Nie rób tego, gdy się rozwodzisz! 15 punktów kochającego rodzica.

To jest bardzo trudna sytuacja. Działasz trochę wbrew sobie, hamujesz swoje emocje, pamiętasz, by pomyśleć zanim coś powiesz, gryziesz się w język i cierpisz w środku. Tak właśnie wygląda rozwód, gdy na pierwszym miejscu stawia się dziecko, a nie siebie. Ciężko jest zapanować nad pretensjami, zarzutami, chęcią dojścia do prawdy, sprawiedliwości i kary dla osoby, która jedną decyzją zmieniła bieg wydarzeń i postanowiła zmienić nasze życie o 180 stopni.

Lub rozwód mógł być Twoją decyzją i teraz robisz wszystko, by poukładać życie na nowo, jednocześnie układając sprawy, które jeszcze niedawno nazywałaś swoim życiem.

Oczywiście, pierwszy akapit pokazuje tę optymistyczną wersję wydarzeń. Bo równie dobrze w Twoim domu poszła cała zastawa stołowa, rozbita o kuchenne drzwi. Może zamiast rozmawiać, krzyczycie na siebie ustalając, kto śpi na kanapie, kto w sypialni i czemu to ja, skoro to nie moja wina. Idź do diabła.

Tak naprawdę nie ma znaczenia, kto zawinił, kto zadecydował, kto skrzywdził. Ż A D N E G O.

Bo dla dziecka nie ma znaczenia, z jakiego powodu rodzic się wyprowadza, ale dlaczego? I kiedy wróci? I czemu nie? Dla dziecka to tragedia, na którą nie ma wpływu, której nie chce, nie rozumie.

Czego nie robić podczas rozwodu? Oto 15 punktów, które pomogą zapanować nad sobą i skupić się na dobru dziecka.

  1. Unikaj sporów sądowych o dziecko.
    Unikaj, dla swojego własnego spokoju. Dla dziecka – tak, też. Ale nic tak nie obciąża i nie łamie jak konieczność udowodnienia, że jest się… dobrą matką. Piszę ze swojej perspektywy… Tutaj nie ma wygranych, brudy pierze się z namaczaniem i podwójnym wirowaniem, wiele miesięcy, podczas których trzeba normalnie żyć, pracować, wychowywać, bawić się, gotować, no i rozmawiać z byłym partnerem o wspólnym dziecku. Z partnerem, który np. postanawia sobie przypomnieć, że ma uwagi dotyczące drugiego rodzica, na przykład natury zdrowia psychicznego. I weź się człowieku tłumacz z każdej ,,kurwy” rzuconej w kłótni mając na uwadze, że to popularne słowo na ,,k” może być wyznacznikiem macierzyństwa i największym błędem w życiu.
    To dopiero początek, a mnie już rozbolała głowa na samą myśl…
    Trzeba być bardzo silnym, by później móc pamiętać o poniższych punktach. Zanim więc przejdziecie dalej, pomyślcie o mediacjach, ustaleniu planu wychowawczego zanim rozpoczniecie festiwal wzajemnego brudoprania.
  2. Odłóż na bok urazy, gdy rozmawiasz z byłym partnerem o dziecku.
    To jest całkiem proste, wystarczy trochę dobrej woli i lista miłych tematów, np. co u Twojego brata, jak w pracy, co sądzisz, by syna zapisać na karate? Trochę to zabawne, ale skuteczne.
    Rodzic nie przestanie być rodzicem tylko dlatego, że przestał być żoną lub mężem, choć niektórym ciężko to zrozumieć. To też jest dobra płaszczyzna, by po prostu ze sobą rozmawiać i to na spokojnie. Ten ton, który można teraz przetestować (Jaś mówił, że chciałby chodzić na angielski, zobaczymy ofertę?), z czasem może się przenieść na inne tematy i Wam ulży.
    No i najważniejsze – lepiej nie rozmawiać wcale niż warczeć na siebie w obecności dziecka, rzucać błyskawice wzrokiem i wysyłać wibracje pełne cyjanku. To już lepiej, zanim się nie uspokoicie, poprosić o pomoc babcię czy ciocię, by była kontaktem.
  3. Nie kłóć się z byłym partnerem w obecności dziecka.
    Kłótnia to nie sposób na rozwiązywanie problemów, a przynajmniej nie to chcemy przekazać naszym dzieciom, prawda? Chcemy, by umiały rozmawiać i pracowały argumentami, nie natężeniem krzyku.  Poza tym to kiepska sprawa, gdy dziecko widzi najbliższe sobie osoby TYLKO, gdy się kłócą. Pozytywny obraz rodzica potrafi runąć jak domek z kart i to na długo przed okresem dojrzewania, buntu i ,,nie jesteś moją matką”. Przez telefon też nie warto się kłócić, przecież maluch nie jest głupi.
  4. Nie rób z dziecka szpiega lub posłańca.
    Jedno słowo i robisz z dziecka stronę w sprawie rozwodowej. Mogę sobie tylko wyobrazić, co czuje dziecko niosąc wiadomość od jego rodzica do drugiego – informację pełną pretensji, złości, ukrytego szyderstwa. Na pewno czuje strach, wstyd, zmieszanie, ciężar, złość, że musi zrobić coś, czego nie chce. – Powiedz ojcu, że jest skończonym idiotą, bo zapomniał mi przekazać informację z przedszkola, powiedz, że nim gardzę i nie mam ochoty z nim rozmawiać, a, jeszcze jedno, niech mi w końcu zrobi przelew, bo dwa dni po terminie. Debil. 
    Podobnie z wypytywaniem o to, co drugi rodzic robi. I nie chodzi tylko o Ciebie i Twoją niezaspokojoną ciekawość, ale radzę to samo powiedzieć innym członkom rodziny – nie ma wypytywania o tatusia czy mamusię, z kim się spotyka i co było na obiad… Jeśli jednak to druga strona robi takie akcje – jasno i spokojnie ustaw sytuację, wymagaj rozmowy, inicjuj dialog, nie akceptuj przekazywania informacji przez dziecko.
  5.  Nie rób z dziecka sojusznika w walce z byłym partnerem.
    Pozwól dziecku kochać oboje rodziców. Nie każ mu wybierać. Może myślisz, że nie sugerujesz nic, że przecież nic nie mówisz, ale… nie sugeruj, który pokój jest ładniejszy – u mamy czy u taty. Nie cierp wymownie na samo hasło, że ,,a u taty to…”. Nie pytaj, z kim dziecko chciałoby mieszkać, czyj obiad był smaczniejszy i z kim chciałoby spędzić święta. Wiadomo, że z obojgiem!
    Może to umknąć, przyznaję, bo gdy na rodzica spada nagle rozwód, ciężko jest analizować każde zdanie pod kątem dziecka i ryzyka, które za sobą to zdanie niesie. Można zwariować! Przykład: alimenty. Jak tata nie zapłaci w terminie, to nici z wyjazdu na wycieczkę. Przykład: jak mama nie pozwoli nam się zobaczyć w ten weekend, ominie cię wyjazd nad jezioro.  I co dziecko ma zrobić z taką informacją? Chyba walnąć głową w ścianę. Nie dość, nie nic nie zrobi, to jeszcze będzie czuło się winne za drugiego rodzica, bo przecież utożsamia się i z mamą, i z tata, po równo.
  6. Nie mów dziecku, czego ma nie mówić.
    Presja, o to słowo tu chodzi. To nie dziecko ma uważać na to, co mówi, tylko Ty. Jeśli nie chcesz, by dziecko coś powiedziało byłemu partnerowi, po prost nie mów głośno tego, co myślisz. 🙂
    Ostatnio tak zrobiłam i wcale nie jestem z siebie dumna. Byłam wściekła i bezmyślnie powiedziałam coś, co natychmiast moja Córka podała dalej. Oczywiście sama mi się do tego przyznała. 🙂 No i co? No i nic, wyjaśniłam sytuację i sobie samej strzeliłam w łeb, że powinnam jeszcze bardziej nad sobą panować. Nie przyszło mi jednak do głowy, by się wkurzyć na swoje dziecko.
  7. Nie mów źle o byłym partnerze w obecności dziecka.
    Wiem, że aż się prosi. Wiem, że ciężko się powstrzymać, szczególnie, gdy to ,,święta prawda”. Ale tak samo, jak z poprzednimi punktami – dziecko nie powinno się opowiadać za którymś z rodziców. Dziecko powinno kochać, kogo chce i jak chce, tak mocno, jak czuje. Mówiąc źle o osobie, którą kocha nad życie, zaburza się mu się życiowe, zdrowe proporcje. Jestem już duża, ale jak widzę własnych rodziców, jak im się zdarzy ,,spiąć”, to nieswojo się czuję. Ale ja potrafię wiele zrozumieć i ,,życie znam”. A dziecko? Nie sądzę…
  8. Nie odsuwaj drugiego rodzica od wychowywania dziecka.
    Ten punkt jest bardziej do kobiet, bo statystycznie dzieci częściej zostają przy mamie. I to zagadnienie jest wręcz idealne do tego, by ukarać byłego partnera, szantażować go emocjonalnie. Po prostu dzień po dniu odsuwa się tatę dziecka od tego, co się na co dzień dzieje w życiu dziecka. Niezauważenie, bo po prostu nie mówi się o tym, że dziecko chodzi na balet, że wygrało olimpiadę czy że trzeba wybrać nową szkołę – po prostu się ją wybiera.
    Mężczyźni też czasem potrzebuję zachęty, jakby zaproszenia do tego, by wspólnie wychowywać dziecko po rozwodzie czy rozstaniu. Może czują, że nie mają prawa się wtrącać do nowego życia swojej byłej rodziny, skoro, na przykład, to oni podjęli decyzję o rozstaniu? Ale tu też napiszę, że nie chodzi o Was, tylko o dziecko.
  9. Dbaj o regularne spotkania dziecka z drugim rodzicem.
    Badania wykazały, że częsty i regularny kontakt z niemieszkającym z dzieckiem rodzicem, zmniejsza prawdopodobieństwo problemów wychowawczych w przyszłości. Ale i tak najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, że ten drug rodzin jest, że jest obecny, jest stałym elementem życia, nie znika.
  10. Planuj.
    Nuda, co? Ale dzieci lubią nudę, lubią ją też rodzice, którzy muszą z kimś konsultować swoje działania. Nudę, a raczej przewidywalność i transparentność.
    Nie chcę Was straszyć, ale jeśli właśnie się rozwodzicie, a Wasze dziecko ma dopiero kilka lat, to tak ,,bujać” się będzie musieli jeszcze przez następnych kilkanaście. Może lepiej teraz ustalić reguły gry, biorąc od uwagę wzajemne plany życiowe i plan zajęć dziecka? Żeby każdy wiedział, na czym stoi i na co może sobie pozwolić.
  11. Regularnie płać na rzecz swojego dziecka.
    Nic tak nie psuje wzajemnych dobrych relacji, jak nie zapłacone alimenty, co? Pieniądze to jedna z najbardziej zapalnych kwestii w relacjach między ludźmi. Jest tak podczas małżeństwa, a co dopiero po rozwodzie? Nie liczcie, ze będzie lepiej – będzie gorzej! Więc lepiej być na czysto.
    Przypominam rodzicom, którzy płacą alimenty – nie finansujecie drugiego rodzica, tylko płacicie na swoje dziecko. Nie opłacacie wizyt u kosmetyczki czy fryzjera, a przedszkole, obiady w szkole, zimowe buty i ogrzewanie w grudniu. Jeśli macie wątpliwości, zróbcie spis opłat.
    Z własnej perspektywy napiszę, że może samo dziecko nie jest drogie w utrzymaniu. Takie jak je Bozia stworzyła. Drogie jest przedszkole, jeśli się chce wybrać fajne, a nie byle jakie i byle tańsze. Drogie są wizyty u stomatologa, takiego, do którego dziecko chce chodzić, a nie się go boi. Drogie są miesięczne opłaty za mieszkanie, wizyty w aptece, zajęcia dodatkowe. A te wszelkie kreatywne zabawy, które dziecko wykonuje popołudniami w domu? Ciastolina, farby, kredki, modeliny, plasteliny, wycinaki, kleje – u nas to znika w tydzień. Drogie są urodziny koleżanek i kolegów – przecież trzeba kupić prezent. I tak dalej. Jedzenia nie liczę.
  12. Nie łudź dziecka możliwości powrotu.
    Na pytanie, czy będzie razem, musicie odpowiedzieć prawdę – nie. To jest delikatny temat i każde zawahanie będzie brane za dobrą monetę, da dziecku nadzieję, a potem – gorzkie rozczarowanie. Musicie tutaj trzymać wspólny front jednocześnie powtarzając, że choć nie jesteście już razem, maluch jest dla Was najważniejszy i nic tego uczucia nie zmieni.
  13. Pogódź się z podobieństwem dziecka do drugiego rodzica.
    Ha! Zabawny temat 🙂 Chodzi o to, że nasze dziecko może (ale nie musi) odziedziczyć cechy byłego partnera, które nam się nie podobają, nie akceptujemy ich, wkurzają nas, irytują. Przez to, że jesteśmy w konflikcie z drugim rodzicem dziecka, te cechy mogą wydawać nam się wyraźniejsze, a wtedy łatwo rzuca się po adresem dziecka niby drobne, nic nie znaczące uwagi. I o ile powiedziane w żartach ,,jesteś jak twoja matka” brzmi nawet, nawet, tak ,,Boże, rżysz jak Twój stary” może komuś sprawić przykrość. Powstrzymajcie się od nieprzychylnych uwag – czy chodzi o cechy odziedziczone po drugim rodzicu, czy inne.
  14. Podtrzymuj kontakty dziecka z całą rodziną, nawet tą dalszą.
    Rodzina jest fajna. Dobrze jest być otoczonym ludźmi, którzy kochają, wspierają, dbają. To, że ja nie jestem z tatą mojej Córki nie znaczy, że ,,tamci dziadkowie” kochają ją mniej, są gorszymi dziadkami. Niech dzieci kochają, kogo chcą i ułatwiajmy im to. Także, jeśli chodzi o ciocie, wujków, kuzynów, znajomych i przyjaciół byłego partnera.  Nie ma złej miłości.
  15. Rozważnie wprowadzaj nowego partnera w życie swojego dziecka.
    Mogę tylko napisać, co mi się wydaje. Więc wydaje mi się, że trzeba być potrójnie ostrożnym. Po pierwsze – by nie dać dziecku odczuć, że przestało być całym światem. Po drugie – by przedstawić mu osobę godną przedstawienia, a nie taką, która zwinie się za trzy miesiące, gdy dziecko zdąży już je polubić. Po trzecie – trzeba mieć czystą sytuację, by nie bać się, że dziecko ,,wygada”, że mama czy tata z kimś się spotykają. Nowa ,,ciocia” to powinna być dobra informacja i lepiej, by tak czuło dziecko. W końcu to kolejna osoba do kochania. Nie róbcie z tego afery, ale obserwujcie, czy rodzinne proporcje się zgadzają i czas poświęcony dziecku jest nadal najważniejszy.

