Chcę siebie dobrze zapamiętać…

Im więcej mogę, tym bardziej wszystkiego chcę. Świadomość doświadczania przyszła do mnie całkiem niedawno. I wiecie co… bardzo się cieszę, że dopiero teraz mam szansę robić rzeczy, które, tak myślę, mogłam robić już dawno. Ale czy bym je tak zapamiętała, doceniła? Czy by tak samo smakowały?

Moje życie jest jak niedzielny rosół długo gotowany na małym ogniu. Co jakiś czas ktoś zapyta ,,długo jeszcze?”, ale na najlepsze trzeba poczekać. Na dobre rzeczy warto poczekać nawet długo. Ale wtedy ma się pewność, że będzie to warte zapisania, wspominania. Że będzie się chciało do tego wracać i wracać.

10 lat temu nie miałam takiej świadomości. Zdarzenia przemijały, a ja większości nie zarejestrowałam w swojej pamięci. Czy to znaczy, że nic się takiego specjalnego nie działo? Ja chyba po prostu nie umiałam się tym cieszyć tak całą sobą, świadomie.

Teraz umiem. I to jak umiem.

Oni i Ja

Ostatnie 3 lata. Intensywny i wymagający czas, ale pamiętam go ze szczegółami, w detalach. Zapach pizzy jedzonej zaraz po przeprowadzce. Zapach zimnego lutowego powietrza, gdy w biurze ktoś otworzył okno. Deszcz w Londynie, po którym chodziłam całkiem sama zastanawiając się, czemu wcześniej potrzebowałam do tego kogoś jeszcze, tak, jakbym sama nie była swoim najlepszym towarzyszem. Smak hot-dogów jedzonych na stacji benzynowej z dziewczynami, gdy jedziemy przez pół Polski robić warsztaty czując, że nie cel podróży, a sama podróż jest najlepszym, co mogło nas spotkać. Śpiewanie na głos w aucie, gdy z Basią i Tomkiem wracamy z Poznania do Lublina. Zapach wiosennej Warszawy, gdy z Basią knujemy nasz wielki plan. Pół dnia w pociągu, by przez 24h pobyć z Justyną. Zapach deszczu, gdy przemoczone do suchej nitki śmiejąc się w głos biegniemy z Iną do domu. Totalny psychiczny relaks, gdy chodzę po Amsterdamie i nie muszę nic, a tyle chcę. Wzruszenie i duma, gdy czytam kolejny mejl o treści ,,dzięki Tobie zaczęłam od nowa i się udało!”.  Słowa Iny ,,Mamusiu, tyle na Ciebie czekałam, a Ty przyszłaś do mnie”, gdy przychodzę do jej pokoju w nocy. To uczucie więzi, gdy zabieram trzyletnią Inę na koncert Oh Wonder, gdy w słuchawkach wygłuszających i samych majtkach, bo tak jest gorąco, tańczy siedząc na moich ramionach. Szum ekspresu do kawy u Basi w domu. Ręce Joki, która robi mi warkocze. Wzruszenie, które ściska za gardło, gdy oglądam Córkę na występach w przedszkolu. Radość, gdy tańczymy z Kotem w taksówce, a potem na ulicy. Tłumiony śmiech, gdy z Joką i Basią chowamy się w łazience, by dzieci nie zauważyły, że jemy batoniki. Zapach powietrza na dachu WL4, gdy Socialove robi sobie integrację zespołu. 🙂 Zespołowe śpiewanie w samochodzie, gdy z Emilką, Bartkiem i dziewczynami jedziemy na dwutygodniowe wakacje. Zapach kawy z cynamonem, gdy siedzę na parapecie w swojej kuchni, jest 22:00 i jest cisza. Kroki na schodach, gdy Basia z Joką przyjeżdżają na weekend. Łzy śmiechu za każdym razem, gdy jesteśmy we trzy.

Bardzo chcę to pamiętać!

Ja.

Jest coś jeszcze. Poczucie własnej wartości najlepiej smakuje na trzeźwo. Sukces najlepiej smakuje na trzeźwo. I teraz miałabym to zniekształcić, oglądać jak przez mgłę, albo, co gorsza, pamiętać fragmentarycznie urywkami? Ja tak nie chcę. Wolę żyć po swojemu, zachować umiar i klasę. Bo nie opłaca mi się nie pamiętać tego, co się dzieje w moim życiu. Dzieje się bardzo dużo i ja chcę być tego świadoma, chcę to poczuć, cieszyć się tym i… pamiętać.

