.
I tak poszedł w świat ten nasz numer i zastanawiam się, czy Wam sie spodoba, choć wiem, że spodoba się na pewno, bo to kawał dobrej roboty i mnóstwo dobrych treści.

Ale też nie piszę tu po to, by Was zaganiać na stronę magazynu (zaganiać będę później haha), ale opowiedzieć o tej chwili, kiedy już nic nie zależy ode mnie. Trochę panika, trochę satysfakcja, trochę niepewność, trochę duma. Mega dziwna mieszanka. Nie wiem, czy to podobne uczucie do tego, które czują osoby wydające książki… W każdym razie czuję się nieswojo, że nagle takie slow motion. Że już tak nie trzeba się spinać. Ale też czuję stres, czy ten nasz czwarty numer do Was trafi?

Dajcie mi znać <3

2. Wczoraj, trochę w ukryciu, się powzruszałam. Bo poczułam 100% akceptacji. I to był szok dla mnie. Nie przywykłam.  Bardzo dziwne uczucie – że ktoś mnie kupuje za wszystko i mimo wszystko. Nic więcej nie umiem powiedzieć, bo po prostu to dla mnie nowe i zastanawiam się, jak to ugryźć.
To całe self love, ta idea body positive to super rzecz. Ale trudna też sprawa, bo na kompleksy często nie ma mocnych. Ja się staram, lubie siebie, ale są rzeczy, z którymi jest mi mega ciężko. A potem przychodzi taki czwartek i kilka w sumie codziennych gestów i słów, a ja się czuję na miejscu. Że taka, jaka jestem, tu gdzie jestem – jestem najlepsza.

P. <3

3. Piszę ten wpis zaraz po migrenie. Jest 18:20.
Domowe dźwięki.
17:30, leżę w ciemności na naszym wielkim łóżku. Słyszę, jak Ina grzebie widelcem w talerzu z makaronem, ogląda na Netflixie program o gotowaniu. P. szura talerzami, woda w czajniku się gotuje. Ktoś wszedł do łazienki, potem zgasił światło. O czymś rozmawiają. Sąsiad przeszedł po klatce. W oddali przejeżdżające samochody.

To są najprzyjemniejsze dźwięki. Dla tych, którzy tęsknią za normalnością i w końcu są na tyle duzi, żeby docenić powroty do domu i komplet osób.

_________________________________________________________________

Hello!

Słuchaj! 🙂

Jedną z większych przyjemności blogera jest kontakt z Czytelnikami. Trochę tu nas jest, nie znam jednak wszystkich. Jeśli jesteś tutaj po raz kolejny, to znaczy, że trochę się już znamy i lubisz mnie czytać. Mam więc prośbę – poznajmy się, skomentuj wpis i pogadajmy. 😉

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na Facebooku.

Bardzo rozmowna jestem też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak), bywam też namiętnie na moim fanpage’u, a także na grupie ,,Bój się i działaj’’.

<3

 

17 komentarzy

  1. jeszcze nie zdążyłam zawędrować po mój egzemplarz, ale jak tylko go dorwę, dam znać 🙂 Acz jestem pewna, że mi się spodoba 🙂
    A punk drugi i trzeci – najlepiej (no, poza migreną oczywiście)! Tak powinno być. Pełen odgłosów dom i poczucie bycia akceptowanym – nie ma nic fajniejszego 🙂

      1. Póki co obwąchałam i przejrzałam. I już absolutnie przepadlam! Samo dobro! Poczawszy od papieru, przez zdjęcia, tematy i leady. I jestemjuz przekonana, ze i teksty są boskie. Teraz najgorsze, zeby nie pochłonąć na raz, bo dobro trzeba sobie dawkowac 😉 zrobie sobie z tego mały rytuał w ramach mother-life balance <3

  2. Uwielbiam te normalne dzwięki rankiem.Najpierw wstaje M robi sobie kawę i ogarnia się do pracy,a ja leże przebudzona i nasluchuje…słysze sąsiadów,jak u siebie odkręcają wodę,jak koty dobijają się do toalety,jak się syn kręci w łóżku a na dworzu skrobią szyby aut.Lubię jak pada deszcz i dudni o parapet.Uwielbiam leniwe poranki,kiedy mam czas delektować się tymi chwilami.

  3. Moje domowe dźwięki, to kot, którego słysze jak w nocy zajada swoje chrupki w salonie. Bo uwazam, że skoro kuwetę ma w kącie kuchni, to niech je po królewsku “na salonach”. Z tym, ze z salonu biegną sobie w górę (bàdź w dół- ot, filozofia!) schody do antresolowej sypialni, więc nocą to chrupanie brzmi jak burza w górach. Dom to dźwięki nocy, gdy mój P. śpi, a ja słyszę Jego miarowy oddech. ( nie dość, że jesyeśmy imienniczkami, to Panowie przy nas na tę samą literke sie zwą! Przypadek? Nie sądzę 😉
    No dobrze, tak naprawdę słyszę chrapanie godne, najmniej, dziesięciu młotów udarowych. Tak samo dźwięki batalii ,,a gdzie to są moje stopery i czy aby Kopernik (kot) ich nie zeżarł. Tu już dźwięki wybrzmiewają tylko pod moją kopułą, żeby nie zbudzić moich młotów udarowych.
    Jak na kocią matkę przystało jest taki domowy dźwięk, ktorego powinnam sie pozbyć, bo jakim stworzeniem ja jestem, że trzymam potworodkurzacz, który warczy, buczy i syczy, a po zamknięciu potwora na powrot w szafie, słyszę to specyficzne miauknięcie “nie jesteś moja prawdziwą matką”! 🙂
    Tak, dom pełen dźwięków jest tym, o czym zawsze podprogowo myślę. Poza młotami, rzecz jasna! 🙂

  4. Fajnie się Ciebie czyta, od niedawna ośmielam się cos tam komentować. Dzis pierwszy raz Cię słyszałam na IG – masz bardzo fajny, taki przyjemny głos. Teraz słyszę oddechy moich chłopaków <3 i przewalanie się Michalkow w moim brzuchu 😉 Wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *