Inspiracje

Nie dajmy się zwariować! Czyli jak wygląda moje życie Zero Waste.

Cześć. Nazywam się Monika i moim hobby jest pozbywanie się. Kilogramów, ciuchów, śmieci, badziewia, chińskich zabawek, zapisanych notatników, zepsutych długopisów, worków, zeschniętej modeliny, starego dżemu z końca lodówki i e-słodyczy, które dostaje moja Córka, a ja je zabieram i… wyrzucam. Wyrzucałam. Tak wygląda moje życie zero waste.

3 nowe rzeczy

Dawno nie spowiadałam się z tego, co mam. Może dlatego, że więcej rzeczy sprzedałam, oddałam czy wrzuciłam, niż kupiłam czy dostałam. Moja wewnętrzna minimalistka klaszcze w dłonie. A zaraz obok niej stoi Beyonce i grozi mi palcem. Bo ja czasem lubię na bogato. 🙂 Mam konflikt wewnętrzny, jestem Konradem Wallenrodem minimalizmu.

Chcę siebie dobrze zapamiętać…

Im więcej mogę, tym bardziej wszystkiego chcę. Świadomość doświadczania przyszła do mnie całkiem niedawno. I wiecie co… bardzo się cieszę, że dopiero teraz mam szansę robić rzeczy, które, tak myślę, mogłam robić już dawno. Ale czy bym je tak zapamiętała, doceniła? Czy by tak samo smakowały?

Moje życie jest jak niedzielny rosół długo gotowany na małym ogniu. Co jakiś czas ktoś zapyta ,,długo jeszcze?”, ale na najlepsze trzeba poczekać. Na dobre rzeczy warto poczekać nawet długo. Ale wtedy ma się pewność, że będzie to warte zapisania, wspominania. Że będzie się chciało do tego wracać i wracać.

10 lat temu nie miałam takiej świadomości. Zdarzenia przemijały, a ja większości nie zarejestrowałam w swojej pamięci. Czy to znaczy, że nic się takiego specjalnego nie działo? Ja chyba po prostu nie umiałam się tym cieszyć tak całą sobą, świadomie.

Teraz umiem. I to jak umiem.

Nieważne, jak dobry jesteś, ważne, jak dobry chcesz być.

Stawiam sobie cele codziennie. Czasem to przeczołganie się do kuchni po kawę po bardzo nieprzespanej nocy. Częściej jednak to plany na życie, próba kształtowania swojej pozycji, zdobycie tego, co wydaje się dla mnie najlepsze. Rozwój – again and again, and again.

To, jak dobra jestem, wiem. Zdaję sobie z tego sprawę, pewnie też dlatego wciąż idę dalej. To, że znam swoją wartość, nie znaczy, że nie stać mnie na więcej. Stać!

Czego o sobie dowiedziałam się w Krakowie?

Nic z tymi zdjęciami nie robiłam. Takie są, bez filtra, rozjaśniania. Bo ja taka jestem po urlopie. Taka po prostu, bez filtra.

Gdy kupowałam bilet do Krakowa, chciałam tylko wyjechać daleko i w fajne miejsce. Trochę na żywioł. Trochę jak rok temu do Londynu, żeby przekroczyć swoje samotne granice. Chciałam wyjechać sama ale do ludzi. Ale nadal sama, ale nadal do ludzi.

Czego dowiedziałam się o sobie w Krakowie?

Masz to, po co sięgasz. 

Cytując klasyka, idąc na szczyt nie narzekaj, że masz pod górkę. 🙂

Już dawno odsunęłam na bok złudzenia, że mi się coś należy. Albo że się po prostu samo się wydarzy, gdyż bardzo czegoś chcę, a przecież… wystarczy chcieć. A to jest bzdura, drodzy Państwo. Samo chcecie nie ma tu nic do rzeczy. To jedynie mały impuls, który może, ale nie musi, prowadzić do czegoś więcej. Ale zazwyczaj prowadzi przez nieprzespane noce, nadmiar obowiązków, wypełnione kalendarze i hektolitry kawy, żeby tylko nie zasnąć, żeby tylko nie zasnąć, żeby tylko nie za…

10 moich ulubionych postów z bloga Tekstualna

Ha! Ja też mam swoje ulubione tekst. Takie, które zwykle napisałam w pół godziny, szybko, bez myślenia o formie. Usiadła i napisała.

Pytacie mnie często, czy moje posty to terapia. Nie, to po prostu wygadanie się. Swoją ,,terapię” przeszłam miesiące temu w głowie. Posty to jej efekt. Pogodzenie się ze sobą i nazwanie tego, co czuję.

I to chyba te posty. Mam do nich duży sentyment. Nazwałam nimi swoje uczucia. 

Navigate