HP KONKURS - dzieci się nie nudzą! ~ tekstualna - blog parentingowy | rodzinny lifestyle

Na facebooku też jest fajnie :)
zapraszam do nas!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

HP KONKURS - dzieci się nie nudzą!

Bywa, że nuda jest twórcza. Ale tylko czasami. Gdy ten stan staje się codziennością, wtedy rodzicom należy się lanie.

Moi Rodzice uskuteczniali z nami kreatywny hand made. Pamiętam, jak moja Siostra w podstawówce zrobiła sobie plecak z kartonu po butach obszytego materiałem, szelki zrobiła z suwaka. I dumnie chodziła w nim po Olsztynie. Pamiętam też recznie robione zabawki, pacynki szyte ze skarpetek, wyszywanki krzyżykowe... 

Jedni uważają, że to nuda buduje kreatywność. Ja uważam, że dziecku trzeba pokazać wiele dróg, by ono samo umiało wybrać tę najwaściwszą dla siebie. Jeśli uważacie tak samo, jak ja - zapraszam do wzięcia udziału w konkursie.


 

Szczegóły konkursu znajdują się w filmiku.



NAGRODA: ekonomiczne urządzenie wielofunkcyjne HP Deskjet Ink Advantage 3515 e-All-in-One + zestaw tuszy, czyli zestaw o wartości około 400zł.

W komentarzach czekamy na Wasze odpowiedzi - CO WASZE DZIECKO MOŻE ZROBIĆ WŁASNORĘCZNIE I JAK TO MOŻE POMÓC ROZWINĄĆ JEGO KREATYWNOŚĆ. Przeczytajcie także regulamin!  Powodzenia!

Zerknijcie także na konkursy u Hafiji na hafija.pl oraz u Marysi na oczekujac.pl
‹ Starsze posty

------------------------------------------------

Nowsze posty ›

28 komentarzy:

  1. Kreatywny HandMade wg mojego dziecka to tworzenie coś z niczego. To jego wyobraźnia podpowiada mu co można z czegoś zrobić. Przedmioty wykorzystywane do pracy twórczej mogą być zwykłymi śmieciami, które dla nas dorosłych nie mają żadnego zastosowania a dla tych małych umysłów są czymś WIELKIM. W pamięci mam pierwszy garaż na samochodzik wykonany ze zwyklego pudełka po herbacie. Z wiekiem sam udoskonalał swoje pomysły nabierając wprawy czyli zaczaą używać taśmy klejącej, nożyczek i sznurka tak by brama wjazdowa od garażu sama się podnosiła. Tory wyścigowe robił z kaszy, ryżu, makaronu idąc śladami ojca który całe życie ściga się w wyścigach OffRoad. Mając dwójkę dzieci stwierdzam, że nie drogie i wyszukane klocki LEGO dają dzieciom radość, a chęć i moc tworzenia własnej przestrzeni, odkrywania własnych możliwości i rozwijania własnej kreatywności. Taka twórcza zabawa pozwala rozijać te zakamarki dziecięcego mózgu, które w przyszłości pozwolą mu zdobywać szczyty i osiągać sukcesy. Nam rodzicom nie pozostaje nic innego jak wspierać swoje dzieci w tej drodze odkrywania a nie złościć się na bałagan powstający jako środek uboczny czegoś WIELKIEGO.


