Rozwój

Kiss my fat ass

Może i nie jesteś gruba, ale zamieniłabyś się z Haliną na nogi, z Grażyną na brzuch, a z Hanką na cycki. Może i akceptujesz siebie, ale przy zgaszonym świetle. Zakupy robisz tyko w jednej konkretnej sieciówce, bo światło w przymierzalni nie uwydatnia tego, czego istnienia nie chcesz widzieć. Wszystko kręci się wokół tyłka. Kiss my fat ass! Albo i nie, nie patrz tam…

Wyzwania współczesnej kobiecości

Wyzwania współczesnej kobiecości… Od zawsze słyszę, że mężczyznom jest łatwiej. Ich pakiet genów, hormonów, cząstek, charakterów pozwala im być tu bardziej, a tu mniej, ale wygodniej, bardziej beztrosko, bez skrupułów i empatii. Nie wiem, podobno, tak słyszałam. Ale czy tak myślę? Czasami zazdroszczę tego zerojedynkowego podejścia, prawa do ,,pójścia po swoje” bez oglądania się na wszystko i wszystkich. Taki mężczyzna to prawdziwy facet, a kobieta z takim podejściem? Egoistka, karierowiczka.

Przemoc ekonomiczna, czyli gdy musisz go prosić o kase na tampony. [Nie czytaj, jeśli łatwo się denerwujesz]

Czasem łapię się na tym, że coś, co nie mieści mi się w głowie, istnieje naprawdę. Taka przemoc ekonomiczna.  Funkcjonuje bez przeszkód, akceptowane, choć niechętnie. Przyzwolenie na to jest, choć nikt się do tego nie przyzna. Że jest coś, co reguluje relacje między ludźmi i na dodatek nie ma na to lekarstwa prócz wiedzy, świadomości i doświadczenia. I często dna.

Zwycięstwo! Udało się! Proszę Państwa, co za plan, co za projekt

Czasem myślę sobie, że jestem skończoną fujarą, która z asertywności własnej i zdrowego rozsądku ma ledwo mierny. Wiecie, o co chodzi. Doba ma 24 godziny. Wiem, że doba Beyonce ma tyle samo, a ona potrafi zrobić wszystko, ale ona = sztab, legion przybocznych. A mój legion ma 5 lat i woli być ludzikiem lego. W związku z czym im bardziej optymistycznie podchodzę do swojej osoby, do tego, co robię i w co się angażuję, tym moje zdziwienie jest większe. Bo choć nie mam czasu, na własne życzenie, to jednak go mam. Cud!

Tylko daj, daj i daj. O 500+, ambicjach i przyszłości bez dziecka.

Mój ulubiony kawał ostatnio. Żona? Nie chcę mieć żony. Na co komu żona, tylko daj, daj i daj.

Dlatego nie mam żony. 🙂

Kilka dni temu bardzo mnie zaskoczyła pewna wypowiedź. ,,Zachciało mi się pracy legalnie, efekt zabrane 500 + i fundusz stwierdził, że za dużo zarabiam i co zostałam bez 500 +, bez alimentów z gołą wypłatą i 2 dzieci”.

Chcę siebie dobrze zapamiętać…

Im więcej mogę, tym bardziej wszystkiego chcę. Świadomość doświadczania przyszła do mnie całkiem niedawno. I wiecie co… bardzo się cieszę, że dopiero teraz mam szansę robić rzeczy, które, tak myślę, mogłam robić już dawno. Ale czy bym je tak zapamiętała, doceniła? Czy by tak samo smakowały?

Moje życie jest jak niedzielny rosół długo gotowany na małym ogniu. Co jakiś czas ktoś zapyta ,,długo jeszcze?”, ale na najlepsze trzeba poczekać. Na dobre rzeczy warto poczekać nawet długo. Ale wtedy ma się pewność, że będzie to warte zapisania, wspominania. Że będzie się chciało do tego wracać i wracać.

10 lat temu nie miałam takiej świadomości. Zdarzenia przemijały, a ja większości nie zarejestrowałam w swojej pamięci. Czy to znaczy, że nic się takiego specjalnego nie działo? Ja chyba po prostu nie umiałam się tym cieszyć tak całą sobą, świadomie.

Teraz umiem. I to jak umiem.

Navigate