9 rzeczy, których nauczyłam się zaczynając od nowa

W lutym 2015 roku zamknęłam za sobą drzwi w wynajętym mieszkaniu, wnosząc ostatni karton z ciuchami. To był dopiero początek zmian. Trzy lata póżniej, dziś, mogę dopiero powiedzieć, że to naprawdę był tylko początek, a zmiany nigdy się nie kończą. A nawet więcej – jedna ciągnie za sobą kolejną. Czy to dobrze? Tak mi się wydaje.

Przez te 3 lata nauczyłam się wielu rzeczy. Zaczynanie od nowa to nie jednorazowy występ. To długofalowy proces. I nie ma odwrotu. Bo albo się utrzymasz na fali, albo cofniesz. A nikt nie chce wracać tam, gdzie mu niewygodnie i źle. Więc trzeba wciąż i wciąż próbować, zaciskać zęby i dokonywać wyborów, które dopiero po czasie okazują się trafne lub nie.

Więcie, czego nauczyłam się wybierając zaczynanie od nowa, a nie stanie w miejscu?

Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa.

Wierzę, że na wszystko jest odpowiedni czas. Czasem nasze plany wyprzedzają działanie i nam się nic nie zgadza. Tak bardzo chcemy, ale tylko w głowie, bo na co dzień przekładamy wszystko z dnia na dzień. A przecież lepiej późno niż później. Lepiej późno niż wcale. To fakt.

Zaczynam lubić to, że na wszystko jest czas. Choć dużo frustracji mi to przynosiło jeszcze jakiś czas temu. Nie lubię czekać. Chcę, by było dobrze teraz, gdy tego chcę i potrzebuję. Domyślam się, że Wy też. Że przecież wiecie, czego teraz chcecie, umiecie konkretnie to nazwać, a tego nie ma – pracy, związku, domu, spokoju, dziecka. Wiecie co? Jutro jest środa, nowy dzień, to co, że środek tygodnia. Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa – nawet, jeśli nie mamy wpływu na nasze życie w tym momencie, na coś jednak mamy. Jeśli to ma być tylko nasz dobry nastrój, warto o niego powalczyć.

Pierwszy krok wychodzi zawsze od nas.

 

Nie jestem pierwsza i nie ostatnia

Nie ja pierwsza i nie ostatnia mam takie problemy i byłam postawiona w takiej lub innej sytuacji. I choć wydaje się, że to koniec świata, wiele kobiet, wiele osób udowadnia codziennie, że tak nie jest. Świat się perfekcyjnie kręci nadal. A my razem z nim.

Nie lubię w ludziach tzw. genu ofiaru. Nie wiem, czy taki termin funkcjonuje, ale ja go używam. Chodzi o to wieczne użalanie się nad sobą i obarczanie innych swoimi problemami, tak, jakby ktoś dostał od losu zadanie, że ma nam dać szczęście i wziąć na siebie nasze ewentulne problemy.

Nie, nie ma takiej osoby. Nikt za nas nie będze ani się uśmiechać, ani robić siku, ani myślał. Sami musimy to robić. Ale o ile przyjemniej jest żyć ze świadomością, że mamy moc, jesteśmy osobami sprawczymi, a nie, że jesteśmy uzależenieni od kogoś. Wciąż w poczucie żalu, nie nikt nie czyta nam w myślach i nie spełnia naszych marzeń.

Co więcej – nie zmuszaj się, by przeskoczyć problem. Po prostu przejdź przez niego powoli. Czasem czas jest najlepszym lekarstwem, ale nie dlatego, że mija żal czy wyrzuty sumienia bledną. Czas pozwala zebrać myśli i ulożyć dobry plan na przyszłośc. Dlatego…

Poczekaj!

Dlaczego? U mnie przyspieszanie stawania na nogi odbiło się brakiem energii i paradoksalnie wydłużyło to moje zaczynanie od nowa.

Czasem ciężkie emocje trzeba po prostu przeżyć. Jak chce się płakać, to trzeba płakać. Jak jest smutno, to niech będzie.  Bo jak ten żal i ten smutek przypudruje się hasłem ,,jest ok, mam to gdzieś”, można potem mieć czkawkę przez 2 lata albo i dłużej.

Dziewczyna musi mieć zawsze swoje pieniądze

To hasło powtarzam swojej Córce bardzo często.

Pieniądze są bardziej niż OK! Fajnie je mieć, bo wtedy zaczynanie od nowa jest dużo przyjemniejsze i odpada jeden duży stres. Pisałam o tym w poście o przemocy ekonomicznej.  

Umiesz liczyć, licz na siebie. Wiem, że to smutno tak myśleć o tym, że trzeba życie ogarniać samemu, bo fajniej i łatwiej jest w dwójkę. Ale czasem los decyduje za nas. Los albo druga osoba. I wtedy jest ciężko. Więc biorąc do siebie zasadę, że lepiej zapobiegać niż leczyć, polecam wszystkim moją złotą radę – miej zawsze swoje pieniądze. Dla swojego świętego spokoju. I bezpieczeństwa. 

Przestań się martwić i zacznij żyć?