    katarzynagaj@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy dziecko przychodzi na nasz uporządkowany do granic świat, do naszego nowego małżeńskiego mieszkanka z jasnymi ścianami, lśniącą podlogą i krystalicznie czystymi oknami, kiedy wkracza w przestrzeń posegregowaną, opisaną i w gruncie rzeczy nudną, wiedz, że ten ład nie potrwa długo. Im krócej potrwa, tym lepiej. Dziecku trzeba bowiem pozwolić na zbudowanie swojego miejsca na ziemi swoimi łapkami. Zaprawą murarską najczęściej pewnie okażę się kaszka bananowa albo czekolada, ale przynajmniej będziemy mieć pewność, że to będzie najsłodsze miejsce na świecie. Pozwólmy dziecku na dom "handmade"! Niech na ścianach zakwitną kaczeńce i róże (co z tego, że nie znamy się na sztuce współczesnej i prócz bazgranych linii nie widzimy nic!), nowa plama o smaku zupki pomidorowej na nowej sukience mamy niech okaże się najnowszym trendem mody i wzbudzi zachwyt koleżanek, domki dla cukierków z butów w przedpokoju?- dlaczego nie?- przecież cukierki gdzieś muszą mieszkać!, a mydło w łazience czy to nie najlepsza farba, którą na lustrze można wyczarować latem całkiem zimowy świat? Kreatywny handmade naszego dziecka to jego wolność w rozwijaniu się. Nasza kreatywność jako rodziców to czasem po prostu brak nerwów i pozwolenie na małą demolkę naszej smooth przestrzeni. Jeśli nie ma niebezpieczeństwa, a jest dobra zabawa, to właśnie o to chodzi. Od przestrzeni handmade naszego dziecka zaczynają się jjego najlepsze życiowe pomysły. Dlaczego? Dlatego, że takie dziecko (nawet jako dorosły już człowiek) nie zawaha użyć się najdziwniejszego konceptu do najbardziej typowego projektu, i zawsze osiągnie sukces- pewne swojej wartości, nie bojące się grymasów otoczenia. Rodzice, owszem, czasem muszą zagryźć zęby, ale prawda jest taka, że w urządzaniu mieszkań my- starzy- wysiadamy, podczas gdy projektów naszych pociesz nie znajdziecie w designerskich magazynach. I to jest dopiero kreatywność!:) karolinaknapik5@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja córeczka uwielbia tworzyć różnego rodzaju kartki, laurki, pocztówki wykorzystując do tego wszystko co ma pod ręką a mianowicie muszelki,makaron, piórka, kwiatki,kolorowy papier. Kinga tworzy również ramki,maluje obrazki uważam że wpływa to pozytywnie na jej rozwój. Po pierwsze pobudza jej wyobraźnie, po drugie rozwija ją manualnie i intelektualnie a po trzecie sprawiło,że stała się pewniejsza siebie,odważniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. hand made kojarzy mi się z kreatywnością i fajną zabawą. jako że moja córeczka jest jeszcze dość małą bo ma dopiero 2 latka to za wcześnie u nas na typowe moim zdaniem hand made jak np szycie czy szydełkowanie. Jednak mamy kilka naszych pomysłów na nasze ręcznie wykonane cuda i skarby. Pierwszym pomysłem są cudeńka z masy solnej. jako że można z niej tworzyć różne kształty różne kolory to jest to jedna z najlepszych zabaw kreatywnych w których nawet małymi dwuletnimi rączkami możemy coś pięknego zrobić. Nieważna jest forma która nam wyjdzie tylko chęci do zabawy i wspólnego tworzenia. Takie zabawy zbliżają dzieci z rodzicami. Myślę że są bardzo bardzo ważne dla rozwoju zarówno emocjonalnego jak i manualnego dziecka. Masa solna jest jednym ze starszych sposobów na kreatywną zabawę z dzieckiem i przede wszystkim możemy ją łatwo i bezkosztowo wykonać. Przepis jest na prawdę prosty i szybki a dosypując np kakao czy paprykę możemy wyczarować nawet kolory naszych prac.
    My mamy jeszcze kilka sposobów na nietypowy hand made z małym dzieckiem. Uwielbiamy zabawy przy użyciu patyczków do ucha. układamy na dywanie z patyczków np. drogę po której jeździmy samochodzikami. układamy dom drzewa a nawet kwiaty. a później godzinami możemy się bawić z lalkami i misiami. Z patyczków można również wyczarować inne cudeńka bo my mamy nawet zrobione przez nas samych takie niby domino. Jak zrobić takie niby domino idealne dla małych dzieci? Otóż bierzemy kilkanaście patyczków i kilka kolorów farb. najpierw wspólnie bawimy się w maczanie każdego końca patyczka w farbie. My wybraliśmy kilka podstawowych kolorów jak czerwony żółty zielony niebieski i czarny. Patyczki robimy różne niektóre mamy z obu stron w tym samym kolorze inne mamy dwu kolorowe np żółto zielony, zielono czerwony niebiesko czerwony, czerwono czerwony i tak dalej. Gdy wszystkie patyczki mamy już w kolorach to odkładamy na papierze do wyschnięcia. Gdy już wyschną wkładamy do pudełka i bawimy sie godzinami w nasze małe domowe domino. Myślę że takie kolorkowe niby domino jest łatwym sposobem na naukę kolorów. A na czym polega nasza zabawa? dziecko losuje patyczek i układa na dywanie po czym każda kolejna osoba losuje patyczki i musi dołożyć kolejny patyczek do zabawy tak aby pasował kolorem do poprzedniego. W ten sposób powstają nam kolorowe wzory na dywanie. Dziecko w zabawie uczy się rozpoznawania kolorów i łączenia w pary. Na pewno jest to łatwiejszy model domina niż tradycyjne kostki.
    skorpionekk1@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Super konkurs więc weźmiemy udział, uprzedzam że nie mam zdolności literackich więc nie umiem tak ładnie pisać żeby przyjemnie się czytało ;) Ale jakoś może dasz radę :)
    Moja córeczka jest mała i ciężko, żeby sama coś zrobiła. Ma 20 miesięcy, ale czasem mnie zaskakuje. Ostatnio wzięła styropianowe pudełko (po jakiejś przesyłce) okleiła je naklejkami (które ma przyklejone koło łóżeczka), byłam ciekawa co z tego powstanie więc po cichu obserwowałam. Po chwili córeczka wzięła małą lalę i wsadziła do tego pudełeczka, po czym lalę okryła chusteczką i zaczęła jej "śpiewać"! Bardzo mnie to rozczuliło! Jest małą a potrafi już tak myśleć. Nie wspominając o tym, że karmi lale, daje im pić, próbuje ubrać, zawsze mają na głowach czapeczki, a nawet próbuje zakładać im pampersy :) Wczoraj na przykład robiłyśmy wspólnie latawiec - ja go zrobiłam, a córeczka ozdobiła farbkami; Jest najpiękniejszym latawcem jaki kiedykolwiek widziałam - bo zrobiłyśmy go same. Z pewnością będzie schowany do pamiątkowego pudełka w którym są skarby dzieciństwa córeczki. Innymi zabawami są kolorowe kubeczki, robimy z kolorowego papieru kolorowe kuleczki, oklejamy taśmą a córeczka dopasowuje kolor kuleczki do kubeczka ;) Mamy też w domu jedną ścianę na oklejoną brystolem na wysokość ok 120cm ;) Jest to nasza tablica ;) Możemy swobodnie na niej pisać, malować farbkami, naklejać różne rzeczy. Jest to nasza ulubiona zabawa - nigdy nie miałam tak dużej kartki do malowania ;D Lubimy przyklejać piórka, kolorowe małe karteczki, skrawki materiałów czy też wstążki ;) Nasza "tablica" zawsze jest przyjemnie kolorowa i cieszy oczy ;) Każdy znajomy zachwyca się nią ;) Zabawy typu "hand made" z "zasady: wspomagają rozwój- dzieci ćwiczą sprawność rączek, ćwiczą pamięć oraz uczą się np. kolorów. Tablica jest źródłem wszelkiego rozwoju- wzroku - kto nie lubi takich kolorowych przestrzeni! - dotyku- poprzez trzymanie w rączkach przedmiotów o różnej teksturze, twardości, wielkości i kształcie - słuch- często śpiewamy przy zabawach, robimy też grzechotki z różnych produktów np. makaronu, grochu, fasoli- węch- każda rzecz trzymana w naszych dłoniach ma różne zapachy- inaczej pachną kredki a inaczej podarty papier ;)
    mój mail: 2tzzawadzka@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałam komentarz i się skasował ;/ piszę od nowa ;)
    Konkurs jest super a nagroda jeszcze lepsza, dlatego spróbujemy. Uprzedzam, że nie mam "lekkiego pióra" więc moje teksty nie czyta się tak przyjemnie jak innych ;p
    Moja córeczka jest mała, ma 20 miesięcy, ale ostatnio mnie zaskoczyła. Znalazła styropianowe małe pudełeczko (po jakiejś przesyłce), okleiła je naklejkami- byłam ciekawa co tworzy więc z boku cicho obserwowałam- po czym wzięła małą lalkę i wsadziła ją do tego pudełko! Otuliła lalę jeszcze małą chusteczką i zaczęła "śpiewać"! Byłam rozczulona tym widokiem! Hand-made w naszym domu jest "normą", biorąc pod uwagę wiek córeczki hand made powstaje naszymi wspólnymi rączkami ;) Wczoraj robiłyśmy latawiec- ja zrobiłam konstrukcję, a córeczka za pomocą swych małych rączek oraz farb go kolorowo ozdobiła! Piękny wyszedł nasz latawiec- na pewno zostanie schowany do pamiątkowej skrzynki naszej córeczki ;)Drugą naszą ulubioną zabawą jest nasza "tablica". Tablica ta to nic innego jak oklejona ściana brystolem na wysokość ok 120 cm ;) Bardzo lubimy na niej pisać, malować kredkami czy farbami i wyklejać! Uwielbiamy przyklejać skrawki materiałów i piórka! Dzięki tej tablicy mamy czyste ściany, kolorową przestrzeń, a zabawy co nie miara! Dzięki tym zabawą wspomagamy rozwój każdej części ciała ;) Uczymy się kolorów, zdolności manualnych, ćwiczymy trzymanie kredek w rączce, dzięki różnym przedmiotom wspomagamy rozwój bodźcowy- każdy przedmiot ma inny kształt, teksturę, wielkość czy też twardość. Bawiąc się nucimy różne piosenki dla dzieci - dzięki czemu zawsze jest miło ;)
    Mój mail: 2tzzawadzka@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój synek jest typowym niejadkiem. Mamy z tym sporo kłopotów, ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy odechce mu się czegoś zjeść. Jedynym sposobem, który daje nam pewność, że Kuba zje swój posiłek jest wspólne przygotowywanie go. Nie są to jednak zwykłe przygotowywanie. Przygotowuję Kubusiowi w miseczkach różne pokrojone produkty, a on opowiada jakąś historię i układa z nich obrazek, co jakiś czas wkracza mama i dodaje albo zmienia bieg historii tak żeby była samaczniejsza. I tak Kubuś potem chętnie zjada brzuch wodza indian z papryki czy głowę dinozaura z ogórka.

    OdpowiedzUsuń
  8. i jeszcze mail assmina@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja córka ma 2,5 roku. Jakiś czas temu bardzo mocno zapragnęła posiadać maskotkę hello Kitty. Po wyjściu ze sklepu w którym ową maskotkę ujrzała padło pytanie "mamusiu uszyjesz hello kitty?"
    Nie było więc innego wyjścia jak uszyć małego białego kota z kokardą na głowie. Ponieważ chciałam by córka brała czynny udział w pracach, po znalezieniu odpowiedniego wykroju wspólnie odrysowałyśmy elementy przyszłego kota na materiale (razem trzymając ołówek, kierowałam rękom córeczki). Następnie nieco opornie, trzymając wspólnie wielkie krawieckie nożyce dość równo w pełnym skupieniu wycięłyśmy poszczególne elementy.
    W zszywaniu kota czynnego udziału córka nie brała, nie licząc kilku prób przebicia igły przez materiał i sprawdzania czy igła aby na pewno jest kująca.

    Kolejnego dnia córcia dzielnie wypychała maskotkę wkładem poduszkowym i dobierała kolor sukienki i majteczek.

    Czego nauczy ją ta przygoda z szyciem maskotek? Przede wszystkim szacunku do zabawek. Poza tym, za 30 lat, pewnie sama usiądzie i uszyje coś swoim dzieciom.

    Mój mail to: maja1_6@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm czym jest kreatywny Hande Made w wykonaniu moich dzieci. Po pierwsze gdy wszystkie zabawki się znudzą przychodzi czas na inwencję twórczą. I kiedy ja przeglądam znakomite tipi firmy Pacz i marzę o tym jak to będzie pięknie gdy wstawię je do naszego nowego lokum, chłopcy już mają plan. Ruszają po drabinę, przeciągają stół w salonie na środek pokoju, ze schowka w kanapie wyciągają stery kocy i kocyków. Tak to proces twórczy w wykonaniu najmłodszych z rodziny Państwa B. Instrukcja obsługi, nie przeszkadzać, obserwować i ratować w razie nagłych awarii. Powstaje dach, potem ściany domku, na drabinie zawisła nawet flaga, czyżby to zamek powstawał, jest i poduszka gdyby naszła ochotę na drzemkę, ba, nawet prowiant znalazł się w nowym mieszkanku. Gdy tylko moje dwa skarby wyciągają z mojej garderoby chusty mające służyć za peleryny, gdy na głowie ląduje kask od hulajnogi, a wieszak staje się narzędziem walki, już wiem na chwilę zamieszkało ze mą dwóch prawdziwych rycerzy. Co jest jednoznaczne z tym, że zabawa potrwa do nocy, a co więcej ja zaraz na chwil kilka stanę się prawdziwą księżniczką. To oni moi czarodzieje wyczarowali sami, praktycznie z niczego coś co daje im więcej niż frajdę. A ja cieszę się i jestem dumna, że sami potrafią mają zapał i chęć i wiedza jak zbudować dach, jak wszystko umocować, że więcej funu mają z budowania niż z samej zabawy. A co najważniejsze żadne zabawki świata nie pozwolą im tak rozwinąć skrzydeł. O żadnych nie opowiadają z takimi wypiekami na twarzy, z żadnych nie są tak dumni z siebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. mój synek ma 20 miesięcy, więc hand made dopiero przed nami, ale zaraz zaraz, oszukuję, jest i hand made: mamy piekną zieloną krechę na mojej wychuchanej szwedzkiej bieli w dużym pokoju, jak się uważniej przyjrzeć to mamy na podłodze z b. twardego drewna - jak zapewniał sprzedawca - ślady po waleniu łyżkami, garnkami, słoiczkami i co tam jeszcze w małą zwinną rączkę wpadło w kuchni, a na białym dywanie znajdzie się plama po wczoraj jedzonym arbuzie i pomidorku malinowym - mniam!
    kredki czy farby nudzą się mojemu dziecku bardzo szybko, ciastolina ląduje w paszczy, chociaż parę kulek udało nam się utoczyć, na wyszywanki, wyklejanki, wycinanki, to mój maluch jeszcze za mały, na kreowanie różności z pudełek czy sreberek też jeszcze za wczesnie. pasjami przesypujemy i grzebiemy się rękami i nogami w mące, ryżu, fasoli, przyglądamy się ziarenkom i próbujemy chwytać te drobinki, przekładamy kostki lodu, łamiemy pałeczki do szaszłyków, przekładamy w tą i z powrotem hydrożelowe kulki, próbujemy chwytać po jednej, rozgniatamy, wkładamy do nich nogi i ręce - wszystko po to by doświadczać nowych rzeczy, dotykać różnych faktur i konsystencji, rozwijać małą motorykę i pracować nad integracją sensoryczną, mała motoryka to podobno też w prostej linii rozwój mowy, więc trenujemy, trenujemy.
    a teraz hand made idealny na ten wiek, podpatrzony w internecie, nalaliśmy farby ze słoiczka na talerzyki, zanurzaliśmy syneczkowe i rodzicowe dłonie, stopy czy pojedyńcze paluchy w farbie i odciskaliśmy na wielkim papierze. a ile dziecko z tego wyniosło! było dużo nauki, bo wiemy już jak wygląda odcisk rączki, paluszka czy stópki, wiemy że ręka mamy jest większa od rączki maluszka, a stopa taty, to jest gigantyczna przy stopce maluszka, były nowe doświadczenia i emocje, było trochę małej motoryki, bo jeden paluch zamoczyć to dopiero jest sztuka, była integracja sensoryczna, był związek przyczynowo - skutkowy, była lekcja kolorów, była nauka o parze przeciwieństw mały - duży, była nauka dmuchania, żeby szybko schło - była nauka mokre - suche, były oklaski, była dodatkowa kąpiel w ciągu dnia i trochę nauki sprzątania po zabawie. polecamy!
    Małgosia O. m.olszewska@iti.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Kreatywny hand-made to dla nas przede wszystkim robienie fajnych rzeczy z niczego. Uwielbiam pokazywać moim córkom, że z rzeczy pozornie bezużytecznych można wyczarować coś nowego. Zamiast kupowania drogich stempli wycinamy je z ziemniaka albo gumki do ścierania, a zamiast kupowania kukiełek do teatrzyku wyginamy ruloniki po papierze toaletowym, ozdabiamy je, a potem wkładamy w nie małe rączki i przygotowujemy wieczornym spektakl! MOŻLIWOŚCI SĄ NIEOGRANICZONE i tego właśnie chciałabym nauczyć moje dzieci. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, pomyśleć i tworzyć!
    ach!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak większość kobiet uwielbiam zakupy! Świetnie poprawiają humor, ale także gwarantują multum świetngych surowców do zabaw hand made! Kartony, pudła i pudełeczka to najlepsze zabawki, a dodatkowo są całkowicie darmowe! Wystarczy farba, nożyczki, kawałek materiału, taśma klejąca, wyobraźnia i gotowe! Karton po lodówce zamienia się w prom kosmiczny, ten po kuchence to idealne sportowe auto, a sklejone razem pudełka po butach to najlepszy domek dla lalek na świecie. Z pudełek po kosmetykach można zbudować całe miasto - większe zostaną budynkami, średnie to pojazdy, a mniejsze ludziki. Z odrobiną wprawy i zdolności manualnych można stworzyć domek lub nawet zamek, do którego można wejść! Pokażcie mi dziecko, które nie chciałoby się bawić w własnoręcznie wykonanym samochodziku! A wystarczy pomysł, karton, farbki i trochę czasu. Wcześniej, gdy dzieci były młodsze ich praca polegała głównie na wymyślaniu nowych zabawek i malowaniu czy rysowaniu kartonu, teraz aktywnie uczestniczą w innych pracach manualnych jak klejenie, wycinanie i formowanie projektów. Dodatkowym plusem jest szybka możliwość rozbiórki zabawki, gdy dzieci się znudzą lub po prostu zabraknie miejsca szybko można się jej pozbyć, lub złożyć i schować w szafie.

    Nawet nie wiecie ile radości daje mi słuchanie rozmów moich pociech z innymi dziećmi.
    - A ja wczoraj z mamą zrobiłem rakietę! I potem polecieliśmy na księżyc!
    - Jutro będziemy budować zamek! I ja będę księżniczką w tym zamku!

    Albo, gdy na pytanie dziadka, czy podwieźć nas do sklepu mój syn odpowiada:
    - Nie trzeba dziadek, ja mamę podwiozę moim nowym samochodem!


    asia19-9[at]o2[dot]pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. W naszym przypadku, a w zasadzie w przypadku Naszej Julki kreatywny Hande Made miał różne fazy - wszystko zależało od wieku w jakim próbowaliśmy uskutecznić zabawy kreatywne. Początki nie były łatwe, bo roczne dziecko kreatywne jest baradzo - za to wyniki tej kreatywności różne - u Nas się sprawdzało obklejenie podłogi kartkami z flipchartów - tworzyliśmy powierzchnię z sześciu takich kartem (przyklejaliśmy je taśmą do podłogi w salonie) na środek stawiałam farby do malowania palcami i Julkę w samej pieluszce. Zabawa świetna, kreatyna, o powstałe działo to obraz który moja córka namalowała sama sobą.