 

Wpis został zainspirowany akcją społeczną gdańskiego Stowarzyszenia Rodzin PELIKAN – ,,Dziecko w rozwodzie. Dostrzec. Zrozumieć Wesprzeć.” Dziś miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach dla rodziców rozwodzących się i po rozwodzie – na które Was zapraszam, są bezpłatne!!!

Jeśli jesteście z Trójmiasta, przechodzicie przez rozwód i chcecie ochronić swoje dziecko, zapiszcie się na bezpłatne warsztaty i, mam nadzieję, do zobaczenia! Bo dziś odpowiadałam na różne pytania dotyczące moich wyborów i próbowałam opisać moje motywacje w tym całym trudnym procesie.

Także… spotkajmy się na warsztatach, bo planuję być na nich częściej. 🙂

 

Przy tworzeniu tego wpisu moją pomocą był poradnik dla rodziców stworzony przez Centrum Mediacji Partners Polska.

23 komentarze

  1. Jako psycholog i matka widzę w tym poście wiele szkodliwych tez. Szkodliwych przede wszystkim dla dziecka. Po pierwsze zakładasz, że rozwód dla dziecka jest tragedią. Jeśli dziecko ma kilkanaście lat, a rodzice wcześniej się nie kłócili na jego oczach – owszem, rozwód może być szokiem. Ale tylko szokiem. Nie tragedią – o ile nastolatka czy nastolatek dalej utrzymuje kontakt z jednym lub obojgiem rodziców. W przypadku dzieci do 5 roku życia, rozstanie rodziców niewiele u nich zmienia. One albo nie zdążyły poznać modelu życia, gdzie mają dwa domy albo ten model ulega zmianie. I to jest taka sama zmiana, jak nowe przedszkole czy szkoła. Zmiana, ale nie tragedia.

    Drugi błędny wątek pojawia się na końcu Twojego artykułu, gdzie zakładasz, że dziecko jest najważniejsze: „by nie dać dziecku odczuć, że przestało być całym światem”. Dziecko nie może odczuwać, że jest całym światem rodzica, ponieważ później buduje patologiczne relacje z innymi ludźmi. Z jednej strony jest nadmiernie przywiązany do rodzica. Z drugiej – kiedy jest dorosłe, nie potrafi związać się z drugim człowiekiem. Dziecko jest ważne, ale nie bez przyczyny mówi się o nim, że jest owocem miłości. Maluch od samego początku musi znać proporcje. Nie może być najważniejszy. Dorośli pozbawieni traum z dzieciństwa to Ci, którzy zostali wychowani w domach, gdzie dla rodziców najważniejszy był partner i spełnienie. Jako ludzie uczymy się przez obserwację i doświadczanie. Pokazywać dziecku zdrowe relacje z partnerem z którym planujemy spędzić resztę życia (nawet jeśli nie jest to ojciec dziecka). Potomek nauczy się wtedy, jak takie relacje budować w przyszłości. Stawianie dziecka w centrum uwagi ma nawet gorsze skutki wychowawcze niż całkowite odtrącenie. Warto o tym pamiętać.

    P.S. Pozdrawiam Cie, moja imienniczko 🙂

    • Chyba nie przeżyłas rozwodu rodziców, prawda? Rozwod jest tragedią dla dziecka, nawet jeśli kłótnie w domu były częste, a słowa które w nich padały ranily zza zamknietych drzwi. Dziecko zawsze chce mieć rodziców razem. Nawet, po 20 latach od rozwodu, nawet kiedy o obiektywnie stwierdza, że rodzice do siebie nie pasowali, chce sie mieć rodziców razem. Więc, błagam nie pisz głupot….
      A odnośnie tekstu-chcialabym, zeby moi rodzice go wtedy przeczytali, zwłaszcza Mama….

  2. Monika (z komentarza u gory)
    Moi rodzice rozwiedli sie kiedy mialam 26 lat i byla to dla mnie prawie tragedia. Nie wierze ze dla mlodej osoby/dziecka rozwod rodzicow jest tylko szokiem. Jest to cos okropnego- cala rodzina sie wtedy rozlatuje.
    Chyba taki sobie z Ciebie psycholog – sorry

  3. Magdo, pomijając Twoją prywatną uwagę, nie przeceniasz słowa „tragedia”? Co było dla Ciebie tragedią? To że rodzice nie mieszkali razem czy to że się kłócili i atmosfera nie była najlepsza? Samo rozstanie nie jest złe. Dziecko buduje relacje z matką i z ojcem. Nie z tworem, jakim jest małżeństwo.

    • Serio??? Rodzice dla dziecka to dom, jak brakuje jednego to jakby ściana się rozpadła… mam nadzieję ze nie pracujesz z rodzinami, bo kompletnie nie wiesz o czym piszesz

  4. Pani Moniko „ekspertko” od komentarzy. Nie jestem psychologiem, ale znam powiedzenie „Uderz w stół, a nożyce się odezwą…”.

  5. Również uważam, że rozwód dla dziecka nie zawsze jest tragedią. Jest czasami ulgą. Moje nastoletnie dziecko przyjęło to lepiej niż cała reszta rodziny. Skończył się nieprzyjemny etap, zaczął nowy, być może lepszy. Myślę, że rady są dostosowane do młodszych dzieci.

  6. Z perspektywy dziecka z takiej rodziny mogę powiedzieć-sam rozwód nic dla dziecka nie znaczy. Ono nie było na rozprawie, dowie się od rodziny, ojojoj i jak sobie teraz radzisz po rozwodzie rodziców? A to, co widzi dziecko to- jak rodzice ze sobą rozmawiają, czy mieszka z obojgiem, czy osobno. Czy jedno z rodziców oczekuje, że dziecko weźmie którąś ze stron. Czy rodzic jest szczęśliwy czy nie – i to czuje każdego dnia. I naprawdę chce by był szczęśliwy, nawet z nową ciocią, która często jest bardziej dostępna emocjonalnie i milsza, niż np własny rodzic. Rozwód to tylko słowo. A wszystko naokoło ma znaczenie.