Szum w głowie nie jest mi potrzebny. Potrzebny mi czysty umysł. Mam tyle planów do zrealizowania, tyle projektów, marzeń… Chcę nad wszystkim panować, wszystko pamiętać. Nie potrzebuję hamulca, potrzebuje turbodoładowania.

Za to lubię świętować. Jak to połączyć?

Święto.

Nie ma złych okazji do świętowania. Z Basią świętujemy wszystko, jak tylko się spotykamy. Nie chodzi od razu o stukanie się kieliszkami z alkoholem od rana do wieczora, bo już pod koniec dnia nie umiałybyśmy w nie trafić, byłoby nam obojętne, co pijemy, a nasze dzieci chodziłyby głodne i brudne.

Ale to ten wzrok, gdy jemy coś dobrego i nasze spojrzenia się spotykają. Ten moment, gdy siedzimy na plaży w Sopocie i milczymy patrząc na morze. Bo znowu jesteśmy tu i razem, i myślimy o tych mejlach, które wymieniłyśmy kilka lat temu, które mogłyby nie znaczyć nic, a znaczą tak wiele. Ten głośny śmiech, gdy idziemy potańczyć. Ten sam brak poczucia obciachu, gdy idziemy pierwszy raz na karaoke. Bardzo to lubię. Cieszyć się więzią, która jest między ludźmi.

Tak, teraz możemy się czegoś napić. Na zdrowie, na wspomnienia i na przyjaźń!

 

Opłaca mi się trzymać pion

Zanim dotarła do mnie idea kampanii Trzymaj Pion, to ,,trzymanie pionu” było dla mnie pilnowaniem życiowego kierunku, dążeniem do celu. To był taka wewnętrzna komenda – dajesz radę, nie poddawaj się.

Jestem bardzo zmotywowana. Wiem, czego chcę. A nawet więcej – wiem, jak to zdobyć. To wewnętrzne uczucie, że trzymam pion, jest mi niezbędne, by czuć się dobrze. By dobrze na siebie patrzeć, by szanować siebie, swoje pragnienia i emocje, by codziennie wybierać dobry kierunek, cokolwiek nie dzieje się po drodze. Nie zawsze jest tak, że wszystko mi się udaje, że idę jak burza i nic mnie nie dotyka. Ale codziennie wybieram, by iść dalej.

Lubię w sobie to, że znam swoje granice. Nie upijam się do nieprzytomności. Nie ucina mi się film, wszystko pamiętam, idę prosto, wracam do domu zawsze w odpowiednim momencie. Nie mam problemu z powiedzeniem ,,nie, dzięki”,  ani z tym, by podczas imprezy pić tylko wodę. Przecież i tak idę tańczyć.

Bo ja po prostu chcę wszystko pamiętać. Sam fakt, że mogę doświadczać dobrych rzeczy, że mogę uczestniczyć w fajnym wydarzeniu, poznawać ludzi, śmiać się z nimi, słuchać ich historii, tańczyć jest dla mnie czymś wyjątkowym. Bardzo to doceniam, zauważam, chcę więcej. I chcę to pamiętać. Nie chcę, by mi się wydawało, że pamiętam. Chcę pamiętać wszystko, bo mi się to po prostu opłaca. Mój czas jest cenny, a moje wspomnienia jeszcze bardziej. Nie oddam ich tak łatwo.

 

U Basi na blogu też pojawił się wpis o świętowaniu, kobiecości i ważnych momentach. Przeczytajcie koniecznie, jej wpis jest uzupełnieniem mojego…

 

 

*Wpis powstał we współpracy z Grupą Żywiec w ramach akcji Trzymaj Pion.

zdjęcia: Jasińska. 

3 komentarze

  1. Pingback: BO PIĆ TO TRZEBA UMIEĆ. | Basia Szmydt Blog

  2. Ale wy dziewczyny jesteście fajne! Zazdroszczę takiej przyjaźni i poukładania w głowach. Wytrwałości i nienasycenia także. Inspirujesz.

  3. No też muszę napisać, że zazdroszczę 🙂 Naprawdę macie szczęście 🙂 A poza tym lubię Was czytać i oglądać Wasze wariackie zdjęcia 🙂

Leave A Reply

Navigate