    Gdy była większa - w ruch poszła ciastolina, plastelina - ale najlepszą zabawą było robienie ciastoliny - wielka micha, składniki + barwniki i Niunia tworzyła - teraz gdy Niunia ma juz 3 lata o kreatywne zabawy jest łatwiej - bo już nie tylko ja wymyślam, ale Ona sama podsuwa pomysły. Ulubionym chyba tworzenie jest robienie zwierzątek z drucików kreatywnych i wielkiego zapasu sztucznych oczu - Niunia, a ja wraz z Nią tworzymy koty, pieski, słonie, myszki i inne zwierzątka które niekiedy tych zwierząt nie przypominają - potem gdy takowe już są - Niunia bawi się Nimi w zamku zrobionym z kartonu po butach i wielu rolek po papierze toaletowym.

    Czego Ją to uczy - chciałabym napisać życia - a tak poważnie, to od maleńkości starałam się aby nie wkładać Jej do szufladki - gdy poszła do przedszkola nie umiała malować pędzelkiem, ale pięknie malowała paluszkami. Godzinami potrafi się bawić w zamek, czy zoo - ze stworkami które sama ulepiła, czy skręciła z drucików - także moje starania przyniosły efekt. Julka ma wyobraźnię przez duże W, potrafi bawić się wszystkim, malując na kartce papieru kilku kresek mówi, że to las, a kładąc na tej samej kartce plastelinowego pieska mówi, że idzie na spacer.

    OdpowiedzUsuń
  17. CO WASZE DZIECKO MOŻE ZROBIĆ WŁASNORĘCZNIE I JAK TO MOŻE POMÓC ROZWINĄĆ JEGO KREATYWNOŚĆ.

    Zawsze mnie zastanawiało, jak można sie pobawić z maluchem - dzieckiem, które już wie do czego ma rączki. U nas dobrze sprawdziły sie wycinanki, przy których rączka musi dokładnie operować aby się rozwijać. Masa plastyczna czy masa solna, dzieci maja takie pomysły że mało kto wie co to jest, ale ono w swojej wyobraźni stworzy psa, kota.
    Moje maluchy uwielbiają zabawy rękoma i nogami. Dlatego ich nie ograniczam. Pozwalam na malowanie rękami i nóżkami, tak nóżkami. Wychodzą piękne dzieła sztuki, które są idealnym obrazem, w ramkę i na ścianę :).

    Nie dawno doszlismy do koralików, kwiatków, żyłek i innym kolorowych cudeniek. Można z nich wyczarować piękne korale, bransoletki, i kolczyki. Zającie na pełne godziny. Dzieci potrafią :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ponieważ bardzo często zamawiam coś on-line, a także butów w mojej prywatnej kolekcji ciągle przybywa, pudeł i pudełek w moim domu nie brakuje. Od dawna zagracałam sobie nimi pokoik gospodarczy, aż w końcu to nie ja, a sześcioletnia Maja wykombinowała, że skoro ona ma za dużo zabawek, a ja pudełek, to można by to jakoś wykorzystać. Od tego czasu kiedy mała tylko nabiera ochoty i "weny twórczej", zasiada przy wielkim stole obłożonym papierem kolorowym, bibułą, skrawkami materiałów, wycinkami z gazet, ulotek itp. i wspólnie ze mną ozdabia pudełka. Z każdym kolejnym staje się coraz bardziej kreatywna - na pierwszym widniało tylko kilka skrawków świecącego papieru i wycięte z bibuły kwiatki, teraz Maja wycina postacie z gazet i sama projektuje im nowe ciuszki, naklejając na stare kawałki materiałów (no, w tym potrzebuje jeszcze nieco pomocy, bo nie najlepiej się to wszystko przykleja i trzeba trochę cierpliwości, ale jaka radość, gdy wszystko wygląda tak, jak mała projektantka sobie tego życzy ;)). Takich pudełek w jej pokoiku stoi już sześć - wszystkie kolorowe, oryginalne, pełne wspomnień - kiedy spojrzę na którekolwiek, od razu pamiętam, kiedy je robiłyśmy. Na jesiennym są przyklejone suche liście, na wiosennym panie w zwiewnych sukienkach, zimowe ozdobione jest wycinkami ze wszystkich świątecznych papierów, jakie miała w domu cała rodzina :) I chyba tylko Maja rozpoznaje, w którym pudełku ma które zabawki, ale ponieważ tak bardzo lubi te swoje pojemniczki, problem z porozwalanymi wszędzie lalkami i figurkami zniknął - ona sama uwielbia je porządkować. A ponieważ już teraz wykazuje takie zamiłowanie do Hand Made'u, tylko czekać aż jeszcze trochę podrośnie i będzie tworzyła prawdziwe arcydzieła, z których kilka mam nadzieję dostać na święta czy urodziny ;)

    f.ancy@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. CO WASZE DZIECKO MOŻE ZROBIĆ WŁASNORĘCZNIE I JAK TO MOŻE POMÓC ROZWINĄĆ JEGO KREATYWNOŚĆ

