miłość

Zawsze mówię, że trzeba poczuć magię.

Jest ten moment napięcia. Jak w chwili, gdy kelner stawia przed Tobą puchar lodów i dopiero podaje łyżkę… Ledwo zauważalne zniecierpliwienie. Chciałoby się podskoczyć, zapiszczeć, ale przecież jestem duża, mam 32 lata. Takie same emocje, gdy ma się 12, 22 czy 32 lat. Spotkanie z Przyjaciółką to jest zwykła-niezwykła rzecz. Zwykła, bo przy niej czuję się tak swobodnie, jak tylko w swoim własnym towarzystwie. Niezwykła, bo to jest taka dawka energii, taka przyjemność, odpoczynek… Wygrałam 6 w totka, wiesz?

Kiss my fat ass

Może i nie jesteś gruba, ale zamieniłabyś się z Haliną na nogi, z Grażyną na brzuch, a z Hanką na cycki. Może i akceptujesz siebie, ale przy zgaszonym świetle. Zakupy robisz tyko w jednej konkretnej sieciówce, bo światło w przymierzalni nie uwydatnia tego, czego istnienia nie chcesz widzieć. Wszystko kręci się wokół tyłka. Kiss my fat ass! Albo i nie, nie patrz tam…

Droga Dziewczyno z Internetu, mam dla Ciebie życzenia świąteczne

Dziś nie robię już nic. Nogi weszły mi w tyłek przy setnym pierogu robionym ,,tymi ręcami”. Leżę pod kocem, słucham Radia Kolor i myślę o tym, co chciałabym Wam napisać. Jakie życzenia świąteczne Tobie złożyć?

Mam problem z życzeniami. Gdy mam stanąć przed kimś, podzielić się opłatkiem i powiedzieć coś od serca, zazwyczaj kończy się na: zdrowia, szczęścia… Może tym razem lepiej mi wyjdzie.

Droga Dziewczyno z Internetu, tekstualna Czytelniczko, koleżanko z Grupy.

Chcę siebie dobrze zapamiętać…

Im więcej mogę, tym bardziej wszystkiego chcę. Świadomość doświadczania przyszła do mnie całkiem niedawno. I wiecie co… bardzo się cieszę, że dopiero teraz mam szansę robić rzeczy, które, tak myślę, mogłam robić już dawno. Ale czy bym je tak zapamiętała, doceniła? Czy by tak samo smakowały?

Moje życie jest jak niedzielny rosół długo gotowany na małym ogniu. Co jakiś czas ktoś zapyta ,,długo jeszcze?”, ale na najlepsze trzeba poczekać. Na dobre rzeczy warto poczekać nawet długo. Ale wtedy ma się pewność, że będzie to warte zapisania, wspominania. Że będzie się chciało do tego wracać i wracać.

10 lat temu nie miałam takiej świadomości. Zdarzenia przemijały, a ja większości nie zarejestrowałam w swojej pamięci. Czy to znaczy, że nic się takiego specjalnego nie działo? Ja chyba po prostu nie umiałam się tym cieszyć tak całą sobą, świadomie.

Teraz umiem. I to jak umiem.

Jak poznać przyjaciół, czyli kilka rad dla życiowo samotnych. 

To nie tak, że tylko miłości ludziom brakuje. Przyjaźni czasem bardziej. Tylko jak poznać przyjaciół?

Kiedyś to przychodziło naturalnie. Człowiek nie myślał o tym, że poznaje przyjaciół, po prostu to się działo. A teraz? Masz 30 lat i to nie jest takie łatwe, jak wtedy, gdy było się w liceum czy na studiach. Może dlatego, że teraz dopiero docenia się obecność przyjaciela. I tym dotkliwiej odczuwa jego brak?

Teraz myślisz o tym, że poznajesz przyjaciół, witając się z kimś myślisz o tym, że ,,własnie poznaję nową osobę, skup się, może to przyjaciel”. Może nie do końca tak to wygląda, ale podświadomie nie chcemy przegapić okazji. Ja przynajmniej nie chcę, bez przyjaciół życie to jak chleb bez masła.

Jestem szczęśliwa, gdy inni są szczęśliwi 

Lubię doceniać ludzi. Mówić, że zrobili coś dobrze, że ładnie wyglądają, że ich lubię. Bo mówimy sobie zdecydowanie za mało dobrych rzeczy i za mało dobrych rzeczy dla siebie nawzajem robimy. Świat byłby przyjemniejszy w odbiorze, gdybyśmy częściej starali się zauważać w innych to, co dobre.

Czasem słyszę, że jestem za dobra. Nie jestem. Bo to, że bywam milsza od innych, nie znaczy, że jestem za bardzo. Tak powinno być. Chcę, by był to standard.

Chcę być szczęśliwa… cholernie chcę… czyli dziś o miłości 

Kayah w wywiadzie do Urody Życia powiedziała – Pamiętam, jak kilka lat temu kupiłam dom w Brazylii. Wyszłam na taras z kieliszkiem szampana, przed sobą miałam bajeczny widok. Cudowne okoliczności, żeby świętować, tylko zamiast uśmiechu pojawiły się łzy.

Znamy to, prawda?

Dwa lata temu zaczęłam od nowa. Odeszłam, a raczej wyrzuciłam… Alkoholik z długami, zdradzał mnie. Zostałam razem z synkiem. Miał wtedy dwa i pół roku. Szłam jak burza – miałam plan, który realizowałam punkt po punkcie. Sprzedałam dwa auta, kupiłam trzecie, kupiłam i wyremontowałam mieszkanie, przeprowadziłam nas, ochrzciłam synka, przejechałam z nim sama mnóstwo kilometrów na wakacje, przeżyłam sama odpieluchowanie, odsmoczkowanie, pierwszy dzień w przedszkolu, przedstawienia, ustanowiłam w sądzie miejsce pobytu dziecka przy mnie… On ułożył sobie szybciutko życie z młodszą o prawie 10 lat z 8 letnim synem. Pojawia się od czasu do czasu, w swoim zachowaniu nie widzi żadnych błędów, mówi mi, że jestem złą matką bo przywiązałam dziecko do siebie. Nie chce przyjechać do dziecka kiedy jest ono chore bo twierdzi, że nie chce mnie oglądać… Zarzuca mi, że ograniczam mu kontakty bo nie są one takie jakby on chciał.
Jakiś czas temu pojawił się ktoś, kto rozbudził we mnie apetyt na życie. 12 lat starszy, kochany człowiek. Tylko, że…. jest w trakcie rozwodu i tysiąc kilometrów stąd. To bardzo trudne…. Codziennie ze sobą piszemy, rozmawiamy… Wpadłam po same uszy. Ale cholernie się boję. Przyszłość jest bardzo trudna. Ostatnio był u nas miesiąc temu. Najwspanialszy tydzień od dawien dawna. Czułam się kochana i zaopiekowana. Kolejny raz dopiero za miesiąc… Od paru dni lecę na autopilocie. Wstawanie, przedszkole, praca, przedszkole, dom, spanie… Opuściły mnie wszystkie siły. Bolą ręce, nogi, włosy… Totalny spadek. Przytłacza mnie rutyna i samotność. Patrzę na te wszystkie pary i serce aż krzyczy… Chcę być szczęśliwa…cholernie chcę…

Navigate