Dokładnie tak. Wiekszość rzeczy, których się obawiamy, nigdy się nie zdarzy. A to, czego się boimy, rozłożone na elementy i pozbawione swojej ,,wielkości” jest jak najbardziej do przeżycia, zrobienia, przeskoczenia.

Bo co może stać się najgorszego? To pytanie uwalnia. Jeśli jesteś w życiowej kropce. Zastanów się, jaki scenariusz będzie najczarniejszy. Wtedy automatycznie zazcynasz myśleć o planie na ten zły scenariusz i gotowe – rozwiązanie jest, można odetchnąć.

Martwienie nic Ci nie da. Tylko sprawi, że się zdołujesz i stracisz enegię. Co ma być, to będzie. A spokój naprawdę ratuje sytuację.

Jak być Perfekcyjną Panią Swojego Życia?

Nie jestem minimalistką, choć uważam, że w niektórych sferach życia jest niezbędny. Wtedy, gdy chodzi o ludzi – porządki w gronie znajomych raz na jakiś czas są dobrą sprawą. I wtedy, gdy bałagan w naszym otoczeniu, w domu, w pracy, wchodzi nam na głowę, że nie umiemy myśleć swobodnie.

Jestem Perfekcyjną Panią Swojego Życia, bo otaczam się ludźmi, którymi chcę. Jeśli muszę mieć z kimś kontakt, kogo nie lubię, wtedy jasno o tym mówię, nie udaję, a spotkania ograniczam do minimum.

Choć nigdy nie lubiłam sprzątać, teraz robię to z przyjemnością.

Ja, ja, ja i jeszcze raz ja!

Nie, nie jestem egoistką. Natomiast wiem, kto rządzi w moim życiu. Tą osobą jestem ja. Świadomość tego, że moje decyzje mają faktyczny wpływ na moje życie, daje mi dużo dobrej energii Takiej mobilizującej i motywującej do tego, by się nie zatrzymywać. By rozwijać to w sobie. Chcę taka być. Chcę dbać o siebie, stawiać siebie na ważnym miejscu w moim życiu. Wtedy, pewna siebie i dowartościowana, mogę wychowywać pewną siebie córkę.

Jest takie jedno fajne hasło – nie mów mi, jak mam żyć, bo to nie ty będziesz za mnie umierać. Bawi mnie niesamowicie. Ale jest totalnie prawdziwe.

Zmiany prowadzą do czegoś lepszego.

To niesamowite. Patrząc na moje życie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że tak właśnie jest. Żadnej zmiany nie żałuję. Jestem dumna z siebie, że każde życiowe zawirowanie umiałam wykorzystać na swoją korzyść. To mi daje dużo spokoju.

Cokolwiek Ci się teraz dzieje w życiu, może to jest właśnie ten pretest, by wszystko na nowo poukładać i dobrze na tym wyjść?

Niezależności trzeba się nauczyć

Niezależność boli…

… ale nic też nie daje takiego powera!

Kilka miesięcy temu napisałam w tym poście, że:

Niezależność boli. Na początku bardzo, bo przypomina o tym, z czym trzeba się mierzyć. Jest tym, czego tak naprawdę się nie chce. Bo to jak przyznanie się do tego, że nie wyszło. Wolimy żyć z kimś, razem, pół na pół dzielić się wszystkim. A teraz jak to, tak samemu? Wszystko na raz?

Niezależności trzeba się nauczyć. Trzeba ją oswoić, polubić. Trzeba mieć na nią sposób. Wtedy zaczyna być dodatkową parą rąk, odwagą i zielonym światłem.

 

Zaczynanie od nowa to tylko hasło. Słowo-klucz. Chodzi o rozwijanie siebie, wtedy zmiany są naturalne. I nie należy się ich bać. One naprawdę przynoszą porządek i spokój.

 

Ściskam!
M.

 

zdjęcia: Michalina Pryśko

7 komentarzy

  1. odpisuję się wszystkimi kończynami, bo sama, choć o wiele krócej, dzisiaj wrzuciłam podobne myśli przewodnie na wallu….i wciąż zaczynam od nowa 😉 Powodzenia Mania <3

  2. Zgadzam się ze wszystkim. Kiedy byłam młodsza wciąż wydawało mi się, że jak nie ułożę wszystkiego tu i teraz to będzie tragedia… a teraz wiem, jak wiele udało mi się od tamtego czasu osiągnąć i jestem z siebie dumna. Z wiekiem nauczyłam się, że potrzebuję czasu na pracę i na odpoczynek – dopiero kiedy mam zachowaną równowagę w życiu mogę przeć do przodu i się realizować.

  3. “„Wiesz, co się robi, jak życie dołuje? Mówi się trudno i płynie się dalej. Płynie się dalej, płynie, płynie” ulubiona bajka moich dzieci pozdrawiam

  4. To takie uniwersum. Do wydrukowania, i sięgania po treści, kiedy ogarnia nas niemoc, bez względu na to czy “od nowa” dotyczy spraw prywatnych czy zawodowych. Istne przebudzenie, jak pora roku, która właśnie nadeszła . Dziękuję 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *