9 rzeczy, które musisz mieć, by pomalować dziecięcy pokój na biało i różowo

Kiedyś nieopatrznie powiedziałam (chciałam być lepszą matką niż jestem haha), że Ina może mazać na ścianach w swoim pokoju, byle od ścian w dużym pokoju trzymała się z daleka. Potem musiałam tylko zachować zimną krew i to niejednokrotnie, bo moja Córka ma spontaniczną duszę artystki. I zawsze podpisuje z rozmachem swoje prace.

Ale skoro już wiosna (bo nie lato!), nowe życie, nowe ściany. Czyste ściany. Moja Córka wybrała biel i róż. Przypadek? Nie. To co, malujemy?

Przyznam, że to było fajne doświadczenie. Trochę zachodu mnie to kosztowało (oczyszczenie ścian ze wszystkich naklejek to jakiś kosmos), ale efekt jest fajny! Ale zanim Wam go pokażę, oto 10 rzeczy, które musicie mieć, gdy chcecie samodzielnie pomalować pokój. Niech spłynie na Was całe moje remontowe doświadczenie, niczym farba na ścianę.

1. Plan. Trzeba mieć plan.
Ja zadzwoniłam do Taty. Mój Tata zna się na wszystkim. A ponieważ Tata jest w innym mieście, i zna się nawet na tym, że ja się na malowani ścian nie znam, dał mi jedną złotą radę:
– Moniśka, wejdź w jutuba i wpisz ,,jak pomalować pokój”.
Co też zrobiłam.
Plan obejmował także zwołanie tajnego zgromadzenia malarzy pokojowych w postaci przyjaciół chcących upalne sobotnie przedpołudnie spędzić na malowaniu ścian.
Kolejny punkt planu – zakleiłam taśmą dwie rzeczy, które chciałam zachować na pamiątkę. Pierwszy podpis Iny (IAN) napisany różowym flamastrem na ścianie i namalowanego wesołego ludzika z trzema nogami (no matter how many legs you have, keep smiling). Resztę rysunku chciałam zamalować, niestety się nie udało. Z drugiej strony – ma to swój urok.
Zakryłam meble folią.
Co mogłam, to wyniosłam z pokoju.

2. Mentor. Tak, trzeba mieć mentora. Na przykład Tatę.
Tata mój nie dość, że przygotował wszystko, co mogłoby mi się przydać, to jeszcze wyszlifował ściany. Wróciłam któregoś niedzielnego popołudnia do domu i okazało się, że mam wszystko. Że tylko malować, bo taśmy, folie, wałki, pędzle, szpachelki i inne pomoce naukowe czekały na mnie w gotowości. Dziękuję, Tato, jesteś Mistrzem!

3. Farba.
I to nie byle jaka, bo ja jestem kobieta pracująca, nie mająca czasu na poprawki, domalowywania i odświeżania raz na pół roku. Marka Dulux przeszła test profesjonalisty razem ze mną, a ja mogłam przetestować farbę Dulux EasyCare.
Ważne numer 1, by farba nie śmierdziała za mocno. Przecież nie będę się wyprowadzać do hotelu na kilka dni! Nie musiałam. Brawo!
Ważne numer 2, by dobrze kryła wszystko to, co ma zostać zakryte, czyli ślady tłustych łapek, mazaków, kredek, naklejek, kleju… No wszystko. Ściany, które były dwa lata temu białe, zrobiły się szare, a teraz znów są białe, prócz jednej, która jest księżniczkowo różowa.
Niestety nie udało mi się zakryć jednej z radosnych twórczości mojej Córki. 10 warstw farby i nic, widać, że skandynawskie flamastry są nie do zdarcia, dosłownie i w przenośni.
Dzwonię do kogo? Do Taatyyyy. A Tata na to, że robi się tak, że najpierw olejną, potem… No nieee, ale to za trudne dla mnie. Dzieło Iny zostaje. A tak poza tym to luksusowo, można poczuć się profesjonalistą, nawet jeśli malowało się ściany drugi raz w życiu.Ważne numer 3. Błędów malarskich (błędy? jakie błędy!) nie widać, bo farba po wyschnięciu jest bardzo matowa, nie odbija światła, czyli nie widać nierówności. To się fachowo nazywa antyrefleksyjność, o! Efekt jest taki, że jasność nastała, biała i różowa. A test białej rękawiczki przeprowadził mój Tata we własnej osobie, mówiąc ,,nie no, elegancko, bardzo ładnie”.
Ważne numer 4. Zobaczcie ten test, który wykonałyśmy 28 dni po malowaniu ścian. Z ręką na sercu – myślałam, że zostanie tłusta plama. Że będzie jakikolwiek ślad, a dwa razy wylałyśmy truskawkowy jogurt na ścianę i nic. Zero plamy, zero śladu. Farby Dulux charakteryzują się hydrofobowością, czyli odpychają od siebie cząsteczki wody. Chyba właśnie dzięki temu zabrudzenia się nie wchłaniają. No i plamoodporność – na wagę złota!
Ważne numer 5. Kolory farb. Ja wybrałam dla Iny biel. Obiecałam też, że Ina będzie mogła pomalować jedną ze ścian na kolor, jaki tylko sobie wymarzy. Wybrała Czysty Róż.

 

4. Przyjaciele. Najmilsza siła robocza na świecie, czyli Paula, Miśka i Sławek. Dzięki nim malowanie pokoju, nawet dwuwarstwowo, to robota na pięć minut. I prawie impreza. Prawie…

5. Playlista. Bez muzyki jak bez pędzla. Królowało u nas disco z lat 80., radosne lata 90., Whitney Houston (starając się zamalować Iny arcydzieła śpiewałam, że aj łyl olłejs low ju), DeMono i Spice Girls.

6. Woda i truskawki. Tata dzwoni i pyta, czy wodę mam, bo jest gorąco. Pewnie, że tak. Pytanie. Woda jest, są też truskawki i mleko UHT z lodówki, które zmiksowane razem wyglądają jak farba, którą wybrała Ina – różowy koktajl truskawkowy.

 

7. Humor. Malowanie ścian to żadna tam wyjątkowa frajda, gdy za oknem tropiki, a do morza tylko kilka kilometrów. Się pośmialiśmy, się namalowaliśmy. Fajnie było! 🙂 Gdyby nie to, w ogóle nie zabierałabym się za malowanie.

8. Internet. Po co? Na przykład po to, by poszukać, jak otwiera się farby Duluxa. Ja już dobierałam się do nich z łomem, a okazało się, że to jest… proste. Myślę jednak, że przyda Wam się ta informacja. Bo jak się trzy kobiety zabierają za otwieranie farb, to znak, że coś się dzieje…

9. Wolny weekend. Malowanie ścian to zabawa na cały dzień. I na dzień kolejny, jeśli sprzątanie po malowaniu jest czynem, na który nie możecie się zdobyć, ze zmęczenia oczywiście. Ja w sobotę ogarnęłam malowanie, ale sprzątać kończyłam już w niedzielę rano.

A oto efekt. Pokój Królewny. Jak Wam się podoba Dulux EasyCare na ścianach?

Wpis powstał we współpracy z marką Dulux.

5 Comments

Leave A Reply

Navigate