Bzdury dotyczące macierzyństwa, z którymi nigdy się nie zgodzę!

Nie chodzi o to, czy dziecko ma czapeczkę i ile karmiłaś piersią. Są takie frazesy, które wszyscy powtarzają, cieszą się, przytakują, a które mnie wkurzają, albo takie, które bym chętnie zamieniła na coś innego. Już wiecie, co to może być?  Czym są bzdury dotyczące macierzyństwa, z którymi nigdy się nie zgodzę?

Tata pomaga w wychowywaniu dziecka

To prawda – kobiety mają problem z dzieleniem się ,,władzą”. Facet ma pilota, kobieta ma dziecko. Ha ha ha. Wyborny żart, choć on sobie swobodnie funkcjonuje i dopóki wszyscy są zadowoleni, jest ok. Kobiety ,,zagarniają” dziecko dla siebie, a facetom w magiczny sposób (prawdopodobnie z powodu długiego nieużywania) prawa ręka zamienia się w lewą, fikumiku i ojciec ma dwie lewe ręce. Z drugiej strony sama doświadczyłam tego, że jeśli matka ,,korzysta” z pomocy taty dziecka, a ten po prostu się nim zajmuje – no jak rodzic, czyli normalna sprawa – matka ma minusa.

Matka ma minusa, bo tata powinien pomagać. Po-ma-gać. A przecież w definicji słowa matka nie ma ,,kobieta, której się pomaga”.

Tata nie pomaga. Tata wychowuje. Pół na pół. I to nie znaczy, że matka jest gorszą matką.

Mama potrzebuje wina

,,Wino” stało się symbolem ciężkiego dnia, który jest tak naprawdę codziennie. Bo wychowywanie dziecka, jakkolwiek nie byłoby fajne, jest wyczerpujące.

Mama nie potrzebuje wina. Mama potrzebuje ciszy, odpoczynku, kąpieli, relaksu, wyjścia do kina. Potrzebuje rozmowy, odciążenia, powiedzenia jej, że jest super i świetnie daje sobie radę. Pewnie stąd to wino. Łatwiej otworzyć butelkę niż doczekać się słów, że robi się dobrą robotę.

Chcesz herbaty?

Chłopcy tacy już są

Nie wiem, może. Nie wiem, mam córkę.

Wiem jednak, że braku wychowania i rodzicielskich zaniedbań nie da się zakryć słowami ,,tacy są chłopcy”. To jak palenie 5 paczek dziennie i mówienie, że na coś trzeba umrzeć.

Chłopcy tacy są, czyli jacy? Żle wychowani, niegrzeczni, agresywni? Ja wiem, że dzieciaki mają dużo energii, psocą, bo muszą gdzieś ją spożytkować. Ale jest różnica między dzieckiem, które musi się wybiegać, a dzieckiem, które stosuje przemoc – niewielką, ale zawsze.

Nie wzmiacniajmy stereotypu, że chłopcy mogą więcej, że chłopcy mogą być agresywni. Bo tacy są.

Zachowuj się jak dziewczynka

Nie powiedziałam tego nigdy mojej Córce. Nie lubię, gdy inne mamy strofują tak swoje dzieci.

Jak dziewczynka, czyli jak? Cicha, uległa, miękka, delikatna? A może nie mająca swojego zdania, wciąż czekająca, aż będzie mogła zabrać głos, z rączkami na kolanach, choć nogi już dawno by biegły sto kilometrów na godzinę.

Chcę, by moja Córka była sobą. Napisałam nawet do niej list z 100 rzeczami, które chciałabym, by wiedziała

Według mojej definicji, zachowywać się jak dziewczynka, to szaleć, być pewną siebie, korzystać z możliwości i próbować swoich sił, gdzie tylko się da.

Oto 4 rzeczy, które mnie bardzo irytują. Na szczęście można coś z tym zrobić.

A Ciebie który punkt wkurza najbardziej?

