Książka

Recenzja: Wzgórze Psów / Jakub Żulczyk

23:00, długi weekend, noc z soboty na niedzielę. Mazury, domki letniskowe z lat 90-tych (oby tylko!), ściany z płyty osb, dwa tapczany. Okno otwarte, zabezpieczone metrem tiulu, żeby komary nie zagryzły nas na swędzącą śmierć. Dwa stare koce, które stare musiały już być 1985 roku – leżą na podłodze, bo nie mam odwagi się nimi przykryć. Słychać szanty i disco polo, kilkaset metrów dalej ludzie bawią się na ognisku. Uwiera mnie wyobraźnia, że coś może łazić po mojej kołdrze, co jakiś czas zerkam na dziurę w ścianie, z której wystaje wata. Uwiera mnie, podobnie jak to, że za oknem czarno. Wydaje mi się, że ciemność jest wiecznie głodna. Zastanawiam się, czy domek, w którym teraz jestem, mógłby być tym domkiem w Jarzębowie…
I tylko cieszę się, że moja Córka lekko chrapie – wiem, że jest tuż obok, śpi spokojnie, oddycha.
Czytam. Zostały mi ostatnie dwie godziny książki.

Wzgórze Psów.

Navigate