alfabet

Alfabet nowej mnie. I jak Igła.

Bo kiedyś to się wszystko naprawiało. Zszywało się. Faceta, meble, ciuchy, pomidorową, gdy za słona wyszła. Kiedyś to się dbało o to, co się miało, bo na kartki, bo od 16:00 do 7:00 było, bo wszyscy mieli to samo, więc sercu było nie żal. A może odwagi brakowało? Albo nikt nie wiedział, że może chcieć coś innego, że ma do tego prawo?

Alfabet nowej mnie. H jak Hedonistka.

Jestem aspirującą hedonistką ze skłonnościami do umartwiania się, planowania, rozkładania wszystkiego na części i nadmiernej empatii, która sprawia, że czasem zapominam o sobie. Wtedy moja wewnętrzna boginii-hedonistka stoi w kącie i ssie kciuk z żalu i złości czekając na mnie, aż powrócę. Gdy wracam, wtedy jest mi przyjemnie. Przyjemnie jest przypomnieć sobie o sobie, o tym, co lubię. Przyjemnie jest powiedzieć głośno – chcę to. O, dokładnie to!

Alfabet nowej mnie. E jak earl grey.

Inna przyjemność niż czekolada z orzechami. Inna niż kwiaty od niego. Trochę inna niż wieczorne kakao w filiżance z pchlego targu. Wierzę, że ma szczególne znaczenie. Jest w nim intencja, myśl, zamiar. Jest w tym jakiś czas, rytuał, przyzwyczajenie. Zapach, para, cytryna, cukier. Są rzeczy, które zatrzymują na chwilę życie, pauza, spacja, herbata. Earl grey. Nie jakaś tam zwykła czarna herbata do śniadania. Earl grey to ,,hej, zrób dla siebie coś miłego. Teraz”. Prawdziwa historia…

Navigate