 

 

5 komentarzy

  1. O rany, wyjęłąś mi to z głowy. Brawo za ten tekst! Wychowujemy syna wspólnie i dzielimy się obowiązkami idealnie na pol, muszę często wyjeżdżać i wtedy mąż przejmuje wszystkie obowiązki. Nic mnie bardziej nie wkurza, niż odmawianie matkom potrzeb i zwykłego człowieczeństwa – dla mnie to miękka forma przemocy. O wychowywaniu do konkretnej roli nawet nie wspomnę, kiedy słyszę jak matki strofujące dziewczynki „bardz grzeczna, tylko się nie ubrudź, uważaj na fryzurę”, to dostaje białej gorączki. Później jest tylko gorzej – „jak ty wyglądasz!?”, „nikt cie nie będzie chciał, jak będziesz przeklinać”, „co siebie ludzie pomyślą”, „jaką ty będziesz matką, jak tak się teraz zachowujesz!?”. A potem wielkie zdziwienie, ze kobiety nie pracują na wysokich stanowiskach, że mało wiedza o świecie, ze się tylko stroją i „głupoty”’im w głowach. A od dziecka wbija sie im do głowy, ze jedyna ich wartość leży w tym, ze są ładne i ktoś je kiedyś zechce, a jak już zechce, ze są ciche i potulne….Jesli chodzi o chłopców, wychowanie jest dużo prostsze (na chłopach leży mniej społecznych zakazów). Mój syn nie ma zabawek kojarzących się znbronią, uczę go szacunku do zwierząt i innych ludzi. Kiedy czytamy lub opowiadamy bajki wplatam kobiece figury wszedzie, często w roli sprawczej, a nie tylko dekoracyjnej. Tatusiowie pełnia pełnoprawne role w świecie kreowanym przeze mnie, nie tylko pomocniczą. Uczę go asertywności, ale nie pozwalam na agresje. Problematycznie zacznie się w okresie dojrzewania, ale mam jeszcze trochę czasu. Wychowujemy dzieci mądrze!

  2. „Chłopcy już tacy są”… Co to w ogóle za tekst. Sama mam dwóch synów i nie mogę tego słuchać.
    Irytuje mnie też wszechobecny kieliszek wina „gdy ci dobrze, gdy ci źle, weź kieliszek napij się”.

  3. A mnie wkurza to jak ludzie postrzegają samotne macierzyństwo, ze jesteśmy takie biedne i nieszczęśliwe i jak musi nam być ciezko, ze nie mamy pełnej rodziny o matko wzruszam się nad ta ciągła dawka wielkiego przejawu litości od ludzi zewsząd. Ludzie to nie jest samotne macierzyństwo, ale samodzielne! Przynajmniej ja nie potrzebuje aż takiego współczucia nie wiem może tylko ja? Wiadomo są gorsze chwile ale ale właśnie traktujcie nas jak normalna jednostkę społeczna a nie jak dziwolągów!

  4. Mnie z tych wymienionych przez Ciebie punktów irytuje najbardziej pierwszy, chociaż mnie w zasadzie nie dotyczy, bo nie mam dzieci. Owo „pomaganie” można rozumieć znacznie szerzej i najbardziej chyba wpływa na postrzeganie kobiet w społeczeństwie. Otóż w magiczny sposób po zostaniu „matką” kobieta nagle jakby przestaje być kimkolwiek innym. Nie jest istotą, mającą zainteresowania, jakieś ciekawe poglądy, nie wypada jej robić tego czy tego, powinna zajmować się dzieckiem, no bo „jest matką”. Kobiety, które dzieci nie mają, też są podejrzane. Bo jak to tak, egoistki jakieś. Kto im szklankę wody i tak dalej. Mężczyznom nikt nie wypomina braku dzieci i nie straszy podawaniem szklanki. Mężczyzna nie kojarzy się prokreacyjnie. Ba, „męski” oznacza coś lepszego. W opozycji do „babskiego”, rzecz jasna. W każdym razie echa tych przekonań widać właśnie w „pomaganiu” przy dziecku. Osoby, które tak mówią, chyba nie zdają sobie do końca sprawy, że do powstania dziecka:) potrzeba dwóch ludzi – mężczyzny i kobiety. Owszem, kobieta rodzi, ale przecież dziecko jest wspólne, a nie tylko matki!

Leave A Reply

Navigate