  7. Wszystko pięknie i ładnie, tylko czy ta tragedię nie próbujesz naprawić za pomocą innych rzeczy jak np. Nowe zabawki czy jakie kolwiek rzeczy materialne.
    A jednego nie widzisz, rzeczy takie przemijaja a dalej zostaje ból w sercu. Jedyne czego nie da się kupić to miłości i rodziny, więc o to trzeba walczyć. Bo biedny człowiek może być szczęśliwy, a bogaty nie zawsze!
    Dzieci też mają marzenia i my jako dorośli powinniśmy je spełniać, a przynajmniej starać się

    • Tekstualna Reply

      Jesli to wiadomość do mnie – nie, nie próbuję wypełnić życia mojej córki rzeczami materialnymi. 🙂

  8. Waldemar, psycholog nie mówi Ci tego, co chcesz usłyszeć. Ma Ci pomóc, a nie utwierdzać w przekonaniu, które jest destrukcyjne.

  9. Chciałem przestać czytać te punkty po pierwszych zdaniach pierwszego punktu. A to dlatego, że zawierają błędną tezę. W polskich sądach 97% rozwodów kończy się orzeczeniem pobytu dziecka przy matce. Matka w ogóle nie musi udowadniać, że jest dobrą matką. To ojciec musi na każdym kroku udowadniać, że jest kochającym i odpowiedzialnym rodzicem, a przepraszam, za kolokwializm, g… z tego zazwyczaj ma.
    U mnie, gdy się rozwodziłem i chciałem opiekę nad dzieckiem miałem cykliczne wizyty kuratora sądowego, badania predyspozycji rodzicielskich przez RODK, a później biegłych sądowych (badania mnie, dziecka i byłej już żony). Zawsze wychodziło w konkluzjach, że dziecko ma bardzo silną więź emocjonalną ze mną, a nie ma jej z matką, a jedyne co się udało w sądzie to opieka naprzemienna, bo wg pani sędzi nie można matce zabierać dziecka.
    A już punkt o płaceniu alimentów jako jeden z elementów dobrego rozwodu mnie powalił. Gdzie w tym dobro dziecka? Przecież dziecko potrzebuje równego kontaktu z obojgiem rodziców. Jak autorka powyższego artykułu wyobraża sobie utrzymanie więzi rodzica z dzieckiem, gdy dziecko widzi rodzica przez kilka godzin co np. drugi weekend? Pieniądze z alimentów to zastąpią? A może by tak wprowadzić opiekę naprzemienną i wzajemne zniesienie alimentów? W krajach Europy zachodniej działa to dobrze.

    • Tekstualna Reply

      to post post pisany z mojej perspektywy
      nie, nie widze możliwości utrzymania więzi rodzica z dzieckiem, gdy dziecko widzi rodzica przez kilka godzin co np. drugi weekend. Zgadzam się z Tobą.
      A alimenty? jak nie są płacone, jest konflikt między rodzicami, kosa w powietrzu i wzajemne pretensje. Czy to dobre dla dziecka? Według mnie – nie.

      Co do opieki naprzemiennej się nie zgodzę, dziecko to nie walizka, by zmieniać mu rzeczywistość co tydzień. Dziecko zwariuje.

      Napisz proszę do mediatora z Pelikana!

  10. To przykre, gdy któraś ze stron musi udowadniać, że jest dobrym rodzicem. Ja musiałam udowadniać, że jestem dobrą mamą – że dbam o dziecko najlepiej jak potrafię. Jego tata skierował do sądu pismo oparte o stek bzdur takich jak: głodzenie noworodka, pozostawianie go bez opieki…nawet nie chcę sobie tego przypominać. W ciągu jednego dnia mój świat runął, gdy nas zostawił dla innej kobiety, a kilka miesięcy później wpadł mi do domu kurator sądowy z takimi informacjami. Po dwóch latach powtórka z rozrywki. Bo dziecko jest pod moją opieką. Myślę, że problemem jest to, że dorośli czasem nie radzą sobie z emocjami i zwyczajnie wyładowują swoją frustrację w ten sposób – dowalę ci tak, że się nie pozbierasz. Ale się pozbierałam, poszłam do sądu, udowodniłam, że jestem najlepszą mamą dla naszego dziecka, wywiad kuratorski to potwierdził, a także wskazał przekłamania ze strony drugiego rodzica.
    Mój ma tatę na kilka godzin w miesiącu – ani to moja decyzja, ani sądu. Sam tak wybrał. Choć walczył o pełną opiekę. Czy jest dobrym tatą? Nie wiem. Nie oceniam go. Oceniam tylko siebie, resztę zostawiam w rękach dziecka.
    Wierz mi, Rafale, że to o czym piszesz działa w dwie strony. A w ogóle nie powinno mieć miejsca, gdy obje strony kochają dziecko i chcą jego dobra.