    Mój Synek własnoręcznie może zrobić WSZYSTKO :-) Z różnym efektem, ale może ;-) Może - dzięki temu, że od 4 lat po prostu w niego wierzę i dzięki temu sam wierzy, że może wszystko; choć ze świadomością, że niektóre rzeczy wychodzą lepiej a inne gorzej ;-)
    Podobnie jak Ty, dzięki mojej Mamie i jej podejściu już od czasów mojego wczesnego dzieciństwa, jestem wielką fanką hand made w niemal każdym wydaniu :-) Rysuję, wycinam, wyklejam, szyję, dłubię, montuję - co się da ;-) Synek od pierwszych miesięcy życia obserwował mnie i uczestniczył w tym co robię. Nigdy nie zmuszałam go do konkretnych aktywności, pozwalając wybrać co go naprawdę interesuje. Dzięki temu wiem, że nie przepada szczególnie za masami plastycznymi ani drobnymi elementami, za to ma wspaniałą wyobraźnię przestrzenną oraz zamiłowanie do tekstyliów i metalu :-)
    Dzięki mojemu spojrzeniu na różne rzeczy (co tylko zobaczę - od razu wyobrażam sobie jak to zrecyklingować i co fajnego dla Synka mogłabym z tego zrobić), Młody już też tak na wszystko patrzy :-) Gdy dostaje prezent a ktoś chce wyrzucić pudełko po nim - wścieka się bo przecież z tego pudełka zamierza zrobić samochód/samolot/statek/garaż czy jeszcze coś innego ;-) Ogromnie mnie to cieszy, bo wydaje się, że "złapał bakcyla" ;-) Z pewnością, z największą przyjemnością, mój Synek zrobiłby wszystko z pudeł kartonowych! Maluje je, wycina, dokleja coś, ustawia, skleja i powstają kreatywne budowle czy pojazdy, zwierzęta, roboty... Ograniczane tylko jego bujną wyobraźnią :-) Z równym zapałem Synek maluje na tkaninach - często coś szyję i zbiera ścinki, skrawki materiałów, zaczynał od rysowania na nich mydłem krawieckim, a teraz już pisakami i farbami do tkanin :-)
    Uważam, że niezależnie od tego w jakiej dziedzinie "artystycznej" pozwolimy dziecku wykazywać swoje umiejętności, zawsze wpływa to pozytywnie na jego kreatywność. Przekonuje się dzięki temu, że gdy cokolwiek robi, najczęściej jedynym ograniczeniem jest wyłącznie własna wyobraźnia :-) Uczy się odmiennego spojrzenia na różne rzeczy/sprawy - gdy zwykłe pudło okazuje się być rakietą kosmiczną ;-) Ma to też znaczenie przy kształtowaniu pewności siebie (tak, umiem to zrobić! tak, umiem coś z tego zrobić! tak, wiem, jak to zrobić!) przy jednoczesnym szacunku dla poglądów innych (dla Ciebie może to być pudło; dla mnie to rakieta kosmiczna). Kreatywna działalność hand made'owa łączy się nierozerwalnie z recyklingien i ekologią (przynajmniej w naszym przypadku). Wszystkie te cechy, wykształcone od najmłodszych lat, nie tylko czynią Człowieka pełniejszym, ciekawszym, ale i procentują często w przyszłości choćby w kontaktach międzyludzkich czy w pracy zawodowej :-) Czego Synkowi i wszystkim Waszym dzieciom życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pamiętam tworzone na zajęciach szkolnych ludziki z rolek po papierze toaletowym, zegarki na pudełku po margarynie, maskotki, zakładki... Nie czułam ciekawości efektu końcowego ani przyjemności tworzenia, ale niszczące wszelką magię poczucie obowiązku wpasowania w standard i zbliżającej się oceny moich umiejętności. Czy mimo faktu odtwarzania krok po kroku cudzego pomysłu był to mój hand-made?
    Pamiętam mamę malującą granatowym długopisem lalki, które następnie wycinała, robiła dla nich papierowe sukienki ze specjalnymi haczykami... Ja owe lalki i stroje kolorowałam i przebierałam wedle własnego uznania. Inspirowana tą zabawą obmyśliłam jej wersję dedykowaną własnemu synowi, który obecnie przeżywa życiową fascynację traktorami. Syn odrysowuje z szablonu kształty: prostokąty, kwadraty i koła, ja maluję dziadka, Sebusia i siebie. Kolorujemy wszystkie elementy, następnie wycinam je (syn jest jeszcze za mały), pozostawiając paski umożliwiające montaż kół i ludzików w nacięciach na traktorku. Aby zabawa trwała, na czystej kartce malujemy scenerię dla naszego pojazdu (drogę i tło), wymyślamy różne uposażenie traktorka, odgrywamy scenki i „brumamy”. Ale czy to nie jest raczej Nasz hand-made?
    Wydawało by się, że dwulatek jest za mały na własnoręczne arcydzieła, że musimy go na każdym kroku instruować i pouczać. Ach te dwulatkowe hand-made'y... Najczęściej niezauważalne choć zawsze witane spontanicznym głębokim i świszczącym wdechem powietrza i nienaturalnie szeroko otwartymi oczami...
    Pamiętam kolorowe naklejki na sprezentowanym dziecku jeździku oraz pasję z jaką małe pazurki podważały cieniutką fakturę papieru. Na nic się zdały moje desperackie próby przywrócenia zabawce pierwotnego wyglądu, dzieło musiało zostać dokończone. Zerwanie naklejek objawiło błękitną przestrzeń tworzenia, której nie mogły się oprzeć świecowe kredki mocno ściskane w dziecięcych dłoniach. Ileż nie-argumentów kłebiło mi się w głowie zanim całkowicie skapitulowałam i pozwoliłam synowi na nieskrępowane oddanie się pasji tworzenia bliżej niezidentyfikowanych wzorów na samochodziku, który w tym właśnie momencie dopiero zaczynał być jedynym w swoim rodzaju, awangardowym i pełnym ekspresji modelem. Któż by przy tym przypuszczał, że kredki świecowe okażą się trwalsze niż fabrycznie stworzony design?
    Wciąż wspomianam rażący pomarańcz nowego mazaka na bieli żeliwnego kaloryfera. Czy słusznie przywróciliśmy mu pierwotny wygląd? A niezapomniane pierwsze próby rzeźbienia w drewnie? To nie obawa o krawędź łóżeczka nakazała mi powstrzymanie tej aktywności a troska o pierwsze ząbki. Czy muszę wspominać o kształtach tworzonych z piasku, które jak każde niedoskonałe dzieło muszą zostać poddane unicestwieniu?
    Sporo by wymieniać, a przecież nie o to chodzi. Liczy się ta nieskrępowana pasja, uparte dążenie do celu, niestrudzone powtarzanie tych samych czynności aż do osiągnięcia zamierzonego efektu i odpowiedniego poziomu wiedzy i doświadczenia. Ważne jest to poczucie wpływu na otaczającą małego człowieka rzeczywistość, możliwość dokonywania zmian jak również poprawy ewentualnych nieudanych z dziecięcego punktu widzenia projektów czy niekiedy szansa przywrócenia pierwotnego stanu rzeczy. Nieocenione jest przy tym poznawanie różnorodności właściwości przedmiotów codziennego użytku: ich faktury, podatności na czynniki zewnętrzne czy stanu trwałości (np. piasku). Tak naprawdę każda, nawet zdawałoby się najbardziej banalna zabawa czegoś uczy, nie musimy nawet mieć pełnej świadomości tego procesu. To co z zewnątrz wydaje się być tylko przyjemną formą spędzania czasu w rzeczywistości może okazać się ćwiczeniem istotnej sprawności dążącego do dorosłości małego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i adres gdzieś się uciął:
      agnieszka830401@gazeta.pl
      (lub: a.matysek@poczta.onet.pl)

