3 nowe rzeczy

Dawno nie spowiadałam się z tego, co mam. Może dlatego, że więcej rzeczy sprzedałam, oddałam czy wrzuciłam, niż kupiłam czy dostałam. Moja wewnętrzna minimalistka klaszcze w dłonie. A zaraz obok niej stoi Beyonce i grozi mi palcem. Bo ja czasem lubię na bogato. 🙂 Mam konflikt wewnętrzny, jestem Konradem Wallenrodem minimalizmu.

Minimalistka na razie wygrywa, bo mam ochotę mieszkać w pustostanie i robić sobie codziennie selfie w białej koszulce i jeansach.

Ale, jeśli już coś mam, to są to rzecz, które coś dla nie znaczą, nie leżą bez sensu czekając na swój dzień, ale faktycznie chcę je mieć aktywnie. 🙂

  1. O kimonie marzę od dawna. Wprawdzie to nie jest to z H&M, które ciągle mam w głowie, ale też fajne i czuję się w nim jak cygańsko-azjatycka księżniczka.  Kosztowało fortunę. W życiu tyle kasy na kawał materiału nie wydałam. A w sumie prawie, jakbym dostałam go za darmo – tego samego wieczoru, gdy na Allegro kliknęłam ,,kupuję”, sprzedałam połowę własnego dobytku na fejsie. Wyszłam na zero. Tadam!
    Po prostu chciałam sobie zrobić przyjemność i kupić coś, co mi naprawdę sprawi przyjemność. Jednocześnie wyrównując harmonię w portfelu. 😀
  2. Tydzień temu w Klamotach kupiłam sobie portfel. Stary, skórzany. Poprzednio, gdy tam byłam, oglądałam go, wymacałam 🙂 Myślałam o nim i czekał na mnie. Lubię stare rzeczy… Obiecuję trzymać w nim porządek, dbać o niego i nie nadwyrężąć. 🙂
  3. Sztyft z baobabu, a raczej z olejem z nasion baobabu. To taka gigantyczna pomadka do ust. Lubię kosmetyki, które pełnią wiele ról, z wygodnictwa zwyczajnego, a tym smaruję paznokcie, kolana, buzię, usta, dłonie, stopy… Trochę sobie żałuję, bo czuję, że zimą nie będę mogła się z nim rozstać. No i na pewno trafi do łapek mojej Córki.
    Wiecie, co mi się najbardziej podoba? Nie nie muszę brudzić sobie rąk. Znacie to? Żeby posmarować buzię dziecku, trzeba najpierw posmarować sobie dłonie, a potem co? Po prostu zawsze na dłoniach zostaje trochę kremu, a nie zawsze to jest… na rękę. 😀 Problem z głowy i wielkie ,,uff”.

A jakie są Wasze ,,nowe rzeczy”, których nie chcecie oddać nikomu?

9 komentarzy

  1. kimono extra. Ale kurcze nie chciałabym takiego portfela… ale to Twoja decyzja i niech służy Ci jak najlepiej (mam jakąś fobie w stosunku do rzeczy, które były przez kogoś używane, a tym bardziej, że widać ślady użytkowania. Od razu pracuje mi wyobraźnia jakie ręce go użytkowały, jaka to była energia…)
    Tobie jednak życzę by portfel był pełny. Pozdrawiam

  2. Za mną też chodzi kimono, kupiłam jedno na wielkiej wyprz w Zarze, ale oddałam, bo miało dziwne rozcięcia po bokach. Twoje jest obłędne 🙂 Ale nadal zastanawiam się, czy wykorzystałabym w pełni potencjał takiego ciucha – mam wrażenie, że wygląda super na „wielkie wyjścia” i chociaż lubię szaleć w ciuchach, mam wrażenie, że na co dzień nie nosiłabym go zbyt często 🙁

  3. To kimono jest tak mega, że aż brak słów, 100% w moim stylu, a ja fanką kimon jestem od lat, choć w kolekcji mam ledwo 3… Ale kimona i kimonopodobne twory zawsze pierwsze przyciągają moją uwagę w sklepach.

  4. A ja ostatnio dorwałam jedwabne kimono za 15 zł w sh! 🙂 Najpierw kosztowało 30 zł (na wagę) i mówię, drogo. A że mała mieścina nikt nie poznał się na tych km jedwabiu. Więc kupiłam jak staniało. Co prawda planuję mieć super ekskluzywną podomkę z niego, ale tyle jedwabiu w życiu w domu nie miałam.

Leave A Reply

Navigate