  11. Jako dziecko i wnuczka rozwodników dodałabym jeszcze podpunkt – umożliwiaj widzenie się z rodzicem nawet wówczas, jeśli nie płaci alimentów. Różnie w życiu bywa, różni się zdarzają ojcowie, jeśli chce się widzieć z dzieckiem, to niech się widzi ile chce. Nie płaci, no cóż, życie. Dla dziecka forsa ma znikomą wartość, spotkanie i tak rzadko widywanego ojca jest bezcenne. Zamieniłabym wszystkie alimenty świata na możliwość oglądania swojego ojca chociaż raz na rok. Niestety matka go kilka razy przepędziła za niepłacenie i w zasadzie zostałam półsierotą.

  12. Powinnaś prowadzić warsztaty dla osób, które są w separacji, podczas rozwodu i nie tylko, bo rzadko który rodzic się do nich stosuje. Moi rodzice (mimo tego że są razem) bardzo często od kiedy pamiętam – nagadywali na siebie, potrafili o sobie mówić najgorsze rzeczy, a ja z siostrą musiałyśmy tego słuchać. To dla dziecka takie przykre doświadczenie.

  13. Jako dziecko marzyłam, żeby moi rodzice się rozstali. Niestety miałam oboje pod swoim dachem i z perspektywy czasu ciężko to ocenić – niby fajnie, bo ten sam dom i brak zmian, a jednak niezbyt fajnie bo manipulowanie dzieckiem, kłótnie, beznadziejny model partnerstwa były moją codziennością. Dziś rodzice nie są już razem i informacja ta była dla mnie ulgą, zwłaszcza, że oboje mają fajnych, nowych partnerów, którzy są dodatkowym wsparciem i wartościowymi osobami w moim systemie rodzinnym. Tragedią były dla mnie złe stosunki rodziców i ich ciągłe zimne wojny. Ze skutkami ich działań musiałam radzić sobie wiele lat. dlatego zgadzam się z komentarzem psycholożki, zgadzam się również z naciskiem na szacunek wobec byłego partnera i pozwoleniem dziecku kochać kogo zechce i jak zechce. Nic gorszego niż kiedy matka wymusza na Tobie lojalność, bo Twój ojciec a jej partner ją w jej mniemaniu skrzywdził. Dziś jestem po drugiej stronie jako „nowa ciocia” i mam swoją garść refleksji na temat takiego patchworku. Ze swojej strony staram się szanować zarówno dzieci i ich więź z moim partnerem, jak i nigdy nie pozwalam sobie na brak szacunku czy zniecierpliwienie kiedy opowiadają o swoim domu i tym co robią z mamą.

  14. Jako współautor broszury „Dziecko w rozwodzie. Poradnik dla rodziców” cieszę się, że była ona inspiracją dla tak ciekawych i świetnie napisanych postów. Jeszcze bardziej bym się ucieszył, gdyby oryginalne źródło inspiracji było przywołane, chyba że tego nie zauważyłem. Faktem jest, że Stowarzyszenie Pelikan prowadzi teraz kampanię pod hasłem, które jest tytułem naszego (Fundacji Partners Polska) poradnika z 2006 roku i robi to za naszą zgodą i przy naszej współpracy. Wkrótce ukaże się też nowe, zaktualizowane wydanie poradnika, wydane przez Pelikana. Ale autorami jesteśmy my, mediatorzy Centrum Mediacji Partners Polska. Tak gwoli czystości sytuacji :).
    Dla chcących zapoznać się z pierwotną wersją zapraszam tutaj: http://www.mediacja.org/upload/files/Dziecko_w_rozwodzie_-_poradnik_dla_rodzicow.pdf
    Poradnik od kilku lat jest też dostępny na stronie Rzecznika Praw Dziecka: http://brpd.gov.pl/dziecko-w-rozwodzie-poradnik

    Pozdrawiam!
    Maciej Tański

Leave A Reply

Navigate