      Usuń
  21. "CO WASZE DZIECKO MOŻE ZROBIĆ WŁASNORĘCZNIE I JAK TO MOŻE POMÓC ROZWINĄĆ JEGO KREATYWNOŚĆ"
    Pytanie banalne, bo odpowiedzią w przypadku naszych dzieciaków, kiedy patrzę na nich - jest WSZYSTKO. Ich wyobraźnia nie ma żadnych ŻADNYCH ograniczeń. Jak to może im "pomóc rozwinąć ich kreatywność"? Wydaje mi się, że raczej powinniśmy się zastanowić co zrobić by nie hamować/nie ograniczać kreatywności, która jest nieodłączną częścią dzieciństwa. Szczęściarze Ci, którym udało się wejść w dorosłość zachowując choćby cząstkę tej wiary, że można stworzyć Wszystko. To właśnie oni pchają rzeczywistość w kierunku niemożliwego. I te dzieciaki - Antek i Zocha właśnie są na początku drogi. Tworzą, ilustrują, odkrywają rzeczywistość/im znane światy bez zająknięcia i wahania, z przypadkowych przedmiotów. Jak ja mogę pomóc? Na co dzień, kiedy nie ma opcji skrzywdzenia drugiej osoby, nie mówię : "Nie da rady", "Tak się tego nie robi", "To nie pasuje", "Pobrudzisz się", "Zrób coś pożytecznego", "Nieeeee". Stwarzam miejsce i warunki, zostawiam właśnie te "dziwne", przypadkowe przedmioty, opakowania, materiały, taśmy, sznurki ale również regularnie oczyszczam przestrzeń by nie zaśmiecać wyobraźni nadmiarem. W końcu też jetem kimś na kształt przewodnika, a może to ja podążam za nimi? Tak bardzo potrafią nas zaskoczyć, że sama nie wiem kto kogo świata uczy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziennik lekcyjny. Tajemna księga pani nauczycielki. Otwierany na lekcji obwieszczał nastanie ciszy. To w nim mieściły się wszystkie nasze tajemnice, silne strony, słabości. Lista obecności odczytywana niczym rytuał. Oceny za sprawowanie. Tematy przerabianych lekcji. Wszystko w niepozornym brulionie.
    Które z naszych pociech nie zapragnęło choć przez chwilę zostać nauczycielem i usiąść po drugiej stronie biurka nauczycielskiego w całkowicie nowej roli? Wystarczy odrobina chęci i wyobraźni. Gruby zeszyt. Linijka. Nieskończona wyobraźnia. Własna lista uczniów rozkładana w formie zakładki. Nareszcie sprawiedliwe oceny. Ręcznie malowane świadectwa na koniec szkoły.
    Własnoręcznie wykonany dziennik lekcyjny to klucz do magicznego pokoju nauczycielskiego. Pewnie w tej magicznej szkole my rodzice mamy niejedną dwójkę. Ale za to nasze pociechy z drobną pomocą mogą zasłużyć na szóstkę z lekcji wyobraźni i kreatywności.

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój maluch ma nieskończoną wyobraźnię i stara się wszystko co sobie wymyśli przelać na m.in na papier. Ciągle tworzy sobie pacynki i kukiełki z rurek, patyczków, kartek i rolek po papierze, wszystkie te magiczne postacie występują oczywiście we własnoręcznie zrobionym teatrze z krzeseł kocyków i kartonów. Mnóstwo przy tym śmiechu i bałaganu, ale bardzo twórczego bałaganu :) Kiedy mu zabraknie "jedzenia" które uparcie pichci, rysuje je sobie, wycina i raczy nas królewska ucztą, zakończoną zawsze tortem ze świeczkami.... bo Bartek marzy by być cukiernikiem :) A kiedy jedziemy na działkę, nie potrzebuje żadnych zabawek, wystarczą patyki, liście, kwiatki i trawa i może bawić się cały dzień!
    pozdrawiam
    aleksandra.kacprzak@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej. My też dołanczamy!
    Mój synuś przyzwycził się do tego, że mama w tak zwanym międzyczasie zawsze robi COŚ!
    Podchodzi i pyta "Ćio obiś?" a ostatnio już sobie sam odpowiada "Mamo lobiś ćoś?" i dodaje "oba, laźem plose" a to "plose" jest najmilszym, najsłodszym i najbardziej cwanym "plośe" na świecie. Więc mój synek Antoś (26 miesięcy) już od dawna robi ze mną "ćoś" i ma wtedy mnóstwo zabawy. Robiliśmy już razem mnóstwo prezętów na dzień X. Były więc najpierw po wielokroć odbijane pofarbowane (bo malowanie farbami to wg. Anteczka "falbowanie")rączki i nóżki (śmiechu przy tym kupa, bo pędzelek łaskocze)potem wycinanie (nie zawsze jeszcze wspólne) naklejeni już obowiązkowo z udziałem młodego i tak powstał motyl, kwiat, renifer, słonko-gigant. Robiliśmy "ćoś" z doświadczeń wodnych, zabarwialiśmy wodę na różne kolory (*barwniki do jaj) a potem moczyliśmy w niej: groch, różne kasze, ryż, kamyki (osobiście nazbierane nad rzeką), kwiatki (tu dłóższy czas oczekiwania na efekty i codzienne podglądanie zmian), makarony a potem z tych kolorowych cudeńków powstawało wiele ciekawych prac plastyczno-technicznych. Bardzo lubimy, mieszać, przelewać, wyrabiać różne masy (najczęściej solna ale i pisakowa i papierowa była) robimy z nich figórki, albo wycinamy foremkami do ciastem, albo koraliki do nawlekania, malujemy, oklejamy (tu pomocne niezmiernie są ozdobne dziurkacze). Uwielbiamy a szczególnie nasza młodsza część się paprać i brudzić do nieprzytomnego np ziemią, przesadzamy, siejemy, podlewamy. Gotowe masy plastyczne też są super, jak czasu mało na zrobienie własnych, u nas niezastąpienie króluje wtedy piankolona nazywana w skrucie "guma". A co to daje mojemu synkowi, oprócz frajdy i mile spędzonego czasu z mamuśką:
    rozwijamy motorykę dużą i małą
    rozbudzamy zaciekawienie światem,
    ćwiczymy cierpliwość i wprowadzamy zasady,
    ukazujemy kreatywne formy spędzania czasu,
    wzbudzamy radość tworzenia i dzielenia się z najbliższymi,
    pokazujemy że nie tylko drogie sklepowe zabawki są fajne, że coś co zrobimy sami też świetnie służy zabawie,
    rozwijamy mowę nieustannie prowadząc dialog podczas pracy,
    uczymy planowania i kolejności wykonywania czynności,
    i wiele, wiele pozytywnych oddziaływań które zwykłej mamuśce się w głkowie nie mieszczą a są olbrzymią stymulacją ogólnego rozwoju malucha.
    Pozdrawiam Antoś i Justyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze zagubiony adresik
      kowalkol@wp.pl

      Usuń
  25. Zabawy manualne są dla mojego synka niezwykle ciekawą formą spędzania czasu i Kajtus lubi, kiedy wraz znim jest w to zaangażowanych więcej osób. Ostatnio szykowała się dłuższa wizyta babć i cioć więc postanowiliśmy zrobić cośco będzie pouczające ale i zostanie z nami na długie lata. Na kartce narysowaliśmy więc drzewo - rozłożyste o masywnych korzeniach i silnych gałęziach. A kiedy rodzina się zjechała Kajtek wkroczył z tuszem do pieczątek, który zazwyczaj wyczarowuje ulubione samochodziki i samoloty i poprosiliśmy każdego aby "postawił" włąsnego kciukowego ptaszka na gałęzi. Oczywiście babcie ze strony taty po odpowiedniej stronie i tak dalej...Na samym środku siedział mały ptaszek Kajtuś potem jego rodzice i ich rodzeństwo a na samej górze babcie i dziadkowie. Radości nie było końca. Tłumaczyliśmy synkowi, kto jest kim, że babcia to nie tylko "babunia" ale też mama tatusia, a wujek to też brat siostry. Na naszym drzewie był też jeden szybujący w powietrzu ptak. Było to małe wprowadzenie i początek rozmowy o wujku, który "wyfrunął" już z rodzinnego gniazda do nieba. Kiedy wszysktkie ptaszki siedziały już na woich miejscach było tż dopasowywanie imion do właścicieli.
    Zabawa ta, nie tylko była czymś cosynek lubi najbardziej - czyli malowaniem paluszkami i stawianiem pieczątek, ale uczyła go, że nawet z małego odcisku palca można wyczarować wspaniałe i wartościowe rzeczy,które w odpowiedniej oprawie będą wspaniałą pamiątką dla wszystkich. Kajtuś nauczył się też koligacji rodzinnych, kto jest kim i jaką w rodzinie pełni funkcje. Synek był przeszczęśliwy, zwłaszcza, że robiliśmy pięć takich drzew, by obdarować każdego. Gdybyśmy jednak mieli drukarkę hp, wystarczyłby jeden egzemplarz dzieła, a moglibyśmy takim rodzinnym drzewem obdarować każdego:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zabawy manualne są dla mojego synka niezwykle ciekawą formą spędzania czasu i Kajtus lubi, kiedy wraz znim jest w to zaangażowanych więcej osób. Ostatnio szykowała się dłuższa wizyta babć i cioć więc postanowiliśmy zrobić cośco będzie pouczające ale i zostanie z nami na długie lata. Na kartce narysowaliśmy więc drzewo - rozłożyste o masywnych korzeniach i silnych gałęziach. A kiedy rodzina się zjechała Kajtek wkroczył z tuszem do pieczątek, który zazwyczaj wyczarowuje ulubione samochodziki i samoloty i poprosiliśmy każdego aby "postawił" włąsnego kciukowego ptaszka na gałęzi. Oczywiście babcie ze strony taty po odpowiedniej stronie i tak dalej...Na samym środku siedział mały ptaszek Kajtuś potem jego rodzice i ich rodzeństwo a na samej górze babcie i dziadkowie. Radości nie było końca. Tłumaczyliśmy synkowi, kto jest kim, że babcia to nie tylko "babunia" ale też mama tatusia, a wujek to też brat siostry. Na naszym drzewie był też jeden szybujący w powietrzu ptak. Było to małe wprowadzenie i początek rozmowy o wujku, który "wyfrunął" już z rodzinnego gniazda do nieba. Kiedy wszysktkie ptaszki siedziały już na woich miejscach było tż dopasowywanie imion do właścicieli.
    Zabawa ta, nie tylko była czymś cosynek lubi najbardziej - czyli malowaniem paluszkami i stawianiem pieczątek, ale uczyła go, że nawet z małego odcisku palca można wyczarować wspaniałe i wartościowe rzeczy,które w odpowiedniej oprawie będą wspaniałą pamiątką dla wszystkich. Kajtuś nauczył się też koligacji rodzinnych, kto jest kim i jaką w rodzinie pełni funkcje. Synek był przeszczęśliwy, zwłaszcza, że robiliśmy pięć takich drzew, by obdarować każdego. Gdybyśmy jednak mieli drukarkę hp, wystarczyłby jeden egzemplarz dzieła, a moglibyśmy takim rodzinnym drzewem obdarować każdego:)

    OdpowiedzUsuń